EKSPERT



BEZPŁATNE SZKOLENIA I KONFERENCJE F-TRUST

Prowadzimy szkolenia zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych inwestorów.

Zapisz się

IKE/IKZE

Najbardziej efektywne oszczędzanie na emeryturę,porównaj nasze produkty IKE i IKZE.

Więcej: IKE i IKZE



USŁUGA ZARZĄDZANIA PORTFELEM

Możliwość inwestowania zgodnie ze strategią inwestycyjną uszytą na miarę.

Więcej: Zarządzanie portfelem

CAŁA WIEDZA NA TEMAT FUNDUSZY W JEDNYM MIEJSCU

F-Trust - proces analityczny

Inwestowanie to proces, który wymaga cyklicznej pracy, w F-Trust analizujemy fundusze zaczynając od podejścia makro, a kończąc na doborze funduszy do portfela inwestycyjnego. Każdy etap naszej pracy powtarzamy w stałych terminach – tak aby klienci mogli wspólnie z nami analizować swoje inwestycje.

Etapy procesu:

Pokaż cały proces


PLATFORMA FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH

Platforma funduszy inwestycyjnych

Inwestuj przez internet, poznaj nasze materiały edukacyjne, załóż portfel treningowy, zobacz podgląd autentycznych portfeli


Więcej: Platforma Funduszy


ZAŁÓŻ DARMOWE KONTO
Zajmie Ci to maksymalnie 1 minutę

Nasi klienci zainwestowali
już 1,2 MLD zł WIĘCEJ >>>

Doskonała opinia wśród klientów,
9 lat doświadczenia  WIĘCEJ >>>

A A A

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o rządzących światem firmach technologicznych, „praktykowaniu kaligrafii” oraz zadaniach czekających nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

– Jak amerykańska giełda reaguje na wydarzenia w Waszyngtonie? Mam na myśli atak na Kongres i późniejsze próby odsunięcia Donalda Trumpa od władzy.

Błażej Bogdziewicz: – Spokojnie. Gdy doszło do wtargnięcia demonstrantów do budynku Kongresu były pewne spadki, ale gdy Trump ogłosił dość pojednawcze przemówienie, przynajmniej jak na niego pojednawcze, ceny akcji znowu poszły w górę. Ale oczywiście wydarzenia, do których doszło w Kongresie mają drugie dno. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych i na świecie dominuje narracja, że amerykańska demokracja się obroniła, że teraz znowu wszystko będzie fajnie. Nie podzielam tych opinii.

– To jest nas przy tym stole trzech.

Błażej Bogdziewicz: – Amerykańska demokracja obroniła się w tym sensie, że instytucje działają, Joe Biden zostanie 20 stycznia br. zaprzysiężony, ale skutki ostatnich wydarzeń będą odczuwalne i to być może przez lata. Stany Zjednoczone weszły w spiralę wydarzeń, które są niebezpieczne dla tego kraju, a w konsekwencji będą one niebezpieczne dla całego świata. Myślę o tym, co amerykański sektor technologiczny zrobił z alternatywą dla Twittera, spółką Parler, która nagle została odcięta od infrastruktury IT.

– Dla przypomnienia – gdy Twitter zablokował Trumpa, wielu jego zwolenników zaczęło się przenosić do konkurencyjnego serwisu Parler.

Błażej Bogdziewicz: – I to im uniemożliwiono. Twitter i Facebook zablokowali urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych i jego zwolenników pod zarzutem siania nienawiści, a później uniemożliwiono działalność serwisu Parler. Co więcej, ta firma przez kilka dni nie mogła znaleźć kancelarii prawnej, która by ich w tej sprawie reprezentowała, ani firmy hostingowej, dzięki której mogłaby wznowić działalność. Z gospodarczego punktu widzenia Parler nie ma większego znaczenia, ale jeśli sektor technologiczny jest w stanie w ciągu kilku dni zniszczyć taką spółkę jak Parler – z powodów, było nie było subiektywnych, bo przecież w tej sprawie nie było żadnego sądowego wyroku – to jest to tragedia.

Piotr Przedwojski: – Podkreślmy to, aby głośno wybrzmiało – bez wyroku sądowego! Zadajmy sobie pytanie, jak jest regulowana działalność sektora technologicznego w Stanach Zjednoczonych? To „Akt o przyzwoitości w Internecie” z 1996 roku tzw. DCA. Prawo z 1996 roku, czyli z okresu, gdy nikt nie słyszał o Twitterze i Facebooku, a one przecież diametralnie zmieniły Internet. Zadajmy sobie pytanie, czy platformy internetowe odpowiadają za treści w Internecie, czy można ich pozwać? Otóż można – jeśli są wydawcą. A na samym początku, aby chronić te malutkie, rozwojowe i innowacyjne spółeczki, Amerykanie przegłosowali „Sekcję 230”, która ich z tego zwalnia. Co więcej, w związku z obawami o rozprzestrzenianie pornografii w sieci mogą dowolnie te treści wyrzucać – pod pewnymi warunkami (tak, za te same, za które nie odpowiadają!).

To oznacza, że takie platformy, jak Facebook, dzisiaj globalny gigant, albo Twitter nie odpowiadają za publikowane treści, czyli są dystrybutorem, niczym na przykład kiosk Ruchu. To trochę tak, jakby kioskarz dowolnie mógł zamazywać flamastrem to co mu się dziś nie podoba, we wszystkich kioskach świata naraz. To jest właśnie pra-źródło wszystkich dzisiejszych problemów. Żeby było śmieszniej, „Sekcję 230” bezrefleksyjnie przyjął cały świat, bo przecież w USA na pewną wiedzą lepiej. Cały z wyjątkiem Chin. Pamiętam, jak wiele lat temu Chińczycy budowali swojego firewalla, ten tzw. Wielki Mur. Wszyscy się wtedy z nich śmiali twierdząc, że to im się nie uda, że on będzie nieefektywny i że wiele na tym stracą. Tymczasem firewall okazał się i efektywny, i dzisiaj widać po co Chińczycy go budowali.

– No, jeśli chodzi o obywateli Chińskiej Republiki Ludowej to oni jednak trochę stracili. Mianowicie wolność dostępu do informacji.

Piotr Przedwojski: – Jakie jest chińskie prawo i jaki panuje tam ustrój, to inna kwestia. Ale jest faktem, że nie obowiązuje tam prawo amerykańskie. Wracając do meritum. Trump też tego prawa nie zmienił, bo model biznesowy takich firm jak Facebook, Google i Apple miałby skrajnie trudną adaptację. A obecny model jest dla nich idealny – przychody z reklam są moje, a koszty badania publikacji, tzw. fact-checking, ponoszą wszyscy inni. Podobnie zresztą jak koszty braku tego badania. Gazety, przypomnę, tak dobrze nie mają. Kolejny absurd polega na tym, że Twitter mówi, że nie ponosi odpowiedzialności za twitty, które publikuje, ale jak ma na to ochotę, jak upubliczniane treści mu nie odpowiadają, to je cenzuruje. I to też jest w prawie USA tylko pod warunkiem „dobrej woli”, co brzmi dla mnie dość złowieszczo.

Błażej Bogdziewicz: – Wszystko co mówisz jest prawdą, ale to są trochę dwie różne rzeczy – to co zrobił sektor technologiczny, i to co zrobił Twitter. Uważam, że jest bardzo źle jeśli sektor technologiczny jest w stanie zniszczyć spółkę z powodów subiektywnych. Czy tylko amerykańską? Nie, również niemiecką, francuską, czy polską…

Piotr Przedwojski: – Ale nie chińską.

Błażej Bogdziewicz: – Ale nie chińską. Co to oznacza, jakie będą następstwa? Kilka miesięcy temu prezydent Francji Emmanuel Macron nawoływał państwa Unii Europejskiej do budowy własnej chmury obliczeniowej, europejskiej alternatywy dla amerykańskich serwisów hostingowych. Wielu się z niego w Unii śmiało, ale okazuje się, że miał trochę racji. Dzisiaj w stu procentach zależymy od Stanów Zjednoczonych. To źle, każdy monopol jest zły. Amerykański sektor technologiczny pokazał siłę, ale ta siła wielu na świecie przestraszyła.

– Nawet Angelę Merkel. Kanclerz Niemiec, która nie słynie z przesadnie ciepłych uczuć do Trumpa oświadczyła, że zablokowanie urzędującego prezydenta na Twitterze jest naganne.

Błażej Bogdziewicz: – Bo w tej sprawie nie chodzi o takie czy inne sympatie polityczne. To wydarzenie pokazało, że amerykański, co w istocie, jeśli nie liczyć Chin, oznacza globalny sektor technologiczny działa według wątpliwych zasad. Usuwanie kogoś z platformy komunikacyjnej bez wyroku sądowego trudno uznać za w pełni normalne.

Piotr Przedwojski: – Firmy high-tech wyrosły na regulacjach, które się zdezaktualizowały. Moim zdaniem to się będzie musiało zmienić, bo jeśli te regulacje się nie zmienią, to fundamenty prawa, na których dzisiejszy świat został zbudowany będą zagrożone. A zmiana regulacji będzie z kolei oznaczała duże ryzyko dla przynajmniej części amerykańskiego sektora technologicznego.

– Wtargnięcie demonstrantów do Kongresu to fragment większej całości. Zastanawiam się co, gdy emocje już opadną, pomyślą inwestorzy. Bo do tej pory Stany Zjednoczone były postrzegane nie tylko jako wzór demokracji, ale również praworządności, stabilności i przewidywalności. Trochę przesadzę, ale powiem, że teraz okazało się, że to tylko fasada, potiomkinowska wioska. Czy to nie odbije się na amerykańskiej giełdzie?

Błażej Bogdziewicz: – Wszystko w rękach Bidena. Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych ma bardzo trudną sytuację, być może najtrudniejszą spośród wszystkich amerykańskich prezydentów w ostatnich latach. Stany Zjednoczone są dzisiaj w relatywnie najtrudniejszym położeniu od końca zimnej wojny, w szczególności wobec Chin. Ten kraj cały czas kiepsko radzi sobie z pandemią, trawią go kolosalne napięcia i konflikty społeczne, pogłębia się rozwarstwienie majątkowe.

Wszystko to było w Stanach Zjednoczonych od dawna, może od zawsze, ale to się dzisiaj kumuluje do niebezpiecznych poziomów. Biden musi poskładać amerykańskie społeczeństwo, sprawić, aby ono na powrót uwierzyło w swoje instytucje. Druga sprawa to konieczność szukania sojuszników i uwiarygodnienia się Stanów Zjednoczonych jako dobry sojusznik zwłaszcza w Europie i w tych spośród państw azjatyckich, które czują się zagrożone przez Chiny. To będzie bardzo trudne. Wszystko to będzie miało wpływ również na kondycję amerykańskich rynków. Pocieszające jest to, że Biden chyba to rozumie. To pierwszy krok, ale niewystarczający. Dzisiaj nie można być pewnym, że uda mu się te cele osiągnąć.

Piotr Przedwojski: – To trudna sytuacja, bo to co działało kiedyś, przez całe dziesięciolecia, nagle działać przestaje. Trzeba to zmienić, ale opór przed zmianami, jak wiemy z historii, zawsze jest bardzo duży. Zmiany wiążą się z ryzykiem, a tego nie lubimy.

– Demokraci wygrali wybory uzupełniające w Georgii, co oznacza, że będą kontrolowali również Senat. Mają pełnię władzy. Co to może oznaczać?

Błażej Bogdziewicz: – Wprowadzenie wyższych podatków i większych regulacji. To źle brzmi, ale wydaje mi się, że rozsądne regulacje nie będą katastrofą dla rynku.

Piotr Przedwojski: – Pełna zgoda.

Błażej Bogdziewicz: – Pytanie tylko, gdzie jest złoty środek i czy Joe Biden potrafi go znaleźć. Wiele zależy też od polityki FED-u, bo oczywiście można drukować pieniądze, gdy inflacja jest na rozsądnych poziomach – z pewnością ta polityka będzie kontynuowana jeszcze w tym roku – ale to nie jest instrument, który można stosować w nieskończoność.

Piotr Przedwojski: – Amerykanie muszą dokonać gruntownego przewartościowania. Mam nadzieję, że to zrobią, choć wiemy, że politycy lubią uciekać od fundamentalnie ważnych decyzji, pudrować rzeczywistość i udawać, że wszystko jest okay.

– To jeśli o przewartościowaniu mowa. Będzie, od dawna zapowiadany, podział takich gigantów jak Facebook, Alphabet, Amazon?

Błażej Bogdziewicz: – Wydaje mi się to prawdopodobne, bo nawet w Partii Demokratycznej pojawiają się głosy, że te firmy są zbyt duże, że za chwilę zaczną rządzić i Ameryką, i całym światem. Więc ten scenariusz jest prawdopodobny, a być może nawet bardzo prawdopodobny. Co więcej, wydaje się, że wcale nie jest to aż tak bardzo skomplikowane. Istotnym czynnikiem wpływającym na możliwość zrealizowania tego scenariusza jest to, że ani politycy w Stanach Zjednoczonych, ani w Europie nie chcą być zakładnikami mega korporacji, które na dodatek działają według wątpliwych zasad. Więc oni muszą w końcu, także we własnym interesie, powiedzieć dość!

Piotr Przedwojski: – Kilka lat temu podczas spotkania w Davos śmiano się, że na świecie są trzy supermocarstwa: Stany Zjednoczone, Chiny i Google. Dzisiaj Trump, demokratycznie wybrany prezydent, został na mocy arbitralnej decyzji, bez sądowego wyroku, co jeszcze raz podkreślę, bo to szokujące, „wyautowany” z cyfrowego świata. To jest jasny sygnał kto w tym gronie trzech supermocarstw jest ważniejszy niż USA…

Błażej Bogdziewicz: – Ale gdyby Trump wygrał wybory, takiej sytuacji by nie było.

Piotr Przedwojski: – To prawda, na pochyłe drzewo każda koza skacze. Ale upieram się, że to wydarzenie ma rangę symbolu.

– Spójrzmy teraz na Chiny, gdzie właśnie zniknął Jack Ma, założyciel spółki Alibaba. W październiku ubiegłego roku skrytykował chińskie banki i od tego czasu nie pokazuje się publicznie.

Błażej Bogdziewicz: – A to w końcu jeden z najważniejszych chińskich przedsiębiorców.

Piotr Przedwojski: – Najważniejszy. Podczas publicznego wystąpienia powiedział, że chińskie banki są do niczego i tyle go widziano. To znaczące wydarzenie.

– Podobno, jak to się w Chinach nazywa, „praktykuje kaligrafię”, co oznacza, że jest w areszcie domowym.

Błażej Bogdziewicz: – Ale Alibaba cały czas działa, co oznacza, że chińskie władze zachowują się pragmatycznie. Podam jeszcze jeden przykład pragmatyzmu Pekinu. Właśnie, po wielu latach negocjacji, podpisano umowę między Chinami i Unią Europejską. Pekin poszedł na daleko idące ustępstwa, ale uparł się przy dwóch kwestiach. Po pierwsze, w Europie do gry wraca Huawei, choć wydawało się, że w ubiegłym roku Amerykanom udało się go z tutejszego rynku wyeliminować. Po drugie, firmy, które będą przestrzegały amerykańskiego embarga wobec Chin, nałożonych na ten kraj przez Waszyngton sankcji, nie będą mogły prowadzić w Chinach interesów. Staną przed bardzo trudnym wyborem.

Piotr Przedwojski: – Nie jest przypadkiem, że do podpisania umowy między Unią Europejską a Pekinem doszło za niemieckiej prezydencji. Chiny właśnie przeskoczyły Stany Zjednoczone w obrotach handlowych z Niemcami za 2019 rok. To wiele wyjaśnia. Chiny są na pierwszym miejscu, Stany Zjednoczone na drugim, a Polska na szóstym.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

Przefiltruj:

wybierz towarzystwa

klasa aktywów

podział geograficzny

wybierz sektory

Ryzyko 1
7

waluta funduszu

min. pierwsza wpłata

FILTRUJ
Nazwa funduszu
Klasa
aktywów

Klasa aktywów – wskazuje w jakie instrumenty finansowe inwestuje fundusz. W ramach funduszy mieszanych fundusz może inwestować w kilka klas aktywów jednocześnie.


Ryzyko

Ryzyko – Ocena ryzyka na podstawie danych dostępnych w kluczowych informacjach dla inwestorów danego funduszu. Wskaźnik ryzyka stanowi syntetyczną wartość odzwierciedlającą poziom ryzyka związany z inwestycją w dany fundusz bądź subfundusz. Może on przybierać wartości od 1 (najmniej ryzykowny) do 7 (najbardziej ryzykowny).


Sektor

Sektor – informacja wskazująca zaangażowanie funduszu/subfunduszu w instrumenty finansowe emitowane przez określone podmioty. Podział może dotyczyć sektorów w jakich działają przedsiębiorstwa (np. ochrona zdrowia), wielkości kapitalizacji firm (małe/średnie/duże). W przypadku, gdy fundusz/subfundusz inwestuje w szerokie spektrum instrumentów finansowych emitowanych przez spółki z różnych branż, o różnej kapitalizacji, wówczas mamy do czynienia z funduszem/subfunduszem uniwersalnym. Region – Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Podział
geograficzny

Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Wynik
Caspar Akcji Europejskich A Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte +4.64%
2021-07-22
Szczegóły
Caspar Akcji Europejskich S Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte +4.66%
2021-07-22
Szczegóły
Caspar Globalny Akcyjne 5 Uniwersalny Globalny +3.29%
2021-07-22
Szczegóły
Caspar Stabilny A Mieszane 4 Uniwersalny Globalny +1.94%
2021-07-22
Szczegóły
Caspar Stabilny S Mieszane 4 Uniwersalny Globalny +1.98%
2021-07-22
Szczegóły
TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym – o wyborach prezydenckich w USA, polityce polskiego rządu, wojnie handlowej oraz o nowych opłatach – rozmawia Piotr Gajdziński.

– Zajmijmy się dzisiaj najpierw Stanami Zjednoczonymi, gdzie zbliżają się wybory prezydenckie. Prezes JP Morgana powiedział, że inwestorzy powinni się przygotować na zwycięstwo obecnego prezydenta, ale sondaże dają 8-10 procentową przewagę Joe Bidena.

Błażej Bogdziewicz: – Stawiam na Trumpa.

Piotr Przedwojski: – Podziwiam Twój refleks, bo też chciałem to powiedzieć. Faktycznie, w sondażach wygrywa Biden, ale inne badania pokazują, że 13% Amerykanów nie chce się przyznać, że będzie głosowało na Trumpa. Pamiętajmy też, że prezydenta Stanów Zjednoczonych wybierają elektorzy.

– Który z kandydatów jest lepszy z punktu widzenia inwestorów?

Błażej Bogdziewicz: – Trump oznacza mniejsze ryzyko podnoszenia podatków i wprowadzania nowych regulacji. Ale każdy z kandydatów niesie zarówno szanse, jak i ryzyka. Nie wiemy też, jaką politykę każdy z nich będzie prowadził już po wprowadzeniu się do Białego Domu, choć w wypadku Trumpa liczba niewiadomych, po jego pierwszej kadencji, jest oczywiście mniejsza. Świat, w tym również inwestorzy, przyzwyczaili się do sposobu, w jaki Trump podejmuje decyzje i do tego, że później te decyzje zmienia. Mimo wszystko uważam, że z punktu widzenia inwestorów Trump jest lepszy, bo on jednak jest przywiązany do niskich podatków i znany jest z niechęci do pętających biznes regulacji. Jest niemal pewne, że kandydat Partii Demokratycznej będzie z kolei dążył do podniesienia podatków dla najbogatszych i nakładania nowych regulacji.

Piotr Przedwojski: – Trump jest znany, co inwestorzy zawsze sobie cenią, a Biden, przynajmniej w sferze retoryki, jest bardziej socjalistyczny. Ale tak naprawdę rynki mogą pozytywnie zareagować zarówno na zwycięstwo kandydata Partii Republikańskiej, jak i Partii Demokratycznej.

Błażej Bogdziewicz: – Nie jest to wykluczone

Piotr Przedwojski: – Tak naprawdę rynki boją się innego scenariusza, czyli kontestowania wyniku wyborów przez jedną lub drugą stronę. To prawdopodobny scenariusz, a w każdym razie nie nieprawdopodobny. To może oznaczać chaos.


Wojna handlowa

– Co właściwie dzieje się na froncie wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi i Chinami? Ta wojna niby trwa, ale import chińskich towarów zarówno do Stanów Zjednoczonych, jak i do Europy stale rośnie.

Błażej Bogdziewicz: – Do Polski zresztą też.

– To prawda. Rozgrywają się jakieś spektakularne bitwy, a to o Huawei, a to o Tik Toka, ale specjalnego wpływu tej wojny na gospodarkę nie widać.

Piotr Przedwojski: – Pytanie, jak wyglądałaby wielkość chińskiego eksportu, gdyby tej wojny nie było. Dzisiaj mniej się o tym starciu mówi, świat jest zajęty innymi sprawami, ale wojna się toczy. I może się wkrótce przypomnieć, bo przypuszczam, że Trump będzie chciał ją wykorzystać w kampanii wyborczej. Możemy się jeszcze jego słowami lub decyzjami w najbliższym czasie zdziwić.

Błażej Bogdziewicz: – Nie mam wątpliwości, że ta wojna trwa i wpływa na gospodarkę. Zgoda, tego w tej chwili za bardzo nie widać, ale to dlatego, że światowa gospodarka korzysta z ekstremalnie innej niż w ostatnich dziesięcioleciach polityce fiskalnej i monetarnej. W tej chwili w tej wojnie mamy ciekawą sytuację, bo zarówno Pekin, jak i Waszyngton mogą mieć poczucie, że wygrywają w tej wojnie.

Piotr Przedwojski: – To prawda.

Błażej Bogdziewicz: – Spójrzmy na to oczami Pekinu: chiński eksport rośnie, rezerwy walutowe Państwa Środka rosną. A teraz spójrzmy oczami Waszyngtonu: Huawei jest powoli duszony, odcinany od amerykańskiej technologii, która w tej chwili jest mu właściwie niezbędna, zmuszany do wychodzenia z wielu rynków, a na innych jest marginalizowany. To ważne, bo Huawei był postrzegany jako jedna z najgroźniejszych spółek technologicznych. Ta wojna będzie prawdopodobnie trwała i raczej będzie eskalowała.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


Huawei i liczby

– Nawet jeśli do Białego Domu wprowadzi się Joe Biden?

Błażej Bogdziewicz: – Sądzę, że to niewiele zmieni. W Kongresie różnice między Republikanami a Demokratami w sprawie Chin są bardzo niewielkie. Minimalne.

Piotr Przedwojski: – Mimo to Chińczycy chcą przeczekać Trumpa. Dlatego ta wojna jest dzisiaj mniej głośna niż jeszcze kilka miesięcy temu. Pekin liczy, że jeśli obecny prezydent przegra, to jednak polityka Waszyngtonu się zmieni. Zresztą podobną postawę widać też w działaniach wielkiego biznesu amerykańskiego. Ostatnio jeden z największych banków USA przenosi swoją siedzibę do Szanghaju, za nic mając politykę Trumpa.


– Dlaczego Huawei jest w tej wojnie tak ważny?

Błażej Bogdziewicz: – Chiny są państwem totalitarnym, co w tej sprawie jest niezwykle istotne. Ale nawet gdyby nie były, to są największym konkurentem Stanów Zjednoczonych. To są dwie sprawy, które są fundamentalne dla zrozumienia konfliktu wokół Huawei. Ta spółka jest ważna, bo ona była do niedawna liderem technologicznym – choć, jak się wydaje, to się ostatnio zmieniło – w dziedzinie budowania sieci komórkowej piątej generacji. Kraje, które korzystałyby z tej technologii byłyby uzależnione od Huawei, a w istocie od totalitarnego państwa chińskiego. Wydaje się, że ta sieć w wypadku jakiegoś konfliktu mogłaby zostać wyłączona, co jeśli nie byłoby zabójcze, to na pewno bardzo dotkliwe.

Jest również bardzo, nawet niezwykle prawdopodobne, że Huawei za pomocą tej sieci mógłby zbierać ogromną ilość informacji, które trafiałyby do władz w Pekinie. Kolejna rzecz – Huawei jest ważną częścią chińskiej układanki. Dla Pekinu jednym z najbardziej strategicznych sektorów jest dzisiaj produkcja półprzewodników. Amerykanie są liderem w tej dziedzinie, a przewaga w produkcji półprzewodników oznacza gigantyczną przewagę militarną. Jest trochę tak, że generałowie zawsze przygotowują się do minionej wojny, ale kolejna wojna, jeśli do niej dojdzie, rzeczywiście będzie zupełnie inna. Starcie pod Kurskiem już zawsze pozostanie największą bitwą pancerną ludzkości, bo w kolejnej nie czołgi będą odgrywały najważniejszą rolę. Ta nowa wojna będzie się opierała na bardzo zaawansowanych technologiach, a wszystkie one wymagają zaawansowanych mikroprocesorów. Jak ktoś będzie miał przewagę w ich produkcji, to będzie miał przewagę w sztucznej inteligencji, a więc będzie miał przewagę militarną. Ona jest w tej chwili po stronie Amerykanów, ale Chiny robią wszystko, aby to zmienić.

Piotr Przedwojski: – Uważa się, że w tej chwili Chiny są w tej dziedzinie dziesięć lat za Amerykanami. Trzeba jednak powiedzieć, że usługi Huawei są na bardzo wysokim poziomie, stosunek ceny do jakości tych usług jest najlepszy na świecie. Dlatego Chińczyków trudno zastąpić. Tym bardziej trudno, że tak naprawdę nie ma żadnej amerykańskiej spółki telekomunikacyjnej, która mogłaby konkurować z Huawei. To też jedna z bardzo ważnych przyczyn, dla których Amerykanie wzięli tę firmę na celownik.

Błażej Bogdziewicz: – Tyle że Huawei cały czas musi kupować półprzewodniki w Stanach Zjednoczonych, a w każdym razie poza Chinami. Technologie do ich wytwarzania są cały czas w ogromnym stopniu własnością spółek amerykańskich.


– W ubiegłym tygodniu na ekrany europejskich kin powrócił serial pod tytułem „Brexit”. To już chyba piąty sezon…

Piotr Przedwojski: – Prawdę mówiąc już jakiś czas temu ten serial stał się zbyt nużący, aby go śledzić.

Błażej Bogdziewicz: – Spór, cały czas, dotyczy granicy z Irlandią. Już kilka miesięcy temu ostrzegaliśmy, że tej kwestii nie da się rozwiązać, że to kwadratura koła. Więc teraz Londyn oświadczył, że owszem, wynegocjował tę umowę, owszem, podpisał dokument, ale teraz nie zamierza go przestrzegać.

Piotr Przedwojski: – Można się spodziewać, że jeśli teraz mamy sezon piąty, to wkrótce scenarzyści uraczą nas kolejnymi. Może dojdą do dziesiątego. Nawarzyli piwa, ale mają trudności z jego skonsumowaniem. Wydaje mi się jednak, że ciekawsze rzeczy dzieją się w rejonie Morza Śródziemnego. Tam się robi naprawdę gorąco, jest ostry konflikt między Turcją i Grecją, a przypominam, że oba państwa są członkami Paktu Północnoatlantyckiego. Coraz wyraźniej Stambuł i Ateny mówią o wojnie, a chodzi o ropę, gaz i nierozwiązaną kwestię Cypru. Ale w konflikt zaangażowanych jest więcej państw, bo i Francja, i Izrael, Egipt, Libia. To przypomina beczkę prochu.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Jeśli da się Turcji przestrzeń do działania, to Erdogan będzie działał, bo jego ambicją jest stworzenie imperium. Więc jeśli Francja i Stany Zjednoczone nie powiedzą jasno, że jego działania spotkają się z dotkliwymi konsekwencjami, to dalej będzie podgrzewał atmosferę. A w końcu rzeczywiście może doprowadzić do wojny.


Nowe… opłaty

– Wróćmy do Polski. Tadeusz Kościński, minister finansów zapowiedział, że nie będzie nowych podatków…

Błażej Bogdziewicz: – Tylko opłaty!


– A kilka dni później kierowany przez niego resort ogłosił zapowiedź wprowadzenia nowych podatków dla spółek komandytowych. Czy ten rosnący fiskalizm nie doprowadzi w końcu do zarżnięcia polskiego biznesu?

Błażej Bogdziewicz: – Akurat te podatki nie będą miały takich konsekwencji, to nie jest wielka skala. Na szczęście rząd odpuścił sobie podniesienie składek na ZUS, co już mogło mieć bardzo poważne konsekwencje. Problem jest gdzie indziej i dotyczy demografii. Jeśli demografia w krótkim czasie się nie poprawi, to po prostu Polska nie będzie w stanie finansować emerytur. To jest prawdziwa, tykająca bomba.

Piotr Przedwojski: – A oczywiście demografia nagle się nie poprawi.

Błażej Bogdziewicz: – I ta bomba wybuchnie. Tyle, że dopiero za kilka lat, więc dzisiaj nikt się tym nie zajmuje.


– My zajmiemy się tym za miesiąc. Tymczasem chcę Was zapytać, czy widzicie jakieś długofalowe skutki pandemii dla rynku kapitałowego.

Piotr Przedwojski: – Na pewno deficyty budżetowe i spadek stóp procentowych. A do tego więcej pracy zdalnej i skrócenie łańcuchów dostaw.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, a to ma dalsze konsekwencje. Weźmy najprostszy przykład, czyli więcej pracy zdalnej. To bardzo mocno wpływa na rynek nieruchomości, zwłaszcza nieruchomości na wynajem. Też już kiedyś przed tym ostrzegaliśmy i teraz ten czarny scenariusz się materializuje. Pandemia przyspieszyła też pewne trendy, które obserwowaliśmy od lat, choćby wzrost zakupów przez Internet, co uderza w tradycyjny handel. Te tendencje powodują, że tak dobrze radzą sobie teraz spółki technologiczne. Jest jeszcze jedna, mentalna zmiana, już bezpośrednio dotykająca rynków kapitałowych – w bardzo wielu państwach inwestorzy dochodzą do wniosku, że należy uciekać od lokat bankowych, bo one dają stratę zamiast zysku i trzeba się poważnie zainteresować inwestycjami w akcje. Pytanie na ile jest to długofalowe, przemyślane działanie, a na ile tylko chwilowe działania spekulacyjne. Czas pokaże.

Piotr Przedwojski: – Pandemia przyspieszyła pewne decyzje także jeśli chodzi o politykę monetarną. Banki centralne i rządy zdecydowanie śmielej obniżyły stopy procentowe, ale mam wrażenie, że rozmyślano o tym od dawna, a pandemia stała się tylko katalizatorem, wygodną wymówką, aby wysokość stóp obniżyć skokowo. Zobaczymy jakie będą tego konsekwencje.


Repolonizacja, a realne liczby

– Na zakończenie poproszę o krótki komentarz do tak zwanej repolonizacji. Gdy ona się dokonywała, za jedną akcję Alior Banku zapłacono 89 zł, dzisiaj kosztuje ona 13 zł. W wypadku Pekao SA było to 123 zł, a dzisiaj jedna akcja kosztuje 51 zł. Inwestycja w dwadzieścia spółek Skarbu Państwa notowanych na GPW to spadek o 23%, podczas gdy WIG wzrósł w tym czasie o 2%.

Piotr Przedwojski: – Co tu komentować? Te liczby są wystarczającym komentarzem.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście, państwo z reguły nie jest dobrym właścicielem. Aczkolwiek trzeba powiedzieć, że te dwadzieścia spółek Skarbu Państwa notowane na warszawskim parkiecie to przede wszystkim banki oraz firmy energetyczne. Oba te sektory są ofiarami trendów, na które zarządy nie miały żadnego wpływu. Banki na wszystkich giełdach radzą sobie kiepsko.


– Pytanie w takim razie po co było inwestować publiczne środki w schyłkowe biznesy.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym – o nieznanych jeszcze konsekwencjach unijnego programu pomocowego, polskim samochodzie elektrycznym i urzędniczej pysze – rozmawia Piotr Gajdziński.

– Panowie, jak sądzę, zapisali się już na Izerę, ten legendarny i długo wyczekiwany polski samochód elektryczny?

Błażej Bogdziewicz: – Zaczynamy, jak słyszę, od dowcipkowania. Ale ja będę śmiertelnie poważny. W mojej ocenie rząd nie powinien angażować się we wspieranie tego typu przedsięwzięć i zostawić to wolnemu rynkowi. Nawet jeśli cel jest szczytny, wszyscy uczestnicy mają czyste intencje, a projekt wspierają mądrzy ludzie, to rząd od tego rodzaju inicjatyw powinien trzymać się z daleka, a zająć czymś innym, na przykład tworzeniem dobrego i stabilnego prawa. Mało który z projektów tego rodzaju wspieranych przez rząd…

Piotr Przedwojski: – Żaden.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie, żaden, nie skończył się sukcesem. Zwłaszcza u nas. Nie twierdzę, że odgrywa tu rolę zła wola, ale taka właśnie jest natura tego rodzaju projektów. Dlatego nie ma sensu ładować w tego rodzaju przedsięwzięcia publicznych pieniędzy. Dotyczy to nie tylko motoryzacji, również na przykład biotechnologii, badań nad nowymi lekami i tak dalej. Od tego rząd powinien się trzymać z daleka, to domena prywatnych przedsiębiorców. W Stanach Zjednoczonych i w wielu innych krajach mamy bardzo wiele przykładów spółek działających w obszarze nowoczesnych technologii, które powstały i znakomicie funkcjonują bez rządowego wsparcia.

Piotr Przedwojski: – Wszystkie środki pochodzące z państwowej kasy, które zostały przeznaczone na wspieranie inicjatyw podobnych do budowy polskiego samochodu elektrycznego, przepadły, zostały u nas najzwyczajniej zmarnowane. Nie znam żadnego, ani jednego przypadku, sukcesu. Tylko jeden, ale to w Stanach Zjednoczonych – mam na myśli Silicon Valley.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, ale w wypadku Doliny Krzemowej amerykański rząd tworzył raczej infrastrukturę, w tym infrastrukturę prawną, a nie finansował poszczególnych projektów. Steve Jobs nie dostał pieniędzy na stworzenie Apple’ a, podobnie Elon Musk. Wracając do Polski. Nie będzie tak, że polskie firmy działające w obszarze nowoczesnych technologii bez wsparcia rządu nie powstaną. Powstaną.

Piotr Przedwojski: – Pomysł, aby urzędnicy oceniali, czy jakiś pomysł inwestycyjny ma sens, to jakieś paranoiczne myślenie. Lepiej wydać pieniądze na obniżenie podatków, bo to bardziej przyczyni się do powstania firm działających w obszarze nowoczesnych technologii niż kuratela urzędników. Dowodem jest wielki sukces polskich firm działających w sektorze gier, o czym rozmawialiśmy przed miesiącem.

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli rząd chce inwestować w nowoczesną gospodarkę, to dużo lepszym pomysłem byłoby skoncentrowanie się na poprawie funkcjonowania administracji państwowej i wymiaru sprawiedliwości, tak aby ta machina działała szybko i sprawnie. Dla obrotu gospodarczego szybkie podejmowanie decyzji administracyjnych, sprawny wymiar sprawiedliwości, mają kolosalne znaczenie. A już w wypadku inwestycji dużego ryzyka, to znaczenie jest fundamentalne!

Piotr Przedwojski: – Pomysł, aby dotować inwestycje wysokiego ryzyka, to objaw co najmniej urzędniczej pychy. Przecież ci ludzie zupełnie się na tym nie znają.

Błażej Bogdziewicz: – Kapitał jest na świecie i jest w Polsce. Inwestorzy bardzo przychylnie patrzą na spółki z obszaru nowoczesnych technologii i nie tylko, czego dowodem są gwałtowne wzrosty notowań małych spółek z New Connect. Więc lepiej, aby rząd się tym nie zajmował.

Piotr Przedwojski: – Tyle, że niestety, chce.


Fuzja

– Jak oceniacie fuzję Orlenu z Lotosem? Warunki, na których ma się ona odbywać są trudne i właściwie zmienią polski rynek paliwowy. Nowy podmiot, który powstanie po fuzji będzie musiał sprzedać 400 stacji benzynowych Lotosu, jego pięć baz paliwowych, a 30% akcji Rafinerii Gdańskiej trafi do inwestora mniejszościowego.

Piotr Przedwojski: – To, że Komisja Europejska postawiła takie warunki dowodzi, że ta fuzja ma sens. Moim zdaniem, połączenie Orlenu i Lotosu to „rozpoznanie bojem”, bo jeśli chcemy, aby powstawały duże polskie podmioty, które będą miały wystarczającą siłę, aby walczyć na rynkach międzynarodowych, to musimy się tego nauczyć. Moim zdaniem warunki Komisji Europejskiej nie przekreślają tego pomysłu. A jeśli do Rafinerii Gdańskiej wejdzie akcjonariusz mniejszościowy, to raczej powinno poprawić jakość zarządzania tym podmiotem. Natomiast w całym tym projekcie pojawiał się pomysł, trudno powiedzieć, czy jest on nadal aktualny, aby fuzja dotyczyła trzech firm, czyli poza Orlenem i Lotosem również PGNiG-u. To już było szaleństwo. Przede wszystkim, PGNiG działa w innej branży. O ile z reguły łączenie na zasadzie biznesowej spółek działających w tej samej branży ma sens, to tworzenie konglomeratów z różnych obszarów jest bardzo kontrowersyjne.

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli w Rafinerii Gdańskiej musi być akcjonariusz mniejszościowy, to struktura tego przedsiębiorstwa niewiele się zmieni. Więc wielkich oszczędności kosztowych nie da się zrobić. Jeśli chodzi o PGNiG i powstanie jednego podmiotu z Orlenem i Lotosem, to jedyny sens, jaki w takiej fuzji widzę, to zwiększenie siły negocjacyjnej tego podmiotu wobec partnera wschodniego. Tyle, że to argument historyczny, bo dzisiaj polskie firmy kupują surowiec już nie tylko w Rosji, ale także w wielu innych częściach świata. Poza tym wielkich synergii nie widzę, a skutkiem połączenia z PGNiG byłoby powstanie spółki o bardzo skomplikowanej strukturze. Zarządzanie takim przedsiębiorstwem nie byłoby, łagodnie mówiąc, proste.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


Podatek – rozwiązanie rosyjskie

– Rzadko rozmawiamy o Rosji, ale pojawił się tam ciekawy program podatkowy. Moskwa chce zastąpić kilka podatków – w tym VAT, PIT i CIT – jednym, od przychodów. Podoba Wam się taki pomysł?

Piotr Przedwojski: – Prosty podatek ma wiele zalet, choć nie jest też pozbawiony wad. Pytanie, jakie oszczędności uda się osiągnąć wprowadzając prosty, pobierany automatycznie podatek, bo to powinno skutkować znaczną redukcją aparatu skarbowego.

Błażej Bogdziewicz: – Nie znam szczegółów tego rozwiązania, ale wszyscy wiemy, że podatek CIT jest nieuczciwy. Wiele międzynarodowych korporacji go nie płaci i to oczywiście nie tylko w Polsce. Ogromne pieniądze tracą też na przykład Niemcy, czy Francja i od lat mówi się, że trzeba z tym coś zrobić, ale od lat niczego się nie robi. Wydaje się, że mimo swoich wad, podatek przychodowy może być lepszym rozwiązaniem. Lepszym i bardziej uczciwym.


– Przespacerujmy się po rynkach. Jak wygląda sytuacja? W drugim kwartale tego roku PKB Strefy Euro spadło o 15%. To Armagedon, podczas kryzysu w 2009 roku największy kwartalny spadek wyniósł 3,1%.

Błażej Bogdziewicz: – Recesja covidowa jest największą recesją od zakończenia drugiej wojny światowej.


– Co dalej?

Błażej Bogdziewicz: – Wszystko zależy od drugiej fali epidemii i reakcji władz. Dzisiaj nie sposób odpowiedzialnie prognozować, bo wszystko zależy od wirusa. Coraz więcej ludzi mówi, że pandemia będzie z nami dłużej, to znaczy nie skończy się w ciągu najbliższych miesięcy. Z drugiej strony, mamy dość dobrą sytuację na giełdach. A to dlatego, że cały czas rządy pompują pieniądze do gospodarki. Te pieniądze pochodzą z banków centralnych, co oznacza, że po raz pierwszy w najnowszej historii wydatki są finansowane dodrukiem pieniędzy. Wiele podmiotów prywatnych dostaje pieniądze za samo istnienie. Tego wcześniej nigdy nie było.

Piotr Przedwojski: – Owszem, dane wskazują, że spadek PKB jest największy od zakończenia wojny, ale z drugiej strony deficyty budżetowe też są największe. To jest niespotykana wcześniej skala. Zobaczymy, jaki będzie tego efekt. Warto w tym miejscu pochylić się nad programem pomocowym uruchomionym przez Unię Europejską. Jej działania też są bez precedensu. To dobrze, że w sytuacji krańcowej Unia potrafiła podjąć trudne decyzje. Trzeba jednak pamiętać, że sposób spłaty obligacji, którymi ten program jest finansowany, wygląda bardzo mgliście. Mówi się o wprowadzeniu podatku od plastiku, o podatku cyfrowym, ale wszystko to, najdelikatniej mówiąc, jest bardzo nieprecyzyjne. Mimo to Brukseli udało się przekonać inwestorów, że w przyszłości znajdą się pieniądze na spłatę tych obligacji.

Błażej Bogdziewicz: – Ten program jest naprawdę duży, ale on pomoże firmom, które będą te nowe inwestycje wykonywały. Największą słabość programu widzę w tym, że jest sporo niejasności, że decyzje o zaciągnięciu wspólnego długu są „nietraktatowe”. To budzi obawę, że w pewnym momencie, na przykład w wypadku wybuchu kolejnego kryzysu, któryś z krajów członkowskich Unii Europejskiej pokusi się o nie wykonywanie ustaleń argumentując, że są one niezgodne z prawem. Jestem pewien, że ta sprawa będzie jeszcze miała dalszy ciąg.

Piotr Przedwojski: – Bez wątpienia. Ciekawe, że inwestorzy to „przełknęli”. Uważam, że przyjęcie tego programu pomocowego dla krajów Unii Europejskiej było właściwym krokiem, ale nie mam też wątpliwości, że jest to krok w nieznane.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym – o emeryturze obywatelskiej, sztabkach złota i popycie na złoto, znikaniu biznesmenów z samolotów – rozmawia Piotr Gajdziński.

– Nie uciekniemy od tego pytania, więc zmierzmy się z nim na samym początku. Jak oceniacie to, co o gospodarce mówili kandydaci w zakończonej właśnie kampanii wyborczej?

Błażej Bogdziewicz: – Festiwal socjalnych obietnic bez jakichkolwiek pomysłów na ich sfinansowanie.

Piotr Przedwojski: – Niewiele mogę powiedzieć, bo tego nie słuchałem.

Błażej Bogdziewicz: – Mam wrażenie, że kandydaci dali się ponieść fantazji, mając świadomość, że i tak ich obietnice nie zostaną zrealizowane. Także dlatego, że kwestie gospodarcze nie są domeną prezydenta. Warto zresztą zauważyć, że akurat w kwestiach gospodarczych obaj główni pretendenci zaprezentowali niemal spójność programową.

Piotr Przedwojski: – I brak kontaktu z rzeczywistością.

Błażej Bogdziewicz: – Nad jedną kwestią warto się jednak pochylić. W kampanii wyborczej sporo miejsca poświęcono systemowi emerytalnemu. Nie chcę odnosić się do szczegółowych propozycji, ale trzeba zauważyć, niejako w kontrze do składanych w kampanii obietnic, że w dłuższym terminie nie da się funkcjonować w systemie emerytalnym, który obecnie mamy, czyli ZUS, niski wiek zakończenia aktywności zawodowej i wysokie emerytury.

Trzeba powiedzieć, że wiele osób, które w ostatnich latach weszły na rynek pracy niestety nie uskłada zbyt wielkiej „górki” pieniędzy na swoim koncie w ZUS. Także dlatego, że część z nich pracowała lub nadal pracuje na umowach śmieciowych i na pewno nie będą beneficjentami hojnych programów emerytalnych dla dzisiejszych emerytów. A podatki płacą. W mojej ocenie, za jakiś czas będziemy musieli pójść w kierunku emerytur obywatelskich.


Gwarantowane wypłaty

– Czyli niskich, gwarantowanych wypłat dla każdego, kto płacił podatki.

Błażej Bogdziewicz: – Kluczowe jest tu słowo „niskich”.

Piotr Przedwojski: – Wcale nie jestem pewien, czy będzie nas stać na emeryturę dla każdego, nawet niską.

Błażej Bogdziewicz: – Sądzę, że będzie. Pytanie tylko, od jakiego wieku ona będzie wypłacana. Może na przykład po przekroczeniu osiemdziesiątego roku życia.

Piotr Przedwojski: – Albo setki. Tak, jeśli będziemy manipulowali granicą wieku, to jakoś damy radę. Jak w Rosji, gdzie wiek emerytalny mężczyzn jest wyższy niż średnia długość mężczyzny. Można? Można.

Błażej Bogdziewicz: – Jeżeli państwo będzie przyznawało emeryturę, załóżmy skrajny wariant, od tego osiemdziesiątego roku życia, to albo będziesz do tego wieku pracował, albo wcześniej zagwarantujesz sobie środki do życia i przestając pracować w wieku powiedzmy sześćdziesięciu lat przez dwadzieścia będziesz żył z własnych oszczędności.


– Wy to mówicie poważnie?

Błażej Bogdziewicz: – Obawiam się, że ku temu zmierzamy. To nie jest wyraz naszego pesymizmu, to wynika z liczb. Oczywiście, politycy nie chcą o tym mówić, a już na pewno nie chcą mówić podczas kampanii wyborczych.

Piotr Przedwojski: – Też nie mam wątpliwości, że zmierzamy do tego scenariusza. Nie śledziłem, jak już wspomniałem, kampanii wyborczej, więc zapytam was, czy kandydaci są świadomi, że ukryty dług ZUS jest siedem razy wyższy niż oficjalny dług państwa – wg oficjalnych wyliczeń ZUS na żądanie Unii Europejskiej? Każdy może łatwo znaleźć w internecie.

– Kandydaci nie robili wrażenia, że to wiedzą.

Błażej Bogdziewicz: – Z tym problemem można byłoby się uporać, gdybyśmy mieli dobrą demografię. Tymczasem ona jest zła. Ale warto powiedzieć, że inne państwa są w jeszcze gorszej sytuacji. Mamy jeszcze rezerwy wzrostu gospodarczego per capita, nasze emerytury w przeliczeniu na euro nie są tak wysokie, jak we Włoszech czy Hiszpanii, więc na tle Europy nie jesteśmy w sytuacji ekstremalnie złej. Niestety, tworzymy problemy, które za jakiś czas będą nas drogo kosztowały.

Piotr Przedwojski: – Można z dużą dokładnością wskazać, kiedy te problemy się zaczną. Jeśli do tego czasu nie zwiększymy wzrostu PKB razy dwa lub najlepiej trzy, to będzie bardzo źle. A to jest mało prawdopodobne.

Błażej Bogdziewicz: – Rozsądnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie systemu mieszanego, czyli opartego o Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz emeryturę obywatelską. Do tego powinien oczywiście istnieć filar trzeci, prywatny, którego nadal nie ma.

Piotr Przedwojski: – I długo nie będzie. Polskie państwo niestety zniszczyło prywatny sektor emerytalny okradając OFE. Zrobili to na spółkę PO i PiS z błogosławieństwem Trybunału Konstytucyjnego.

Błażej Bogdziewicz: – Jest PPK, czyli Pracownicze Programy Kapitałowe, są IKE, IKZE, więc coś się w tym obszarze dzieje.

Piotr Przedwojski: – Z naciskiem na „coś”. Efekt działań nad stworzeniem trzeciego filara jest bardzo kiepski.

Błażej Bogdziewicz: – Zgoda. Nie ulega wątpliwości, że to mogło zostać zrobione znacznie lepiej.

Piotr Przedwojski: – Podziwiam delikatność tego sformułowania. PPK miało być powszechnym programem. Nie jest. Co więcej, nie jest nawet programem większościowym. To jest absolutnie niezgodne z tym, co zapowiadano. Wcale się zresztą klęski PPK nie dziwię, bo przecież wcześniej ludzi de facto wywłaszczono z ich własności bez odszkodowania. W tej sytuacji kto jeszcze będzie w stanie uwierzyć w takie programy?


Złoto na historycznych szczytach

– Inny temat. Złoto jest dzisiaj na historycznych szczytach. Czy to jest obecnie dla inwestorów ten mityczny bezpieczny ocean?

Błażej Bogdziewicz: – Gdyby zadać to pytanie zwolennikowi inwestycji w złoto odpowiedziałby, że ten kruszec jest jedynym prawdziwym pieniądzem. Upadały imperia, waliły się cywilizacje, a złoto zawsze było w cenie. Mamy obecnie bardzo niskie stopy procentowe i to oczywiście sprzyja inwestowaniu w złoto. Ale ja nie jestem wielkim zwolennikiem takich inwestycji, choć oczywiście może to być element dywersyfikacji portfela. Cały czas jednak uważam, że są atrakcyjniejsze bezpieczne sposoby inwestowania.

– Na przykład?

Błażej Bogdziewicz: Choćby obligacje rządu amerykańskiego indeksowane inflacją.

Piotr Przedwojski: – Też nie jestem zwolennikiem inwestowania w złoto, widzę ciekawsze instrumenty. Jednak co do dywersyfikacyjnej roli złota, to masz rację. Posiadanie złota ma też wymiar psychologiczny, bo w przeciwieństwie do akcji, sztabka złota i złoto jest namacalna, zaspokaja pierwotne instynkty, które w nas tkwią i ujawniają się przede wszystkim w niepewnych czasach. Kilka miesięcy temu podczas „Ringu” krytykowaliśmy Adama Glapińskiego, prezesa NBP, za wielkie zakupy złota. Tymczasem okazało się, że Narodowy Bank Polski, a w istocie my wszyscy, sporo zarobiliśmy.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, okazało się to sensowną inwestycją. Choć gdyby przynajmniej część tych środków została zainwestowana na globalnych rynkach akcji, to korzyści w długim terminie mogłyby być większe.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Czy niskie stopy procentowe spowodują napływ pieniędzy na warszawską giełdę?

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście, to już się dzieje. Kapitał płynie na GPW szerokim strumieniem, wiele spółek dynamicznie rośnie, szczególnie tych mniejszych. Wzrost jest dość selektywny, dotyczy wybranych sektorów, przede wszystkim producentów gier, gdzie mamy do czynienia z wielkim boomem. Ale rosną też spółki zajmujące się na przykład fotowoltaiką. Na polskiej giełdzie jest kilka spółek, które mają szansę na sukces na rynkach międzynarodowych i one szybko i łatwo pozyskują kapitał, a ich wyceny są często istotnie wyższe niż spółek zagranicznych z tych samych branż. Warto też dodać, bo wcześniej mówiliśmy bardzo krytycznie o warszawskim parkiecie – również, a może przede wszystkim o spółkach Skarbu Państwa – że pojawiło się światełko w tunelu.

Minister Jacek Sasin oświadczył, że chce podzielić energetykę na „brudną” i „czystą”. Inwestorzy mają nadzieję, że spółki energetyczne notowane na GPW będą się zajmowały czystą energię, a „brudna” będzie wygaszana. Być może mamy więc do czynienia ze zmianą polityki energetycznej, być może do rządzących dotarło, że od węgla trzeba odejść. Nikt tego oczywiście głośno nie powie, choćby ze względu na ilość osób zatrudnionych w górnictwie, ale chyba jakieś działania w tym kierunku są podejmowane. Pytanie, czy rząd będzie konsekwentny. Ale nieprzypadkowo spółki energetyczne, które wcześniej były bardzo kiepskimi inwestycjami, w ostatnim czasie dynamicznie się odbiły.

Piotr Przedwojski: – Chciałbym wrócić do spółek gamingowych. Tam odbywa się prawdziwy wyścig między inwestorami, a polskim państwem, które zamierza włożyć w ten sektor pół miliarda złotych.

Błażej Bogdziewicz: – To dość kontrowersyjny pomysł. Jak widać, dobre spółki z tego sektora z powodzeniem zdobywają kapitał i państwowe pieniądze nie są im potrzebne.

Piotr Przedwojski: – Ty to nazywasz „kontrowersyjnym pomysłem”, a ja absurdem. Ten sektor bardzo się w ostatnich latach rozwinął, przypominam, że największa spółka na polskiej giełdzie jest właśnie z tego sektora. Dlaczego? Także dlatego, że nikt im nie pomagał. Mam awersję do programów pomocowych, uważam, że one częściej szkodzą niż pomagają, a historia rozwoju tego sektora jest dobrą tego ilustracją.

Co więcej, ten pomysł rządu jest przeciwskuteczny, bo akurat do tych spółek kapitał prywatny płynie szerokim strumieniem. Państwo, no cóż… Ostatnio Mabion osiągnął wartość 370 mln zł, a dwa lata temu Polski Fundusz Rozwoju wpompował tam kilkadziesiąt milionów złotych przy kursie wielokrotnie wyższym. Teraz PFR może uśrednić cenę nabycia, ale nie robi tego. Niestety, to reprezentatywny przykład inwestycji państwowych.


Sytuacja banków

– Nie wymieniacie banków, które stanowią znaczną część indeksu WIG 20. To zrozumiałe, niskie stopy procentowe uderzają w banki. Pytanie czy nie czeka nas kryzys finansowy.

Błażej Bogdziewicz: – Nie powiedziałbym, że grozi nam kryzys, ale nie da się zaprzeczyć, że sektor finansowy ma problemy. Obniżka stóp procentowych będzie miała duży, oczywiście negatywny, wpływ na zyski banków. Moim zdaniem zyski tego sektora spadną o kilkadziesiąt procent, a pełen efekt ujawni się w przyszłym roku. Wydaje mi się, że podwyżki opłat za usługi tylko w niewielkim stopniu zniwelują straty wynikające z działalności odsetkowej. Nie zapominajmy też, że nad bankami wisi problem kredytów walutowych. Z tego co obserwujemy, w sądach banki raczej przegrywają niż wygrywają z frankowiczami, a z tego co słychać po ostatnich zmianach w Sądzie Najwyższym, ta sytuacja raczej się nie poprawi.

Piotr Przedwojski: – Tylko jedna uwaga. To nie jest tak, jak się niektórym wydaje, że banki nie są już dzisiaj potrzebne. Jeśli one nie będą zarabiały, to zaczną się zwijać i przestaną udzielać kredytów. Nie będzie kryzysu, tu się z Błażejem zgadzam, ale wzrost gospodarczy spowolni, bo wzrośnie koszt finansowania. Proste.

– Oderwijmy się od polskiego sektora finansowego, spójrzmy na Niemiecki. Wybuchł tam gigantyczny skandal wokół spółki Wirecard.

Błażej Bogdziewicz: – Wirecard zajmował się płatnościami elektronicznymi i była to największa niemiecka spółka technologiczna, a także jedna z największych spółek tego typu w Europie. Uchodziła za „cudowne dziecko”, była ulubieńcem niemieckich polityków i mediów. Tymczasem okazało się, że fałszowała wyniki finansowe, czego audytor rzekomo nie wykrył. Ten skandal jest Niemcom bardzo nie na rękę, bo wybuchł w wyjątkowo niekorzystnym momencie. Otóż Berlin miał nadzieję, że w związku z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej tamtejsze centrum finansowe przeniesie się do Frankfurtu nad Menem. Wybuch skandalu z Wirecard bardzo realizację tego planu utrudnił.

Piotr Przedwojski: – Przy czym warto zaznaczyć, że sprawa ciągnie się już od kilku lat.

Błażej Bogdziewicz: – Część inwestorów już od pewnego czasu uważała, że spółka jest oszustwem. Jednak gdy kilka lat temu jeden z inwestorów wprost napisał o zarzutach, a wcześniej sprzedał, pożyczone, akcje spółki, nadzór finansowy oskarżył go o manipulację kursem akcji. Został skazany i trafił do więzienia.

Piotr Przedwojski: – Ten skandal odciśnie się bardzo mocno na niemieckim rynku finansowymi i kapitałowym. Moim zdaniem szanse na przejęcie londyńskiego biznesu są już niewielkie.

Błażej Bogdziewicz: – Od anglosaskich inwestorów, można usłyszeć opinię, że Frankfurt na Menem, najważniejsze niemieckie centrum finansowe, nazywane jest „Moskwą nad Menem”. Opinie o panujących tam standardach są bardzo krytyczne.

Piotr Przedwojski: – Wirecard to była ogromna spółka, jej kapitalizacja to kilkadziesiąt miliardów euro, figurowała w indeksie DAX 30, czyli trzydziestu największych niemieckich spółek giełdowych. Piszący o tym skandalu dziennikarze porównują go do upadku amerykańskiego Enronu. Wskazuje się również na rolę niemieckiego regulatora w tej sprawie, który nie tylko ścigał człowieka, który ujawnił skandal, ale też postawił (sic!) zarzuty karne dziennikarzom „Financial Times”. Dodam jeszcze, że audytorem, który nie dostrzegł nieprawidłowości, w tym nie sprawdził, czy pieniądze w wysokości 1,9 mld euro są rzeczywiście w banku, był Ernst&Young. Nie zadali sobie trudu weryfikacji w banku.

Błażej Bogdziewicz: – Nie ma najmniejszych wątpliwości, że ta historia będzie miała dalszy ciąg, bo dzieją się tam prawdziwie filmowe historie. Sąd wypuścił z więzienia za kaucją dwóch najważniejszych menadżerów Wirecard, a jeden z nich wsiadł do samolotu lecącego na Filipiny i gdzieś po drodze zniknął, nigdy nie dotarł na miejsce. Na dodatek Amerykanie właśnie oskarżyli Wirecard o pranie brudnych pieniędzy, od jakiegoś czasu pojawiają się też informacje, że spółka miała powiązania ze światem hazardu internetowego i płatnej pornografii.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym, o tym co zmieni pandemia koronawirusa, jaką przyszłość ma konsumpcja i jak niesprawiedliwie działa pomoc państwa, rozmawia Piotr Gajdziński.

– Wierzycie, że pandemia koronawirusa zmieni konsumpcyjne przyzwyczajenia ludzi?

Piotr Przedwojski: – Ilość bodźców, które na nas działają jest tak wielka, że człowiek nie jest ewolucyjnie do tego dostosowany. Nie sądzę więc, aby pandemia mogła wiele zmienić w przypadku takiej kategorii jak konsumpcja.

Błażej Bogdziewicz: – Myślę, że za jakiś czas, raczej dość szybko, wrócimy do swoich przyzwyczajeń – do podróżowania, chodzenia do restauracji, galerii, kupowania… Ten styl życia jest w nas zbyt mocno zakodowany, aby kilka tygodni zamknięcia i strachu mogły go wyrugować. Ale coś się jednak zmieni. Przede wszystkim nauczymy się lepiej wykorzystywać niektóre nowe technologie, co już widać zwłaszcza w firmach, gdzie przekonano się na przykład, że telekonferencje spełniają swoje zadanie równie dobrze, jak bezpośrednie spotkania. A nawet lepiej, bo telekonferencje oszczędzają czas i ograniczają koszty. Zwiększy się oczywiście rynek zakupów internetowych, co zresztą obserwujemy od dłuższego czasu, a pandemia tylko ten proces przyspieszyła.


Konsumpcja

– Tyle, że mniejsza konsumpcja będzie się musiała odbić na wzroście gospodarczym. Weźmy telekonferencje – ich organizacja oznacza mniej podróży, mniejsze zapotrzebowanie na bilety lotnicze czy kolejowe, mniejsze wykorzystanie hoteli, mniej zajętych miejsc w restauracjach, mniej wypitego alkoholu…

Piotr Przedwojski: Naturalnie, że to będzie miało wpływ na wzrost gospodarczy. Wzrost bezrobocia, w niektórych krajach bardzo spektakularny, jest tego najlepszym dowodem. Większość teorii gospodarczych mówi, że konsumpcja jest najbardziej trwałym elementem wzrostu gospodarczego, a teraz ona najbardziej ucierpiała. Zmiany będą, pytanie tylko, jak trwałe. Wielu ludzi, którzy dotychczas zajmowali się usługami, a w rozwiniętych krajach usługi dają większość PKB, intensywnie zastanawia się teraz, co będzie w najbliższej przyszłości robiła. Moim zdaniem odbije się to jednak nie tylko na usługach, również na konsumpcji rzeczy, która intensywnie w ostatnich dziesięcioleciach rosła, a pandemia udowodniła, że bez wielu z nich można się obyć. Więc tutaj też będzie wahnięcie, choć nie sądzę, aby było one trwałe.

Błażej Bogdziewicz: – Na rynkach panuje ostatnio dość duży optymizm, ale dane z realnej gospodarki są złe. Trzeba zwrócić uwagę zwłaszcza na wzrost bezrobocia. Ono po odmrożeniu gospodarki prawdopodobnie wyraźnie spadnie, ale pozostawi w ludziach pewien ślad. Na pewno, przynajmniej przez jakiś czas, zwiększy się ich awersja do ryzyka. Można się spodziewać, że przynajmniej część ludzi będzie się starała oszczędzać, mniej wydawać, bo pandemia uświadomiła im jak łatwo stracić pracę i środki do życia. To oznacza, że zmieni się, przynajmniej na jakiś czas, model konsumpcji. Pytanie, jaką naukę z pandemii wyciągną firmy. W ostatnich dziesięcioleciach mieliśmy bardzo silną tendencję, aby wszystko lokować w wielkich aglomeracjach miejskich.

W Stanach Zjednoczonych był to Nowy Jork, San Francisco, Dolina Krzemowa, w Europie Londyn i Paryż, w Azji Tokio, czy Hongkong. To w tych miejscach korporacje sytuowały swoje wielkie biurowce, w których pracowało po kilka tysięcy osób. Pandemia uświadamia, jak wielkie ryzyka się z tym wiążą. Nawet jeśli niebawem będziemy mieli szczepionkę na COVID 19, to przecież nie będziemy mieli pewności, że za chwilę nie pojawi się jakiś nowy wirus. Co więcej, jest pewne, że się pojawi. Dlatego korporacje mogą stwierdzić, że te wielkie biurowce nie mają sensu. Oczywiście, praca zdalna nie będzie stuprocentowym rozwiązaniem, ale być może korporacje dojdą do wniosku, że zamiast jednego biurowca lepiej mieć cztery lub pięć mniejszych, zlokalizowanych nie w tych wielkich aglomeracjach, gdzie gęstość zaludnienia zawsze stwarza ogromne ryzyko epidemii.


– Być może nadchodzi czas dla prowincji, a więc dla bardziej zrównoważonego rozwoju.

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli masz na myśli obszary w promieniu 50-100 kilometrów od wielkich aglomeracji, to sądzę, że tak. Choć oznaczałoby to gigantyczną zmianę, to jednak byłaby ona dość łatwa. Na dodatek taka zmiana rozwiązałaby wiele problemów społecznych, na przykład zatłoczenia, emisji spalin, gigantycznie wysokich cen mieszkań.

Piotr Przedwojski: – Jeszcze jedna zmiana, która wydaje mi się prawdopodobnym następstwem pandemii to uświadomienie, że łańcuchy dostaw, dzisiaj gigantycznie rozciągnięte, muszą zostać skrócone. Oba te wątki – koncentracja w wielkich aglomeracjach i rozciągnięte łańcuchy dostaw – to element szerszego zjawiska: optymalizacji versus stabilizacji. Im bardziej zoptymalizowany układ, który w ostatnich latach stał się bożkiem świata korporacyjnego, tym bardziej podatny na szok zewnętrzny.

Błażej Bogdziewicz: – Model gospodarczy, który funkcjonował w ostatnich latach jest przeoptymalizowany i będzie musiał zostać zmieniony na wprawdzie mniej efektywny, ale za to bardziej stabilny. Być może będzie miało to negatywny wpływ na wzrost gospodarczy, ale pozytywny na jakość życia.

Piotr Przedwojski: – Negatywny, ale tylko w okresie krótkoterminowym.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, bo dzięki temu system będzie bardziej stabilny, co oznacza, że będzie sobie lepiej radził z kryzysami.

Piotr Przedwojski: – Jeśli coś jest optymalne, to zapewnia wyższy wzrost, ale tylko do czasu. Pamiętajmy o „fenomenie Misky’ego”, mówiącym, że stabilność wywołuje niestabilność. Organizacje gospodarcze się optymalizują i w pewnym momencie przekraczają granicę, stając się nieodporne na niespodziewane zjawiska. Pytanie, czy odrobimy lekcję, którą daje nam COVID 19. Bo oczywiście świat może uznać, że nic się nie stało, doczekać szczepionki i dalej podróżować tą trajektorią, aż do kolejnego nieszczęścia.


Sytuacja i przyszłość korporacji

– Właśnie. Brak optymalizacji oznacza gorsze wyniki korporacji. Zgoda, w krótkim terminie, ale menadżerowie nie myślą w perspektywie dziesięciu lat, tylko roku i swojej premii.

Piotr Przedwojski: – Jeśli dzisiaj niektóre korporacje poupadają, to w przyszłości menadżerowie odrobią tę lekcję. Jeśli dzięki pomocy państwa przetrwają, to jest duża szansa, niestety, że nic się nie zmieni.

Błażej Bogdziewicz: – Menadżerowie działają tak, jak inni ludzie. Potrzeba było pandemii, abyśmy wszyscy uświadomili sobie ryzyka. Teraz będzie dużo łatwiej podejmować niepopularne decyzje, również te o zmniejszeniu efektywności. Gdyby rok temu jakiś prezes zdecydował, że zamiast jednego biurowca w centrum Nowego Jorku będą cztery położone poza aglomeracją, to pewnie straciłby stanowisko. Ale pojawił się strach, a on zmienia reguły gry. Już to zresztą widać. Amazon ogłosił, że w drugim kwartale zainwestuje 2 mld dolarów wyłącznie w systemy ograniczające ryzyka zakażenia się swoich pracowników.

Piotr Przedwojski: – Menadżerowie nie działają w próżni, działają w ramach regulacji. Trzeba te regulacje stworzyć, a to już zadanie polityków. I trzeba się spieszyć, bo następna pandemia może być dużo groźniejsza. Dlaczego nie mielibyśmy mieć już wkrótce pandemii tak tragicznej, jak ta z XIV wieku, gdy we Florencji zmarło 80 procent ludności?


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Czy jest szansa, że ta pandemia nauczy czegoś nie tylko menedżerów, ale również polityków? Na przykład tego, że wydatki na służbę zdrowia nie mogą wynosić 4-5 procent, ale na przykład 10 procent?

Błażej Bogdziewicz: – Gros wydatków, które idzie na służbę zdrowia w takich państwach, jak na przykład Stany Zjednoczone lub kraje Unii Europejskiej to wydatki na ratowanie życia ludzi, którzy mają już bardzo zaawansowane choroby, w każdym razie nie na ratowanie przed epidemią. Wbrew pozorom pieniądze, które trzeba zainwestować w leczenie chorób zakaźnych wcale nie są dramatycznie wielkie.

Piotr Przedwojski: – Nie jestem pewien, czy dosypywanie pieniędzy służbie zdrowia ma sens. Raczej przyjrzałbym się strukturze tych wydatków.

Błażej Bogdziewicz: – Jest faktem, że naukowcy badający wirusy mieli w ostatnich latach duże problemy z pozyskiwaniem środków. Szczepionka na SARS, która była nieomal gotowa, nie została ukończona, bo okazało się, że epidemia wygasa. Tymczasem jest prawdopodobne, że gdybyśmy ją mieli, to działałaby ona również na COVID 19. Teraz to z pewnością ulegnie zmianie. Zdaliśmy sobie sprawę, że są wirusy groźniejsze niż COVID 19. Choćby MERS, w wypadku którego śmiertelność wynosi 30 procent, tyle że nie przenosi się on tak łatwo, jak koronawirus. Ale naukowcy alarmują, że MERS mutuje, jego zaraźliwość rośnie.

Piotr Przedwojski: – Witamy w czternastowiecznej Florencji!


Rynkowe wzrosty

– Rynki rosną, a informacje napływające z realnej gospodarki mrożą krew w żyłach. Więc te wzrosty wydają się dziwne, choć gdy się im bliżej przyjrzeć, to aż takie dziwne nie są.

Piotr Przedwojski: – Rosną przede wszystkim spółki technologiczne. To one dzisiaj ciągną indeksy.

Błażej Bogdziewicz: – Jakby nie zaklinać rzeczywistości, to ceny akcji rosną wtedy, gdy na giełdę napływają pieniądze. A obecnie napływają. Skąd? Jedna z hipotez, która wydaje mi się bliska prawdy mówi, że to efekt działania banków centralnych i władz państwowych. Te działania były bez wątpienia konieczne, natomiast sposób ich implementacji spowodował, że pomoc trafiła i trafia w dużym stopniu do korporacji i ludzi zamożnych. Czyli do tych, którzy niekoniecznie najbardziej jej potrzebują. Coś muszą z tymi pieniędzmi robić, więc inwestują je na rynku akcji.

Z drugiej strony rośnie bezrobocie, ale z pracy są zwalniani przede wszystkim – to potwierdzają twarde dane z amerykańskiego rynku pracy – najmniej dotąd zarabiający, którzy i tak nigdy na giełdzie nie inwestowali. Z danych JP Morgana wynika – podobnie jak w Polsce, w USA pomoc jest przekazywana za pośrednictwem banków – że ogromna większość prowadzących działalność gospodarczą klientów private bankingu, a więc najbogatszych osób, dostała wsparcie państwa. Natomiast wśród mniej zamożnych przedsiębiorców, którzy o taką pomoc wnioskowali, odsetek beneficjentów jest niewielki. Nie ma powodów sądzić, że w innych państwach jest dużo lepiej.

Piotr Przedwojski: – System zadziałał, tyle że źle zadziałał.

Błażej Bogdziewicz: – I chyba dalej nie będzie mógł już tak działać. Larry Fink, prezes BlackRocka już powiedział, że spodziewa się podwyżki podatków dla firm o 7%, podobnie wypowiedzieli się między innymi Ray Dalio, szef Bridgewater Capital, firmy zarządzającej największym funduszem hedgingowym na świecie oraz Lloyd Blankfein, były prezes Goldman Sachs.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

O zachowaniu indeksów giełdowych w dobie pandemii, jej długofalowych skutkach, tarczy antykryzysowej, deglobalizacji i podatku od bogactwa – Piotr Gajdziński rozmawia z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym.

– Rozstrzał prognoz publikowanych przez poważne instytucje jest dzisiaj niebywały. Jedni głoszą, że wkrótce ponad połowa mieszkańców Ziemi będzie żyła poniżej minimum socjalnego, inni, że recesja będzie płytka.

Piotr Przedwojski: – Z tą pierwszą, apokaliptyczną prognozą, nie mogę się zgodzić. Dzisiaj już wiemy, że śmiertelność wśród zarażonych koronawirusem nie jest wysoka, a to oznacza, że wkrótce ludzie przestaną się tak bardzo bać zarażenia, a zaczną się bać przede wszystkim o swoją sytuację finansową. W efekcie gospodarka zacznie ruszać. Już zresztą w wielu krajach mamy zapowiedzi jej odmrażania. Nie sposób natomiast dzisiaj odpowiedzialnie powiedzieć, jak głęboka będzie recesja. Jeśli miałby na coś stawiać, to powiedziałbym, że zamknie się w przedziale między 2 a 10%.

Błażej Bogdziewicz: – Nie sposób dzisiaj prognozować z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze, nie wiemy jak długo potrwa zamknięcie gospodarki. Gdy gospodarka nie pracuje lub pracuje na minimalnych obrotach, to trudno nie spodziewać się dużego załamania wzrostu gospodarczego. Za chwilę, jeśli tylko zapowiedzi rządów się sprawdzą, gospodarka zacznie się podnosić, ale nie należy się spodziewać szybkiego powrotu do normalności, czyli stanu sprzed epidemii. Weźmy choćby zapowiedzi ministra Szumowskiego, ale także polityków unijnych, którzy mówią, że w tym roku z normalnymi wakacjami musimy się pożegnać. Co to oznacza dla gospodarki? Niewiele lotów, niewiele ludzi na stacjach benzynowych, niewiele odwiedzających restauracje, mniejsze zakupy odzieży, sprzętu turystycznego oraz sportowego i tak dalej. W USA, według najnowszych danych, są obecnie 22 miliony bezrobotnych i nawet jeśli amerykańska gospodarka niebawem ruszy, to na pewno nie wszyscy od razu znajdą pracę.

Piotr Przedwojski: – Mamy do czynienia z dwoma szokami, które się na siebie nakładają. Pierwszy to szok krótkoterminowy, wygaszenie gospodarki na kilka tygodni, może miesięcy. Drugi to szok długoterminowy (strukturalny), bo będziemy mieli do czynienia z dużymi zmianami w funkcjonowaniu przynajmniej niektórych branż. Przy czym, i to jest bardzo dobra wiadomość, nie wszystkie zmiany będą miały negatywny charakter. Przeczytałem właśnie, że za chwilę ma się pojawić projekt ustawy mówiący, że od października wszystkie urzędy w Polsce będą miały obowiązek przyjmowania maili zamiast listów. To oznacza wzrost produktywności. Ale tych skutków długoterminowych strukturalnych będzie oczywiście więcej, na razie ich nie znamy i stąd tak trudno prognozować co nas w przyszłości czeka.


Dochód podstawowy

– Jednym z lekarstw ma być wprowadzenie tzw. dochodu podstawowego. On już, w różnej formie, funkcjonuje w czternastu państwach, na przykład w Danii i Holandii. To dobry pomysł?

Piotr Przedwojski: – To nic nowego, to jest rzecz doskonale znana ze starożytnego Rzymu: „Chleba i igrzysk”. Nawet z filmów.

Błażej Bogdziewicz: – I miał tam bardzo negatywne skutki, walnie przyczynił się do upadku republiki i wprowadzenia cesarstwa.

Piotr Przedwojski: – Dokładnie tak. Czytam właśnie wielki fresk historyczny pod tytułem „Władcy Rzymu”, którego autorka, Collen McCullough, opisuje przejście od republiki do cesarstwa. Tam jak na dłoni widać, jak ogromny wpływ na ten proces miał ówczesny dochód podstawowy. Pierwotnie żołnierzami byli obywatele, których było stać na rynsztunek, czyli wolni ekonomicznie obywatele i oni nie dostawali żołdu. Po reformach Mariusza powstała armia zawodowa stworzona z biedaków (tzw. policzonych głowami) i ta armia dostawała żołd, a tym samym była lojalna już wobec wodza, a nie republiki. Republika długo już nie potrwała.

Oczywiście, Rzym jako cesarstwo funkcjonował kilkaset lat, ale struktury społeczne i ludzie cokolwiek się zmienili, Nie było tak, że w 455 roku Wandale Rzym zdobyli, po prostu mieszkańcy otworzyli im bramy miasta i skończyło się tak, jak się skończyło. Rozdawnictwo pieniędzy jest demoralizujące i ułatwia przechwycenie władzy przez silne jednostki, ośrodki władzy, wpływa na zachowania ludzi, zwłaszcza oczywiście zachowania ekonomiczne. Jest też bliższy nam przykład historyczny – wybory elekcyjne i kupowanie przez magnaterię głosów szlachty szaraczkowej… To też nie skończyło się dobrze.

Błażej Bogdziewicz: – Dochód podstawowy jest rozwiązaniem fatalnym i będzie miał bardzo negatywne skutki. Natomiast w sytuacjach nadzwyczajnych, takich z jaką mamy obecnie do czynienia, może być uzasadniony. Bardzo wielu ludzi na świecie nie ma dzisiaj pracy i trzeba im jakoś pomóc, ale pod warunkiem, że będzie to rozwiązanie czasowe.


– Ludzie niechętnie się rozstają z darmowymi pieniędzmi.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie, ale na dłuższą metę dochód podstawowy byłby rozwiązaniem niszczącym.


Tarcza antykryzysowa

– Wrócimy jeszcze do Rzymu, ale zajmijmy się planami, aby uporać się z kryzysem zwiększając zadłużenie, co w konsekwencji doprowadzi do inflacji. Czy to nie jest aby leczenie dżumy cholerą?

Piotr Przedwojski: – Ryzyko inflacji oczywiście istnieje, ale na razie jest to tylko ryzyko. To niezbędny koszt radzenia sobie z obecnym kryzysem. Nie sposób wyjść z kryzysu bezkosztowo.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, tym nie możemy się teraz przejmować. Zresztą inflacja pojawi się dopiero za jakiś czas, na razie, w związku z trudną sytuacją, ludzie raczej nie będą wydawali pieniędzy. Moim zdaniem, zadłużanie się państw jest w tej sytuacji w pełni zasadne i nieuniknione. Co oczywiście nie znaczy, że w przyszłości nie będzie kosztów. Będą, ale z tym musimy się pogodzić. Gdy chory trafia do szpitala z zawałem serca i katarem, to leczyć trzeba najpierw zawał, a kurację przeciwko katarowi uruchomić później, gdy nie będzie już zagrożenia życia.

Piotr Przedwojski: – Przypomnę, że jako państwo znajdujemy się obecnie w dobrej sytuacji, nasze zadłużenie niewiele przekracza 47% PKB, a na przykład Niemiec, które uchodzą za prymusa europejskich finansów, 61%. Nie mówiąc już o innych krajach, na przykład tych z południa Europy. Państwa, których sytuacja finansowa jest relatywnie dobra, mogą sobie pozwolić na większy program pomocowy dla gospodarki. Średnia dla “eurozony” na koniec trzeciego kwartału 2019 roku przed stymulusem, to 86%.

Błażej Bogdziewicz: – Mamy relatywnie niski poziom długu i duże rezerwy walutowe, sięgające 100 mld dolarów. Nie mam więc specjalnych obaw, że państwo poradzi sobie z programem pomocowym.

Piotr Przedwojski: – Trzeba oddać obecnym władzom, że mieli szczęście, że starali się ten deficyt dla celów wyborczych jakoś poupychać. Zresztą moim zdaniem druga odsłona tarczy antykryzysowej jest dobra, a na poziomie strategicznym rząd nie popełnia na razie jakichś fatalnych błędów.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Wróćmy na chwilę do tych Wandali pukających do bram Rzymu. Unijna komisarz ds. konkurencji twierdzi, że istnieje pilna konieczność stworzenia przepisów, które będą chroniły europejskie spółki przed ich wykupywanie przez Chińczyków.

Piotr Przedwojski: – Niech to się ziści, niech ci Chińczycy z walizami pieniędzy wreszcie się w Europie pojawią!

Błażej Bogdziewicz: – Były już takie przypadki. Moim zdaniem stworzenie takich przepisów ma sens, bo Chiny to nie jest normalna gospodarka. Większość tamtejszych firm jest kontrolowana przez państwo, albo musi z państwem współpracować. Więc sprzedaż Chińczykom ważnych spółek europejskich oznaczałaby rozciągnięcie na Europę kontroli Chińskiej Partii Komunistycznej.

Piotr Przedwojski: – Kiedyś już o tym dyskutowaliśmy…


Ochrona europejskich

– Tak, ale sytuacja się zmieniła. Dość radykalnie się zmieniła.

Piotr Przedwojski: – Patrzę na to trochę inaczej. Jeśli państwo uważa, że jakaś spółka nie może trafić w chińskie ręce, to po prostu niech przebije ofertę Chińczyków. I tyle. Pieniądze ma – może wytworzyć. W Strefie Euro to trochę trudniejsze, ale też powinno się udać.


– Rynki akcyjne zachowują się dość dziwnie i niespodziewanie.

Błażej Bogdziewicz: – W ostatnim czasie mieliśmy duże odbicie. W dolarze amerykańskie spółki są na poziomach, na których były rok temu, a w złotówce nawet wyżej. Generalnie obserwujemy optymizm i oczywiście ta sytuacja jest dość dziwna, zwłaszcza w kontekście informacji z amerykańskiego rynku pracy. Rynki antycypują przyszłość, liczą, że sytuacja wróci do normy. Notowaniom akcji pomagają też bardzo agresywne i szybkie działania FED-u, który teraz robi znacznie więcej i szybciej niż po upadku Lehmann Brothers. Tamto doświadczenie procentuje. Działanie amerykańskiego banku centralnego bardzo pomogło, bo prawdopodobieństwo ziszczenia się najczarniejszego scenariusza znacząco spadło. To znaczy, że prawdopodobnie nie będziemy mieli wielkiej fali upadłości firm, bo rząd ma wystarczającą ilość pieniędzy, aby do tego nie dopuścić. Pytanie, na ile ten optymizm rynków nie jest przesadzony. Bo to, że najczarniejszy scenariusz się nie zmaterializuje, nie oznacza jeszcze, że będzie boom.

Piotr Przedwojski: – Widzę korelację między dzisiejszym poziomem indeksów a wysokością stóp procentowych. W 2008 roku stopy procentowe były na poziomie 3-4%, dzisiaj są zerowe lub ujemne. Dlatego mim zdaniem rynki mierzone poziomem wycen (np. cena/ zysk) nie muszą spaść do poziomów z lat 2008-2009.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, poziom stóp ma bez wątpienia znaczenie, ale byłbym ostrożny w prognozowaniu, bo dzisiaj nadal mamy zbyt wiele niewiadomych. Przede wszystkim nie wiemy, co się stanie z wirusem, czy będzie on mutował, a jeśli to w jakim kierunku. Mam wrażenie, że jedna rzecz dzisiaj inwestorom umyka – deglobalizacja. Coraz więcej mówi się o wycofywaniu się firm z Chin. Rząd Japonii już wspiera te spółki, które dotąd produkowały w Państwie Środka, a teraz wracają do swojego kraju, podobnie prawdopodobnie będzie w Stanach Zjednoczonych. To wpłynie negatywnie na wzrost gospodarczy, a może też skutkować wzrostem inflacji.

Piotr Przedwojski: – Właściwie to obecna pandemia tylko przyspieszyła proces deglobalizacji, bo zaczął się on ubiegłoroczną wojną handlową między Pekinem i Waszyngtonem. To faktycznie spowoduje, że globalny wzrost gospodarczy będzie niższy.

Błażej Bogdziewicz: – Globalizacja miała bardzo pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy i odwrót od tego procesu nie będzie bezbolesny. Jeszcze jedna sprawa, którą chciałbym poruszyć. Otóż zauważcie, że wiele firm w istocie bardzo łatwo dostaje państwową pomoc, w tym bezzwrotną, która jest oczywiście uzasadniona, ale pojawiają się opinie, moim zdaniem przynajmniej częściowo prawdziwe, że korzystają na tym przede wszystkim właściciele tych firm, ich zarządy. Wiele firm mogłoby upaść, ale dzięki pomocy rządowej przetrzymają kryzys, a po końcu pandemii będą w niezłej kondycji. Być może więc w przyszłości właścicielom tych firm, ale też generalnie przedstawicielom świata biznesu zostanie wystawiony rachunek. Obawiam się, że po tym kryzysie wróci sprawa podatku od majątku, że jego wprowadzenie będzie nie do uniknięcia. Pytanie w jakiej wysokości. Jeśli zbyt wysokiej, będzie to miało niekorzystny wpływ na gospodarkę.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

O epidemii koronawirusa (oczywiście!) i jej skutkach dla gospodarki oraz o znikających małych i średnich firmach – Piotr Gajdziński rozmawia z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym.

– Na ile oceniacie, w skali od 1 do 10, prawdopodobieństwo, że pandemia koronawirusa przerodzi się w globalny kryzys gospodarczy?

Błażej Bogdziewicz: – Uchylę się od podawania konkretnej wartości – ale oceniam, że ryzyko wybuchu kryzysu jest wysokie. Obecna epidemia prawdopodobnie oznacza poważną recesję w skali globalnej. Na rynku kapitałowym od lat panują różne zgrabne sentencje – na przykład Warrena Buffeta – mówiące, że w długim terminie akcje zawsze dają zarobić. One bardzo się wśród inwestorów zakorzeniły i były źródłem optymizmu. Są zgrabne, ale niestety zdarza się, że te sentencje się nie sprawdzają – gdyż opierają się wyłącznie na doświadczeniach z rynku amerykańskiego z ostatnich kilkudziesięciu lat.

Tymczasem historia świata nie ze wszystkimi krajami obchodziła się tak łagodnie jak z Ameryką Północną. Dzieje całej ludzkości to historia zerowania majątków i utraty życia, czyli wojen i epidemii. To się – niestety – zdarzało nadzwyczaj często. Po 1945 roku przyzwyczailiśmy się w Europie do spokoju, ale – patrząc z perspektywy naszego kontynentu – ostatnie 75 lat to zaledwie epizod.

Piotr Przedwojski: – Niech Buffet powie to inwestorom z II Rzeczpospolitej, albo tym – którzy inwestowali na giełdzie w carskiej Rosji. Te rynki zniknęły.


– Nie przesadzajmy, epidemia koronawirusa to jeszcze nie Armagedon.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście, że nie. Mam nadzieję, że ta epidemia nas czegoś nauczy – uświadomi niebezpieczeństwa i przygotuje na podobne sytuacje. Bo one, niestety, nadal będą się zdarzały. I mogą być znacznie groźniejsze. Weźmy wirus ASF, który dziesiątkuje świnie, bo śmiertelność w tym wypadku wynosi 100%. To jest też gigantyczny problem gospodarczy, a mimo to – mimo sporych nakładów finansowych przeznaczanych na opanowanie tego wirusa – ciągle jesteśmy wobec niego bezradni. Gdyby to ten wirus przeskoczył na ludzi, bylibyśmy w dużo gorszej sytuacji. Tego typu nagłe – niespodziewane – wydarzenia zdarzały się w historii ludzkości i niestety będą się zdarzały, bo niektóre ryzyka się po prostu materializują. Najczęściej zresztą te, których nie braliśmy pod uwagę. Życie to nie jest „Taniec z gwiazdami”, bywają momenty, gdy jest raczej „Grą o tron”.


– Dlaczego koronawirus jest tak niebezpieczny?

Błażej Bogdziewicz: – Bo mamy do czynienia ze zjawiskiem multiplikatywnym, co skutkuje geometrycznym narastaniem liczby chorych. To jest ryzyko systemowe, bo nie dotyczy jakiejś wąskiej grupy ale znaczącej części, a być może całej ludzkości. A powiązanie gospodarki światowej powodują, że tu też mamy powiązania multiplikatywne i systemowe, bo kryzys uderzający w jeden sektor globalny natychmiast uderza w inny, ten w kolejne. Matematycznie rzecz biorąc, mamy właściwie do czynienia z dominem.

Piotr Przedwojski: – Ale akcje nie spadną do zera. Wirus jest katalizatorem, który wywołał korektę, a być może bessę. Katalizatorem, bo na to nakładają się czynniki długoterminowe, w tym gigantyczne problemy, które świat ma z demografią i spadkiem stóp procentowych. Przecież amerykańskie trzydziestoletnie obligacje są dzisiaj oprocentowane na poziomie poniżej 1%, co znaczy, że rynek spodziewa się bardzo niskiego wzrostu gospodarczego w najbliższych trzech dekadach. Do tego dochodzą, jeśli patrzeć na rynek amerykański – a na niego trzeba patrzeć, bo tamtejsza giełda jest swego rodzaju emanacją rynku globalnego – problemy z rosnącą monopolizacją i spadkiem produktywności, mobilności. To jest suma wszystkich strachów.


– Czy ten wirus całkowicie wyprał Was z optymizmu?

Błażej Bogdziewicz: – Możemy mówić o pierwszych sukcesach w walce z koronawirusem – w Azji, nie tylko w Chinach, udało się tę epidemię ograniczyć. Przede wszystkim dzięki kwarantannie, zmniejszeniu kontaktów międzyludzkich, zmianie stylu życia. Dzięki temu wirus się nie rozprzestrzenia.

Piotr Przedwojski: – Paradoksalnie, optymizmem napawa mnie epidemia – konkretnie przebieg obecnej epidemii. Choć oczywiście ludzie umierają i to jest tragiczne, to śmiertelność koronawirusa wynosi 2,3%. Ale świat się przeraził, co być może skłoni polityków do poważnego zainteresowania się nakładami na służbę zdrowia, przygotowaniem odpowiedniej infrastruktury na wypadek sytuacji kryzysowych. To są działania niezbędne, choć kosztowne i dlatego politycy dotąd się nimi nie interesowali. Sądzę, że teraz wreszcie popłyną na te cele dużo pieniędzy. Bo, powtarzam, zagrożeń jest bardzo wiele i nie sposób ich ciągle ignorować chowając głowę w piasek. To są nie tylko zagrożenia wirusowe. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że za 20-30 lat choroby lekoodporne będą uśmiercały na świecie więcej ludzi niż rak. Nie chodzi tylko o to, że bierzemy zbyt dużo antybiotyków, przez co ludzki organizm traci odporność, chodzi też o to, że karmimy antybiotykami różne zwierzęta hodowlane, przede wszystkim świnie.


– Jaki będzie dalszy scenariusz pandemii koronawirusa?

Błażej Bogdziewicz: – Nic nie wskazuje na to, że wirus będzie łagodniał. Wyjściem jest oczywiście wynalezienie szczepionki, ale to z pewnością jeszcze potrwa. Do tego czasu niezbędna jest zmiana stylu życia – mniej podróży, mniej spotkań towarzyskich, unikanie dużych ludzkich skupisk.


– To, z punktu widzenia ekonomii oznacza, że…

Błażej Bogdziewicz: – Ucierpi sektor usług, w tym najbardziej organizatorzy imprez masowych, hotele, linie lotnicze, restauracje. Lista jest oczywiście dłuższa. A jak będziemy mniej wychodzili, to będziemy też kupowali mniej ubrań, butów i tak dalej. Ale nawet w tym złym okresie, w którym obecnie jesteśmy, wiele spółek znakomicie się broni. Poprzeczka w postaci rentowności obligacji jest zawieszona nisko, nie wszystkie spółki zbankrutują, w istocie o ile banki centralne i rządy pomogą prawdopodobnie zbankrutuje ich nie tak dużo. Będą takie, które cały czas będą generowały dużą ilość gotówki i ich akcje cały czas pozostaną najlepszym sposobem na długoterminowe inwestowanie.


– Notowania indeksów nie napawają optymizmem. Gdzie rynek się zatrzyma?

Błażej Bogdziewicz: – Niebezpieczeństwem jest wybuch paniki, wówczas nie sposób będzie określić tego punktu. W takich sytuacjach rynek potrafi się zatrzymać poniżej poziomów fundamentalnych. W 2009 roku, po upadku Lehmann Brothers, niektóre japońskie spółki były wyceniane poniżej wartości gotówki w bilansie.

Piotr Przedwojski: – Nie tylko japońskie.


– Jakie branże zyskają na epidemii?

Błażej Bogdziewicz: – Medycyna, na pewno też produkcja żywności, co już od kilku dni widać w polskich sklepach, produkcja i handel środkami czystości, dobrami codziennego użytku. Konsumpcja tych produktów lawinowo rośnie. Zyska również część firm technologicznych, które umożliwiają pracę zdalną, rozrywka domowa. Przy czym ważna jest oczywiście nie tylko branża, w której spółka działa, ale także jej kondycja, ilość generowanej gotówki, poziom zadłużenia. W trudnych czasach inwestorzy muszą być jeszcze ostrożniejsi.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Inny temat. Piotr wspomniał, że jednym z problemów jest monopolizacja amerykańskiej gospodarki. Czy w Polsce nie ma podobnego zjawiska? Z danych opublikowanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że od 2016 roku zniknęło u nas 3,5% średnich firm i aż 9% małych. Przy dobrej koniunkturze!

Błażej Bogdziewicz: – To może wynikać ze zwiększających się obciążeń podatkowych, wydatków na ZUS. No i rzecz jasna z rosnących kosztów pracy.

Piotr Przedwojski: – Przy coraz większych regulacjach rynku jest to – niestety – zjawisko zupełnie normalne. A będzie gorzej, do czego przyczyni się dramatyczne podniesienie płacy minimalnej. Jesteśmy w trakcie eksperymentu, który Niemcy przerobiły w 2015 podwyższając płacę minimalną o 7% Część pracowników przeniosła się do większych organizacji, bo one są bardziej produktywne i tym samym potrafią lepiej płacić. Ale część mniejszych spółek przestała istnieć, zmniejszając konkurencję. Tym samym krótkoterminowo podwyższona została średnia produktywność w gospodarce niemieckiej, ale długoterminowo kosztem spadku konkurencyjności. Tyle niemiecka analiza. Od siebie dodam, że nasza podwyżka jest wielokrotnie większa. Zobaczymy jaki będzie efekt wspierania dużych przedsiębiorstw kosztem mniejszych i spadku konkrecyjności w kolejnych wyborach. Myślę, że zobaczymy odwrót od tego eksperymentu tak samo, jak przy ostatniej wolcie przy podatku cukrowym.


– Koronawirus mocno odbije się na polskiej gospodarce, ekonomiści mBanku twierdzą, że w tym roku wzrost gospodarczy spadnie do zaledwie 1,6%. Ta prognoza nie jest nazbyt pesymistyczna?

Piotr Przedwojski: – Bez wątpienia sytuacja uległa zmianie. Pytanie – jak bardzo dramatyczna jest to zmiana. Nie wydaje mi się jednak, aby wskaźnik 1,6% był niemożliwy. Zwiększyło się ryzyko.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

O koronawirusie, zombie na ulicach Londynu, zamykaniu kopalń i (jeszcze) wcześniejszych emeryturach – Piotr Gajdziński rozmawia z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym.

– Nie mogę nie zacząć od pytania, które dzisiaj zadają sobie wszyscy inwestorzy – czy koronawirus zatrzyma wzrosty na światowych giełdach, doprowadzi do recesji?

Błażej Bogdziewicz: – Uczciwie mówiąc nie wiem. Nikt tego nie wie. Obserwujemy rozwój sytuacji w Chinach, ale napływające stamtąd informacje są sprzeczne. Dobra wiadomość jest taka, że dynamika zachorowań spada. Nie mamy natomiast pewności, czy pochodzące z Chin dane są wiarygodne, czy nie dokonuje się tam manipulacja informacjami. To pierwsza niewiadoma. Drugą jest kierunek mutacji wirusa. Wydaje mi się, że według dzisiejszych danych największym zagrożeniem jest to, że duża liczba osób będzie musiała być hospitalizowana i służba zdrowia tego nie wytrzyma. Jeśli ten czarny scenariusz się spełni, to odbije się to oczywiście na chińskiej gospodarce, a w konsekwencji, choć oczywiście w mniejszym stopniu, na globalnej gospodarce. Myślę, że decydujący będzie najbliższy miesiąc, on pokaże w jakim kierunku to wszystko zmierza. Jeśli chodzi o chińską gospodarkę, to koronawirus może mieć największy negatywny wpływ na tamtejszy sektor finansowy, którego kondycja od dawna budzi u inwestorów wątpliwości. Istnieje zagrożenie, że kapitał zacznie z Chin uciekać, a to już będzie poważny cios. Ale na razie to zagrożenie się nie materializuje, chińska waluta jak na te warunki zachowuje się stabilnie. Inwestorzy powinni teraz jednak zwracać szczególną uwagę na kurs waluty Państwa Środka.

Piotr Przedwojski: – Jakieś reperkusje dla gospodarki światowej oczywiście będą, między innymi w łańcuchach dostaw. To zresztą już się dzieje, koreańskie fabryki samochodów musiały obniżyć poziom produkcji, bo brakuje im podzespołów, podobnie jest z japońskimi. Pytanie, czy ten stan rzeczy będzie się nasilał i jak głęboko sięgnie.

– W końcu jednak epidemia wygaśnie.

Piotr Przedwojski: – Właśnie, ale jej skutki mogą być daleko większe. I wcale niekoniecznie tylko złe. Pamiętajmy, że w sprawę zwalczania epidemii zaangażował się sam Xi Jinping, a tymczasem w chińskiej tradycji władca, który jest mało efektywny traci legitymację do sprawowania władzy. Dlatego kampania przeciwko epidemii musi się okazać sukcesem. Co to oznacza w realiach państwa chińskiego? Ano to, że prawdziwe dane o zasięgu epidemii koronawirusa mogą być inne niż te, które dzisiaj podaje Pekin. Nie można wykluczyć, że Chińczycy po prostu zafałszowują rzeczywistość. Na szczęście zasięg mediów społecznościowych daje pewność, że te informacje mogą być „podkoloryzowane”, ale chyba nie mogą być całkowicie nieprawdziwe. Jeszcze jedna refleksja.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


Znany jest przypadek lekarza, który jako pierwszy ostrzegał o epidemii, ale później został przez władze zmuszony do odwołania tych informacji. Gdyby rzecz działa w Europie lub w Stanach Zjednoczonych byłoby to niemożliwe. W Chinach, jak widać, jest możliwe i w efekcie straciliśmy miesiąc. W ostatnich latach podkreślano, że azjatycka filozofia prymatu grupy nad jednostką jest skuteczna i bardziej efektywna od tradycji europejskiej, ale ta sprawa pokazuje, że to nieprawda. Sam przypadek lekarza jest o tyle ciekawszy, że w chińskiej tradycji powtarza się motyw mędrca, który ostrzega władcę przed realnym zagrożeniem, władca skazuje mędrca na śmierć, a potem traci władzę na skutek materializacji tegoż zagrożenia – dlatego kampania walki z wirusem musi być sukcesem.

Błażej Bogdziewicz: – Są opinie, moim zdaniem nie pozbawione sensu, że sprawa koronawirusa jest bardzo groźna dla Chińskiej Partii Komunistycznej, że jest to dla niej największe wyzwanie od czasu protestów na placu Tienanmen w czerwcu 1989 roku. Partia jest pod silną presją, co nie oznacza oczywiście, że szybko straci władze. Ta opiera się na siłach bezpieczeństwa, a zarówno policja, jak i wojsko są w tej chwili wobec partii lojalne. Mimo to można przypuszczać, że zaufanie do Chińskiej Partii Komunistycznej zostanie epidemią koronawirusa osłabione.

Piotr Przedwojski: – Zostanie, bo chińscy komuniści mają na głowie nie tylko epidemię, ale i inne sprawy. Na przykład sprawę Hongkongu, którego mieszkańcy nie chcą żyć w systemie dyktatorskim. Jest też sprawa Tajwanu, gdzie protesty w Hongkongu odbiły się bardzo szerokim echem i pokazały, że model „jedno państwo dwa systemy” rodem z Hongkongu się nie sprawdził. Xi Jinping najwyraźniej przejął się i stąd ta obecna, niespotykana nawet w tym kraju, mobilizacja.

Coś o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE

– Epidemia koronawirusa zepchnęła z czołówek mediów brytyjskie wyjście z Unii Europejskiej. A ono wreszcie się dokonało.

Błażej Bogdziewicz: – Na razie dokonało się wyłącznie w sferze symbolicznej. Nigel Farage i inni brytyjscy posłowie nie zasiadają już w europarlamencie, ale póki co Wielka Brytania cały czas musi się stosować do wszystkich unijnych praw i regulacji.

– Tymczasem wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii spadł do 0 procent. Rzeczywistość wystawia rachunek?

Błażej Bogdziewicz: – Zobaczymy jak będzie. Moim zdaniem, Brytyjczycy popełnili błąd wychodząc z Unii, bo ich kraj zawsze będzie musiał się w ogromnym stopniu stosować do unijnych regulacji, a teraz nie będzie miał na nie żadnego wpływu. To wynika z położenia geograficznego, oni zawsze będą musieli handlować z państwami Unii Europejskiej. A konsekwencje? Nie należy się spodziewać jakiejś katastrofy ekonomicznej i głodnych zombie na ulicach Londynu, ale jakąś cenę Wielka Brytania będzie musiała zapłacić. Pytanie, czy warto ją płacić za większą formalną suwerenność.

– Lub iluzję większej suwerenności.

Piotr Przedwojski: – Brytyjczycy nie przeniosą przecież swojej wyspy bliżej Stanów Zjednoczonych, nadal będą musieli handlować z Europą. Nie mają wyjścia. Obie strony zresztą.

Błażej Bogdziewicz: – Powiem tak: byli na imprezie, nikt nie chciał ich z niej wyrzucać, sami zdecydowali się wyjść.

– Ale nadal chcą sięgać do półmisków, którymi zastawione były stoły i konsumować alkohol, a jeszcze współdecydować o tym, jakie utwory zagra DJ. Pytanie, czy ktoś im na to pozwoli.

Piotr Przedwojski: – Bardzo wątpliwe, raczej niemożliwe. Bruksela nie może na to pozwolić, bo byłby to zły przykład dla innych państw. Mówi się o tzw permantnym ekwiwalencie, czyli zastąpieniu członkostwa UE umowami dwustronnymi, ale spór będzie dotyczył długości okresu wypowiedzenia tych umów.

Błażej Bogdziewicz: – Moim zdaniem jest tylko jeden scenariusz, który może spowodować, że Brytyjczycy na swoim wyjściu wygrają – wielki kryzys w Unii Europejskiej i jej rozpad. Ale jest to scenariusz mało prawdopodobny.

– Teraz Polska. Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, w niedawnym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” zasugerował spółkom energetycznym połączenie. Czy Waszym zdaniem ten pęd do centralizacji nie jest już w Polsce obłędny?

Piotr Przedwojski: – Znalazłem w tym wywiadzie dwa interesujące fragmenty. Pierwszy dotyczy tego o czym mówisz, drugi dywidendy płaconej przez spółki Skarbu Państwa. Z pierwszą myślą ministra Sasina się zgadzam, spółki energetyczne w kraju powinny się łączyć. Oczywiście, powstałby monopol, ale nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego. Monopol i tak faktycznie jest. Jedna spółka energetyczna działa na przykład we Francji i w Czechach. Połączenie spółek energetycznych pozwoliłoby obniżyć koszty ich funkcjonowania, a czy zmniejszyłoby konkurencję? Ona jest dzisiaj czysto iluzoryczna. Natomiast wypowiedź ministra w sprawie dywidend była, nazwijmy to delikatnie, nieprzemyślana. Otóż stwierdził on, że Skarb Państwa nie będzie drenował spółek z dywidendy. To jest absolutny skandal. Bez dywidendy mniejszościowi akcjonariusze nie wiedzą, co tak naprawdę w spółce się dzieje, tylko dywidenda daje prawdziwy obraz jej kondycji. Jeśli ktoś pokazuje zysk, a nie wypłaca dywidendy, to nie wiadomo jaka jest prawdziwa kondycja firmy! Tym samym mogą kwitnąć nieefektywności, dodajmy w spółce monopoliście. Nawet w Rosji po wielu latach doszli do wniosku, że jedynym efektywnym sposobem wymuszenie lepszej efektywności u państwowych monopolistów jest zwiększanie stopy dywidendy. Po prostu pieniądze opuszczają spółkę i trzeba ciąć koszty i trzeba kończyć z projektami, które niszczą wartość. Nas najwyraźniej ta nauka dopiero czeka.

Błażej Bogdziewicz: – W pełni zgadzam się w sprawie dywidendy, ale muszę postawić veto w sprawie łączenia spółek energetycznych. Oczywiście, konkurencja między nimi nie jest doskonała, ale lepsza jakakolwiek konkurencja niż jej całkowity brak. Przy okazji jeszcze jedna kwestia. W tym wywiadzie minister Sasin mówił też o konieczności inwestowania przez spółki energetyczne. Ale inwestowania w co? W energetykę węglową? Przecież to bzdura. Z moich rozmów z zarządami spółek europejskich i amerykańskich wynika, że w ostatnim czasie następuje przebudowa myślenia wśród menadżerów. Przez wiele lat dużo mówiono o ekologii, ale teraz stała się ona kluczowym celem. Nastąpiła fundamentalna zmiana myślenia i warto, aby decydenci w Polsce zdali sobie z tego sprawę. Jeden bardzo konkretny przykład. Szwedzki producent stali, koncern SSAB, zapowiedział odejście od hut opalanych koksem i przejście na stalownie elektryczne. Przy czym prąd do tych stalowni firma ma zamiar czerpać z wodoru, do wytwarzania którego wykorzysta źródła alternatywne. W ten sposób emisja CO2 do atmosfery ma się zmniejszyć w Szwecji o 7, a w Finlandii o 10 procent. To zmiana oznacza, że oni będą inwestowali duże pieniądze w nowe technologie i one będą się stawały coraz bardziej efektywne. To jest trochę tak, że my bronimy tego polskiego węgla…

Rosyjski węgiel

– No, przy okazji również rosyjskiego, bo sporo go sprowadzamy.

Błażej Bogdziewicz: – Jak niepodległości, a tymczasem już niebawem wykorzystanie węgla może być po prostu ekonomicznie nieefektywne. Już dzisiaj energia wiatrowa jest tańsza niż węglowa, ale nie umiemy jej na dużą skalę magazynować. Ale to się będzie zmieniało, dlatego powinniśmy się martwić nie łączeniem polskich spółek energetycznych, ale sposobem odchodzenia od węgla. Nie dlatego, że ktoś nam to nakazuje, ale dlatego, że produkcja energii z węgla po prostu nie będzie się za kilkanaście, a być może już za kilka lat, opłacała.

Piotr Przedwojski: – To prawda, powinniśmy od węgla odchodzić, a w każdym razie wydatnie obniżyć jego udział w produkcji energii. Ale porównanie wprost cen energii wytwarzanej z węgla i źródeł alternatywnych jest nieuprawnione, bo dochodzą bardzo wysokie koszty magazynowania energii wiatrowej. Dopiero dodanie kosztów magazynowania daje koszt całkowity energii wiatrowej. Ale to prawda, ten koszt będzie spadał. I wtedy my ze swoimi kopalniami zostaniemy w pewnym „czarnym miejscu”. Ograniczenie produkcji energii węglowej to też problem społeczny, ale im szybciej zaczniemy tę bombę rozbrajać, tym lepiej.

Kampania prezydencka w Polsce – wybory

– Rozpoczęła się kampania prezydencka. Andrzej Duda obiecuje wprowadzenie emerytur stażowych, co w praktyce oznacza dalsze obniżenie wieku emerytalnego.

Błażej Bogdziewicz: – Być może dzięki temu można wygrać wybory, ale z ekonomicznego punktu widzenia ten pomysł jest bardzo niebezpieczny. Budżet się po prostu nie zepnie. Tyle że to już będzie problem innego, kolejnego prezydenta i innego rządu.

Piotr Przedwojski: – Dzisiaj polski dług Polski wynosi poniżej 60 procent, ale jakiś czas temu Unia Europejska nakazała krajom członkowskim wykonać ćwiczenie polegające na włączeniu do długu publicznego również ukrytego długu generowanego przez państwowe, europejskie systemy emerytalne. W naszym przypadku chodziło o ZUS. Okazało się, że w Polsce ten prawdziwy dług po dodaniu ukrytego wynosił 350 procent PKB! Gigantyczna wielkość, ale zastrzegam, że nie byliśmy w najgorszej sytuacji, plasowaliśmy się w środku unijnej stawki – tuż koło Niemiec – choć mnie to nie pociesza To jest dłuższy temat, w każdym razie trudno pozbyć się wrażenia, że zakładamy że „Niemcy nie mogą się mylić, bo u nich jest tak samo”. Ale Niemcy się czasem mylą katastrofalnie…

Błażej Bogdziewicz: – Politycy kochają socjalne obietnice, ale mam wrażenie, że coś się zmienia, sondaże zaczynają pokazywać, że rośnie sceptycyzm wobec tych obietnic. Myślę, że politycy uważają, że Polacy są bardziej naiwni niż w rzeczywistości są.

Piotr Przedwojski: – Demografowie ostrzegają, że w 2050 roku liczba mieszkańców Polski spadnie do zaledwie 18 milionów. To ile wówczas będzie wynosiła ta dzisiejsza 350-procentowa dziura? Ponad 1000 procent? 350% jest kwotą nie do udźwignięcia dla rozwiązań rynkowych. Jest takie ładne określenie: dominacja fiskalna – gdy państwo nie jest w stanie unieść własnych zobowiązań.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Żadnej katastrofy nie ma

Z Błażej Bogdziewiczem – zarządzającym Caspar TFI – oraz Piotrem Przedwojskim – ekspertem i doradcą inwestycyjnym – o braku okazji inwestycyjnych, problemie małego zaufania do wolnego rynku, ręcznym sterowaniu i postępowych amerykańskich demokratach rozmawia Piotr Gajdziński.

– Porozmawiajmy o Stanach Zjednoczonych, bo kondycja amerykańskiej gospodarki ma wpływ na cały świat, a sytuacja w tym kraju się komplikuje. Jest wniosek o impeachment, który pewnie niewiele da, ale może mieć wpływ na kampanię wyborczą Donalda Trumpa.

Błażej Bogdziewicz: – Gdyby Demokratom jakimś cudem udało się teraz odwołać Trumpa, nie wpłynęłoby to na rynek kapitałowy. Inwestorzy zakładają, że wówczas zastąpiłby go któryś z polityków republikańskich, być może nawet bliższy mainstreamowi, co z punktu widzenia inwestorów byłoby scenariuszem pozytywnym. Ale odpowiadając na Twoje pytanie sądzę, że jeśli proces odwołania prezydenta Trumpa będzie się toczył dłużej, to raczej go podczas kampanii wzmocni niż osłabi. W tym sensie, że zmobilizuje jego elektorat.

Piotr Przedwojski: – Polaryzacja w Stanach Zjednoczonych jest faktem i proces impeachmentu raczej nie spowoduje wzrostu popularności Partii Demokratycznej. Usunięcie prezydenta z urzędu wymaga większości 2/3 w Senacie, który kontrolują Republikanie, więc tam przypuszczalnie zostanie zatrzymany. O Trumpie powiedziano już tak dużo złego, że kto miał się stać jego przeciwnikiem, to już się stał, więc w kampanii wyborczej nie spodziewałbym się jakichś spektakularnych przepływów wyborców.

Sytuacja Donalda Trumpa

– Spodziewacie się więc zwycięstwa Trumpa w kolejnych wyborach.

Błażej Bogdziewicz: – Przed poprzednimi wyborami Trump był traktowany jako ogromne ryzyko. Wielu ludzi, nawet bardzo znanych finansistów – choćby George Soros – zaraz po pojawieniu się wstępnych wyników wyborów zajęło pozycję na spadki sądząc, że amerykańska giełda się zawali. Stracili, bo giełda szybko się odbiła. Podczas czterech lat swojej prezydentury Trump zrobił wiele nieprzemyślanych rzeczy, ale prawda jest też taka, że wielu pomysłów, które zapowiadał w kampanii wyborczej na szczęście nie wcielił w życie. Amerykanie już się go nie boją. Gdy dzisiaj czyta się różne analizy banków amerykańskich to widać, że amerykański biznes boi się sukcesu wyborczego tzw. postępowego demokraty. To mrozi krew i powoduje napady gorączki wśród inwestorów. Chodzi o Bernniego Sandersa i Elizabeth Warren. Ale powszechne jest też przekonanie, że żaden z nich nie trafi do Białego Domu.

Odpowiedzią na te obawy jest kandydatura Michaela Bloomberga, który na udział w kampanii wydał ogromne pieniądze. Poparcie dla niego rośnie, ale pytanie – czy rośnie wystarczająco szybko. I drugie pytanie – czy Bloobmerg ładuje pieniądze w kampanię, w dużym stopniu swoje prywatne pieniądze, aby ustawić się na 5.-6. miejscu wśród Demokratów, czy raczej będzie próbował wystartować w wyborach prezydenckich jako niezależny kandydat. Jeśli tak będzie, to siłą rzeczy szanse Trumpa na kolejną kadencję wzrosną. Trump ma ogromne szanse na sukces, bo to wynika z amerykańskiej ordynacji wyborczej. Część stanów jest demokratyczna, część republikańska i to się nagle nie zmieni. Kluczem do zwycięstwa jest triumf w kilku stanach o niepewnych preferencjach wyborczych. I akurat w tych stanach, jak wynika z ostatnich sondaży, Trump ma przewagę.

– Wiele zależy od tego, kogo ostatecznie wystawią Demokraci.

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli będzie to Joe Biden, to wówczas elektorat Republikanów będzie mniej zmobilizowany. Jeśli Sanders lub Warren, to gremialnie pójdzie do urn.

Piotr Przedwojski: – Dodajmy, że tradycyjnie w Stanach Zjednoczonych urzędujący prezydent ma większe szanse niż pretendent. Kandydatura Bloomberga jest odpowiedzią tej bardziej racjonalnej części Partii Demokratycznej, która zdaje sobie sprawę, że Sanders i Warren są stanowczo zbyt lewicowi, aby mogli wygrać amerykańskie wybory. Obie te kandydatury skazują Demokratów na kolejną wyborczą porażkę.


Zapisz się do newslettera F-Trust aby otrzymywać darmowe materiały edukacyjne


Inwestorzy a zwycięstwo Trumpa

– Zwycięstwo Trumpa byłoby więc, Waszym zdaniem, dobrą informacją dla ludzi inwestujących na rynku kapitałowym.

Błażej Bogdziewicz: – Tak. Oczywiście, gdyby jakimś cudem wybory wygrali Michael Bloomberg lub Joe Biden, to również byłoby bardzo dobre rozwiązanie z punktu widzenia inwestorów i inwestorzy mogliby czuć się spokojniej.

– Jaka jest dziś kondycja amerykańskiej gospodarki? Pytam, bo jeśli ona ma katar, to z reguły reszta świata zapada na grypę.

Błażej Bogdziewicz: – Rośnie w granicach 2%, co nie jest złym wynikiem. Oczywiście wojna handlowa odbiła na niej pewne piętno, ale mniejsze niż wielu się spodziewało. Najgorzej jest w przemyśle, tu skutki sporu między Waszyngtonem a Pekinem są największe, ale nie ma to znamion jakiegoś zbliżającego się kryzysu. Zapowiedzi, że będziemy mieli powtórkę z 2008 roku nie sprawdziły się i nie widzę żadnych szans, aby w najbliższym czasie miały się ziścić. Dotyczy to zresztą nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale również gospodarki europejskiej, wobec której obawy były jeszcze większe. W Strefie Euro i w tak ważnych dla polskiej gospodarki Niemczech będziemy mieli w tym roku pozytywny wzrost gospodarczy, prawdopodobnie na poziomie między 0,5% a 1%.

Piotr Przedwojski: – Dla przypomnienia, w Stanach Zjednoczonych notujemy kolejne rekordy najdłuższej prosperity. Ta dynamika nie jest może wysoka, ale cały czas, systematycznie od 2009 roku, rośniemy. Mnóstwo osób uparcie, od wielu lat, wieszczy nadejście kryzysu, a niektórzy inwestorzy nawet kataklizmu, ale te prognozy, na szczęście, trafiają kulą w płot. Dorzucę, że to rynki rozwijające się dorzuciły się do w ¾ do globalnego spadku konsumpcji w tym roku, najwięcej od 2012 roku. W szczególności mało się mówi o problemach Indii, które są modelowym przykładem błędów polityki gospodarczej.

– Skąd w Polsce spadek konsumpcji w trzecim kwartale?

Piotr Przedwojski: – To tylko spadek dynamiki wzrostu konsumpcji. Jedna z teorii mówi, że rozszerzenie programu 500+ na drugie dziecko spowodowało, że spora część tych pieniędzy trafiła do bardziej zamożnych rodzin. Te rodziny nie przeznaczają już pieniędzy na wydatki, ale na oszczędności.

– To w sumie dobra wiadomość.

Błażej Bogdziewicz: – Dobra, ale rządowi bardziej zależy na wzroście inwestycji niż na kumulowaniu oszczędności. A gospodarstwa domowe nie będą inwestowały bezpośrednio w fabryki i roboty przemysłowe, a raczej będą trzymać środki na lokatach bankowych.

Piotr Przedwojski: – To jest niezwykle ciekawy temat. Nominalnie mamy w Polsce coraz wyższy poziom oszczędności i nominalnie mamy najniższe i ujemne realne stopy procentowe. Tak więc zgromadzone przez Polaków pieniądze nie zarabiają, czyli realnie tracą. Bo ludzie, potencjalni inwestorzy nie mają w co inwestować. Polski rynek kapitałowy…

– Polacy mogą inwestować zagranicą. I zarabiać w Stanach Zjednoczonych, Strefie Euro, w Azji…

Piotr Przedwojski: – To za chwilę, daj mi skończyć. Polski rynek kapitałowy wygląda jak wygląda, a po ostatnich rewelacjach ministra Jacka Sasina, szefa resortu aktywów państwowych o budowie czempionów, nie ma co liczyć na poprawę sytuacji. Mam na myśli przejęcie Energii przez Orlen i to, że gdy cztery spółki państwowe spadły łącznie o prawie 10 (sic!) mld zł w ciągu jednego dnia, to minister powiedział, że nadal rząd będzie tak robił. Nie wycofał się z tej deklaracji. Jestem pewien, że to najbardziej kosztowne słowa, jakie się ministrowi przydarzyły. Ciekawe jak to się ma do nacisku na edukację i ład korporacyjny w nowej strategii rynku kapitałowego. Jakie wnioski z tego płyną? Zauważę tylko, że Energa nie splamiła się nawet małym buybackiem, czyli akcje tej spółki nie są według zarządu tanie. Mimo to inna spółka (obcy zarząd) kupuje wszystkie. Nadal nie ma wymaganego prawem komunikatu zarządu Energii o tym, czy cena wezwania jest godziwa. Dlaczego wezwanie jest na aż 100% i tym samym odbiera się opcję odrobienia strat inwestorom?

Błażej Bogdziewicz: – Rządzący w Polsce po prostu zupełnie się giełdą nie przejmują. Niestety, nie są w tym odosobnieni. Ta prawidłowość dotyczy wielu krajów. Tylko prezydent Trump myśli o giełdzie.

Piotr Przedwojski: – Twierdzisz, że oni chcą świadomie zniszczyć giełdę?

Błażej Bogdziewicz: – Sądzę, że polscy politycy po prostu giełdy nie rozumieją i nie chcą jej zrozumieć.

Piotr Przedwojski: – To w takim razie jak oni chcą zmusić ludzi do inwestowania?

Błażej Bogdziewicz: – Jak ich obserwujesz, to znasz odpowiedź – w pewnym stopniu niestety przymusem.

Piotr Przedwojski: – Inwestorzy będą inwestowali tam, gdzie dostrzegają szanse zarobku – co wymaga zaufania. Jeśli im się takiej szansy nie stworzy, to zaczną szukać alternatyw. I będą tego efekty, niedobre efekty. Rządzący nieustannie mówią o konieczności inwestowania, ale fakty są takie, że jeszcze nigdy Polacy nie mieli takich nadwyżek finansowych i jednocześnie nie mieli gdzie inwestować. Co więcej, robi się rzeczy, które są przeciwskuteczne – odstręczają ludzi od inwestowania. Bo jak inaczej nazwać to, że kilka lat temu państwo sprzedało Energę za 17 zł za akcję, a teraz po dziesięciu latach – wielu zmianach zarządów i strategii – składa propozycję jej odkupienia za 7 zł? Co z zapisami prospektowymi, na mocy których inwestorzy kupowali akcje? Cytując Talleyranda: „To więcej niż zbrodnia, to błąd”. A 800 mld depozytów bankowych? Przecież one toną. Regulacja i koncentracja rynku bankowego dokonana mi. in. za sprawą „repolonizacji” Pekao SA oraz Alliora spowodowała, że banki oferują oprocentowanie depozytów, na których ludzie tracą. To jest sytuacja dramatyczna, bo jak przy takiej polityce można rozkręcić, niezbędne dla każdej gospodarki, inwestycje? A jaki będzie efekt tej polityki? Prosty – Polacy, inwestorzy będą ze swoimi pieniędzmi uciekali tam – gdzie przynajmniej coś się im obiecuje.

– Zawsze mogą inwestować zagranicą.

Piotr Przedwojski: – I jestem przekonany, że zaczną to robić na coraz większą skalę.

Błażej Bogdziewicz: – Zaczną. Bo w Polsce największe i teoretycznie najbardziej atrakcyjne spółki są kontrolowane przez Skarb Państwa, który systematycznie mówi i pokazuje w praktyce, że interes państwa jest ważniejszy niż interesy mniejszościowych akcjonariuszy…

Piotr Przedwojski: – Zapisują to nawet w statutach!

Błażej Bogdziewicz: – A inwestorzy biorą to pod uwagę. Jeśli inwestor słyszy, że Zarząd spółki działa na rzecz wszystkich akcjonariuszy, to wie, że ma szansę na sukces. A jeśli słyszy, że Zarząd działa wyłącznie w interesie akcjonariusza większościowego, to musi się zastanowić, czy warto takie ryzyko podejmować.

Profesjonalni i indywidualni inwestorzy

– W spółkach Skarbu Państwa inwestor nie ma silnej pozycji.

Piotr Przedwojski: – Profesjonalni inwestorzy biorą to pod uwagę i biorą dodatkowe dyskonto. Ale indywidualni inwestorzy nie potrafią tego zrobić. I on zniknie zagranicą. Polacy do niedawna emigrowali, teraz dzięki Brexitowi wracają – ale za chwilę emigrować zaczną ich pieniądze. I to masowo!

Błażej Bogdziewicz: – To wszystko wynika z filozofii ręcznego sterowania wszystkim. Albo mamy rynek i godzimy się również z jego mankamentami, albo idziemy w kierunku Hilarego Minca.

– Jak to powiedział jeden z polityków: najważniejsza jest wola, nie mechanizmy.

Piotr Przedwojski: – Nie da się zmusić inwestorów, aby dali pieniądze i biernie przyglądali się jak tracą – vide Energa. To dramat, bo polska gospodarka tych pieniędzy potrzebuje.

– Przyjdzie więc nam budować pomyślność gospodarki amerykańskiej, chińskiej, francuskiej…

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście i stracimy w ten sposób – już tracimy – wielką szansę. Polska rzeczywiście ma szansę dogonić Zachód. Dlaczego? Bo mamy stosunkowo młode i dobrze wykształcone społeczeństwo, mamy dobrą znajomość języka angielskiego, mamy znacznie lepszą infrastrukturę niż trzydzieści lat temu, często nowocześniejszą od wielu państw Europy Zachodniej. Czego nam brakuje? Wolnego rynku, bo ten jest w Polsce ograniczany. Silnych instytucji, zaufania do tych instytucji oraz do siebie nawzajem. A ręczne sterowanie zawsze jest niszczeniem instytucji.

Piotr Przedwojski: – Brakuje nam zaufania do wolnego rynku. Zaufania ze strony polityków. Oni chyba tego nie rozumieją i nawet nie starają się zrozumieć. Paradoksalnie, przy wszystkich sloganach o „unarodowieniu” polskiej gospodarki, polscy inwestorzy będą budowali obce gospodarki. To już się dzieje i będzie się działo na coraz większą skalę. Najbardziej ponure jest to, że to jest „oczywista oczywistość”.

– A propos braku zaufania do instytucji. Do PPK, sztandarowego programu tego rządu, przystąpiło ledwie 39% pracowników.

Piotr Przedwojski: – 39% uprawnionych w dużych spółkach, w mniejszych będzie niższa partycypacja. Klęska. I kolejna rzecz, nad którą polscy politycy powinni się pilnie zastanowić. Wszyscy politycy, bo wszystkie partie niszczyły chęć Polaków do oszczędzania. A na tym, długoterminowo, tracimy wszyscy. Już kiedyś ten cytat przytaczałem, ale dzisiaj pasuje jeszcze lepiej. Cezary Mech, były przewodniczący Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych powiedział: po co nam PPK, skoro są OFE?

Błażej Bogdziewicz: – I Indywidualne Konta Emerytalne. Czy tak trudno wyobrazić sobie sytuację, że pracownik nie przystępuje do PPK, ale ma możliwość zobowiązania pracodawcy, aby jego pieniądze szły do IKE?

– To, po pierwsze, byłaby liberalizacja. Wstrętne słowo. A poza tym państwo nie mogłoby wziąć sobie 15-procentowego haraczu.

Błażej Bogdziewicz: – To nie jest porażka. Po tym, co się działo na polskim rynku kapitałowym jestem zaskoczony jednak wciąż dość wysokim poziomem zaufania Polaków i polskich inwestorów do polskiego rynku kapitałowego i państwa. Partycypacja na poziomie blisko 40% w programie PPK jest moim zdaniem zaskakująco wysoka. Zaskakująca wobec licznych skandali na polskim rynku kapitałowym, do których dochodziło w minionych kilkunastu latach, gdzie będzie musiało być inwestowane 70% środków zgromadzonych na PPK z czego w większości w spółki z WIG20. Więc to 39% jest wręcz sukcesem rządu.

Piotr Przedwojski: – To nie jest w żadnym razie powszechny program – to jest program mniejszościowy, nawet nie większościowy. Ten program nie zrealizował swoich celów. Wiemy, i jest to wiedza pewna, że w kolejnych latach będzie dramatycznie rosła liczba emerytów, a ludzie będą na tej emeryturze przeżywali nie dziesięć, ale dwadzieścia i więcej lat. Kto będzie im płacił emerytury? Jakie? Z czego?

Rozmawiał Piotr Gajdziński

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Dlaczego bessa może być okazją do inwestycji?

Zmienność to naturalny proces na rynkach finansowych, ale gorsze wyniki często wywołują niepewność inwestorów i prowadzą do podejmowania emocjonalnych decyzji. Czy bessę można wykorzystać do inwestowania? Obejrzyj, co mówią na ten temat nasi zarządzający i jak inwestują w ramach zarządzanych przez siebie subfunduszy. W tych materiałach rozmawiamy z Błażejem Bogdziewiczem (zarządzającym – między innymi – subfunduszem Caspar Akcji Europejskich i Strategią Akcji Skoncentrowanych), Piotrem Rojdą (zarządzającym subfunduszem Caspar Globalny) i Wojciechem Kseniem (współzarządzającym subfunduszem Caspar Ochrony Kapitału).



Dlaczego bessa może być okazją? | CasparTV

Jeżeli portfel jest dobrze zdywersyfikowany, to taka bessa jest okazją do poczynienia bardzo dobrych inwestycji.

– Błażej Bogdziewicz,
zarządzający z Caspar Asset Management SA

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar Asset Management.

Zobacz także:

Platforma Funduszy Notowania funduszy Platforma Funduszy Newsletter F-Trust