EKSPERT



BEZPŁATNE SZKOLENIA I KONFERENCJE F-TRUST

Prowadzimy szkolenia zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych inwestorów.

Zapisz się

IKE/IKZE

Najbardziej efektywne oszczędzanie na emeryturę,porównaj nasze produkty IKE i IKZE.

Więcej: IKE i IKZE



USŁUGA ZARZĄDZANIA PORTFELEM

Możliwość inwestowania zgodnie ze strategią inwestycyjną uszytą na miarę.

Więcej: Zarządzanie portfelem

CAŁA WIEDZA NA TEMAT FUNDUSZY W JEDNYM MIEJSCU

F-Trust - proces analityczny

Inwestowanie to proces, który wymaga cyklicznej pracy, w F-Trust analizujemy fundusze zaczynając od podejścia makro, a kończąc na doborze funduszy do portfela inwestycyjnego. Każdy etap naszej pracy powtarzamy w stałych terminach – tak aby klienci mogli wspólnie z nami analizować swoje inwestycje.

Etapy procesu:

Pokaż cały proces


PLATFORMA FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH

Platforma funduszy inwestycyjnych

Inwestuj przez internet, poznaj nasze materiały edukacyjne, załóż portfel treningowy, zobacz podgląd autentycznych portfeli


Więcej: Platforma Funduszy


ZAŁÓŻ DARMOWE KONTO
Zajmie Ci to maksymalnie 1 minutę

Nasi Klienci zainwestowali
już 1,4 MLD zł WIĘCEJ >>>

Doskonała opinia wśród Klientów,
9 lat doświadczenia  WIĘCEJ >>>

A A A
hakerzy

Z Błażejem Bogdziewiczem, dyrektorem inwestycyjnym Grupy Caspar oraz Krzysztofem Kaźmierczakiem, analitykiem Caspar Asset Management SA o inwestowaniu w spółki zajmujące się cyberbezpieczeństwem, atakach hakerskich i okupach płaconych przestępcom rozmawia Piotr Gajdziński.

– Awaria Facebooka z początku października br., choć nie była wynikiem ataku hakerskiego, to jednak mocniej niż kiedykolwiek wcześniej zwróciła uwagę na bezpieczeństwo w internecie. Fundusze Caspar TFI SA od wielu lat inwestują w spółki zajmujące się cyberbezpieczeństwem. To z punktu widzenia inwestora dobry kierunek?

Krzysztof Kaźmierczak: – Jeśli za miarę przyjąć wzrost cen akcji, to znakomity. Najlepsza nasza inwestycja w tym sektorze to kupno akcji amerykańskiej spółki Zscaler. Od momentu pierwszej inwestycji w drugiej połowie 2019 roku cena akcji skoczyła o około 500% procent. Nie jest to oczywiście jedyna nasza inwestycja w ten sektor.

Błażej Bogdziewicz: – Trzeba powiedzieć, że to jest trudny rynek, ale rozwija się niezwykle dynamicznie. Ten dynamizm widać w rosnących cenach akcji, wielkości obrotów spółek zajmujących się cyberbezpieczeństwem, ale również szybkiej jego ewolucji. Jeszcze kilka lat temu spółki z tego sektora skupiały się na tworzeniu programów popularnie określanych jako „antywirusowe”. Od tego czasu sytuacja dramatycznie się zmieniła, bo tradycyjne wirusy odgrywają coraz mniejszą rolę. Coraz groźniejsze są natomiast ataki hakerskie wymierzone w firmy i instytucje publiczne w celu wymuszenia okupu. Ten przestępczy „biznes” rośnie niezwykle szybko i raczej nie widać oznak, że miałby się skończyć. Przeciwnie.

Krzysztof Kaźmierczak: – Często, bardzo często, są to ataki celowane. Bardzo precyzyjnie zorganizowane, wymierzone nie w przypadkowych adresatów, ale w wyselekcjonowaną firmę lub instytucję. Bardzo głośnym przypadkiem był przeprowadzony w maju tego roku atak na Colonial Pipeline…


– Czyli największego amerykańskiego operatora rurociągów, który dostarcza 45% paliw na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

Krzysztof Kaźmierczak: – Hakerzy całkowicie sparaliżowali firmę, a w efekcie dostawy paliw. Długi paraliż groził między innymi brakami na stacjach benzynowych, ale uderzyłby oczywiście również w energetykę. Z tego co wiadomo, Colonial Pipeline zapłacił wysoki okup, ale tym razem jednej z agencji federalnych udało się namierzyć przynajmniej część grupy hakerskiej i odzyskać część pieniędzy. Przypadek Colonial Pipeline to jeszcze jeden dowód, nie pierwszy, ani nie ostatni, że infrastruktura krytyczna w Stanach Zjednoczonych, ale tak jest właściwie na całym świecie, jest podatna na ataki hackerskie, bo jest słabo zabezpieczona. A hakerzy nie mają żadnych hamulców. Niedawno celem ich ataku, udanego ataku, był system publicznej służby zdrowia w Irlandii. Takie ataki zawsze wywołują ogromne straty, a jak świadczy ten ostatni przykład – mogą być także zagrożeniem dla ludzkiego życia.


– O jakich kwota mówimy? Ile trzeba zapłacić, aby napastnicy odwołali atak i sytuacja wróciła do normy?

Krzysztof Kaźmierczak: – Kwoty nie są ujawniane, aby nie zachęcać naśladowców, ale na rynku mówi się, że największy zapłacony okup wyniósł kilkadziesiąt milionów dolarów. Dobrą ilustracją potęgi hakerskiego biznesu może być raport Organizacji Narodów Zjednoczonych, w którym stwierdzono, że grupa hakerska działająca pod skrzydłami władz Korei Północnej w ciągu kilku lat zarobiła dla tego komunistycznego reżimu 2 miliardy dolarów. Według ONZ, pieniądze zostały przeznaczone na zbrojenia, w tym na sfinansowanie programu atomowego i programu budowy rakiet balistycznych. Z kolei według Chainanalysis, w 2020 roku firmy zapłaciły hakerom okup o łącznej wartości blisko 350 mln dolarów.

Błażej Bogdziewicz: – Mogło być więcej. Jedną z przyczyn, dla których tak do końca nie znamy wielkości hakerskiego „biznesu” jest to, że wiele trudniących się tym grup znajduje się na liście organizacji terrorystycznych, więc oczywiście firmy nie mogą im płacić okupu. Ale płacą, tyle, że korzystają z pośredników. Wielu rozmówców z amerykańskich firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem podkreślało, że hakerskie organizacje są znakomicie przygotowane. Nie chodzi tylko o to, że zatrudniają świetnych informatyków, bo to oczywiste, ale również na przykład profesjonalnych negocjatorów. Znany jest przypadek jednej z takich organizacji, która po zainkasowaniu okupu grzecznie podziękowała i już za darmo udzieliła profesjonalnych rad co firma powinna poprawić w swojej infrastrukturze informatycznej, aby oszczędzić sobie kolejnego ataku hakerskiego.


– Współczesny Arsen Lupin, „złodziej dżentelmen”. Ale to nie jest temat do kpin, ataki hakerskie stają się jednym z największych zagrożeń współczesności.

Krzysztof Kaźmierczak: – Jeszcze nie tak dawno atak hakerski oznaczał z reguły, że przestępcy wykradali jakieś dane, na przykład dane klientów bądź kart kredytowych. To oczywiście było kłopotliwe, mogło uderzyć w wizerunek i konkurencyjność firmy. Ale dzisiaj ma to zupełnie inny wymiar, bo paraliżuje działalność całego podmiotu, a jak już mówiliśmy przywołując przykład ataku na służbę zdrowia w Irlandii, naraża również ludzkie życie.

Błażej Bogdziewicz: – Nie chodzi nawet o to, że atak blokuje lekarzom dostęp do historii choroby pacjentów, że konieczne jest odwołanie operacji. Chodzi przede wszystkim o to, że coraz częściej sprzęt medyczny korzysta z zasobów sieciowych. Inwestujemy w nowoczesne technologie i coraz bardziej się od nich uzależniamy, ale one są niestety podatne na cyberataki.


– Jak świat się przed tym broni?

Błażej Bogdziewicz: – Niestety, nadal niewystarczająco. Ale jest szereg spółek, które oferują najnowocześniejsze oprogramowanie z zakresu bezpieczeństwa i pozwalają jeśli nie wyeliminować całkowicie, to znacząco ograniczyć ryzyka. Coraz więcej firm wprowadza zasadę „nikomu nie można ufać”, bo każdy, dosłownie każdy, może być hakerem lub sam haker może się podszywać pod absolutnie niewinnego użytkownika. Dotyczy to również pracowników. Znane są przypadki, że organizacje hakerskie przekupywały pracowników oferując im bardzo wysokie wynagrodzenie. To oznacza, że wyspecjalizowane, bardzo nowoczesne oprogramowanie to tylko jedna tarcza. Drugą musi być normalna ochrona kontrwywiadowcza pracowników i eliminowanie tych, którzy stanowią zagrożenie. I coraz więcej firm zatrudnia specjalistów zajmujących się tego rodzaju ochroną. To trochę paranoiczne, ale niestety w takim świecie żyjemy.

Krzysztof Kaźmierczak: – Nowoczesne technologie umożliwiają prowadzenie działań na bardzo szeroką skalę, wcześniej niewyobrażalną. To wynika z automatyzacji procesów, dzięki którym można targetować bardzo wiele podmiotów. Wydaje się jednak, i tu zgadzam się z Błażejem, że często słabym ogniwem jest człowiek. Ale rośnie świadomość, że trzeba się chronić przed cyber-zagrożeniami. Według badawczo-analitycznej firmy Gartner, w tym roku światowe wydatki na cyberbezpieczeństwo sięgną 150,4 mld dolarów. To gigantyczna kwota, mniej więcej jedna czwarta polskiego PKB.

– Dodajmy, że 150 mld dolarów oznacza wzrost wydatków aż o 12,5% w stosunku do ubiegłego roku.

Krzysztof Kaźmierczak: – Patrząc dzisiaj na branżę cyberbezpieczeństwa trzeba powiedzieć, że nie bardzo widać przyczyny, dla których wydatki na ten cel miałyby się zmniejszyć. Wydaje się, że ten trend będzie stabilny, bo świat będzie absorbował coraz więcej nowoczesnych technologii i cały czas będzie narażony na cyberataki.

Błażej Bogdziewicz: – Kluczowe spółki sektora zajmującego się cyberbezpieczeństwem, które oferują najlepsze rozwiązania notują roczne wzrosty przychodów w granicach 50% rocznie. W porównaniu do firm zajmujących się tworzeniem „normalnego” oprogramowania, akcje spółek z sektora cyberbezpieczeństwa są bardzo drogie, ale rynek uważa, że w najbliższych latach ten biznes będzie się bardzo dynamicznie rozwijał. Trzeba też pamiętać, że tych najlepszych spółek tworzących najbardziej zaawansowane oprogramowanie jest na świecie niewiele. Kilka w Stanach Zjednoczonych, dwie w Izraelu. To też powoduje, że ceny ich akcji są tak wysokie.


-Kiedy Grupa Caspar zainteresowała się tym sektorem? I dlaczego, bo przecież ten wybór wcale nie był oczywisty.

Błażej Bogdziewicz: – Zaczęliśmy inwestować w spółki z rynku cyberbezpieczeństwa właściwie od początku naszej obecności na rynku amerykańskim. Dlaczego? Bo już wtedy uznaliśmy, że ten sektor będzie dynamicznie rósł. Życie pokazało, że to była trafna decyzja.

Krzysztof Kaźmierczak: – Koncentrujemy się na spółkach innowacyjnych, oferujących produkty w kilku obszarach cyberbezpieczeństwa. Są to między innymi firmy nastawione na ochronę konkretnych urządzeń (smartfon, komputer, serwer), albo na ochronę sieci. W przypadku tych ostatnich w ciągu kilku lat nastąpiły bardzo duże zmiany. Do niedawna w siedzibie firmy znajdowało się dobrze zabezpieczone centrum danych, w którym były zlokalizowane wszystkie serwery. Tamtędy musiał przechodzić cały ruch generowany przez pracowników. Teraz coraz więcej aplikacji przenosi się do chmury, pracownicy coraz częściej do wykonywania służbowych czynności wykorzystują prywatne urządzenia i robią to poza siedzibą swojej firmy. To zjawisko nasiliło się jeszcze podczas pandemii.

Błażej Bogdziewicz: – Co oczywiście w naturalny sposób zwiększa ryzyka.

Krzysztof Kaźmierczak: – Tak, bo pracownicy pracują poza firmową, chronioną siecią. Wszystko to spowodowało, że tradycyjne metody, te wszystkie firewalle, są już dalece nieefektywne w ochronie przed nowoczesnymi metodami hakerów.

Błażej Bogdziewicz: – “Firewalle” to były specjalne komputery, które dzięki specjalnemu oprogramowaniu filtrowały cały ruch. Dzisiaj ten sposób nie jest już wystarczająco efektywny i łatwo go obejść. Trzeba więc było zastąpić go czymś skuteczniejszym. Nie wdając się w szczegóły techniczne można powiedzieć, że współczesna ochrona polega na skanowaniu całego ruchu, który dopiero po tym trafia na odpowiedni serwer.

Krzysztof Kaźmierczak: – To skanowanie odbywa się niezależnie od tego, gdzie znajduje się użytkownik, czy pracuje w biurze, w domu, w delegacji bądź w podróży.


– Współczesne oprogramowanie z zakresu bezpieczeństwa wykorzystuje sztuczną inteligencję.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, ona wyłapuje na przykład jakieś niestandardowe zachowania użytkownika.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Jakie?

Błażej Bogdziewicz: – Najprostszy przykład: jest globalny koncern, a jeden z pracowników, który pracuje w Polsce, nagle loguje się do wewnętrznej sieci firmy z Bangladeszu o trzeciej nad ranem. Oczywiście to możliwe, może akurat odbywa podróż służbową do Azji. Jest to jednak zachowanie niestandardowe. Na tyle niestandardowe, że istnieje realne zagrożenie, że pod pracownika firmy podszywa się haker. System reaguje, wymusza dodatkową weryfikację, choćby za pomocą kodu przesłanego na jego telefon komórkowy. To najprostszy sposób wykorzystywania sztucznej inteligencji, bo oczywiście robi ona rzeczy dalece bardziej skomplikowane.

Krzysztof Kaźmierczak: – Kiedyś mieliśmy do czynienia z prostymi wirusami, które relatywnie proste programy antywirusowe potrafiły wykryć po tak zwanych sygnaturach. Czyli program antywirusowy rozpoznawał fragment kodu wirusa i go eliminował. W sytuacji, gdy wirusy są tworzone w sposób zautomatyzowany, praca człowieka okazuje się niewystarczająca. Do walki z takimi zagrożeniami musiała zostać wprzęgnięta sztuczna inteligencja.


– Mówimy przede wszystkim o biznesie, który musi się chronić przed cyberatakami. Ale przecież klientami spółek tworzących specjalistyczne oprogramowanie z zakresu bezpieczeństwa są również, a przynajmniej być powinny, instytucje publiczne. W roku 2016 hakerzy z Rosji ingerowali w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, uważa się, że grupy hakerów działają na zlecenie Chin, Amerykanie wspólnie z Izraelem przeprowadzili też atak hackerski na irańskie instalacje do produkcji bomby atomowej…

Błażej Bogdziewicz: – Masz absolutnie rację, że instytucje publiczne muszą coraz częściej korzystać z usług firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Na razie, jak się wydaje, są w tej dziedzinie opóźnione, ale jest wiele sygnałów świadczących, że rządy przynajmniej niektórych państw będą chciały to zmienić. Tak jest choćby w USA. Prezydent Biden pogroził ostatnio Chińczykom stwierdzając, że ataki hakerów na amerykańską infrastrukturę i amerykańskie firmy będą traktowane z całą powagą. A Amerykanie mają się czego bać, bo pytanie, czy dotychczasowe ataki to już kres możliwości organizacji hakerskich z Chin czy Rosji, czy to tylko testowanie sposobów ochrony.


– Jak to mawiano w Armii Czerwonej „rozpoznanie bojem”.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie, testowanie stopnia przygotowania na tego rodzaju wydarzenia. Jestem, niestety, pesymistą. Wydaje mi się, że dotychczasowe ataki nie pokazują jeszcze pełni możliwości najlepszych organizacji hakerskich. A koniecznie trzeba się do tego przygotować, bo jestem przekonany, że gdyby w najbliższych latach doszło do konfliktu zbrojnego, to jego integralną częścią będą intensywne działania w świecie cyfrowym. Choćby w zakresie paraliżu infrastruktury krytycznej.

Krzysztof Kaźmierczak: – Błażej ma rację mówiąc, że wiele rządów tę sprawę przespało. Niedawno w amerykańskich mediach ukazał się wywiad z człowiekiem, który odpowiadał za zmodernizowanie oprogramowania w Departamencie Obrony USA. Jego zdaniem, poziom cyberbezpieczeństwa w tych instytucjach jest niski, a urzędnicy zajmujący się tą problematyką kiepsko rozumieją wyzwania współczesności. Ale Stany Zjednoczone przynajmniej działają, w połowie roku prezydent Biden wydał dyrektywę nakazującą zmodernizowanie infrastruktury cyberbezpieczeństwa.


– To może oznaczać dalsze wzrosty cen akcji spółek, w które Grupa Caspar inwestuje. Zdradzicie coś z inwestycyjnej kuchni i powiecie, jak dokonujecie selekcji spółek z obszaru cyberbezpieczeństwa? Bo w tym wypadku selekcja wydaje mi się szczególnie trudna.

Błażej Bogdziewicz: – Jest bardzo trudna, ale mamy już w tym pewne doświadczenie, mamy swoją metodologię. Oczywiście zwracamy uwagę na wielkość sprzedaży i jej dynamikę , listę klientów, którzy wykorzystują produkty firm, dużo z nimi rozmawiamy.

Krzysztof Kaźmierczak: – Zwracamy też uwagę na certyfikaty. W Stanach Zjednoczonych obowiązuje zasada, że do szeregu zastosowań instytucje federalne mogą kupować wyłącznie produkty, które przejdą proces certyfikacji FedRAMP, więc to jest ważny wyznacznik kompetencji spółek z sektora cyberbezpieczeństwa.


– A tak z ciekawości, czy te spółki podobnie jak wiele z obszaru technologii informatycznej też zostały stworzone przez młodych ludzi, którzy rzucili studia i gdzieś w garażach, piwnicach lub strychach wzięli się za budowanie własnego biznesu?

Błażej Bogdziewicz: – Nie, tu był inny model. Jeśli chodzi o top tego sektora, to fundatorami spółek byli w większości dojrzali już biznesmeni, z wieloletnim doświadczeniem w branży. Jay Chaudhry stojący na czele spółki Zscaler ma dzisiaj 62 lata.

Krzysztof Kaźmierczak: – A jego firma powstała czternaście lat temu. Ale większość spółek ma krótszy „życiorys”, sięgający mniej więcej początków poprzedniej dekady.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

Przefiltruj:

wybierz towarzystwa

klasa aktywów

podział geograficzny

wybierz sektory

Ryzyko 1
7

waluta funduszu

min. pierwsza wpłata

FILTRUJ
Nazwa funduszu
Klasa
aktywów

Klasa aktywów – wskazuje w jakie instrumenty finansowe inwestuje fundusz. W ramach funduszy mieszanych fundusz może inwestować w kilka klas aktywów jednocześnie.


Ryzyko

Ryzyko – Ocena ryzyka na podstawie danych dostępnych w kluczowych informacjach dla inwestorów danego funduszu. Wskaźnik ryzyka stanowi syntetyczną wartość odzwierciedlającą poziom ryzyka związany z inwestycją w dany fundusz bądź subfundusz. Może on przybierać wartości od 1 (najmniej ryzykowny) do 7 (najbardziej ryzykowny).


Sektor

Sektor – informacja wskazująca zaangażowanie funduszu/subfunduszu w instrumenty finansowe emitowane przez określone podmioty. Podział może dotyczyć sektorów w jakich działają przedsiębiorstwa (np. ochrona zdrowia), wielkości kapitalizacji firm (małe/średnie/duże). W przypadku, gdy fundusz/subfundusz inwestuje w szerokie spektrum instrumentów finansowych emitowanych przez spółki z różnych branż, o różnej kapitalizacji, wówczas mamy do czynienia z funduszem/subfunduszem uniwersalnym. Region – Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Podział
geograficzny

Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Wynik
Caspar Akcji Europejskich A Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte -4.25%
2021-10-19
Szczegóły
Caspar Akcji Europejskich S Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte -3.83%
2021-10-19
Szczegóły
Caspar Globalny Akcyjne 6 Uniwersalny Globalny -0.62%
2021-10-19
Szczegóły
Caspar Stabilny A Mieszane 4 Uniwersalny Globalny -0.14%
2021-10-19
Szczegóły
Caspar Stabilny S Mieszane 4 Uniwersalny Globalny -0.07%
2021-10-19
Szczegóły

Zastrzeżenia Prawne 

Materiał ma charakter wyłącznie reklamowy i informacyjny i nie powinien być wyłączną podstawą podejmowania jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych. Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar Asset Management: zastrzeżenie prawne



TAGI: ring caspara, Andrzej Miszczuk dla Gazety Giełdy Parkiet

Błażej Bogdziewicz, dyrektor inwestycyjny Grupy Caspar:

Evergrande jest – obok firmy Vanke – największym chińskim deweloperem mieszkaniowym. Spółka prowadzi też działalność w wielu innych branżach. Szacuje się, że zobowiązania spółki, głównie niefinansowe, przewyższają kwotę 300 mld dolarów. Spółka jest postrzegana jako jedna z bardziej agresywnych w chińskiej branży deweloperskiej, biorąc pod uwagę zarówno sposób finansowania prowadzonej działalności, jak też skalę oraz ceny zakupu gruntów pod prowadzone inwestycje. Wydaje się, że sukces finansowy spółki w dużym stopniu był uzależniony od rosnących cen mieszkań.

Polityka władz Chin

W ubiegłym i bieżącym roku można zaobserwować zmianę polityki władz Chin wobec rynku mieszkaniowego, która m.in. przejawiła się w zmniejszeniu możliwości finansowania działalności deweloperów przez chińskie banki oraz wprowadzenia limitów na wskaźniki zadłużenia dla spółek deweloperskich. Dalszy wzrost cen mieszkań zaczął budzić niepokój władz. Podobnie jak w innych krajach, wysokie ceny mieszkań oznaczają bowiem, że wielu młodych ludzi nie stać na kupno własnego mieszkania. Rosną także ryzyka dla systemu finansowego. Wprowadzone zmiany spowodowały, że zadłużeni deweloperzy, chcąc ograniczyć wielkość zobowiązań, zaczęli szybko sprzedawać posiadane aktywa, co negatywnie wpłynęło na ceny mieszkań i w konsekwencji pogorszyło kondycję finansową deweloperów.

Kłopoty finansowe Evergrande

Spółka Evergrande zaczęła mieć kłopoty finansowe i bez pomocy państwa najprawdopodobniej zbankrutuje. Według informacji medialnych, władze Chin chcą przeprowadzić restrukturyzację spółki chroniąc przed stratami chcą jednak przede wszystkim inwestorów i kooperantów chińskich. Dolarowe obligacje Evergrande notowane są obecnie po cenie wynoszącej około 30% wartości nominalnej lub niższej – czyli wyceniają istotne ryzyko bankructwa. Restrukturyzacja spółki powinna pozwolić jednak na uniknięcie scenariusza kryzysu finansowego.


Zapisz się do newslettera F-Trust aby otrzymywać darmowe materiały edukacyjne

 Zgoda na przesyłanie informacji handlowej Wyrażam zgodę na otrzymywanie od F-Trust SA, informacji handlowej w rozumieniu ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
 Zgoda na przetwarzanie danych osobowych Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez F-Trust Spółka Akcyjna w celach marketingowych teraz i w przyszłości. Ponadto oświadczam, iż zostałem poinformowany, że administratorem danych osobowych jest F-Trust Spółka Akcyjna z siedzibą w Poznaniu, ul. Półwiejska 32, 61-888 Poznań, zarejestrowana w rejestrze przedsiębiorców prowadzonym przez Sąd Rejonowy Poznań Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, VIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 0000397407. Celem zbierania danych osobowych jest wykonywanie usług pośrednictwa finansowego. W celu wglądu, poprawienia lub usunięcia danych osobowych powinienem się skontaktować z F-Trust Spółka Akcyjna.

Z drugiej jednak strony próba ograniczenia wzrostu cen nieruchomości oznacza, że chińska branża deweloperska będzie cały czas pod presją. Szacuje się, że inwestycje w nieruchomości stanowią około 25-28% chińskiego PKB. Chińskim władzom zależy zapewne, aby zahamować dalszy istotny wzrost cen nieruchomości, ale też nie dopuścić do ich spadków, gdyż ten scenariusz oznaczałby ryzyko kłopotów kolejnych deweloperów oraz rosnące niezadowolenie wśród tej części społeczeństwa, która zainwestowała w nieruchomości mieszkaniowe. Z pewnością nie jest to łatwe zadanie. Nawet jeżeli chińskim władzom uda się zażegnać ryzyko kryzysu finansowego gospodarkę chińską czeka w najbliższym czasie niższy wzrost gospodarczy, gdyż trudno będzie pozostałym sektorom gospodarki zrekompensować gorszą koniunkturę w sektorze nieruchomości. Jest też możliwa korekta planów ograniczenia spekulacji na chińskim rynku mieszkaniowym, ale będzie to oznaczało przesunięcie problemów w czasie. Spowolnienie w Chinach może być negatywne także dla spółek z innych rynków, raczej jednak dla części tych określanych jako „value”.

Dowiedz się więcej

O Evegrande i sytuacji na rynku chińskim Błażej Bogdziewicz i Piotr Przedwojski dyskutują również w ostatnim Ringu Caspara – TUTAJ.

Zobacz także:

Platforma Funduszy Notowania funduszy Platforma Funduszy Newsletter F-Trust


Zastrzeżenia Prawne 

Materiał ma charakter wyłącznie reklamowy i informacyjny i nie powinien być wyłączną podstawą podejmowania jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych. Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar Asset Management: zastrzeżenie prawne



TAGI: f-trust opinie, rewolucja

Z Błażejem Bogdziewiczem, dyrektorem inwestycyjnym Grupy Caspar i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym – o zakazie gier dla młodych Chińczyków, pekińskiej wojnie buldogów oraz bankructwie jednej z największych firm deweloperskich na świecie – rozmawia Piotr Gajdziński.

– Informacje dochodzące z Chin są bardzo niepokojące. To nie tylko słabsze od oczekiwanych dane gospodarcze i kiepskie wyniki giełdy. „Rynki Chin nie będą już rajem dla kapitalistów pozwalając na bogacenie się z dnia na dzień, a kultura nie będzie rajem dla celebrytów naśladujących Zachód. Musimy objąć kontrolą ten chaos i budować kulturę żywą, męską, silną i zorientowaną na ludzi”. To cytat z publicysty uchodzącego za człowieka bliskiego Xi Jinpingowi, przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej, sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin oraz przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Te słowa brzmią jakby padły w czasach Mao Zedonga. Mamy początek drugiej rewolucji kulturalnej?

Błażej Bogdziewicz: – O ile mnie pamięć nie myli, to rewolucja kulturalna też rozpoczęła się od wywieszenia jakiejś odezwy, która rzeczywiście brzmiała nie tak znowu bardzo inaczej niż przytoczone tu słowa. Ta obecna została zacytowana przez wiele internetowych wydań chińskich gazet.


– Znak czasu. Rewolucja kulturalna 2.0.

Błażej Bogdziewicz: – Wielu ludzi, dotyczy to także inwestorów, ma prawo zastanawiać się czy Chiny nie wchodzą w maoistowskie koleiny. Ale moim zdaniem, to jednak przesadzone obawy. Czekają nas duże zmiany, bo wydaje się, że Chiny zmieniają swój model wzrostu, a Komunistyczna Partia Chin zmienia „umowę społeczną” z narodem. Spodziewam się, że zmiany będą duże i głębokie, część z nich będzie z pewnością niekorzystna dla biznesu, ale jednak o rewolucji kulturalnej 2.0 mówić nie można. Sądzę też, że mimo wszystko Chiny nie wrócą do modelu gospodarki centralnie sterowanej z czasów Mao. Oczywiście planowanie zawsze było tu obecne, bardziej obecne niż gdziekolwiek na świecie i teraz może się jeszcze nasilić, ale to jednak nie będzie „twardy komunizm”. Także z powodów psychologicznych. Obecna elita partyjna, a przynajmniej znaczna jej część, była ofiarą rewolucji kulturalnej Mao, wielu z nich było represjonowanych. Oni wiedzą też, że Chiny zawdzięczają swój sukces reformom Deng Xiaopinga, które zaprzeczyły temu, co się działo w latach 1966-1976.


– A działy się rzeczy straszne. Liczbę ofiar rewolucji kulturalnej ocenia się nawet na 20 milionów osób.

Piotr Przedwojski: – Jeśli już porównujemy obecną sytuację do tej z 1966 roku to trzeba pamiętać, że rewolucja kulturalna wybuchła, bo Mao Zedong walczył o utrzymanie władzy, od której był sukcesywnie odsuwany przez kolegów z partii. Chciał ich zniszczyć i tego dokonał. Być może, ale tego nie wiemy, Xi Jinping również walczy o władzę, choć nie ma wielu oznak, że tak się dzieje. To oczywiście w systemach autorytarnych nic nowego, tam z reguły walki buldogów odbywają się pod dywanem. Jest jedna rzecz, która może wskazywać, że rzeczywiście w chińskim establishmencie odbywa się wojna – pandemia.

Jest niezaprzeczalnym faktem, że Chiny nie nazbyt chętnie współpracują z międzynarodowymi ekspertami, którzy próbują dociec początków globalnej pandemii. To z oczywistych powodów bardzo istotne. Jest wiele przesłanek wskazujących, że pandemia koronawirusa rozpoczęła się na skutek zaniedbań w laboratorium w Wuhan, a nie na jakimś tamtejszym targowisku. To na razie tylko hipoteza, ale jeśli okazałaby się prawdziwa, byłby to potężny cios w próbę zbudowania globalnego przywództwa Chin. Nie jest wykluczone, że różne frakcje w kierownictwie Komunistycznej Partii Chin próbują to wykorzystać do pozbawienia Xi władzy, a choćby tylko jej osłabienia. Jeśli tak jest, a podkreślam, że to tylko hipoteza, to Xi skorzysta ze wszystkich sposobów, aby zniszczyć przeciwników.


– Pandemia to rzeczywiście dla Pekinu kłopot. Nie tylko dlatego, że bez wątpienia wzięła się z Chin, także dlatego, że chińskie szczepionki są daleko mniej skuteczne niż zachodnie. W tym technologicznym wyścigu Chiny z kretesem przegrały. Do czego Xi Jinping może się posunąć w obronie swojej pozycji?

Piotr Przedwojski: – Tego nie sposób przewidzieć. Być może wcale nie musi wywołać nowej rewolucji kulturalnej, być może wystarczy, że ją przypomni, bo pamięć o ówczesnych wydarzeniach jest w tamtejszej elicie partyjnej bardzo żywa. Co jest ważną przesłanką świadczącą, że rzeczywiście ta wojna w chińskim establishmencie trwa? Nałożony na firmy nakaz dzielenia się zyskami. Moim zdaniem w ten sposób Xi Jinping buduje dla siebie poparcie w – żeby użyć komunistycznego języka – „masach”. To komunikat wysłany do biednych warstw chińskiego społeczeństwa: dopóki jestem przy władzy, będę o Was dbał.


– Wszystko to oznacza gwałtowny wzrost ryzyka politycznego dla inwestorów zainteresowanych rynkiem chińskim.

Piotr Przedwojski: – To nie ulega wątpliwości. Dyskonto chińskich spółek, również tych najbardziej popularnych wśród zagranicznych inwestorów, a więc technologicznych, sięga w stosunku do spółek amerykańskich 50 procent.

Błażej Bogdziewicz: – Piotr mówi, że obecne wydarzenia w Chinach są związane z walką o władzę na szczytach partyjnej elity…

Piotr Przedwojski: – Mówiąc precyzyjnie uważam, że mogą być.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, ale jest i inna teoria: walka o utrzymanie władzy przez partię komunistyczną. W pamięci elit KPCh mocne miejsce zajmują wydarzenia z okresu rewolucji kulturalnej, ale ona dobrze pamięta również przełom maja i czerwca 1989 roku i to co się działo na Placu Niebiańskiego Spokoju. Bez wątpienia nikt w partii komunistycznej nie chciałby, aby ten scenariusz się powtórzył.

Piotr Przedwojski: – Masz rację, ale nie widzę kandydatów do zastąpienia KPCh.

Błażej Bogdziewicz: – Też nie widzę. Tyle że w 1989 roku również go nie było. Historia zna różne przypadki. Z punktu widzenia inwestorów to najczarniejszy z czarnych scenariuszy, bo oznaczałby chaos w drugiej co do wielkości gospodarce świata.


– I w kraju, który jest drugą na świecie potęgą militarną.

Piotr Przedwojski: – Niewyobrażalny chaos.

Błażej Bogdziewicz: – Chcę zwrócić uwagę, że obok negatywnych zmian w chińskiej gospodarce, w tym przede wszystkim we wzroście regulacji jest także część racjonalna, a nawet pozytywna. Nie twierdzę oczywiście, że ona dominuje, ale jednak jest. Po pierwsze, widzimy to na całym świecie, spółki technologiczne są coraz potężniejsze i mają coraz większy, stale rosnący wpływ na gospodarkę. Co więcej, mają coraz większą realną władzę. Pekin nie chce dopuścić, aby one urwały się ze smyczy. Druga rzecz jest taka, że część technologii ma negatywny wpływ na życie społeczne. O tym mówią naukowcy na całym świecie, nie tylko, a nawet nie przede wszystkim w Chinach. Mam na myśli media społecznościowe czy gry komputerowe.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Pekin właśnie wydał zarządzenie ograniczające młodym Chińczykom możliwość korzystania z gier komputerowych tylko do trzech godzin w tygodniu.

Błażej Bogdziewicz: – Jest oczywiście pytanie na ile to nowe prawo może być skutecznie realizowane. Ale może jednak w jakimś stopniu zadziała. Kolejna rzecz to wyrażona publicznie diagnoza Xi mówiąca, że wzrost gospodarczy był w tym kraju w ostatnich latach sztuczny, wyrażający się między innymi w budowie osiedli pustych mieszkań. Rozumiem, że teraz czeka nas korekta. Jaka? Trudno powiedzieć, ale w listopadzie odbędzie się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin i wydaje się, że wówczas wiele się wyjaśni. Już dzisiaj jednak przewiduję duże zmiany.

Piotr Przedwojski: – Nie mogę zgodzić się z tezą, że firmy technologiczne stanowią zagrożenie dla władzy komunistów w Chinach. Naprawdę sądzisz, że na przykład Alibaba, Tencent lub Huawei mogłyby przejąć władzę w Państwie Środka? Przecież we wszystkich firmach w tym kraju bardzo aktywnie działają komórki Komunistycznej Partii Chin, a jednym z ich zadań jest ścisła kontrola aktywności tych koncernów.

Błażej Bogdziewicz: – Nie, absolutnie nie stawiam takiej tezy. Ale koncerny technologiczne mają kontakt z milionami ludzi, mają narzędzia komunikacyjne, z których zresztą potrafią bardzo efektywnie korzystać. Więc ktoś na przykład zaprzyjaźniony z Alibabą mógłby to wykorzystać do zwiększenia swoich wpływów. Choćby właśnie poprzez nieoficjalne kanały komunikacji.


– Nawet jeśli nikt tego robić nie zamierza, to działacze partyjni, żyjący w swoim świecie, często wyimaginowanym, mogą snuć takie podejrzenia. Przykładów podobnych projekcji w historii ruchu komunistycznego jest bez liku.

Piotr Przedwojski: – Zwróćcie uwagę, że Chińczycy jak zawsze próbują jednym posunięciem załatwić kilka spraw. U siebie ograniczyli możliwość korzystania z gier komputerowych przez młodych ludzi, ale nie mają najmniejszego oporu przed sprzedawaniem tych gier zagranicę.


– Tak, z radością eksportują negatywne skutki na cały świat. Ale chciałbym wrócić do gospodarki. Błażej mówi o przebudowie modelu gospodarczego. W jakim kierunku?

Błażej Bogdziewicz: – Tam są różne wątki. Jest wątek neomaoistowski, ale też wątek rodzinny, czy może należałoby powiedzieć prokreacyjny. Liczba Chińczyków w wieku produkcyjnym gwałtownie maleje, dramatycznie spada dzietność i Pekin nie na żarty się tego przestraszył. Dlatego gwałtownie chce odwrócić sytuację. O ile kiedyś za patriotyczną uchodziła rodzina posiadająca jedno dziecko, później dwa, to dzisiaj patriotyczny model wygląda następująco: dwa plus trzy.

Piotr Przedwojski: – Oficjalnie mówi się już, że ograniczenie dostępu do gier jest jednym z ważnych instrumentów służących pogłębieniu więzi rodzinnych i zwiększeniu dzietności.

Błażej Bogdziewicz: – Chińskie władze zabrały się więc za to bardzo gruntownie i robią to po swojemu, co nas, ludzi z kręgu cywilizacji zachodniej może dziwić. Ale to jest inny świat. Przy czym nie chodzi tylko o ograniczenie dostępu do gier komputerowych, także o inne rzeczy, które partia postrzega jako przeszkody hamujące prokreację. Niedawno „zaorano” spółki udzielające korepetycji, które w poprzednich latach bardzo rozkwitły, kilka jest notowanych na rynku amerykańskim. Tymczasem w ciągu jednego dnia prywatne szkolnictwo dostało zakaz zarabiania na kursach z zakresu przedmiotów obowiązkowych. W efekcie notowania tych spółek spadły na łeb, na szyję, nawet o 90 procent.


– Skąd ten pomysł?

Błażej Bogdziewicz: – Część rodziców ocenia negatywnie działalność tych spółek. Koszty edukacji dzieci w Chinach są dużym problemem, więc próbuje się to rozwiązać. Tyle że, jak często w Chinach, przy pomocy siekiery. Nie będzie gier, nie będzie w mediach zniewieściałych mężczyzn, nie będzie internetowych celebrytów.


– Mówi się o ograniczeniu nauki języka angielskiego w szkołach…

Błażej Bogdziewicz: – Kolejna rzecz to mieszkania. Ich ceny w ostatnich latach rosły niezwykle szybko, młodych ludzi nie stać na ich zakup, więc nie zawierają małżeństw, nie rodzą się dzieci… Coś trzeba z mieszkaniami zrobić.


– Zaraz porozmawiamy o mieszkaniach. Ale Wy wątpicie, że mamy do czynienia z rewolucją kulturalną 2.0, a ja patrzę na próby rozwiązywania różnych problemów przez obecne władze i w pełnej krasie staje mi przed oczami Mao Zedong. Kiedyś uznał on, że wróble zjadają zbyt dużo ziarna i to one są winne głodu. Kazał więc wybić wszystkie wróble. Wybili, ale okazało się, że rozpleniło się robactwo…

Błażej Bogdziewicz: – Więc poprosił Związek Sowiecki o dostarczenie Chinom wróbli. Tak, metoda siekiery.

Piotr Przedwojski: – Ja akurat od twierdzenia o rewolucji kulturalnej 2.0 się nie odżegnuję, widzę wiele cech wspólnych. Pomysł, aby jednego dnia zakazać udzielania korepetycji jest po prostu niemądry i nieskuteczny. Jeśli chcieliby być konsekwentni, to powinni zrezygnować z całego, bardzo w Chinach rozbudowanego, systemu egzaminów. Tego nie robią. A pomysł jest nieskuteczny, bo bez wątpienia lepiej sytuowani rodzice i tak będą wysyłali dzieci na korepetycje. Tyle że drożej za to zapłacą, a poziom zajęć będzie niższy. Jaki z tego wniosek? Te działania są podejmowane ad hoc, są nieprzemyślane.


– Co może potwierdzać Twoją tezę o trwającej na szczytach walce o władzę. Wróćmy do nieruchomości, bo tu się dzieją rzeczy jak na Chiny niebywałe. Oto w wielkie kłopoty popadł największy chiński deweloper, zresztą jeden z największych na świecie – China Evergrande. Jest bliska bankructwa.

Błażej Bogdziewicz: – Problemy tej firmy rozpoczęły się kilka miesięcy temu. China Evergrande finansował swoją działalność długiem, ale też przedpłatami od osób, które chciały kupić nieruchomość. Nagle w Pekinie zapadły decyzje ograniczajcie deweloperom dostęp do finansowania. Evergrande uznawany jest za najbardziej agresywnego dewelopera. W efekcie zmian regulacyjnych ten domek z kart zaczął się sypać. Wydaje się zresztą, że cały model funkcjonowania biznesu deweloperskiego w Chinach opierał się na stałym wzroście cen nieruchomości, a to kiedyś musiało się skończyć.


– Ceny akcji i obligacji wyemitowanych przez China Evergrande gwałtownie spadły.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, tymi ostatnimi handluje się dzisiaj za 20-30 procent ich nominalnej wartości. Szacuje się, że zobowiązania China Evergrande przekraczają 300 mld dolarów, więc jeśli ta spółka padnie, to będzie to miało konsekwencje nie tylko dla jej inwestorów. W tej chwili rynki finansowe zakładają, że padnie. Jak w tej sytuacji zachowują się władze? To jest właśnie w tej historii najciekawsze. Uważa się, że władze nie zamierzają aktywnie chronić spółki. Być może ta ochrona obejmie jej dostawców, różnych interesariuszy, być może kredytujące ją instytucje finansowe. Ale China Evergrande najprawdopodobniej zbankrutuje.

Piotr Przedwojski: – Ten przykład pokazuje, że inwestowanie w Chinach nie jest proste. Zachodni inwestorzy przez lata kupowali akcje chińskich spółek, bo zakładali, że polityka Pekinu będzie racjonalna, a w każdym razie przewidywalna. To w tej chwili staje się już nieprawdą. Druga rzecz, to przypuszczenie, że być może władze chcą rynek nieruchomości schłodzić.

Błażej Bogdziewicz: – To już się zdarzało, ale teraz mamy inną sytuację. Wówczas nie doprowadzano do bankructw firm deweloperskich, teraz bankructwo jednej z największych firm deweloperskich jest bardzo prawdopodobne.

Piotr Przedwojski: – Właśnie. Do tej pory zakładano, że ryzyko inwestycyjne długu korporacyjnego dużych firm jest w istocie w Chinach niewielkie, bo rząd zawsze będzie ratował największe firmy. A ta polityka się kończy.

Błażej Bogdziewicz: – Być może Pekin widzi wyższe ryzyko w pompowaniu balona długu i cen nieruchomości. Może doszedł do wniosku, że lepiej przekłuć balon niż dalej go pompować, bo to może wywołać większe problemy w przyszłości, również polityczne. A w ten sposób bomba zostanie zdetonowana w sposób kontrolowany i dodatkowo pozwoli zwiększyć kontrolę nad biznesem.

Piotr Przedwojski: – Wydaje się, że władze rozpoczęły wojnę na dwóch frontach. Pierwszy dotyczy spółek technologicznych, a drugi rynku nieruchomości. Przeciwnicy na obu tych frontach są potężni. Te dwa sektory nie są ze sobą powiązane, więc skąd ta wojna? I dlaczego teraz?


– Spójrzmy na dzisiejsze Chiny okiem inwestora, bo tam są zainwestowane gigantyczne środki zagraniczne. Akcje chińskich spółek ma też wielu Polaków.

Błażej Bogdziewicz: – Wiele osób zajmujących się rynkiem kapitałowym mówi, że w Chinach nie powinno się inwestować. Po prostu. Też jestem ostrożny. To znaczy uważam, że ten rynek jest niezwykle trudny i powinni tam inwestować tylko ci, którzy dobrze rozumieją chińską scenę polityczną, bo tam funkcjonowanie gospodarki jest bardzo mocno uzależnione od decyzji politycznych. To zresztą dotyczy nie tylko Chin, podobnie, choć z nieco mniejszym nasileniem, jest na wszystkich rynkach wschodzących. Wszędzie tam, gdzie rządy prawa nie są tak silne, jak na rynkach rozwiniętych rozumienie polityki jest absolutnie kluczowe.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem to nie jest wybór między „inwestować” i „nie inwestować”. Ale trzeba sobie zdawać sprawę z gigantycznego, znacznie większego niż w wypadku rynków rozwiniętych, ryzyka i być gotowym na stratę lub wysokie zyski.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”]

Zastrzeżenia Prawne 

Materiał ma charakter wyłącznie reklamowy i informacyjny i nie powinien być wyłączną podstawą podejmowania jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych. Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar Asset Management: zastrzeżenie prawne



TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Trzeba wracać do normalności

Z Błażejem Bogdziewiczem, dyrektorem inwestycyjnym Grupy Caspar i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym, o bardzo dobrych prognozach dla globalnej gospodarki, inwazji wariantu Delta na Azję i obezwładniającym braku zainteresowania Polski najbardziej strategicznym surowcem współczesnego świata, rozmawia Piotr Gajdziński.

– Według prognozy Reutersa sporządzonej na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród pięciuset ekonomistów z całego świata, globalny wzrost PKB wyniesie w tym roku 6% i będzie najwyższy od ponad półwiecza. Podzielacie ten optymizm?

Błażej Bogdziewicz: – Bez wątpienia tak wysoki prognozowany wzrost gospodarczy na świecie jest efektem wyjścia z pandemii. Ale żeby włożyć trochę dziegciu do tej beczki miodu warto zwrócić uwagę na pewne rysy, które pojawiły się na tym pięknym obrazku. Mam na myśli wariant Delta koronawirusa, który jest groźniejszy od poprzednich i znacznie łatwiej się rozprzestrzenia. Delta szczególnie mocno uderzyła w Azję.

Przytłaczająca większość ludzi żyjących na tym kontynencie nie jest zaszczepiona, a w Chinach, gdzie masowe szczepienia wprawdzie się odbyły, używano rodzimych szczepionek, które okazały się jednak znacznie mniej skuteczne niż szczepionki podawane w Europie lub Stanach Zjednoczonych. Ma to już przełożenie na azjatycką gospodarkę, bo dane napływające z tego regionu są nieco gorsze niż przewidywano. Na razie trudno powiedzieć, jak pandemia będzie się w Azji rozwijała, bo prognozowanie czegokolwiek jest dzisiaj trudniejsze niż kiedykolwiek.


– Czyli ty jesteś pesymistą?

Błażej Bogdziewicz: – Umiarkowanym optymistą. Sądzę, że mimo wydarzeń w Azji ten rok będzie dla globalnej gospodarki dobry. Ryzyka widzę w kolejnych latach, bo pytanie, czy w wypadku niektórych gospodarek wzrost uda się utrzymać w 2023 i 2024 roku. Tu mam poważne wątpliwości.

Piotr Przedwojski: – W Azji poziom wyszczepialności oscyluje wokół 10%, podczas gdy w Europie jest to 60%, a w Stanach Zjednoczonych 65%. Różnica jest więc zasadnicza, ale nawet w USA do osiągnięcia zbiorowej odporności jest jeszcze dość daleko.


– Przy okazji kryzysu z Deltą w Azji znów powróciła dyskusja, która była gorąca już na początku pandemii. Mam na myśli nawoływania wielu ekonomistów do skrócenia łańcuchów dostaw, powrotu produkcji z Azji do Europy i Stanów Zjednoczonych. Nie tak dawno rozmawialiśmy o półprzewodnikach i wówczas mówiliście, że dwóch najnowocześniejszych ich producentów znajduje się na Tajwanie i w Korei Południowej. Półprzewodników dzisiaj dramatycznie brakuje, na przykład Mercedes był zmuszony wstrzymać z tego powodu produkcję aut. To jak, teraz postawimy sobie fabryki półprzewodników u nas? Bo wtedy twierdziliście, że wcale nie jest to takie proste.

Błażej Bogdziewicz: – Po pierwsze widzimy, że rząd amerykański i rządy wielu krajów europejskich zamierzają wspierać produkcję lokalną. Zresztą zarówno w USA, jak i na Starym Kontynencie jest sporo fabryk wytwarzających półprzewodniki, choć rzeczywiście nie tak nowoczesnych, jak robią Tajwańczycy i Koreańczycy. Może nie nadają się one do najnowszej generacji smartfonów lub centrów danych, ale z powodzeniem mogą być instalowane w przemyśle, czy nawet w wielu samochodach. To się w najbliższych latach nie zmieni.

Piotr Przedwojski: – Warto zwrócić uwagę, że największe spółki z tej branży zapowiedziały bardzo znaczące zwiększenie w najbliższym czasie nakładów inwestycyjnych, co jak wiadomo będzie w perspektywie skutkowało zwiększeniem produkcji. Wsparcie dla producentów półprzewodników zapowiedziały też Stany Zjednoczone i niektóre kraje europejskie. To jest znacząca zmiana, bo dotychczas wsparcia w liczącej się skali udzielały swoim spółkom tylko Chiny, w USA i Europie nie robiono tego kierując się zasadami wolnego rynku. Z deklaracji wynika, że będą to miliardy, a może nawet dziesiątki miliardów euro i dolarów.


– Czy to oznacza, że produkcja wróci z Azji do Ameryki i Europy?

Błażej Bogdziewicz: – Wydaje mi się, że problem przenoszenia produkcji do Azji był nieco demonizowany. Bo choć rzeczywiście do krajów azjatyckich, kiedyś przede wszystkim do Chin, a teraz do Wietnamu trafiła znaczna część produkcji prostej, choćby szycie ubrań, to jednak nowoczesny przemysł a przede wszystkim usługi w Stanach Zjednoczonych i Europie pozostały. Pozostając w temacie produkcji półprzewodników – rzeczywiście najnowocześniejsze z nich powstają, jak już mówiliśmy, na Tajwanie i w Korei Południowej, ale w ogromnej większości są one projektowane w Stanach Zjednoczonych. Liderami w tej dziedzinie są Apple, AMD, Nvidia, wszystkie zresztą umiejscowione w Santa Clara w Kalifornii.

Piotr Przedwojski: – Jest jeszcze brytyjski ARM, którego zresztą obecnie chcą przejąć Amerykanie.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Więc kompetencje w tej dziedzinie są nie tylko w Azji, ale również, czy może nawet przede wszystkim, w Stanach Zjednoczonych oraz w Europie.

Piotr Przedwojski: – Niedawno Angela Merkel poleciała na Tajwan osobiście prosić firmę Taiwan Semiconductor Manufacturing o zwiększenie produkcji. Ale europejskie i amerykańskie władze zdają sobie sprawę, że potrzebne są inne rozwiązania. Nie będą czekały aż manna spadnie z nieba i stąd właśnie planowane duże dotacje dla firm zajmujących się produkcją półprzewodników. To oczywiście będzie finansowane z naszych pieniędzy, pochodzących z podatków, ale półprzewodniki są dzisiaj absolutnie strategicznym surowcem, bez którego trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie współczesnego świata. Pieniądze to jednak nie wszystko. Potrzebny jest też czas i cierpliwość. Przypominam, że Chińczycy od lat starają się, kosztem naprawdę dużych pieniędzy, dotować swoje spółki z tej branży i dogonić rynkowych liderów, a to cały czas się nie udaje.

Błażej Bogdziewicz: – Dzisiaj półprzewodniki pełnią taką rolę, jaką w XX wieku odgrywała ropa naftowa.

Piotr Przedwojski: – A wcześniej węgiel.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie. Bez nich nie można prowadzić wojen, badać kosmosu i w praktyce nie można funkcjonować w codziennym życiu. Dlatego politycy uznali, że muszą tę gałąź gospodarki dotować.

Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Jak na tym tle wygląda Polska?

Błażej Bogdziewicz: – U nas niestety niewiele się w tej dziedzinie dzieje. Z tego co się orientuję, mamy bardzo umiarkowane kompetencje w tej dziedzinie.

Piotr Przedwojski: – Nie słyszałem, aby jakiś nasz polityk mówił o konieczności wejścia polskich firm na ten rynek. Szkoda, bo zamiast mówić o samochodach elektrycznych i topić pieniądze w tym projekcie, można było postawić, nadal można, właśnie na produkcję półprzewodników, na początek choćby najprostszych.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie. Wiadomo, że Chińczyków z Tajwanu i Koreańczyków nie zdetronizujemy, bo to w najbliższych latach nie uda się nawet Amerykanom, ale to jest gigantyczna gałąź produkcji, ze znakomitymi rokowaniami na przyszłość. Na tym rynku działa na świecie bardzo wiele firm i dobrze byłoby stworzyć i rozwijać ten przemysł w Polsce, systematycznie budując swoje kompetencje. Bo wydaje się, że w tym wielkim łańcuchu moglibyśmy znaleźć jakieś miejsce dla siebie.


– Porozmawiajmy o sytuacji na światowych giełdach. Goldman Sachs prognozuje, że w tym roku główny indeks giełdy amerykańskiej wzrośnie jeszcze o 7%, a w przyszłym roku o 4%. Podzielacie ten pogląd?

Błażej Bogdziewicz: – Ceny akcji są wysokie. Ale jaka jest dla nich alternatywa? Największe indeksy rosną dzisiaj o 4%, w przyszłym roku może to być 4-5%. Tymczasem obligacje amerykańskie dają 1.2%, a trzydziestoletnie obligacje rządu niemieckiego spadły poniżej zera. Jeżeli więc kupujemy papier, który nam nic nie daje – a biorąc pod uwagę inflację, która dzisiaj w Niemczech wynosi 3%, realnie na nim tracimy – to w ciągu trzydziestu lat ta inwestycja zuboży nas o kilkadziesiąt procent. Kiepski biznes. Oczywiście, inflacja nie musi się utrzymać na tym poziomie, może spaść…

Piotr Przedwojski: – W czym upatrujesz nadzieję na spadek inflacji?

Błażej Bogdziewicz: – W innowacjach. I oczywiście w globalizacji zakładając, że nie zostanie ona ograniczona, choć takie tendencje są dzisiaj na świecie dosyć mocne. Ogromnie dużo zależy też od polityki fiskalnej, która jest bardzo trudna do przewidzenia. Jeśli ona nadal będzie hojna – a przypomnę, że w wielu krajach trwają eksperymenty na przykład z dochodem gwarantowanym – to inflacja będzie oczywiście wysoka. Banki centralne są obecnie w bardzo niewesołej sytuacji. Wielu ekonomistów zakłada, że inflacja spadnie, że jest to zjawisko przejściowe. Czy rzeczywiście? Znam argumenty potwierdzające tę opinię, ale znam też takie, które przemawiają za wzrostem inflacji. Trudno przewidzieć, które zwyciężą, bo bardzo wiele zależy od polityki rządów. Jeśli inflacja będzie dalej rosła, to banki centralne powinny zacząć podnosić stopy procentowe, co wobec bardzo wysokiego i stale rosnącego zadłużenia, w tym rosnącej wartości kredytów hipotecznych, jest bardzo trudną decyzją, bo oznaczałaby ona poważne zagrożenie dla wzrostu gospodarczego. Ale póki co…

Piotr Przedwojski: – Powiedziałbym, że sytuacja jest bardzo trudna.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, dla banków centralnych, ale z kolei dla rządów jest komfortowa. Rosną wpływy z podatków, co jest powiązane ze wzrostem inflacji, rządy są zadłużone, a przy wyższej inflacji spłata długu jest tańsza.

Piotr Przedwojski: – Zgoda, ale na miejscu rządów tak bardzo bym się nie cieszył, bo jak inflacja wzrośnie do 10%, to już różowo nie będzie.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście, mówię tylko o sytuacji „tu i teraz”. Jeśli inflacja wymknie się spod kontroli, będzie bardzo źle.


– Co to właściwie oznacza „wymknięcie się inflacji się spod kontroli”?

Piotr Przedwojski: – Myślę, że przy poziomie 10% można uznać, że wymknęła się spod kontroli.


– Polska giełda bije rekordy. Czy to, Waszym zdaniem, trwały trend, czy tylko przejściowy pik?

Piotr Przedwojski: – Przez całe lata polski rynek był bardzo zapyziały, a jedną z ważniejszych tego przyczyn było to, że znaczna większość dużych spółek to firmy kontrolowane przez państwo. Ale przecież na warszawskim parkiecie jest wiele dobrych, interesujących spółek, które świetnie sobie radzą na rynku krajowym i coraz skuteczniej walczą na rynku europejskim czy nawet globalnym. Do tego dochodzi dobry stan polskiej gospodarki, rosnące PKB, udział w wymianie handlowej z Niemcami. Kolejnym czynnikiem wzrostu zainteresowania inwestorów warszawskim parkietem jest oczyszczająca się sytuacja w zakresie compliance i polepszająca się jakość relacji inwestorskich.

Nawet sprawa GetBacku, po trzech latach, trafiła na sądową wokandę! Poza tym Polacy mają duże oszczędności, bo same depozyty sięgają 1000 mld zł, a trzymanie tych pieniędzy w bankach daje pewność realnej straty. Więc jeśli nawet tylko część tych pieniędzy trafia na giełdę w Warszawie lub inne giełdy, to wzrost cen akcji w Warszawie jest nieunikniony. Czy to trwały trend? Jeśli tylko warunki będą sprzyjające, nie wybuchnie jakaś kolejna afera, to można mieć nadzieję, że obecne rekordy zostaną pobite. Przy czym – moim zdaniem – giełda będzie się rozwijała dwutorowo. Jednym torem będą podążały spółki prywatne, a drugim państwowe kolosy, które wyceniane są inaczej, czyli z dyskontem.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Apple

Rozmowa z Błażejem Bogdziewiczem (CFA), dyrektorem inwestycyjnym Grupy Caspar, Piotrem Rojdą (CFA), zastępcą dyrektora inwestycyjnego oraz dr. Bartoszem Wawrzynowem, doradcą naukowym Grupy Caspar.

– W dzisiejszym Ringu skupimy się na spółkach biotechnologicznych, które są jednym z głównych obszarów zainteresowania Grupy Caspar. Stąd obecność doktora Bartosza Wawrzynowa, konsultanta naukowego Grupy Caspar. Nie jest Pan, jak można byłoby sądzić biorąc pod uwagę profil działalności Grupy Caspar, doktorem ekonomii.

Bartosz Wawrzynów: – Z wykształcenia jestem biotechnologiem, z ugruntowaną wiedzą w zakresie biologii, chemii i medycyny, doktoryzowałem się z onkologii na brytyjskim Uniwersytecie w Edynburgu. Później, w trakcie stażu podoktorskiego, dołączyłem do grupy, nie waham się użyć tego sformułowania, „naukowców-wariatów”, którzy stwierdzili, że mają technologię mogącą zainteresować dużą grupę odbiorców rynkowych. W ten sposób rozpoczęła się moja przygoda z akademickimi start-upami, więc moje zainteresowania zaczęły też lekko skręcać w stronę ekonomii.

Ekosystem w Wielkiej Brytanii dał mi jasno do zrozumienia, że wspólnym mianownikiem innowacyjnych spółek technologicznych jest nieustanne poszukiwanie powtarzalnego modelu biznesowego. W 2012 roku wróciłem do Polski, co zresztą było doświadczeniem słodko-gorzkim. Kilka lat później, pracując w Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, usłyszałem o Casparze. Konkretnie, usłyszałem o firmie zarządzającej aktywami, która inwestuje w amerykańskie spółki biotechnologiczne. Mocno mnie to zainteresowało. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać i doszliśmy do wniosku, że współpraca może być korzystna dla obu stron. Formalnie rozpoczęła się ona w 2020 roku.


– Na czym polega Pańska rola?

Bartosz Wawrzynów: – Mamy platformę, w ramach której funkcjonują odpowiednie kanały, gdzie zarządzający i analitycy Caspara umieszczają interesujące ich spółki biotechnologiczne. Moja rola polega na „prześwietleniu” takich spółek od strony ich naukowego potencjału. Sprawdzam więc ich kluczowy zespół naukowy, technologie, jakimi dysponuje dana spółka oraz potencjał ich wykorzystania, stan portfela zabezpieczenia własności intelektualnej, licencji oraz aktualny stan wiedzy – potencjał problematyki z zakresu life-science, nad którym pracują, ewentualne współprace z ośrodkami naukowymi, jakość publikacji naukowych. Muszę bardzo dokładnie zbadać zgodność z wytycznymi oraz umiejętności przechodzenia danego projektu spółki przez kolejne fazy wyznaczane przez amerykańskich regulatorów, w tym przede wszystkim przez Urząd ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA).


– Jak rozumiem, Pańską rolą jest zmniejszenie ryzyka inwestorów zainteresowanych spółkami biotechnologicznymi.

Bartosz Wawrzynów: – Dokładnie tak.


– Czy tak właśnie wygląda polska norma? Dużo polskich firm zarządzających zatrudnia konsultantów naukowych, specjalistów od sektorów, w których inwestowane są pieniądze klientów?

Piotr Rojda: – Nie, z pewnością nie jest to normą. Po pierwsze, o ile się orientuję, w Polsce nie ma firm, które inwestują w spółki biotechnologiczne na takim poziomie szczegółowości, jak robi to Grupa Caspar, raczej są to inwestycje w duże koncerny farmaceutyczne czy spółki technologiczne dostarczające coś dla sektora medycznego. Nigdy nie słyszałem też o zatrudnianiu konsultantów naukowych. To jest coś, co z pewnością nas wyróżnia.


– Skąd właściwie zainteresowanie spółkami biotechnologicznymi? W obszarze nowoczesnych technologii jest wiele sektorów, które świetnie się rozwijają, a są mniej ryzykowne, i przynoszą inwestorom bardzo satysfakcjonujące stopy zwrotów.

Błażej Bogdziewicz: – Pewnie moglibyśmy z powodzeniem inwestować na przykład głównie w słynny FAANG, pięć największych spółek technologicznych notowanych na amerykańskiej giełdzie i pewnie nie byłoby to najgorsze rozwiązanie. Ale nie byłoby też najlepsze. Staramy się szukać, jak mi się wydaje z niezłym skutkiem, takich obszarów, które są ciekawe i – niech to nie zabrzmi nazbyt górnolotnie – które zmieniają świat, popychają go do przodu. W mojej ocenie, a mam wrażenie, że Piotr i Bartek w tym punkcie się ze mną zgodzą, największa rewolucja dzieje się dzisiaj, i będzie się działa w najbliższej przyszłości w obrębie biologii. To, co w tej dziedzinie zmieniło się w ostatnich pięciu, dziesięciu latach, to jest niewyobrażalny skok, prawdziwa rewolucja. Co ważniejsze, potencjał do dalszego rozwoju jest w biologii gigantyczny.

To nie dotyczy zresztą wyłącznie medycyny, ale również rolnictwa i zastosowań przemysłowych. Moim zdaniem inwestor, który odpowiedzialnie dba o swój majątek, powinien być w tym obszarze, bo nieobecność będzie kosztowna. Pozwolę sobie na jeszcze małą, lekko osobistą dygresję. Otóż my bardzo dużo rozmawiamy ze spółkami biotechnologicznymi. Często z przedstawicielami zarządów, a nawet z założycielami. I wielokrotnie podczas takich rozmów towarzyszy nam przekonanie – Piotr zapewne to potwierdzi – że rozmawiamy z ludźmi, którzy są współczesnymi Stevami Jobsami. Tym Jobsem, założycielem Apple’a, z epoki jego wdarcia się na rynek. Bo naszym zdaniem, a jestem pewien, że się nie mylimy, właśnie na tym etapie jest teraz sektor biotechnologiczny. Oczywiście, nie wszystkie spółki z tego sektora odniosą spektakularny sukces, ale jesteśmy przekonani, że niektóre w perspektywie powiedzmy dekady lub dłuższej mogą odnieść sukces porównywalny z sukcesem Apple’a.


Inwestujemy Globalnie


Piotr Rojda: – Pytałeś, dlaczego tak bardzo zainteresowaliśmy się sektorem biotechnologicznym. Pamiętam początki, rok 2017, gdy po odejściu jednego z kolegów Błażej poprosił mnie, abym zainteresował się naszą obecnością na rynku szeroko rozumianej medycyny. Przyjrzałem się temu i okazało się, że nie wygląda to jakość szczególnie okazale, bo w praktyce inwestowaliśmy wówczas wyłącznie w kilka spółek produkujących aparaty słuchowe. One nawet były ciekawe, przynosiły dobrą kontrybucję do wyników, ale uznaliśmy, że musimy iść szerzej i głębiej, bo już wówczas byliśmy pewni, że sektor medyczny to dobry kierunek inwestycyjny. Zacząłem więc zgłębiać tę problematykę. Widzieliśmy zmiany, które zachodzą na rynku onkologicznym, bo do szerokiego stosowania w Stanach Zjednoczonych weszły wówczas tzw. checkpoint inhibitors, które miały większą skuteczność w walce z rakiem niż chemia. Standard leczenia się zmieniał, zarówno w onkologii, jak i w innych obszarach. To skłoniło nas do większego zainteresowania się tym tematem.

Zaczęliśmy rozmawiać ze spółkami farmaceutycznymi ze Stanów Zjednoczonych i im więcej czasu poświęcaliśmy analizie, tym wyraźniejszy stawał się obraz pokazujący, że wielkie firmy farmaceutyczne, owa słynna Big Pharma, są znacznie mniej innowacyjne niż małe spółki tworzone przez naukowców, skupione na konkretnej technologii czy obszarze terapeutycznym. Że to tam dzieje się to, co dla medycyny przyszłości najbardziej interesujące i najważniejsze. Z tymi spółkami był jednak kłopot, bo większość z nich nie miała przychodów, nie generowała zysków, więc odpadały narzędzia tradycyjnej analizy i wyceny spółek. Dlatego stworzyliśmy własną metodologię badania takich pomysłów, przejrzysty system wyszukiwania tych, które mają szansę na powodzenie na tym trudnym rynku, bo jedynie około co dziesiąty lek przechodzi z powodzeniem badania kliniczne. Jednym z najciekawszych trendów w medycynie są w mojej ocenie „spółki genetyczne”, które na przykład dostarczają jakiś brakujący w organizmie gen, zmieniają fragmenty genomu lub wyciszają niektóre geny, na przykład te produkujące zbyt dużą ilość szkodliwego białka. Co w tych terapiach jest istotne? Nie dość, że prawdopodobieństwo sukcesu w badaniach klinicznych, gdzie celujemy w zweryfikowany genetycznie „cel”, jest wyższe niż w przypadku innych leków, to często taka terapia ogranicza się ostatecznie dla pacjenta do jednego zastrzyku, zamiast, w wielu przypadkach, leczenia rozciągniętego na całe życie. Rewolucja!

Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Jedną z Waszych „gwiazd inwestycyjnych” jest spółka Intellia Therapeutics. Jej założycielką jest Jennifer Doudna, w 2020 roku laureatka Nagrody Nobla z chemii. W spółkę Intellia Therapeutics Grupa Caspar inwestuje już od 2018 roku, co bardzo dobrze świadczy o Waszych kompetencjach, bo niedawno, 26 czerwca br., właśnie ta spółka poinformowała, że doszło do przełomu. Co to oznacza?

Bartosz Wawrzynów: – Pozostanę przy narzuconym nam wcześniej przez Błażeja odwołaniu do Apple’a. Dlaczego spółka Jobsa zanotowała tak gigantyczny sukces komercyjny? Bo zaproponowała klientom produkt całkowicie zamknięty, gotowy, z prostym interfejsem, oferujący zestaw usług odpowiadający potrzebom ludzi. W wypadku Intellii Therapeutics jest dokładnie tak samo. Co jest niesamowitego w przypadku spółek biotechnologicznych, a co jest niezwykle ważne dla inwestorów? Czas! Weźmy przykład Intellia Therapeutics, choć on absolutnie nie jest jedyny. Otóż ta spółka powstała w 2014 roku, a dzisiaj, czyli zaledwie po siedmiu latach, jest gwiazdą amerykańskiej giełdy. Ale spójrzmy na to inaczej. Badania mikrobiologiczne sprzed około dwóch dekad wskazały, że u bakterii może występować odpowiednik funkcjonalnego adaptacyjnego „układu odpornościowego”.

Jest to de facto sposób na zapewnienie ochrony przed infekcją wirusową, który pozwala komórkom bakteryjnym nabywać ją w czasie rzeczywistym, a następnie chronić daną komórkę przed tymi wirusami (bakteriofagami) za pomocą swoistej „pamięci immunologicznej” systemu zapisu „etykietki” wirusa w genomie bakterii. System ten został nazwany CRISPR. Dziesięć lat pracy i zrozumienia tego procesu, rozebrania go na czynniki pierwsze, bardzo dokładnych analiz strukturalno-funkcjonalnych kompleksów CRISPR-Cas, dały podstawę do zrozumienia, że te mechanizmy odkryte u bakterii można zastosować do organizmów wyższych, w tym człowieka, i selektywnie, bardzo precyzyjnie, doprowadzić do unikatowego przecięcia bądź usunięcia wybranego fragmentu ludzkiego genomu. To jest coś niesamowitego.


– Tu, niczym jeździec na białym koniu, pojawia się Jennifer Doudna i jej Intellia Therapeutics z zestawem bardzo precyzyjnych nożyc…

Bartosz Wawrzynów: – I jest w stanie, w pojedynczej dawce, znaleźć specyficzną sekwencję i wyciąć fragment bądź wyłączyć gen, który koduje „szkodliwe” białko. Alternatywnie ich technologia może posłużyć do przywrócenia funkcjonalności fragmentu genomu, poprzez jego celowaną wymianę. A wszystko to przy niezwykle niskim wskaźniku niepożądanych efektów. Platforma technologiczna, poza wspomnianym bezpośrednim zastosowaniem jako forma terapii, ma także ogromny potencjał, co podkreśla Intellia Therapeutics, jako narzędzie pośrednie, kluczowe w tworzeniu terapii adresujących choroby autoimmunologiczne oraz w przestrzeni immuno-onkologii. Resumując, to jest zdecydowanie to, co Amerykanie nazywają game changer. Mamy do czynienia z wielkim przełomem, którego skali większość z nas nie potrafi na razie pojąć.


– To spróbujmy to przełożyć na konkretne skutki dla inwestora.

Piotr Rojda: – W 2018 roku, gdy jak już wspomniałeś, zaczęliśmy inwestować w spółkę Intellia Therapeutics, jedna jej akcja kosztowała około 20 dolarów. Tymczasem niewiele ponad trzy lata później kosztuje ponad 150 dolarów. Jeszcze przed ogłoszeniem danych, że Intelli udało się poprzez edycję genomu w korelacji do podanej dawki terapii znacząco zredukować poziomy szkodliwego białka produkowanego przez gen, który był „celem” terapii edytującej, cena akcji wynosiła około 80 dolarów. Dla inwestora, którzy wierzył w potencjał genetyki, w potencjał Intellii, zysk jest więc bardzo znaczący. Dodam, że nasza Strategia Spółek Biotechnologicznych, w której Intellia jest dużą pozycją, tylko w czerwcu 2021 roku wzrosła o blisko 18 procent.


– Inwestycje w spółki biotechnologiczne są bardzo ryzykowne, bo taka jest specyfika tego sektora. Jakie są największe ryzyka?

Błażej Bogdziewicz: – Że badania się nie powiodą. Dla spółek z sektora farmaceutycznego to jest właściwie norma, bo tutaj 90 procent badań nie kończy się sukcesem. To jest bardzo brutalny biznes i czasem to wynika z technologii, a czasem ze źle zaprojektowanych badań. Czyli czasem „winni” są naukowcy, a czasem „wina” spada na zarządy. Dlatego szukamy nie tyle spółek, które pracują nad jakimś konkretnym lekiem, który przejdzie przez sito amerykańskiego regulatora, ale nad takimi, które mają pewną platformę. Jeśli spółka ma technologię, która wcześniej już się sprawdziła, to można oczekiwać – to nie jest oczywiście pewne, ale jest to racjonalne złożenie – że ta sama technologia zadziała także na szereg innych chorób. I potencjał takiej spółki jest z punktu widzenia długofalowego inwestora większy niż spółki, która stworzyła jeden, nawet bardzo poszukiwany lek.


Inwestujemy Globalnie


Piotr Rojda: – Błażej ma rację, kluczowym ryzykiem z punktu widzenia inwestora jest to, że badania się nie powiodą. Dlatego stworzyliśmy cały system analiz, który ma eliminować, a w każdym razie ograniczyć ryzyko. Właśnie w tym aspekcie rolę odgrywa Bartek. Ale trzeba też pamiętać, że spółki biotechnologiczne są małe, zwłaszcza w porównaniu z gigantami amerykańskiej giełdy. Płynność na ich akcjach jest zatem niewielka, co czasem skutkuje spadkami, które nie mają związku z fundamentami danej spółki. Bez negatywnej informacji o nieudanych badaniach klinicznych mała spółka biotechnologiczna jest w stanie spaść kilkadziesiąt procent, na przykład przez gorszy sentyment i odpływy kapitału z tego sektora. Dlatego zalecamy inwestycje w spółki biotechnologiczne tylko cierpliwym inwestorom, którzy mają długi horyzont inwestycyjny. Krótkoterminowa zmienność jest w tym przypadku bardzo duża. I zapewne długo jeszcze będzie.


– Pytanie do pana doktora. Czy to, co pod koniec czerwca 2021 roku ogłosiła Intellia Therapeutics, to jest ów mityczny Święty Graal światowej medycyny?

Bartosz Wawrzynów: – Świętym Graalem jest to, że takie spółki jak Intellia potrafią przeprowadzić cały szereg procedur, nie tylko technologicznych, ale również legislacyjno-regulacyjnych, aby doprowadzić swoją technologię do pacjenta. I zrobić to bardzo transparentnie – zarówno wobec pacjentów, jak i świata medycznego, a wreszcie wobec inwestorów. Spółki, które to potrafią, mają niesamowitą przewagę, bo przecież wszyscy mamy świadomość, że ingerencja w genom człowieka to jest jakaś nowa epoka dla światowej medycyny czy mówiąc szerzej – nauki.


– Zabawa w pana Boga…

Bartosz Wawrzynów: – Temat, któremu powinniśmy poświęcić kolejny Ring Caspara, bo tego nie da się skwitować w kilku zdaniach. Dyskusja na ten temat, bardzo gorąca dyskusja, toczy się obecnie w kręgach medycznych, naukowych, ale zaangażowani w nią są również pracownicy regulatora, firm ubezpieczeniowych…

Błażej Bogdziewicz: – Większość dzisiejszej dyskusji poświęciliśmy Intelli, ale trzeba pamiętać, że w sektorze spółek biotechnologicznych mamy dzisiaj prawdziwą eksplozję. Inwestowanie w ten sektor wymaga stałej, bardzo systematycznej pracy, dobrych, precyzyjnych narzędzi, bardzo dużej wiedzy, bo ten rynek zmienia się błyskawicznie, nierzadko w ciągu jednego kwartału. Być może zabrzmi to nieskromnie, ale Grupa Caspar jest w mojej ocenie jedną z nielicznych firm zarządzających aktywami w Polsce, która dysponuje odpowiednimi kompetencjami i zasobami do skutecznego, długofalowego inwestowania w ten jeden z najszybciej rozwijających się sektorów globalnej gospodarki.



Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Trzeba wracać do normalności

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o zaostrzającej się wojnie Chin ze Stanami Zjednoczonymi, usługach zamawianych u hakerów w darknecie, wywracaniu stolika i błogosławionym sąsiedztwie Niemiec.

– Kilka miesięcy temu przewidywaliście, że po odejściu Donalda Trumpa wojna między Waszyngtonem i Pekinem będzie trwała. Niestety, mieliście rację. Kto w tej wojnie ma większe szanse?

Błażej Bogdziewicz: – Zależy, na jakiej arenie konflikt będzie się rozgrywał, bo są takie obszary, w których przewagę mają Chiny, ale są i takie, gdzie daleko im do Stanów Zjednoczonych. Chiny mają na przykład przewagę w wojnie toczonej obecnie w przestrzeni cyfrowej. Można przypuszczać, że to chińscy hakerzy są odpowiedzialni za wiele włamań do amerykańskich firm, a także za zbieranie informacji w Internecie, w tym również oczywiście informacji kompromitujących, o politykach i kluczowych urzędnikach państwowych w wielu krajach.

Podobnie działają również rosyjscy hakerzy. Dla Chin i Rosji to wygodna arena konfliktu, bo jeśli znajdą i ujawnią niewygodne informacje dla polityków czy urzędników amerykańskich bądź europejskich, to będzie to dla nich niszczące. Z kolei ujawnienie podobnych informacji o ważnych postaciach Chin lub Rosji będzie miało znacznie mniejszą siłę rażenia. Szacuje się, że tylko w samych Chinach działa 300 tysięcy hakerów, z których ogromna większość jest powiązana z oficjalnymi strukturami i działa na ich zlecenie.

Piotr Przedwojski: – Współcześni korsarze.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie. Hakerskie ataki cały czas się nasilają. Firmy z branży zajmującej się bezpieczeństwem w sieci mówią, że jest już usługa „ransom as a service”, czyli możliwość zamówienia ataku hakerskiego na określoną firmę i zażądanie następnie okupu. Nie trzeba więc być hakerem, wystarczy w darknecie znaleźć odpowiednią osobę i zlecić jej „usługę”.


– Załóżmy na chwilę czarny scenariusz, czyli przerodzenie się obecnego konfliktu w normalną, czyli „gorącą” wojnę chińsko-amerykańską. Wszyscy chcemy wierzyć, że ona jest niemożliwa, ale przecież nie sposób jej całkowicie wykluczyć.

Błażej Bogdziewicz: – Moim zdaniem na tym polu Chińczycy również mają przewagę. Wydaje się wprawdzie, że amerykańskie siły zbrojne są obecnie lepiej wyposażone i przygotowane do konfliktu zbrojnego, ale pamiętajmy o słowach Mao Tse Tunga, który przed laty powiedział, że żadne państwo i społeczeństwo nie jest przygotowane na takie poświęcenie, jak Chiny i Chińczycy. Można się spodziewać, że po pierwszej bombie, która zniszczy jakieś duże amerykańskie miasto społeczeństwo tego kraju natychmiast zażąda zawarcia pokoju…

Piotr Przedwojski: – To tylko założenie. Społeczne emocje są trudne do przewidzenia.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście, ale trzeba pamiętać, że kontrola władz nad chińskim społeczeństwem jest znacznie większa niż Waszyngtonu nad amerykańskim. Wielokrotnie większa, co oznacza także możliwość sterowania jego emocjami. Pekin, tu już nie mówię o konflikcie zbrojnym, tylko o trwającej obecnie zimnej wojnie, będzie chciał walczyć na tych obszarach, gdzie sprawuje większą kontrolę nad społeczeństwem. Natomiast siłą Stanów Zjednoczonych są sojusznicy. Ameryka ma ich oczywiście więcej i to również w Azji. Przykładem jest nie tylko Japonia, ale także Indie.

Piotr Przedwojski: – Bez wątpienia Indie są rywalami Chin. Rok temu doszło do incydentu granicznego w dolinie Galwan. W walce wręcz zginęło dwudziestu żołnierzy hinduskich, Chiny nie podały strat. Indie może nie kochają Stanów Zjednoczonych, ale uważają Chiny za większe zagrożenie. Podobne stanowisko prezentuje również wiele krajów azjatyckich.


– I Europa.

Błażej Bogdziewicz: – Europa jest oczywiście sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, ale stara się też balansować, robić interesy z Chinami, bo dla Starego Kontynentu to jest gigantyczny rynek zbytu. Na ile Amerykanie mogą liczyć na Europę, to dopiero czas pokaże.

Piotr Przedwojski: Nigdy w swoich dziejach Stany Zjednoczone nie miały tak silnego przeciwnika, jak Chiny. Nie było tak ani w pierwszej wojnie światowej, ani w drugiej, ani podczas zimnej wojny ze Związkiem Sowieckim. Wówczas Amerykanie byli przynajmniej dwa razy mocniejsi od swoich przeciwników, teraz, nawet jeśli są silniejsi, to niewiele. Ale musimy brać pod uwagę przeciwników Chin, którzy są potencjalnie sprzymierzeńcami USA. A to już daje Stanom Zjednoczonym przewagę. Ale chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Społeczeństwo amerykańskie jest dzisiaj bardzo mocno podzielone, uważa się, że jest to największy podział od czasów wojny secesyjnej. I być może w jakimś stopniu Chiny są dla amerykańskiego społeczeństwa błogosławieństwem. W tym sensie, że wojna jednoczy i być może to ich scementuje i „napędzi”, bo rywalizacja jest istotą „amerykańskości”.

Takim wyzwaniem może być na przykład technologia, badanie kosmosu, gdzie również trwa wyścig chińsko-amerykański. I są wreszcie kłopoty Chin. O tym mało się mówi, zwykliśmy roztrząsać problemy Stanów Zjednoczonych, ale prezydent Xi też ma powody do potężnego bólu głowy. Mam na myśli choćby demografię. Chińskie społeczeństwo mocno się starzeje, więc to powiedzenie, że zanim Chiny staną się bogate, to staną się stare, ma racjonalne podstawy. No i wreszcie chińskie społeczeństwo gwałtownie się zmienia, młodsze pokolenie jest już inne od swoich rodziców, mniej skłonne do poświęceń. Młodzi Chińczycy nie godzą się już, jak ich rodzice i dziadkowie, na eksploatację przez państwo. Więc w dłuższym terminie Chiny będą traciły wiele z tych przewag, o których mówił Błażej.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Miejmy nadzieję, że spór chińsko-amerykański nigdy nie przerodzi się w otwarty konflikt zbrojny.

Piotr Przedwojski: – Wszyscy sobie tego życzymy.


– A w takiej sytuacji co jest głównym aktywem Stanów Zjednoczonych i Chin?

Piotr Przedwojski: – Wskazałbym na amerykański system polityczny i wolność gospodarczą. Bo ten konflikt ma charakter wojny dwóch cywilizacji. USA to cywilizacja chrześcijańska, zachodnia, oparta o wolność jednostki, a te cechy ewidentnie w skali globalnej wygrywają. Chiny ze swoim konfucjanizmem i hierarchią nie podbiły świata. Pozwolę sobie jeszcze wrócić do słów Błażeja o kontroli społeczeństwa. Moim zdaniem to właśnie jest przyczyną, dla której chińskie społeczeństwo jest mniej produktywne od amerykańskiego. Mniejsza produktywność jest zawsze efektem ubocznym kontroli. Weźmy przykład Jacka Ma, twórcy Alibaby. Pekin uznał, że sprzeciwia się on władzom komunistycznym i zamknął go w areszcie domowym. Ten areszt trwa już wiele miesięcy i to jest jakaś strata dla Chin. A takich Jacków Ma jest z całą pewnością w tym kraju więcej.

Błażej Bogdziewicz: – Czytałem niedawno, że średnia przewidywalna długość życia chińskich miliarderów jest zadziwiająco niska. Generalnie, to już oczywiście ironizując, są to ludzie bardzo słabego zdrowia. Może klimat im nie służy? A teraz już poważnie – uważam, że w czasie konfliktu scentralizowany, hierarchiczny system może być po prostu bardziej efektywny. Jeśli chińskie problemy związane z demografią, krótkim życiem miliarderów…


– Dodajmy jeszcze zwolenników demokracji i niepokornych naukowców…

Błażej Bogdziewicz: – …sprawią, że Państwo Środka nie będzie się tak szybko rozwijało jak dotychczas, to moim zdaniem ryzyko konfrontacji nie będzie, niestety, maleć. Ale oczywiście w Pekinie muszą sobie zdawać sprawę, że jest jakaś granica, że konflikt zbrojny będzie niszczycielski i nikomu nie jest on na rękę. Więc władze Chin na pewno nie chcą przewracać stolika. W najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z ostrym konfliktem na linii Pekin-Waszyngton, ale na szczęście będzie to raczej konflikt poniżej progu wojny.

Piotr Przedwojski: – Jeszcze jedna istotna arena walki, czyli amerykański system finansowy. Dolar jest globalną walutą rezerwową, w której odbywa się większość rozliczeń międzynarodowych i handlowych, ale Pekin od lat robi wiele, aby to zmienić. Nie bez sukcesów. Pamiętajmy, że spośród dużych państw Chiny są jedynym, w którym realne stopy procentowe są dodatnie. To oznacza, że właśnie tam płynie i będzie płynął kapitał. W długim okresie będzie to miało znaczenie.


– Na co więc teraz powinni stawiać inwestorzy? Bo konflikt będzie trwał, nie da się go rozwiązać w ciągu roku lub dwóch, a i dekady może nie wystarczyć.

Błażej Bogdziewicz: – Ten konflikt będzie wymagał inwestycji w kluczowe technologie. To już się dzieje, a jestem pewien, że ten proces będzie się nasilał. Kluczowa będzie produkcja półprzewodników. A ta, przypomnę, jeśli chodzi o najlepsze i najnowocześniejsze półprzewodniki, odbywa się i poza Stanami Zjednoczonymi, i poza Chinami, bo w Tajwanie oraz Korei Południowej.


– Należy więc, Twoim zdaniem, inwestować w spółki technologiczne.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, bo to ona daje przewagę.


– Przejdźmy teraz do Polski, o której dość dawno nie rozmawialiśmy. Rząd przedstawił „Nowy Ład”, czyli program gospodarczy na najbliższe lata. Zachwyciliście się?

Piotr Przedwojski: – Zastanawiałem się, skąd w Polsce tak wysoki poziom nienawiści między zwolennikami PiS i zwolennikami anty-PiS. Moim zdaniem mamy do czynienia nie tylko z konfliktem klasowym. Po jednej stronie są ludzie, którzy po 1989 roku dorobili się i teraz uważają, że u władzy jest partia, która tę ich krwawicę chce zabrać i rozdać „ludowi”, czyli tym, którzy na to nie zasługują, bo się nie dorobili. A PiS tę redystrybucję robi i jak pokazuje „Nowy Ład” będzie robił, bo politycznie na tym korzysta. Nie miejmy więc złudzeń, że dopóki PiS jest u władzy, to coś się w tym względzie zmieni.

Błażej Bogdziewicz: – Moje postrzeganie „Nowego Ładu” dobrze określa tytuł znanego westernu „Dobry, zły i brzydki”. W „Nowym Ładzie” są rzeczy dobre, złe, ale są i brzydkie.


– Zacznij od dobrych.

Błażej Bogdziewicz: – Za dobre uważam wprowadzenie do dyskursu politycznego kwestii ubezpieczeń zdrowotnych. To był do tej pory temat tabu, tymczasem problem nabrzmiał tak, że wymaga pilnego rozwiązania. Uważam, że nie jest dobrze, że wszyscy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą płacą na NFZ składkę w wysokości 370-380 zł, a na dodatek ta składka często obejmuje całą rodzinę. W grupie prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą są różni ludzie, ale niemało jest w niej takich, którzy osiągają naprawdę bardzo wysokie dochody. A teraz spójrzmy na rynek prywatnych usług medycznych. Abonament w sieciach prywatnych usług medycznych kosztuje około 500 zł, co oznacza, że taka jest wycena rynku. Przy czym, to ważne zastrzeżenie, prywatna opieka medyczna nie obejmuje oczywiście takich rzeczy, jak na przykład leczenie onkologiczne, czy operacje kardiologiczne. Coś z tym trzeba zrobić, dlatego uważam, że rozpoczęcie dyskusji na ten temat jest pozytywne.

Natomiast nie podoba mi się w „Nowym Ładzie” zapowiedź faktycznego istotnego podniesienia podatków, w tym dla rodzin o niekoniecznie bardzo wysokich dochodach. Polsce są potrzebne niskie podatki, one sprawdziły się i u nas, i w wielu innych krajach. Oczywiście, w Europie Zachodniej jest wiele krajów, gdzie podatki są wyższe niż u nas, czasem nawet znacząco, ale my jesteśmy na innym etapie rozwoju. Polska potrzebuje akumulacji kapitału. Ironią jest to, że obecnie rządzący obóz nieustannie mówi o polskim kapitale, a działa tak, jakby zależało mu wyłącznie na kapitale zagranicznym.


– Co jest w „Nowym Ładzie” brzydkiego?

Błażej Bogdziewicz: – Zapowiedź tworzenia jakiś nowych ciał, na przykład agencji w służbie zdrowia. Doświadczenie uczy, że biurokratyzowanie procesów nie powoduje zwiększenia efektywności. Raczej przeciwnie.

Piotr Przedwojski: – „Polski Ład” jest strasznie mało ambitny. O ile w tak zwanej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju była za dużo celów rozwojowych, to teraz nie ma ich w ogóle. Brak przede wszystkim jakiegokolwiek odniesienie sią do kwestii zdolności wypłat emerytur. Dziś Gertruda Uścińska, prezes ZUS pochwaliła się, że w czerwcu 2021 roku zwiększyła skalę zobowiązań emerytalnych o bagatela 164 mld zł (sic!). Coroczna rewaloryzacja i maleńka notka w gazecie. To oczywiście nie wchodzi do długu państwa. Dla porównania cały program skupu obligacji NBP, do marca br., to 109 mld zł, a cały europejski fundusz odbudowy to 750 mld euro. Gdzie dyskusja o tym?!


– W „Nowym Ładzie” sporo mówi się o poprawie działania służby zdrowia, budowie mostów, przedszkoli, dróg lokalnych. To są oczywiście rzeczy potrzebne, nawet konieczne, ale czy to wprowadzi Polskę w nową erę? Amerykański Senat przyjął właśnie ustawę o wydatkowaniu w najbliższych latach 250 mld dolarów na badania i rozwój…

Błażej Bogdziewicz: – Jest trochę, wreszcie, o energetyce. To dobrze, bo mamy z energetyką gigantyczny problem. Po pierwsze, musimy osiągnąć neutralność klimatyczną, co oznacza odejście od węgla.


– Rząd mówi o budowie elektrowni atomowych.

Błażej Bogdziewicz: – Budowa energetyki atomowej to program na wiele lat, na wiele kadencji, a jaką mamy gwarancję, że po wyborach nowa władza też będzie optowała za budową elektrowni atomowych? W tej sprawie niezbędne jest porozumienie głównych sił politycznych, a nie słychać, aby rozmowy na ten temat trwały. Ewentualny brak źródeł energii będzie problem gospodarczym, ale również społecznym. Odbije się na polskich firmach, na wzroście gospodarczym, ale może się okazać, że ceny prądu staną się tak wysokie, że wiele osób po prostu nie będzie stać na taki wydatek.

Piotr Przedwojski: – Prąd jako towar luksusowy.


– Bardzo to pesymistyczna wizja!

Błażej Bogdziewicz: – Nie popadajmy w czarnowidztwo, bo jest cały szereg bardzo pozytywnych sygnałów płynących z gospodarki. Przez całe lata w Ringu Caspara narzekaliśmy na brak inwestycji. A teraz okazuje się, odbieram wiele takich sygnałów, że polskie firmy zaczęły wreszcie na dużą skalę inwestować.


– Z „Nowym Ładem” nie ma to nic wspólnego.

Piotr Przedwojski: – Niewiele, to efekt ssania z Niemiec. Warto to podkreślić, bo właśnie minęła trzydziesta rocznica podpisania traktatu polsko-niemieckiego – sukces gospodarczy, który stał się naszym udziałem po 1989 roku zawdzięczamy naszej przedsiębiorczości oraz Niemcom, którzy wykorzystują konstrukcję Strefy Euro dla swoich i naszych celów. Małżeństwo z rozsądku. To jest kapitalny moment w naszej historii. Właśnie poprzez Niemcy zostaliśmy związani z globalnym systemem gospodarczym i bardzo na tym obecnie korzystamy.

Błażej Bogdziewicz: – A do tego mamy dostęp do pracowników ze Wschodu – z Ukrainy, Białorusi, a także Rosji.

Piotr Przedwojski: – Dokładnie. Skalowalność. Wreszcie położenie geograficzne Polski, przez lata uważane za nasze przekleństwo, jest naszym błogosławieństwem.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Trzeba wracać do normalności

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o butelce „kosmicznego” wina za milion dolarów, Pfizerze, który uniknął podatku od sprzedanych szczepionek i rosnącej monopolizacji globalnej gospodarki.

– Na początek mam do Was pytanie o racjonalność wydawania pieniędzy. Media poinformowały, że za butelkę wina „Petrus”, która normalnie kosztuje około 10 tysięcy dolarów, trzeba zapłacić 1 milion dolarów, jeśli tylko ta butelka odbyła lot w kosmos na pokładzie jednej z rakiet Elona Muska. Ludzie są w stanie wydać na głupstwa każde pieniądze?

Błażej Bogdziewicz: – Znam dziwniejsze przykłady, choćby rozszerzającą się cały czas sprzedaż, często za bardzo wysokie kwoty, tzw. unikalnych wirtualnych tokenów, które mogą być np. twittami, animacjami bądź cyfrowymi obrazkami. Staram się zrozumieć wiele rzeczy, ale w wypadku niektórych spraw się poddaję. Nie wiem, nie rozumiem i mówiąc półżartem nawet nie jestem pewien, czy chciałbym zrozumieć. Ludzie wydają pieniądze na najdziwniejsze rzeczy kierując się bardzo różnymi pobudkami i to się często wymyka racjonalnemu myśleniu. Jeśli wydawane na takie cele pieniądze należą do nich, to ich sprawa, ja staram się koncentrować na kwestiach, gdzie analiza jest możliwa, czyli tych, które poddają się racjonalnemu myśleniu.

Piotr Przedwojski: – Ludzie zawsze byli w stanie przepłacać za różne rzeczy. Tak jest również teraz i tak będzie w przyszłości. Pytanie, czy ktoś to wino wystawione za milion dolarów kupi.


– Naukowcy z uniwersytetu w Kopenhadze zbadali wpływ niskich stóp procentowych na finanse obywateli. Wyszło im, że obniżenie stopy procentowej o 1 punkt procentowy w ciągu dwóch lat zwiększa łączny dochód pozostający w dyspozycji 1% najbogatszych ludzi na świecie o około 3,5%. A o 2% obniża dochód tych o najmniejszych dochodach. Dlaczego tak się dzieje?

Błażej Bogdziewicz: – Niskie stopy procentowe wpływają pozytywnie na wycenę akcji i nieruchomości, a te wszędzie na świecie są w posiadaniu przede wszystkim najbogatszych. Dla biedniejszych korzyści z niskich stóp procentowych są znacznie mniejsze i mogą wynikać raczej tylko z obniżenia raty kredytu. Ta korzyść nie jest rzecz jasna na tyle duża, aby dało się ją porównać z korzyścią wynikającą ze wzrostu cen akcji i nieruchomości. Gdy spojrzeć na ostatni rok, to mieliśmy do czynienia z takim właśnie zjawiskiem.

Piotr Przedwojski: – Masz rację, ale to odpowiedź na pierwszą część pytania. Z drugą, dotyczącą tego, dlaczego obniża się dochód biedniejszej części ludzi, jest pewien kłopot, bo nie wiemy dokładnie, co duńscy naukowcy badali. Mam wrażenie, że pomylili przyczynę ze skutkiem. Stopy z reguły są obniżane wówczas, gdy spada wzrost gospodarczy, a na spadku wzrostu gospodarczego najbardziej cierpią najbiedniejsi.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, gdy wzrost gospodarczy spada, to często spadają również płace, a przede wszystkim wzrasta bezrobocie, a to rzecz jasna uderza w biedniejsze warstwy społeczeństwa. Przy czym ten spadek płac nie musi być wcale wynikiem niższych stóp procentowych, ale na przykład gorszej koniunktury. Korelacja nie jest jeszcze związkiem przyczynowo-skutkowym.


– Według dość zgodnej opinii, na pandemii koronawirusa najbardziej straciła klasa średnia, o jej postępującej pauperyzacji mówi się zresztą od dłuższego czasu. A to właśnie ta grupa społeczna jest kotwicą demokracji i wolnego rynku.

Piotr Przedwojski: – Poświęciłem ostatnio trochę czasu na szukanie danych ilustrujących tę opinię i nie mogę się w tej dziedzinie poszczycić sukcesami. Tych danych po prostu nie znalazłem. Po pierwsze, pojęcie klasy średniej jest bardzo nieostre, bardzo różne w różnych krajach, bo co innego to pojęcie znaczy w Stanach Zjednoczonych, co innego w Chinach i co innego w Europie. Jest natomiast niezaprzeczalnym faktem, że wzrasta poziom nierówności między najbogatszymi i najbiedniejszymi. Ten poziom wrócił do tego z przełomu wieków, gdy był bardzo wysoki.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda, że zdefiniowanie klasy średniej w skali globalnej nie jest łatwe, bo w poszczególnych krajach i regionach wygląda to różnie. Uznajmy na potrzeby tej rozmowy, że pod tym pojęciem kryją się ludzie, którzy mają jakiś majątek, niekoniecznie wielki, ale już coś w swoim życiu wypracowali, są właścicielami jakichś biznesów, stosunkowo dobrze zarabiają. I chyba rzeczywiście jest tak, że klasa średnia znajduje się obecnie pod presją i staje się to coraz większym problemem, bo rzeczywiście ona jest fundamentem demokracji. Ludzie zaliczani do klasy średniej trochę inaczej patrzą na świat, z reguły są bardziej zaangażowani w życie publiczne, bardziej odpowiedzialni. Mają coś do stracenia i dlatego są w życiu publicznym ostrożniejsi. Teraz tracą. Przecież pandemia wyeliminowała z rynku wiele firm, choćby gastronomicznych, a ich właściciele stracili dorobek całego życia. Ale nie tylko pandemia jest przyczyną tego zjawiska. Weźmy przykład Stanów Zjednoczonych i Europy, gdzie przez długi czas do klasy średniej zaliczała się też część najlepiej zarabiających robotników, specjalistów w swoich dziedzinach. Globalizacja i zmiany w strukturze gospodarczej, które ona za sobą pociągnęła spowodowały, że bardzo wiele fabryk zostało przeniesionych z USA i Europy do Chin i innych państw azjatyckich. Owszem, dzięki temu w Chinach możemy mówić o powstaniu klasy średniej, ale jednocześnie została ograniczona jej liczebność w świecie zachodnim. Bardzo wątpię, aby te fabryki, mimo wysiłku niektórych polityków, wróciły do Stanów Zjednoczonych lub na Stary Kontynent.

Kolejna sprawa to rosnąca ilość regulacji. Tu w ostatnich latach mamy wzrost, którego nie waham się nazwać dramatycznym. To odbija się przede wszystkim na małym i średnim biznesie, bo małym i średnim firmom bardzo trudno sobie z tymi regulacjami poradzić. W efekcie coraz większa część biznesu trafia do dużych koncernów, które mają dość siły, dość zasobów i ludzkich, i organizacyjnych, aby zaadoptować się do tego coraz bardziej uregulowanego rynku. Moim zdaniem ponad miarę uregulowanego. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie warto zakładać własnego biznesu, nowe firmy przecież cały czas powstają i często osiągają spektakularne sukcesy, ale wydaje się, że staje się to trudniejsze niż wcześniej. Powtórzę więc, że klasa średnia jest dzisiaj pod presją i to nie jest dobre dla demokracji, bo coraz więcej do powiedzenia, jeśli chodzi o życie gospodarcze, a w konsekwencji również polityczne, mają wielkie koncerny. To nie służy demokracji. Duża część tej zmiany jest zresztą wynikiem zmian technologicznych, więc trudno sobie wyobrazić, jak można ten proces odwrócić, a choćby zahamować.

Piotr Przedwojski: – Mnie się wydaje, że teza o upadku klasy średniej jest jakąś mantrą, którą co jakiś czas powtarzają publicyści, a za nimi niestety również politycy. Ale tej mantry nie da się udowodnić, bo nie ma żadnych twardych dowodów w postaci wyników badań prowadzonych w skali globalnej. Oczywiście, to zjawisko da się udowodnić w skali jakiegoś kraju, ale nie całego świata. A jeśli tak, to teza o upadku klasy średniej jest nieprawdziwa. Natomiast zgadzam się z Błażejem, że wszędzie następuje koncentracja bogactwa w rękach najbogatszych obywateli świata, owego 1 procenta najbardziej zamożnych. To się zresztą dzieje nie tylko na poziomie obywateli, ale również podmiotów gospodarczych. Nie uważam jednak, że należy bić na alarm, w tym sensie, że świat się zaraz skończy, demokracja się skończy. Zamiast bicia w tarabany trzeba podjąć pilne prace nad stworzeniem regulacji antymonopolowych. Bo bez wątpienia duża część gospodarki światowej została opanowana przez monopole i oligopole, czego wcześniej nie było. Z tym rzeczywiście trzeba walczyć. Generalna uwaga odnośnie do rozłożenia bogactwa w społeczeństwach jest zgodna z zasadą Pareta, inaczej nazywana zasadą Mateuszową, czyli „kto ma, temu będzie dodane, a kto nie ma, temu będzie zabrane nawet to, co ma”. Rozkład Pareta jest często spotykany w naturze (dotyczy na przykład popytu na ścieżki muzyczne w serwisach streamingowych, udziału wielkości miast do wkładu do PKB danego kraju itp.).

Nazwa wzięła się do nazwiska włoskiego ekonomisty, Vilfreda Pareta, który badał rozkład bogactwa na przestrzeni dziejów w różnych krajach i doszedł do wniosku, że zawsze i wszędzie w dłuższym okresie rozkład bogactwa stabilizował się na poziomie zgodnym z rozkładem, który otrzymał jego nazwę. Najprostsza definicja jest taka, że za połowę wystąpień odpowiada liczba, która jest pierwiastkiem kwadratowym z wielkości populacji. Przykładowo, jeśli w firmie pracuje sto osób, to za połowę produktywności odpowiada dziesięć osób (czyli pierwiastek kwadratowy ze stu). Ta reguła jest też znana jako 80-20, czyli 20% ludzi odpowiada za 80% wyników – co można łatwo wyliczyć kontynuując tę zasadę. Zatem wydaje się, że nierówności majątkowe muszą istnieć. Co więcej, te nierówności majątkowe zgodne z tym rozkładem są po prostu prawem przyrody. Przykłady historyczne (komunizm w szczególności) wyraźnie wskazują, że można walczyć z tym prawem używając ogromnej ilości przemocy, ale efektem tego jest to, że system staje się nieefektywny. Komunizm upadł nie dlatego, że był zbrodniczy, tylko dlatego, że był nieefektywny, bo prowadził do biedy wszystkich. Wracając na polski grunt, ostatnio widziałem szacunek Eurostatu, że łączne bogactwo Polaków przekroczyło 2,5 bln zł, czyli 2500 mld zł. Byłem ciekawy, czy zasada Pareta też u nas działa i przeliczyłem zgodnie z tym rozkładem liczbę osób w przedziałach majątkowych. Bo według tej zasady w Polsce powinno być dwadzieścia osób z majątkiem ponad 5mld dolarów. Porównałem to z badaniem KPMG z 2017 roku, który podawał, ile osób w Polsce jest w poszczególnych przedziałach majątkowych. Dane prawie się pokrywają! Reasumując – walczmy z monopolami i pozwólmy działać prawom przyrody, aby maksymalizować wzrost gospodarczy!

Błażej Bogdziewicz: – Dla mnie najciekawszą częścią klasy średniej są drobni i średni przedsiębiorcy. I upieram się, że w wielu krajach poprzez regulacje oraz system podatkowy oni znajdują się pod coraz większą presją.

Piotr Przedwojski: – Zgoda.

Błażej Bogdziewicz: – Duże firmy po prostu unikają płacenia podatków. Weźmy ostatni głośny przykład. Pfizer nie zapłacił podatków od zysku ze sprzedaży w Europie szczepionek, bo wykazał te zyski w Luksemburgu czy Holandii. W Europie są trzy kraje, które „jadą na gapę”, poza dwoma już wymienionymi jest to jeszcze Irlandia i koncern skorzystał z tej furtki. Dlaczego? Bo mógł. Natomiast mała czy nawet średniej wielkości firma nie ma takich możliwości. Nie wiem, dlaczego taki proceder jest tolerowany, bo w ten sposób budżety tracą gigantyczne pieniądze. A w kontekście, w którym rozmawiamy, najważniejsze jest to, że reguły gry są po prostu nierówne i uderzają w mały oraz średni biznes.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Skoro już jesteśmy przy Pfizerze. W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad zdjęciem patentów na szczepionki przeciw COViD-19, tak, aby można ten specyfik produkować również w innych fabrykach farmaceutycznych. To dobry pomysł?

Błażej Bogdziewicz: – Bardzo ryzykowny. Jeśli nie będzie ochrony wartości intelektualnej, to cały sektor technologiczny można właściwie rozgonić. Co w przyszłości? Nowych leków po prostu nie będzie. Przecież gdyby nie prywatne spółki, nie mielibyśmy dzisiaj szczepionek, a w każdym razie nie mielibyśmy ich tak szybko i tak skutecznych. Przecież te szczepionki powstały, bo ludzie zaryzykowali swoimi pieniędzmi, bo poświęcili na ich wynalezienie swoje życie zawodowe i robili to również, z pewnością nie tylko, ale również, z nadzieją na finansową gratyfikację.


– Możemy wiele mówić o szczytnych ideach, ale człowiek nie wymyślił skuteczniejszego motywatora niż pieniądze.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie. Dlatego wydaje mi się, że zniesienie ochrony własności intelektualnej jest pomysłem niezwykle ryzykownym.

Piotr Przedwojski: – Powiedziałbym, że to pomysł skrajnie niebezpieczny i skrajnie nieodpowiedzialny. Jego realizacja spowoduje, że spadnie motywacja do tworzenia kolejnych leków. Wydaje mi się na szczęście, że przekazanie technologii produkcji szczepionek na COViD-19 jest bardzo trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, a w każdym razie niemożliwe do szybkiej realizacji. To nie jest tak, że ktoś dostaje jakąś „receptę” i na jej podstawie może natychmiast uruchomić produkcję i szczepić ludzi. Z pewnością zresztą spółki, które są właścicielami tej technologii, będą robiły wszystko, aby ich nie przekazać. I dobrze!

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście jestem za tym, a sądzę, że Piotr również, aby pomagać krajom, które nie potrafią uporać się z problemem szczepień. Ale czy to oznacza konieczność zniesienia ochrony wartości intelektualnej? Wystarczy kupić szczepionki od ich producentów i przekazać do wskazanych adresatów. To prostsze i szybsze rozwiązanie.


– Na koniec o inflacji. W kwietniu wyniosła ona w Polsce 4,3%, a w maju już 5,1%. Czy to już niebezpieczne? Bo przypomnę, że w 1990 roku inflacja w naszym kraju przekroczyła 581%…

Piotr Przedwojski: – I fajnie z nią nie było.


– Oj nie, było bardzo niefajnie.

Błażej Bogdziewicz: – Polska ma dobre wyniki gospodarcze, nadwyżka na rachunku obrotów bieżących jest wysoka, mamy duże rezerwy walutowe. To są atuty i gdy zaczniemy wychodzić z pandemii, co już właściwie się dzieje, zmiana polityki monetarnej będzie moim zdaniem konieczna. Także dlatego, że biorąc pod uwagę wydajność Polaków płace są u nas dzisiaj zbyt niskie. Zarabiamy zbyt mało, a firmy mają sporo pieniędzy, o czym świadczy właśnie nadwyżka na rachunku obrotów bieżących i są w stanie znieść nieco wyższe obciążenia. Wydaje się, że podniesienie stóp procentowych mogłoby także trochę wpłynąć na umocnienie złotówki, co też powinno być korzystne. Trzeba powoli wracać do normalności, także w polityce monetarnej. Jeszcze jeden argument za podniesieniem stóp procentowych – jeśli banki podniosą oprocentowanie, to być może Polacy zaczną racjonalniej inwestować. Bo obawiam się, że rynek nieruchomości niebezpiecznie zbliża się do bańki.

Piotr Przedwojski: – Inflacja rośnie wszędzie, nie tylko w Polsce, ale my mamy wysoki wzrost gospodarczy, jeden z najwyższych w Unii Europejskiej, oraz najniższe w Unii bezrobocie. Więc jeśli ktoś ma się w Europie wziąć za podnoszenie stóp procentowych, to nie kto inny, tylko właśnie my.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Megatrendy

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o konsekwencjach wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi i Chinami dla właściciela warzywniaka w Pcimiu.

– Zapowiada się giełdowy debiut amerykańskiej spółki Impossible Foods, która wytwarza substytuty produktów mięsnych. Impossible Foods współpracuje między innymi z Burger Kingiem, a swoje produkty sprzedaje w 20 tysiącach miejsc. Kupilibyście akcje takiej spółki?

Błażej Bogdziewicz: – Od pewnego czasu przyglądamy się takim spółkom, zresztą jedna, o podobnym profilu działalności jak wspomniana przez Ciebie Impossible Foods, jest już notowana na amerykańskiej giełdzie. Poza tym wiele spółek spożywczych, choćby Nestle, też pracuje nad rozwojem produktów „mięsopodobnych” pochodzenia roślinnego, które – nawiasem mówiąc – niektórzy nazywają „fake meat”. Ten biznes od jakiegoś czasu cieszy się zainteresowaniem inwestorów, ale póki co spożycie, a co za tym idzie produkcja wyrobów „mięsopodobnych” jest na razie na świecie niewielka. W mojej ocenie to nisza, która ma wprawdzie szansę na rozwój, ale jednak długo jeszcze pozostanie tylko niszą.

Piotr Przedwojski: – Niedawno rozmawiałeś z jedną z takich spółek. Jak to wygląda pod względem kosztów?

Błażej Bogdziewicz: – Nie przytoczę teraz szczegółów, ale te produkty są istotnie droższe niż mięso. To wynika między innymi z tego, że do produkcji wyrobów „mięsopodobnych” pochodzenia roślinnego używa się dość zaawansowanych technologii biologicznych. Przewiduje się, że w niedalekim czasie wzrośnie ilość mięsa produkowanego w laboratoriach, co ma spowodować spadek tradycyjnej produkcji zwierzęcej. Sama technologia już jest, ale na razie produkcja mięsa w laboratoriach też jest bardzo droga.


– Skoro już jesteśmy przy Stanach Zjednoczonych. Jak oceniacie założenia planu Bidena? Ile to właściwie ma kosztować?

Błażej Bogdziewicz: – To kluczowe pytanie, bo padają różne liczby. Mówiło się, że plan rozbudowy amerykańskiej infrastruktury miał kosztować 2 biliony dolarów, ale gdy bliżej się temu przyjrzeć, to okazuje się, że w tym planie jest ukrytych wiele wydatków socjalnych, między innymi na budowę przedszkoli oraz domów starców. Klasyczną infrastrukturą nie sposób tego nazwać. Można się spodziewać, że na rozbudowę infrastruktury zostanie przeznaczona mniej więcej połowa z owych 2 bilionów dolarów.

Piotr Przedwojski: – Trudno to nazwać inwestycjami w przyszłość.

Błażej Bogdziewicz: – Bez wątpienia te wydatki „podkręcą” w tym roku wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych, pewnie będą też korzystnie działały w pierwszej połowie przyszłego roku. Natomiast później? Trudno na razie wyrokować, nie znamy szczegółów. Po ujawnieniu pierwszych założeń nabrałem dystansu do tego, co robi administracja Bidena, bo może się okazać, że ten scenariusz ma charakter inflacyjny. Wydatki socjalne trzeba będzie utrzymać, bo inaczej Biden będzie miał do czynienia z gwałtownym wzrostem niezadowolenia społecznego. A utrzymanie wydatków oznacza podniesienie podatków. Druga sprawa to potraktowanie po macoszemu przez nową administrację wydatków zbrojeniowych. Czy w obecnej sytuacji międzynarodowej największego wzrostu napięcia od początku lat osiemdziesiątych oszczędzanie na budżecie Pentagonu jest właściwe? Moim zdaniem to ryzykowny krok.

Tym bardziej ryzykowny, że Chiny cały czas intensywnie rozbudowują swoje siły zbrojne i kładą duży nacisk na technologie militarne. Z Rosją zamierzają stworzyć bazę na Księżycu, co oficjalnie jest oczywiście projektem naukowym, ale nie mam wątpliwości, że tak naprawdę jest projektem militarnym. A przestrzeń kosmiczna staje się kluczowa w zmaganiach wojskowych. Co będzie, gdy Chiny posiądą możliwość zestrzeliwania satelitów? Przecież od satelitów zależy dzisiaj funkcjonowanie świata i kto pierwszy będzie dysponował technologią ich zniszczenia, ten zyska gigantyczną przewagę. Wydaje się, że Pekin dzisiaj mocno na to stawia, a nie jestem pewien, czy Waszyngton na te wyzwania odpowiada.

Piotr Przedwojski: – Spodziewaliśmy się, mówiliśmy o tym w poprzednich Ringach Caspara, że administracja Bidena podniesie podatki. I to się dzieje, choć na razie to są tylko zapowiedzi, więc jeszcze tak do końca nie wiadomo, jaki będzie finał. Warto pamiętać, że Partia Demokratyczna dysponuje w Senacie przewagą zaledwie jednego głosu, a już wiadomo, że jeden z demokratycznych senatorów waha się, czy poprze projekt Białego Domu. Niebezpieczne jest to, że w planie Bidena jest sporo „kiełbasy wyborczej”, a poziom wydatków na inwestycje rozwojowe, nastawione na przyszłość, jest mniejszy niż się spodziewałem i niż zapowiadano. Zastanawiające, że rząd amerykański uznał, że będzie podejmował lepsze, bardziej racjonalne decyzje niż biznes na taką skalę.


– Och, Piotrze, w wielu krajach rządy doszły do tego wniosku. W Polsce też.

Piotr Przedwojski: – Po raz pierwszy od czasów Lyndona Johnsona amerykańskie społeczeństwo dało władzę politykom wdrażającym centralne planowanie na taką skalę.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Przejdźmy teraz do Chin. Alibaba, jeden z największych tamtejszych koncernów, musi zapłacić 2,75 mld dolarów kary za praktyki monopolistyczne. Alibaba podobno karała sprzedawców, którzy handlowali swoim towarem nie tylko na jej platformie, ale również u konkurencji. Czy nie wzrusza Was ta troska Pekinu o demonopolizację chińskiej gospodarki?

Błażej Bogdziewicz: – Nie można wykluczyć, że Alibaba wykorzystywała swoją pozycję monopolistyczną, bo giganci technologiczni, nie tylko chińscy, mają do tego predyspozycje i możliwości. Na pewno jednak w tej rozgrywce chodzi również o władzę. Moim zdaniem przypadek Jacka Ma, szefa Alibaby, jest tego dowodem. Przypomnę, że z krótką przerwą od kilku miesięcy Jack Ma „praktykuje kaligrafię”, co jest eufemizmem oznaczającym areszt domowy. Chińska Partia Komunistyczna wykorzystuje Alibabę, aby pokazać, kto rządzi, kto dyktuje warunki. Wiadomo, że chińscy komuniści jak nikt inny na świecie wiedzą, jak się prowadzi biznes i chiński biznes ma się słuchać, a nie wysforowywać się ponad władze. Warto tylko dodać, że po ogłoszeniu kary w wysokości 2,75 mld dolarów notowania spółki wzrosły, co oznacza, że rynek najpewniej spodziewał się bardziej dotkliwego uderzenia. Dla porządku dodam, że roczne obroty handlowe na platformie Alibaby sięgają 1 biliona dolarów.

Piotr Przedwojski: – Alibaba jest często porównywana z Amazonem, ale to podobieństwo jest bardzo powierzchowne. To raczej coś w rodzaju połączonego Amazona, Google’a oraz Apple’a. O tym, że jesteśmy świadkami jakiejś rozgrywki o władzę, świadczy fakt, że prezes Tencenta złożył niedawno publiczną samokrytykę, a szef Pinduoduo podał się do dymisji. Najwyraźniej Chińska Partia Komunistyczna doszła do wniosku, że technologiczni giganci stali się zbyt gigantyczni i na nowo próbuje uregulować ich status.


– Fabryka Volkswagena w podpoznańskiej Wrześni została zmuszona do zawieszenia produkcji, bo zabrakło jej półprzewodników. W ostatnich tygodniach takich przykładów było więcej. Dlaczego akurat w tej branży podaż nie nadąża za popytem?

Błażej Bogdziewicz: – Z produkcją półprzewodników jest dzisiaj olbrzymi problem i właściwie nie bardzo widać wyjście z sytuacji. Zapotrzebowanie na półprzewodniki gwałtownie na świecie rośnie, bo one są używane w coraz większej liczbie urządzeń. Tak wielkiej, że mam wrażenie, że za chwilę zostaną w nie wyposażane nawet puszki z piwem. Początkowo to były przede wszystkim komputery, później doszły telefony komórkowe, a teraz, w związku z postępującą automatyzacją, lista urządzeń, które nie mogą bez półprzewodników funkcjonować, jest właściwie nieskończona i cały czas rośnie.

Piotr Przedwojski: – Półprzewodniki są niezbędne do sterowania, a ono jest coraz bardziej wszechobecne.

Błażej Bogdziewicz: – Staliśmy się ofiarą postępu i od półprzewodników nie uciekniemy. Co więcej, potrzebne są coraz nowocześniejsze, coraz bardziej skomplikowane i ich produkcja także staje się coraz bardziej skomplikowana. Efekt? Dzisiaj jest na świecie zaledwie kilku, całkiem dosłownie kilku, producentów najnowocześniejszych półprzewodników i oni nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania.

Piotr Przedwojski: – Tych producentów można policzyć na palcach jednej ręki.

Błażej Bogdziewicz: – Absolutnym, niekwestionowanym liderem jest spółka Taiwan Semiconductor Manufacturing, która ma najnowocześniejszą na świecie fabrykę półprzewodników, zlokalizowaną rzecz jasna na Tajwanie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że najnowocześniejsza ze wszystkich fabryk funkcjonujących dzisiaj na świecie znajduje się właśnie na Tajwanie. Jakiś czas temu Amerykanie wymogli na Taiwan Semiconductor Manufacturing budowę fabryki w Stanach Zjednoczonych, ale z oczywistych względów najnowocześniejsza jest zlokalizowana właśnie na Tajwanie.


– Te „oczywiste względy” to rzecz jasna obrona Tajwanu, na który od dziesiątków lat ostrzą sobie zęby Chińczycy. Chodzi o to, aby USA miały interes w obronie Tajwanu przed „chińskim smokiem”.

Błażej Bogdziewicz: – A mają, bo od tej jednej fabryki w ogromnym stopniu zależy dzisiaj funkcjonowanie całego świata.

Piotr Przedwojski: – Jest jeszcze gorzej! Drugim pod względem nowoczesności producentem półprzewodników jest Samsung. Jego fabryki są zlokalizowane w Korei Południowej, w zasięgu strzałów artylerii północnokoreańskiej. Tu też o lokalizacji fabryki zdecydowały „oczywiste względy”.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, pierwszy jest Tajwan, drugi Samsung, który zresztą w ostatnich kilku latach poczynił bardzo znaczne postępy, ale nadal nie dorównuje Taiwan Semiconductor Manufacturing. Kolejny jest amerykański Intel. Ta firma z różnych powodów popadła w duże problemy i dzisiaj nie jest w stanie konkurować z liderami. To może się zmienić, bo administracja Bidena prawdopodobnie da Intelowi duży zastrzyk finansowy, co zresztą jest prawdopodobnie niezgodne z przepisami WTO, ale tym nikt się nie będzie przejmował, bo chodzi o bezpieczeństwo narodowe. Te pieniądze mają pozwolić Intelowi unowocześnić produkcję, ale wcale nie jestem pewien, czy im się to uda. Później są Chińczycy, których opóźnienie w produkcji półprzewodników szacuje się na ponad dziesięć lat.

Piotr Przedwojski: – Aby dopełnić obrazu tej branży dodam, że na świecie jest jeden lider produkujący maszyny do litografii, na których wytwarza się najnowocześniejsze, najbardziej zaawansowane półprzewodniki.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, to holenderska spółka ASML, przed wielu laty wyłoniona z Philipsa. Ta spółka jest w praktyce globalnym monopolistą.

Piotr Przedwojski: – Zwróćmy uwagę, że trzy lata temu Donald Trump rozpoczął wojnę, a ona szybko przerodziła się w wojnę technologiczną. W tej wojnie Stany Zjednoczone mają nad Chinami kilkuletnią przewagę i Chiny w najbliższym czasie tego nie zmienią. Ta branża, która jeszcze niedawno była wyjątkowo globalna i tym samym efektywna, teraz przerąbała się na połowy. Zaczęło się dość niewinnie, od nałożenia przez Waszyngton sankcji na dostawy najnowocześniejszych półprzewodników dla ZTE (jednej z chińskich spółek), czego świat niemal nie zauważył.

Ale później przyszedł czas na Huawei, technologicznego kolosa, który kupował bardzo duże ilości półprzewodników. Gdy Huawei nie mógł kupować, globalni producenci postanowili obciąć plany inwestycyjne na wszelki wypadek i różnica między podażą a popytem zaczęła rosnąć. Innymi słowy wydaje się, że producenci ograniczyli inwestycje, do tego doszła pandemia z późniejszym nieoczekiwanym odbiciem popytu i dlatego teraz na świecie brakuje mocy produkcyjnych. Myślę jednak, że prapoczątkiem był nagły, nieoczekiwany wpływ wojny technologicznej, który podniósł ryzyko inwestowania w półprzewodniki. Dopiero teraz to się zmienia, jak widać w przypadku Intela i Chin z dużą pomocą państwową.

Błażej Bogdziewicz: – Niedawno rozmawiałem z przedstawicielem japońskiej firmy produkującej materiały wykorzystywane do produkcji półprzewodników. Firma jest w bardzo dobrej kondycji, z powodzeniem mogłaby zainwestować w rozwój, ale wyraźnie dało się wyczuć, że mój rozmówca podchodzi do tego ostrożnie. Boi się, że będą dalsze sankcje, a popyt globalny może rosnąć wolniej niż najbardziej optymistyczne prognozy i wówczas inwestycja w rozwój produkcji mogłaby zakończyć się stratami. Tymczasem istotnie większe inwestycje są konieczne nie tylko w przypadku producentów półprzewodników, ale także ich dostawców. Jednym z problemów, które można już dostrzec są zbyt niskie moce produkcyjne firm zajmujących się wytwarzaniem płytek krzemowych, które są podstawowym materiałem do produkcji półprzewodników. Tutaj też jest tylko kilku producentów.


– Zaczęliśmy od wstrzymania produkcji w fabryce we Wrześni, małym miasteczku w środku Wielkopolski…

Piotr Przedwojski: – Otóż to! Ta fabryka, jak dziesiątki innych, stała się ofiarą wojny handlowej między dwoma potężnymi mocarstwami. Więcej, stała się ofiarą globalnych zmian wynikających ze wzrostu znaczenia Chin.


– W konsekwencji ofiarą tych procesów będzie właściciel warzywniaka w Pcimiu, który planował zakup dostawczaka z Wrześni, teraz nieosiągalnego. To zaskakujące, ile współczesna, bardzo zglobalizowana gospodarka ma „wąskich gardeł”. Półprzewodniki, zablokowany Kanał Sueski, braki kontenerów… Wrócimy do tego.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Megatrendy

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o megatrendach i ich wpływie na rynek kapitałowy, sztucznej inteligencji, rozwoju genetyki, starciu państw z technologicznymi gigantami.

– „Megatrendy” to pojęcie, które w ostatnim czasie robi zawrotną karierę na rynku inwestycyjnym. Jak Wy to pojęcie definiujecie?

Błażej Bogdziewicz: – Rozumiem to jako strukturalne zmiany obejmujące gospodarkę i społeczeństwo w sposobie wytwarzania różnego rodzaju dóbr. Nie chwilowa moda, która często pojawia się na rynku inwestycyjnym, ale trwałe zmiany wynikające najczęściej ze zdobyczy nauki.

Piotr Przedwojski: – Dorzucę jeszcze dwa, moim zdaniem niezbędne warunki. Pierwszym jest to, że dotykają one wszystkich lub niemal wszystkich. Drugi – są długotrwałe, liczone nie w latach, ale dekadach.


– W 2018 roku, a więc zupełnie niedawno, Deloitte, zdefiniował następujące megatrendy: przemysł 4.0, obieg zamknięty w gospodarce, zrównoważone finanse i inwestowanie z myślą o wpływie na środowisko, rynek pracy i wreszcie elektromobilność. Zgadzacie się z tą specyfikacją?

Błażej Bogdziewicz: – Widzę przynajmniej dwa megatrendy, które wydają mi się znacznie ważniejsze od tych podanych przez Deloitte. Po pierwsze, rozwój sztucznej inteligencji, co ma i będzie miało w przyszłości znacznie większe znaczenie i wpływ na nasze życie niż wszystkie przez Ciebie wymienione. Po drugie, postęp w genetyce. Nie znaczy to, że lekceważę na przykład punkt o inwestowaniu z myślą o środowisku, to na pewno istotna rzecz, ale strukturalna zmiana będzie wynikała z czegoś innego.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem, sztuczna inteligencja jest fragmentem jeszcze większej zmiany. Zauważmy, że coraz więcej rzeczy, coraz większa część naszego życia, przenosi się do Internetu, a to coś więcej niż sztuczna inteligencja, bo to jest przetwarzanie rozproszone, ciągle rosnąca moc obliczeniowa i pamięć. Ludzie generują coraz więcej informacji i dzięki temu okazało się, że narzędzia, które istniały już od jakiegoś czasu, na przykład sieci neuronowe, mogą działać coraz bardziej skutecznie. Te informacje można przetwarzać. Mam wrażenie, że coraz więcej ludzkiej działalności przenosi się z fizycznej obecności w jakimś kraju do cyberprzestrzeni, gdzie nie ma żadnych granic.

To jest, póki co, Dziki Zachód z bardzo luźnymi regułami i wymaga regulacji, ale na razie chyba nikt nie ma pojęcia, w jakim kierunku te regulacje powinny pójść. Jestem jednak przekonany, że świat stoi przed tym problemem i staje się on coraz pilniejszy. Na razie to zostawię, bo do dwóch megatrendów wymienionych przez Błażeja chciałbym jeszcze dodać demografię. Ona jest coraz gorsza i to jest trend stabilny od kilku dekad, który będzie się jeszcze nasilał. Naukowcy twierdzą, że za dziesięć lat jedna trzecia par będzie potrzebowała pomocy, aby spłodzić dziecko. Co gorsza nikt nie umie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego u coraz większej liczby mężczyzn spada płodność. Oczywiście, i tu do pewnego stopnia zgadzam się z Deloittem, istotnym megatrendem będzie też wpływ człowieka na planetę. Nie chcę jednak tego rozwijać, bo ten problem został skrajnie spolityzowany.


– Już tylko z tego co mówicie – gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, rozwój genetyki, zła i pogarszająca się sytuacja demograficzna – wynika, że świat stoi przed wielką zmianą, z pewnością większą niż osiemnastowieczna rewolucja przemysłowa. Kto na tym wygra?

Błażej Bogdziewicz: – Dobrze, że wspomniałeś o rewolucji przemysłowej, która rozpoczęła się od wynalezienia maszyny parowej. Dobrze, bo to nam unaocznia, jak bardzo postęp techniczny przyspiesza. Weźmy pod uwagę wskaźnik długości życia, który może nie jest doskonały, ale jest jedną z miar postępu. James Watt skonstruował maszynę parową w 1763 roku, co dość szybko zrewolucjonizowało świat, ale aż do drugiej połowy XIX wieku średnia długość życia praktycznie nie rosła, oscylowała wokół 30-40 lat. Zaczęło się to zmieniać dopiero po około stu latach od wynalezienia maszyny parowej.

Teraz długość życia rośnie dramatycznie szybko i to jest prosta ilustracja wielkiej zmiany. A będzie rosła coraz szybciej, bo upowszechniają się terapie genowe, dzięki którym będziemy w stanie wyleczyć wiele chorób dzisiaj uznawanych za nieuleczalne. Wielkie możliwości otwierają się też przed syntetyczną biologią, co oznacza między innymi, że będziemy mogli zastąpić tradycyjne nawozy bakteriami, które pomogą roślinom pozyskiwać azot z powietrza. To nie jest jakaś odległa przyszłość, to już się dzieje. Kolejna rzecz to znacznie szybsze adoptowanie postępu w jednej dziedzinie przez inne gałęzie. Może najbardziej spektakularnym tego przykładem jest połączenie sztucznej inteligencji i medycyny, w tym również genetyki. A dzisiaj jesteśmy dopiero na początku wielkiej zmiany. Rozwój sztucznej inteligencji zawdzięczamy procesorom, których dziesięć lat temu jeszcze nie było. Podobnie jest z oprogramowaniem.

Piotr Przedwojski: – I danymi.

Błażej Bogdziewicz: – Naturalnie, ale one są. Jak daleko na tym wózku zajedziemy nie wiem, ale wiem, że to dopiero początek drogi. I że będziemy ją pokonywali szybciej niż kiedykolwiek w przeszłości.

Piotr Przedwojski: – Będę się upierał przy danych. Procesory i software to tylko narzędzia. One oczywiście są ważne i oczywiście będą coraz lepsze. Ale kluczem do sukcesu jest gigantyczna ilość danych, których wcześniej nie było, a które teraz ludzkość zaczęła produkować na wielką skalę. I te dane są tanie, przynajmniej jak dotąd, jest ich coraz więcej i dzięki temu szukające ich algorytmy muszą być coraz lepsze.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Na jakimś etapie tej rewolucji, my się „odpaństwowimy”. Państwa zaczną zanikać, bo staną się zbędne.

Piotr Przedwojski: – Przywołam definicję Francisa Fukuyamy, który powiedział, że państwo to organizacja, która posiada monopol na przemoc na określonym terytorium. Mogę sobie wyobrazić państwo, które ma monopol na przemoc w cyberprzestrzeni, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne. Jesteśmy na takim etapie rozwoju technologii, ten rozwój jest tak szybki, a płynące z niego korzyści tak wielkie, że żadne państwo za tym nie nadąża.


– No właśnie.

Piotr Przedwojski: – Ale ponieważ korzyści są tak wielkie, to państwo tego nie odpuści. Politycy w naszym (i swoim) imieniu będą tego zażarcie bronili.

Błażej Bogdziewicz: – Wielu wydawało się, że te gigantyczne koncerny technologiczne, które inwestują ogromne pieniądze w sztuczną, inteligencję będą chciały być ponadnarodowymi hegemonami, które nie będą krępowane żadnymi przepisami.

Piotr Przedwojski: – Albo jedynie takimi, które dzisiaj ich „krępują”. Bo to nieprawda, że nie ma regulacji, tylko że te regulacje są głównie amerykańskie, zostały stworzone dawno temu i absolutnie nie przystają do dzisiejszej sytuacji.

Błażej Bogdziewicz: – Natomiast to się wyraźnie zmienia. Przysłuchiwałem się ostatnio rozmowie, w której wzięła udział między innymi grupa indyjskich ekspertów. Wszyscy oni mówili o wielkim ryzyku, jakie te rosnące w siłę technologiczne giganty niosą dla świata, również dla takich państw jak Indie, które są przecież ogromne. Tam wprost padały określenia, że mamy do czynienia z cyfrowym kolonializmem. A będę się upierał, że sztuczna inteligencja dopiero zaczyna pokazywać swoją siłę i ona za dziesięć lat będzie znacznie potężniejsza niż dzisiaj. Jeśli ona będzie kontrolowana przez kilka amerykańskich koncernów…

Piotr Przedwojski: – I chińskich! Nie zapominajmy o Chińczykach, którzy jako jedyni wyśmiewani dawno temu ustanowili własne regulacje.

Błażej Bogdziewicz: – To na pewno wiele państw zostanie mocno osłabionych. W tym sensie Piotr Gajdziński ma rację – czeka nas wielka rozgrywka.


– Właśnie. I pytanie, czy państwa będą w stanie stawić opór tym cyfrowym, nieustannie rozrastającym się gigantom. Pandemia koronawirusa pokazała, że państwa są słabe. I nie inwestują w najnowocześniejsze, zmieniające świat technologie.

Piotr Przedwojski: – Ale nawet słabe państwa sobie z tym poradzą. Toczymy naszą dzisiejszą dyskusję za pośrednictwem ZOOM-a. Kto nam go dostarcza? Nie żaden wielki, ponadnarodowy koncern, tylko lokalny dostawca. Tak jest zawsze z wszystkimi tego rodzaju usługami. Jeśli lokalny, to jego siedziba znajduje się w bardzo konkretnym państwie i wystarczy do tej siedziby wysłać oddział policji i go wyłączyć. To wyjście prostackie, bardziej wysublimowane polega na wyfiltrowaniu ruchu. To żaden problem. Ostatni przykład to konflikt Facebooka z Australią, w którym gigant się ugiął. A Pakistan, jeszcze słabsze i mniejsze państwo, ostatnio po prostu wyłączył Tik Toka. Turcja zmusiła Twittera do posłuszeństwa, Europa szykuje akty i dyrektywy (DSA i DMA). W Europie, USA i Chinach rozpoczynają się postępowania antymonopolowe przeciwko gigantom technologicznym. Państwa się obudziły.

Błażej Bogdziewicz: – Zablokować można, ale już stworzenie lokalnego odpowiednika tego rodzaju usług jest bardzo trudne. Chinom się to udaje, ale z niemałym trudem, próbują Rosjanie…

Piotr Przedwojski: – Nie twierdzę, że każdy kraj jest w stanie stworzyć lokalnego Facebooka – przecież to bzdura z definicji, ale każdy jest w stanie wymóc na Facebooku zmianę. Bo każdy koncern, jak bardzo ponadnarodowy by nie był, potrzebuje lokalnego ruchu. Dzięki niemu żyje, mówiąc kolokwialnie nim się żywi i na nim zarabia. Witamy na określonym terytorium z monopolem na przemoc!


– Nie podzielam tego optymizmu co do wyniku starcia między koncernami technologicznymi i państwami, ale na razie to zostawmy. Jak na megatrendach może zarobić inwestor?

Błażej Bogdziewicz: – Megatrendy będą miały ogromny wpływ na gospodarkę, po prostu ją przemodelują, ta dzisiejsza, przynajmniej duża jej część, trafi na śmietnik historii. Inwestorzy muszą sobie uświadomić, że w coraz większej liczbie miejsc będziemy mieli coraz więcej procesorów, coraz więcej przesyłania danych i będziemy mieli coraz lepsze oprogramowanie, które z tego wszystkiego będzie korzystało. To oznacza, że coraz więcej firm, które nie będzie korzystało z tych narzędzi, po prostu zniknie z rynku. Inwestor powinien przede wszystkim zastanowić się, czy firma, w którą dzisiaj inwestuje, która teraz nawet pokazuje zyski i płaci dywidendę, za dziesięć lat nie przegra technologicznie.

Bo jak przegra, to zniknie. Takich „zniknięć” mamy w historii bez liku, ale teraz „historia przyspieszyła” i firmy będą znikały szybciej niż w poprzednich dziesięcioleciach. Trzeba więc wybierać spółki, które mają przewagi konkurencyjne. One nie są wprawdzie dane raz na zawsze, ale jednak niełatwo je zniwelować. Inwestor musi też pamiętać, że czeka nas dokończenie rewolucji w wielu tradycyjnych branżach, choćby w mediach i handlu, gdzie e-commerce będzie „zjadał” tradycyjne sklepy. Na rynku kapitałowym zawsze było tak, że bardziej opłacało się patrzeć w przyszłość niż opierać się na danych z przeszłości, ale teraz ten proces jest bardziej dynamiczny.

Piotr Przedwojski: – Na koniec chcę jeszcze zwrócić uwagę, że w najbliższych latach będzie rósł wpływ regulacji na technologię i jej wpływ na ludzi. Tak jak trzydzieści lat temu ludzie się obudzili i zaczęli interesować się ekologią dochodząc do wniosku, że niszczymy planetę, na której żyjemy i że to działa przeciwko nam, tak mam wrażenie, że dokładnie teraz to przebudzenie następuje wobec zagrożeń / wyzwań / podziału zysków związanych z rozwojem technologii.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Jesteśmy dla Niemiec dwa razy ważniejsi niż Rosja

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o twórczym rozwijaniu przez Joe Bidena programu PiS, świetnych perspektywach dla polskiej gospodarki oraz najlepszych stosunkach Polski z Niemcami od czasów Ottona III i Bolesława Chrobrego

– Czego spodziewacie się po przygotowywanym właśnie przez rząd „Nowym Ładzie”, czyli programie na czas po pandemii?.

Piotr Przedwojski: – Chyba tego samego co było z Programem na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, który ogłoszono w lutym 2016 roku. Dużo zadęcia, jeszcze więcej propagandy i efekt odwrotny od zamierzeń. Przypomnę tylko, że premier Morawiecki obwieścił wówczas, że dzięki jego programowi Polska wyjdzie „z pułapki średniego wzrostu”. Mniejsza już o to, że takiej pułapki nie ma, zresztą ten termin już zniknął z przestrzeni publicznej. Głównym efektem tego programu miał być wzrost inwestycji. A wzrostu nie ma, jest spadek – z około 20% PKB przed 2016 rokiem, do 18,5% PKB w 2019 roku i – według szacunków – do 17% w roku 2020. Wynik 18,5% PKB za 2019 roku jest najwyższy w okresie rządów PiS, tymczasem przed 2015 rokiem dochodził nawet do 23% PKB.

Innymi słowy, rządy PO osiągnęły cele Programu na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju! Dla przypomnienia, w tym programie mówiono o inwestycjach na poziomie 22-25% PKB. Mimo licznych programów wsparcia, bezzwrotnych pieniędzy z przeróżnych funduszy na innowacje, podwyżki minimalnej płacy. To tym ciekawsze, że sektor kontrolowany przez państwo, według danych NBP, inwestycje zwiększył, co oznacza, że inwestycje w sektorze prywatnym musiały spaść jeszcze bardziej.

Błażej Bogdziewicz: – Na razie mamy tylko zapowiedzi, nie znamy żadnych szczegółów, więc trudno to komentować. W jednym mogę się jednak z premierem zgodzić – w mojej ocenie najbliższe dwa lata będą dobre dla gospodarki. I w Polsce, i na świecie. To jest duża szansa dla naszych przedsiębiorców. Gdy skończy się pandemia, a zakładam, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy się skończy, to wówczas ludzie zaczną więcej wydawać, a to napędzi gospodarkę. Po drugie, polska gospodarka okazuje się cały czas bardzo konkurencyjna. Nasz eksport jest bardzo dobry, w ubiegłym roku mieliśmy bodaj największą od 1989 roku, blisko czteroprocentową nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących. Dużo.

Nic nie wskazuje, aby ten trend miał się odwrócić. Myślę, że inwestycje zagraniczne nadal będą do Polski płynęły szerokim strumieniem i da to nowy impuls naszemu eksportowi. Trzecia sprawa to siła robocza. W ostatnich latach udaje nam się przyciągać nowych pracowników. Do tej pory oni płynęli do Polski przede wszystkim z Ukrainy, ale sądzę, że zasadne jest oczekiwanie na napływ imigrantów również z Białorusi i Rosji, bo tam poziom życia cały czas pozostaje na niskim poziomie, a w Polsce systematycznie się poprawia.

Piotr Przedwojski: – W Rosji realne dochody od wielu lat spadają.

Błażej Bogdziewicz: – Co bardzo istotne, imigranci ze Wschodu szybko się u nas aklimatyzują. Obawy, że będą uciekali do Niemiec zupełnie się nie potwierdziły. Na przeszkodzie stanęła bariera kulturowa i przede wszystkim językowa. Tak więc nadal będzie płynął do nas zachodni kapitał, a jednocześnie nasza demografia, nadal niestety słaba i bez większych widoków na poprawę, będzie wspierana przez imigrantów ze Wschodu.

Piotr Przedwojski: – Dodam do tego katalogu jeszcze jeden czynnik. Nasza gospodarka jest podczepiona do niemieckiej. To truizm, korzystamy na tym od lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że twarde dane potwierdzają, że te więzi są niezwykle silne i stają się coraz silniejsze. Gdy spojrzeć na eksport, to siła Polski i Czech jest dla Niemiec większa od Chin. Republika Federalna wybija się w Unii Europejskiej dzięki euro – gdyby mieli markę, byliby mniej konkurencyjni – i w dużym stopniu dzięki nam, bo to dzięki nam mają dostęp do tańszej siły roboczej, co widać po danych o nadwyżce Niemiec i Polski (sic!) na rachunku obrotów bieżących. W ostatnim dziesięcioleciu latach import siły roboczej w Polsce był bodaj największy spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Ten mechanizm jest najważniejszym źródłem naszego sukcesu gospodarczego.

Błażej Bogdziewicz: – Korzystamy z naszego położenia geograficznego, które wcześniej wielokrotnie było dla nas przekleństwem.

Piotr Przedwojski: – A teraz jest błogosławieństwem. Wracając do naszych powiązań z Niemcami. Za rok 2019 byliśmy szóstym pod względem wielkości partnerem gospodarczym tego kraju, a wszystko wskazuje na to, że za rok 2020 będziemy wyżej, bo z pierwszych wyliczeń wynika, że wyprzedziliśmy Francję. Dla Niemiec jesteśmy ponad dwa raz ważniejsi gospodarczo niż Rosja. I nie wydaje się, aby to się miało skończyć. Powiedziałbym, że Polska jest wielką bramą przez którą z jednej strony mogą wpłynąć jeszcze większe rzesze pracowników ze Wschodu (gdzie sytuacja gospodarcza jest, mówiąc oględnie, trudna), a z drugiej niemiecka potrzeba niskich kosztów pracy. Zapewniamy skalowalność niemieckiej gospodarce.

Błażej Bogdziewicz: – Warto dodać, że w ostatnim czasie dostrzegalne jest nieco większe otwarcie polskich władz na współpracę z Chinami. W Małaszewiczach budowany jest duży kolejowy port przeładunkowy, strategicznie ważna inwestycja dla dalszej współpracy z Państwem Środka. Choć oczywiście mam też sporo zastrzeżeń do polityki gospodarczej rządu, w tym przede wszystkim do systemu podatkowego.

Piotr Przedwojski: – Rozmiary naszej współpracy z Niemcami pokazują, że całe to gadanie o wyjściu Polski z Unii Europejskiej jest zupełnie nieprawdziwe. Ani Polacy nie chcą z Unii wychodzić, ani Niemcy do tego nie dopuszczą. Dzisiaj nasze stosunki gospodarcze ze zjednoczonymi Niemcami są chyba najlepsze od czasów Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona III. Wtedy źle na tym nie wyszliśmy. Ale jeszcze kilka danych o stanie naszej gospodarki. Ostatnio Międzynarodowy Fundusz Walutowy oświadczył, że wręcz powinniśmy zwiększyć nasz deficyt budżetowy, czyli pójść drogą, którą obecnie podąża bardzo wiele krajów, w tym Stany Zjednoczone oraz państwa Europy Zachodniej. To po pierwsze. Po drugie, z dostępnych, na razie cząstkowych danych wynika, że ludzie zamknięci w domach na skutek lockdownu, nie tylko obywatele Polski, siłą rzeczy ograniczyli wydatki na usługi i rekompensowali to sobie zakupem produktów. Wiele z tych produktów jest wytwarzanych w Niemczech, a znaczną część kooperantów niemieckich koncernów stanowią nasze firmy.

Błażej Bogdziewicz: – Na naszą sytuację gospodarczą w najbliższym czasie niemały wpływ może mieć rozwiązanie sprawy tak zwanych frankowiczów. Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała nowe wyjście z tego problemu, co przez banki zostało dobrze przyjęte. Do rozwiązania tej kwestii jest jeszcze daleko, ale pierwszy, w mojej ocenie duży krok został w tym kierunku zrobiony. Rzecz jest istotna, bo dotyczy grubo ponad 100 mld zł. Jeśli dojdzie do przewalutowania kredytów udzielonych w walutach obcych, to część tego kapitału zostanie uwolniona i trafi na rynek. Spodziewam się, że wielu dotychczasowych frankowiczów zechce zmienić mieszkanie na większe, więc to będzie stanowiło istotny impuls dla deweloperów. To też przyczyni się do napędzenia koniunktury.

Piotr Przedwojski: – Frankowicze uwolnieni od tego gigantycznego ciężaru będą kupowali nie tylko większe mieszkania, ale również inne towary i usługi. To powinno napędzić koniunkturę.


– Pandemia i szczepienia. Optymizm na najbliższą przyszłość opiera się na tym, że dzięki szczepieniom opanujemy pandemię. Ale ta akcja, nie tylko w Polsce, w całej Unii Europejskiej, mocno kuleje. Na dodatek pojawiają się nowe mutacje wirusa. Czy ten optymizm, nie tylko Wasz, bo to dotyczy całego świata, nie jest nadmierny?

Piotr Przedwojski: – Nie, podtrzymuję swój osąd. Pandemia zostanie wkrótce opanowana.

Błażej Bogdziewicz: – Zgadzam się z Piotrem. Nowe mutacje nie są zagrożeniem, bo szczepionki są wobec nich do pewnego stopnia skuteczne. Tu ocena wirusologów jest jednoznaczna. Oczywiście, nie sposób przewidzieć przyszłości, bo w końcu nie można wykluczyć, że pojawi się taka mutacja, wobec której dotychczasowe szczepionki będą bezradne, może też rzecz jasna pojawić się kolejna pandemia. Ale na podstawie obecnej sytuacji można powiedzieć, że wkrótce sobie z pandemią COViD-19 poradzimy.

Piotr Przedwojski: – Masz jednak rację, że szczepienia w krajach Unii Europejskiej idą słabiej, dużo słabiej niż zapowiadano. Należy jasno powiedzieć, że w tej sprawie Komisja Europejska się po prostu zbłaźniła.

Błażej Bogdziewicz: – Pytanie, czy to wina przewodniczącej Komisji, Ursuli von der Leyen, czy strukturalnego niedowładu tej organizacji.

Piotr Przedwojski: – Coraz głośniejsze są głosy, i to nie tylko wśród eurosceptyków, ale również eurofilów, że Ursula von der Leyen powinna za to zapłacić stanowiskiem.

Błażej Bogdziewicz: – Sporo jest takich głosów, ale nie jestem pewien, że gdyby na tym stanowisku był ktoś inny, to Komisja działałaby lepiej. Jest natomiast niezaprzeczalnym faktem, że z programem szczepień lepiej od Unii Europejskiej radzą sobie między innymi Izrael, Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Właśnie, Stany Zjednoczone. Od zaprzysiężenia Joe Bidena minął dopiero miesiąc, ale chciałem zapytać, czy po tym miesiącu chcecie jakoś zrewidować swoje przewidywania? Niektóre z nich, choćby kontynuacja polityki Trumpa wobec Chin, zdają się sprawdzać.

Piotr Przedwojski: – Musimy poczekać. Pewne jest, że Biden ma gigantyczny plan stymulacji gospodarki. Zobaczymy jak będzie sobie z tym radził. Rentowności obligacji amerykańskich idą do góry. Choć jak dotąd ten wzrost jest niewielki, to jest systematyczny.


– Jeśli rentowności obligacji idą do góry, to oznacza, że…

Piotr Przedwojski: – Że inwestorzy spodziewają się wzrostu gospodarczego i inflacji.

Błażej Bogdziewicz: – Wydaje się, że przynajmniej część kapitału, który był w obligacjach płynie na rynek akcji. To dobry prognostyk dla inwestorów, którzy postawili na tę klasę aktywów. W tym roku, mimo że Stany Zjednoczone będą wychodziły z pandemii, co oznacza rozruszanie gospodarki, wydatki budżetowe będą większe niż w roku 2020. Jeśli gospodarka ruszy, a musi ruszyć po zakończeniu pandemii, a rząd rzuci na rynek kolejne pieniądze, to oczywiście jest ryzyko, że inflacja wzrośnie. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że inwestorzy przerzucają się na akcje.

Piotr Przedwojski: – W Stanach Zjednoczonych pojawiły się doniesienia, że Biały Dom rozważa wprowadzenie programu 300 Plus, czyli rozdaniu każdemu obywatelowi USA 300 dolarów. Do tego coraz głośniej mówi się o podwojeniu płacy minimalnej. Czyżby Biden twórczo rozwijał program PiS, tak wyśmiany przez wielu krajowych ekonomistów?


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara,