EKSPERT



BEZPŁATNE SZKOLENIA I KONFERENCJE F-TRUST

Prowadzimy szkolenia zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych inwestorów.

Zapisz się

IKE/IKZE

Najbardziej efektywne oszczędzanie na emeryturę,porównaj nasze produkty IKE i IKZE.

Więcej: IKE i IKZE



USŁUGA ZARZĄDZANIA PORTFELEM

Możliwość inwestowania zgodnie ze strategią inwestycyjną uszytą na miarę.

Więcej: Zarządzanie portfelem

CAŁA WIEDZA NA TEMAT FUNDUSZY W JEDNYM MIEJSCU

F-Trust - proces analityczny

Inwestowanie to proces, który wymaga cyklicznej pracy, w F-Trust analizujemy fundusze zaczynając od podejścia makro, a kończąc na doborze funduszy do portfela inwestycyjnego. Każdy etap naszej pracy powtarzamy w stałych terminach – tak aby klienci mogli wspólnie z nami analizować swoje inwestycje.

Etapy procesu:

Pokaż cały proces


PLATFORMA FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH

Platforma funduszy inwestycyjnych

Inwestuj przez internet, poznaj nasze materiały edukacyjne, załóż portfel treningowy, zobacz podgląd autentycznych portfeli


Więcej: Platforma Funduszy


ZAŁÓŻ DARMOWE KONTO
Zajmie Ci to maksymalnie 1 minutę

Nasi klienci zainwestowali
już 1,2 MLD zł WIĘCEJ >>>

Doskonała opinia wśród klientów,
9 lat doświadczenia  WIĘCEJ >>>

A A A
Apple

Rozmowa z Błażejem Bogdziewiczem (CFA), dyrektorem inwestycyjnym Grupy Caspar, Piotrem Rojdą (CFA), zastępcą dyrektora inwestycyjnego oraz dr. Bartoszem Wawrzynowem, doradcą naukowym Grupy Caspar.

– W dzisiejszym Ringu skupimy się na spółkach biotechnologicznych, które są jednym z głównych obszarów zainteresowania Grupy Caspar. Stąd obecność doktora Bartosza Wawrzynowa, konsultanta naukowego Grupy Caspar. Nie jest Pan, jak można byłoby sądzić biorąc pod uwagę profil działalności Grupy Caspar, doktorem ekonomii.

Bartosz Wawrzynów: – Z wykształcenia jestem biotechnologiem, z ugruntowaną wiedzą w zakresie biologii, chemii i medycyny, doktoryzowałem się z onkologii na brytyjskim Uniwersytecie w Edynburgu. Później, w trakcie stażu podoktorskiego, dołączyłem do grupy, nie waham się użyć tego sformułowania, „naukowców-wariatów”, którzy stwierdzili, że mają technologię mogącą zainteresować dużą grupę odbiorców rynkowych. W ten sposób rozpoczęła się moja przygoda z akademickimi start-upami, więc moje zainteresowania zaczęły też lekko skręcać w stronę ekonomii.

Ekosystem w Wielkiej Brytanii dał mi jasno do zrozumienia, że wspólnym mianownikiem innowacyjnych spółek technologicznych jest nieustanne poszukiwanie powtarzalnego modelu biznesowego. W 2012 roku wróciłem do Polski, co zresztą było doświadczeniem słodko-gorzkim. Kilka lat później, pracując w Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, usłyszałem o Casparze. Konkretnie, usłyszałem o firmie zarządzającej aktywami, która inwestuje w amerykańskie spółki biotechnologiczne. Mocno mnie to zainteresowało. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać i doszliśmy do wniosku, że współpraca może być korzystna dla obu stron. Formalnie rozpoczęła się ona w 2020 roku.


– Na czym polega Pańska rola?

Bartosz Wawrzynów: – Mamy platformę, w ramach której funkcjonują odpowiednie kanały, gdzie zarządzający i analitycy Caspara umieszczają interesujące ich spółki biotechnologiczne. Moja rola polega na „prześwietleniu” takich spółek od strony ich naukowego potencjału. Sprawdzam więc ich kluczowy zespół naukowy, technologie, jakimi dysponuje dana spółka oraz potencjał ich wykorzystania, stan portfela zabezpieczenia własności intelektualnej, licencji oraz aktualny stan wiedzy – potencjał problematyki z zakresu life-science, nad którym pracują, ewentualne współprace z ośrodkami naukowymi, jakość publikacji naukowych. Muszę bardzo dokładnie zbadać zgodność z wytycznymi oraz umiejętności przechodzenia danego projektu spółki przez kolejne fazy wyznaczane przez amerykańskich regulatorów, w tym przede wszystkim przez Urząd ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA).


– Jak rozumiem, Pańską rolą jest zmniejszenie ryzyka inwestorów zainteresowanych spółkami biotechnologicznymi.

Bartosz Wawrzynów: – Dokładnie tak.


– Czy tak właśnie wygląda polska norma? Dużo polskich firm zarządzających zatrudnia konsultantów naukowych, specjalistów od sektorów, w których inwestowane są pieniądze klientów?

Piotr Rojda: – Nie, z pewnością nie jest to normą. Po pierwsze, o ile się orientuję, w Polsce nie ma firm, które inwestują w spółki biotechnologiczne na takim poziomie szczegółowości, jak robi to Grupa Caspar, raczej są to inwestycje w duże koncerny farmaceutyczne czy spółki technologiczne dostarczające coś dla sektora medycznego. Nigdy nie słyszałem też o zatrudnianiu konsultantów naukowych. To jest coś, co z pewnością nas wyróżnia.


– Skąd właściwie zainteresowanie spółkami biotechnologicznymi? W obszarze nowoczesnych technologii jest wiele sektorów, które świetnie się rozwijają, a są mniej ryzykowne, i przynoszą inwestorom bardzo satysfakcjonujące stopy zwrotów.

Błażej Bogdziewicz: – Pewnie moglibyśmy z powodzeniem inwestować na przykład głównie w słynny FAANG, pięć największych spółek technologicznych notowanych na amerykańskiej giełdzie i pewnie nie byłoby to najgorsze rozwiązanie. Ale nie byłoby też najlepsze. Staramy się szukać, jak mi się wydaje z niezłym skutkiem, takich obszarów, które są ciekawe i – niech to nie zabrzmi nazbyt górnolotnie – które zmieniają świat, popychają go do przodu. W mojej ocenie, a mam wrażenie, że Piotr i Bartek w tym punkcie się ze mną zgodzą, największa rewolucja dzieje się dzisiaj, i będzie się działa w najbliższej przyszłości w obrębie biologii. To, co w tej dziedzinie zmieniło się w ostatnich pięciu, dziesięciu latach, to jest niewyobrażalny skok, prawdziwa rewolucja. Co ważniejsze, potencjał do dalszego rozwoju jest w biologii gigantyczny.

To nie dotyczy zresztą wyłącznie medycyny, ale również rolnictwa i zastosowań przemysłowych. Moim zdaniem inwestor, który odpowiedzialnie dba o swój majątek, powinien być w tym obszarze, bo nieobecność będzie kosztowna. Pozwolę sobie na jeszcze małą, lekko osobistą dygresję. Otóż my bardzo dużo rozmawiamy ze spółkami biotechnologicznymi. Często z przedstawicielami zarządów, a nawet z założycielami. I wielokrotnie podczas takich rozmów towarzyszy nam przekonanie – Piotr zapewne to potwierdzi – że rozmawiamy z ludźmi, którzy są współczesnymi Stevami Jobsami. Tym Jobsem, założycielem Apple’a, z epoki jego wdarcia się na rynek. Bo naszym zdaniem, a jestem pewien, że się nie mylimy, właśnie na tym etapie jest teraz sektor biotechnologiczny. Oczywiście, nie wszystkie spółki z tego sektora odniosą spektakularny sukces, ale jesteśmy przekonani, że niektóre w perspektywie powiedzmy dekady lub dłuższej mogą odnieść sukces porównywalny z sukcesem Apple’a.


Inwestujemy Globalnie


Piotr Rojda: – Pytałeś, dlaczego tak bardzo zainteresowaliśmy się sektorem biotechnologicznym. Pamiętam początki, rok 2017, gdy po odejściu jednego z kolegów Błażej poprosił mnie, abym zainteresował się naszą obecnością na rynku szeroko rozumianej medycyny. Przyjrzałem się temu i okazało się, że nie wygląda to jakość szczególnie okazale, bo w praktyce inwestowaliśmy wówczas wyłącznie w kilka spółek produkujących aparaty słuchowe. One nawet były ciekawe, przynosiły dobrą kontrybucję do wyników, ale uznaliśmy, że musimy iść szerzej i głębiej, bo już wówczas byliśmy pewni, że sektor medyczny to dobry kierunek inwestycyjny. Zacząłem więc zgłębiać tę problematykę. Widzieliśmy zmiany, które zachodzą na rynku onkologicznym, bo do szerokiego stosowania w Stanach Zjednoczonych weszły wówczas tzw. checkpoint inhibitors, które miały większą skuteczność w walce z rakiem niż chemia. Standard leczenia się zmieniał, zarówno w onkologii, jak i w innych obszarach. To skłoniło nas do większego zainteresowania się tym tematem.

Zaczęliśmy rozmawiać ze spółkami farmaceutycznymi ze Stanów Zjednoczonych i im więcej czasu poświęcaliśmy analizie, tym wyraźniejszy stawał się obraz pokazujący, że wielkie firmy farmaceutyczne, owa słynna Big Pharma, są znacznie mniej innowacyjne niż małe spółki tworzone przez naukowców, skupione na konkretnej technologii czy obszarze terapeutycznym. Że to tam dzieje się to, co dla medycyny przyszłości najbardziej interesujące i najważniejsze. Z tymi spółkami był jednak kłopot, bo większość z nich nie miała przychodów, nie generowała zysków, więc odpadały narzędzia tradycyjnej analizy i wyceny spółek. Dlatego stworzyliśmy własną metodologię badania takich pomysłów, przejrzysty system wyszukiwania tych, które mają szansę na powodzenie na tym trudnym rynku, bo jedynie około co dziesiąty lek przechodzi z powodzeniem badania kliniczne. Jednym z najciekawszych trendów w medycynie są w mojej ocenie „spółki genetyczne”, które na przykład dostarczają jakiś brakujący w organizmie gen, zmieniają fragmenty genomu lub wyciszają niektóre geny, na przykład te produkujące zbyt dużą ilość szkodliwego białka. Co w tych terapiach jest istotne? Nie dość, że prawdopodobieństwo sukcesu w badaniach klinicznych, gdzie celujemy w zweryfikowany genetycznie „cel”, jest wyższe niż w przypadku innych leków, to często taka terapia ogranicza się ostatecznie dla pacjenta do jednego zastrzyku, zamiast, w wielu przypadkach, leczenia rozciągniętego na całe życie. Rewolucja!

Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Jedną z Waszych „gwiazd inwestycyjnych” jest spółka Intellia Therapeutics. Jej założycielką jest Jennifer Doudna, w 2020 roku laureatka Nagrody Nobla z chemii. W spółkę Intellia Therapeutics Grupa Caspar inwestuje już od 2018 roku, co bardzo dobrze świadczy o Waszych kompetencjach, bo niedawno, 26 czerwca br., właśnie ta spółka poinformowała, że doszło do przełomu. Co to oznacza?

Bartosz Wawrzynów: – Pozostanę przy narzuconym nam wcześniej przez Błażeja odwołaniu do Apple’a. Dlaczego spółka Jobsa zanotowała tak gigantyczny sukces komercyjny? Bo zaproponowała klientom produkt całkowicie zamknięty, gotowy, z prostym interfejsem, oferujący zestaw usług odpowiadający potrzebom ludzi. W wypadku Intellii Therapeutics jest dokładnie tak samo. Co jest niesamowitego w przypadku spółek biotechnologicznych, a co jest niezwykle ważne dla inwestorów? Czas! Weźmy przykład Intellia Therapeutics, choć on absolutnie nie jest jedyny. Otóż ta spółka powstała w 2014 roku, a dzisiaj, czyli zaledwie po siedmiu latach, jest gwiazdą amerykańskiej giełdy. Ale spójrzmy na to inaczej. Badania mikrobiologiczne sprzed około dwóch dekad wskazały, że u bakterii może występować odpowiednik funkcjonalnego adaptacyjnego „układu odpornościowego”.

Jest to de facto sposób na zapewnienie ochrony przed infekcją wirusową, który pozwala komórkom bakteryjnym nabywać ją w czasie rzeczywistym, a następnie chronić daną komórkę przed tymi wirusami (bakteriofagami) za pomocą swoistej „pamięci immunologicznej” systemu zapisu „etykietki” wirusa w genomie bakterii. System ten został nazwany CRISPR. Dziesięć lat pracy i zrozumienia tego procesu, rozebrania go na czynniki pierwsze, bardzo dokładnych analiz strukturalno-funkcjonalnych kompleksów CRISPR-Cas, dały podstawę do zrozumienia, że te mechanizmy odkryte u bakterii można zastosować do organizmów wyższych, w tym człowieka, i selektywnie, bardzo precyzyjnie, doprowadzić do unikatowego przecięcia bądź usunięcia wybranego fragmentu ludzkiego genomu. To jest coś niesamowitego.


– Tu, niczym jeździec na białym koniu, pojawia się Jennifer Doudna i jej Intellia Therapeutics z zestawem bardzo precyzyjnych nożyc…

Bartosz Wawrzynów: – I jest w stanie, w pojedynczej dawce, znaleźć specyficzną sekwencję i wyciąć fragment bądź wyłączyć gen, który koduje „szkodliwe” białko. Alternatywnie ich technologia może posłużyć do przywrócenia funkcjonalności fragmentu genomu, poprzez jego celowaną wymianę. A wszystko to przy niezwykle niskim wskaźniku niepożądanych efektów. Platforma technologiczna, poza wspomnianym bezpośrednim zastosowaniem jako forma terapii, ma także ogromny potencjał, co podkreśla Intellia Therapeutics, jako narzędzie pośrednie, kluczowe w tworzeniu terapii adresujących choroby autoimmunologiczne oraz w przestrzeni immuno-onkologii. Resumując, to jest zdecydowanie to, co Amerykanie nazywają game changer. Mamy do czynienia z wielkim przełomem, którego skali większość z nas nie potrafi na razie pojąć.


– To spróbujmy to przełożyć na konkretne skutki dla inwestora.

Piotr Rojda: – W 2018 roku, gdy jak już wspomniałeś, zaczęliśmy inwestować w spółkę Intellia Therapeutics, jedna jej akcja kosztowała około 20 dolarów. Tymczasem niewiele ponad trzy lata później kosztuje ponad 150 dolarów. Jeszcze przed ogłoszeniem danych, że Intelli udało się poprzez edycję genomu w korelacji do podanej dawki terapii znacząco zredukować poziomy szkodliwego białka produkowanego przez gen, który był „celem” terapii edytującej, cena akcji wynosiła około 80 dolarów. Dla inwestora, którzy wierzył w potencjał genetyki, w potencjał Intellii, zysk jest więc bardzo znaczący. Dodam, że nasza Strategia Spółek Biotechnologicznych, w której Intellia jest dużą pozycją, tylko w czerwcu 2021 roku wzrosła o blisko 18 procent.


– Inwestycje w spółki biotechnologiczne są bardzo ryzykowne, bo taka jest specyfika tego sektora. Jakie są największe ryzyka?

Błażej Bogdziewicz: – Że badania się nie powiodą. Dla spółek z sektora farmaceutycznego to jest właściwie norma, bo tutaj 90 procent badań nie kończy się sukcesem. To jest bardzo brutalny biznes i czasem to wynika z technologii, a czasem ze źle zaprojektowanych badań. Czyli czasem „winni” są naukowcy, a czasem „wina” spada na zarządy. Dlatego szukamy nie tyle spółek, które pracują nad jakimś konkretnym lekiem, który przejdzie przez sito amerykańskiego regulatora, ale nad takimi, które mają pewną platformę. Jeśli spółka ma technologię, która wcześniej już się sprawdziła, to można oczekiwać – to nie jest oczywiście pewne, ale jest to racjonalne złożenie – że ta sama technologia zadziała także na szereg innych chorób. I potencjał takiej spółki jest z punktu widzenia długofalowego inwestora większy niż spółki, która stworzyła jeden, nawet bardzo poszukiwany lek.


Inwestujemy Globalnie


Piotr Rojda: – Błażej ma rację, kluczowym ryzykiem z punktu widzenia inwestora jest to, że badania się nie powiodą. Dlatego stworzyliśmy cały system analiz, który ma eliminować, a w każdym razie ograniczyć ryzyko. Właśnie w tym aspekcie rolę odgrywa Bartek. Ale trzeba też pamiętać, że spółki biotechnologiczne są małe, zwłaszcza w porównaniu z gigantami amerykańskiej giełdy. Płynność na ich akcjach jest zatem niewielka, co czasem skutkuje spadkami, które nie mają związku z fundamentami danej spółki. Bez negatywnej informacji o nieudanych badaniach klinicznych mała spółka biotechnologiczna jest w stanie spaść kilkadziesiąt procent, na przykład przez gorszy sentyment i odpływy kapitału z tego sektora. Dlatego zalecamy inwestycje w spółki biotechnologiczne tylko cierpliwym inwestorom, którzy mają długi horyzont inwestycyjny. Krótkoterminowa zmienność jest w tym przypadku bardzo duża. I zapewne długo jeszcze będzie.


– Pytanie do pana doktora. Czy to, co pod koniec czerwca 2021 roku ogłosiła Intellia Therapeutics, to jest ów mityczny Święty Graal światowej medycyny?

Bartosz Wawrzynów: – Świętym Graalem jest to, że takie spółki jak Intellia potrafią przeprowadzić cały szereg procedur, nie tylko technologicznych, ale również legislacyjno-regulacyjnych, aby doprowadzić swoją technologię do pacjenta. I zrobić to bardzo transparentnie – zarówno wobec pacjentów, jak i świata medycznego, a wreszcie wobec inwestorów. Spółki, które to potrafią, mają niesamowitą przewagę, bo przecież wszyscy mamy świadomość, że ingerencja w genom człowieka to jest jakaś nowa epoka dla światowej medycyny czy mówiąc szerzej – nauki.


– Zabawa w pana Boga…

Bartosz Wawrzynów: – Temat, któremu powinniśmy poświęcić kolejny Ring Caspara, bo tego nie da się skwitować w kilku zdaniach. Dyskusja na ten temat, bardzo gorąca dyskusja, toczy się obecnie w kręgach medycznych, naukowych, ale zaangażowani w nią są również pracownicy regulatora, firm ubezpieczeniowych…

Błażej Bogdziewicz: – Większość dzisiejszej dyskusji poświęciliśmy Intelli, ale trzeba pamiętać, że w sektorze spółek biotechnologicznych mamy dzisiaj prawdziwą eksplozję. Inwestowanie w ten sektor wymaga stałej, bardzo systematycznej pracy, dobrych, precyzyjnych narzędzi, bardzo dużej wiedzy, bo ten rynek zmienia się błyskawicznie, nierzadko w ciągu jednego kwartału. Być może zabrzmi to nieskromnie, ale Grupa Caspar jest w mojej ocenie jedną z nielicznych firm zarządzających aktywami w Polsce, która dysponuje odpowiednimi kompetencjami i zasobami do skutecznego, długofalowego inwestowania w ten jeden z najszybciej rozwijających się sektorów globalnej gospodarki.



Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

Przefiltruj:

wybierz towarzystwa

klasa aktywów

podział geograficzny

wybierz sektory

Ryzyko 1
7

waluta funduszu

min. pierwsza wpłata

FILTRUJ
Nazwa funduszu
Klasa
aktywów

Klasa aktywów – wskazuje w jakie instrumenty finansowe inwestuje fundusz. W ramach funduszy mieszanych fundusz może inwestować w kilka klas aktywów jednocześnie.


Ryzyko

Ryzyko – Ocena ryzyka na podstawie danych dostępnych w kluczowych informacjach dla inwestorów danego funduszu. Wskaźnik ryzyka stanowi syntetyczną wartość odzwierciedlającą poziom ryzyka związany z inwestycją w dany fundusz bądź subfundusz. Może on przybierać wartości od 1 (najmniej ryzykowny) do 7 (najbardziej ryzykowny).


Sektor

Sektor – informacja wskazująca zaangażowanie funduszu/subfunduszu w instrumenty finansowe emitowane przez określone podmioty. Podział może dotyczyć sektorów w jakich działają przedsiębiorstwa (np. ochrona zdrowia), wielkości kapitalizacji firm (małe/średnie/duże). W przypadku, gdy fundusz/subfundusz inwestuje w szerokie spektrum instrumentów finansowych emitowanych przez spółki z różnych branż, o różnej kapitalizacji, wówczas mamy do czynienia z funduszem/subfunduszem uniwersalnym. Region – Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Podział
geograficzny

Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Wynik
Caspar Akcji Europejskich A Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte +5.08%
2021-07-29
Szczegóły
Caspar Akcji Europejskich S Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte +5.1%
2021-07-29
Szczegóły
Caspar Globalny Akcyjne 5 Uniwersalny Globalny -0.66%
2021-07-29
Szczegóły
Caspar Stabilny A Mieszane 4 Uniwersalny Globalny +1.05%
2021-07-29
Szczegóły
Caspar Stabilny S Mieszane 4 Uniwersalny Globalny +1.09%
2021-07-29
Szczegóły
TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Trzeba wracać do normalności

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o zaostrzającej się wojnie Chin ze Stanami Zjednoczonymi, usługach zamawianych u hakerów w darknecie, wywracaniu stolika i błogosławionym sąsiedztwie Niemiec.

– Kilka miesięcy temu przewidywaliście, że po odejściu Donalda Trumpa wojna między Waszyngtonem i Pekinem będzie trwała. Niestety, mieliście rację. Kto w tej wojnie ma większe szanse?

Błażej Bogdziewicz: – Zależy, na jakiej arenie konflikt będzie się rozgrywał, bo są takie obszary, w których przewagę mają Chiny, ale są i takie, gdzie daleko im do Stanów Zjednoczonych. Chiny mają na przykład przewagę w wojnie toczonej obecnie w przestrzeni cyfrowej. Można przypuszczać, że to chińscy hakerzy są odpowiedzialni za wiele włamań do amerykańskich firm, a także za zbieranie informacji w Internecie, w tym również oczywiście informacji kompromitujących, o politykach i kluczowych urzędnikach państwowych w wielu krajach.

Podobnie działają również rosyjscy hakerzy. Dla Chin i Rosji to wygodna arena konfliktu, bo jeśli znajdą i ujawnią niewygodne informacje dla polityków czy urzędników amerykańskich bądź europejskich, to będzie to dla nich niszczące. Z kolei ujawnienie podobnych informacji o ważnych postaciach Chin lub Rosji będzie miało znacznie mniejszą siłę rażenia. Szacuje się, że tylko w samych Chinach działa 300 tysięcy hakerów, z których ogromna większość jest powiązana z oficjalnymi strukturami i działa na ich zlecenie.

Piotr Przedwojski: – Współcześni korsarze.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie. Hakerskie ataki cały czas się nasilają. Firmy z branży zajmującej się bezpieczeństwem w sieci mówią, że jest już usługa „ransom as a service”, czyli możliwość zamówienia ataku hakerskiego na określoną firmę i zażądanie następnie okupu. Nie trzeba więc być hakerem, wystarczy w darknecie znaleźć odpowiednią osobę i zlecić jej „usługę”.


– Załóżmy na chwilę czarny scenariusz, czyli przerodzenie się obecnego konfliktu w normalną, czyli „gorącą” wojnę chińsko-amerykańską. Wszyscy chcemy wierzyć, że ona jest niemożliwa, ale przecież nie sposób jej całkowicie wykluczyć.

Błażej Bogdziewicz: – Moim zdaniem na tym polu Chińczycy również mają przewagę. Wydaje się wprawdzie, że amerykańskie siły zbrojne są obecnie lepiej wyposażone i przygotowane do konfliktu zbrojnego, ale pamiętajmy o słowach Mao Tse Tunga, który przed laty powiedział, że żadne państwo i społeczeństwo nie jest przygotowane na takie poświęcenie, jak Chiny i Chińczycy. Można się spodziewać, że po pierwszej bombie, która zniszczy jakieś duże amerykańskie miasto społeczeństwo tego kraju natychmiast zażąda zawarcia pokoju…

Piotr Przedwojski: – To tylko założenie. Społeczne emocje są trudne do przewidzenia.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście, ale trzeba pamiętać, że kontrola władz nad chińskim społeczeństwem jest znacznie większa niż Waszyngtonu nad amerykańskim. Wielokrotnie większa, co oznacza także możliwość sterowania jego emocjami. Pekin, tu już nie mówię o konflikcie zbrojnym, tylko o trwającej obecnie zimnej wojnie, będzie chciał walczyć na tych obszarach, gdzie sprawuje większą kontrolę nad społeczeństwem. Natomiast siłą Stanów Zjednoczonych są sojusznicy. Ameryka ma ich oczywiście więcej i to również w Azji. Przykładem jest nie tylko Japonia, ale także Indie.

Piotr Przedwojski: – Bez wątpienia Indie są rywalami Chin. Rok temu doszło do incydentu granicznego w dolinie Galwan. W walce wręcz zginęło dwudziestu żołnierzy hinduskich, Chiny nie podały strat. Indie może nie kochają Stanów Zjednoczonych, ale uważają Chiny za większe zagrożenie. Podobne stanowisko prezentuje również wiele krajów azjatyckich.


– I Europa.

Błażej Bogdziewicz: – Europa jest oczywiście sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, ale stara się też balansować, robić interesy z Chinami, bo dla Starego Kontynentu to jest gigantyczny rynek zbytu. Na ile Amerykanie mogą liczyć na Europę, to dopiero czas pokaże.

Piotr Przedwojski: Nigdy w swoich dziejach Stany Zjednoczone nie miały tak silnego przeciwnika, jak Chiny. Nie było tak ani w pierwszej wojnie światowej, ani w drugiej, ani podczas zimnej wojny ze Związkiem Sowieckim. Wówczas Amerykanie byli przynajmniej dwa razy mocniejsi od swoich przeciwników, teraz, nawet jeśli są silniejsi, to niewiele. Ale musimy brać pod uwagę przeciwników Chin, którzy są potencjalnie sprzymierzeńcami USA. A to już daje Stanom Zjednoczonym przewagę. Ale chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Społeczeństwo amerykańskie jest dzisiaj bardzo mocno podzielone, uważa się, że jest to największy podział od czasów wojny secesyjnej. I być może w jakimś stopniu Chiny są dla amerykańskiego społeczeństwa błogosławieństwem. W tym sensie, że wojna jednoczy i być może to ich scementuje i „napędzi”, bo rywalizacja jest istotą „amerykańskości”.

Takim wyzwaniem może być na przykład technologia, badanie kosmosu, gdzie również trwa wyścig chińsko-amerykański. I są wreszcie kłopoty Chin. O tym mało się mówi, zwykliśmy roztrząsać problemy Stanów Zjednoczonych, ale prezydent Xi też ma powody do potężnego bólu głowy. Mam na myśli choćby demografię. Chińskie społeczeństwo mocno się starzeje, więc to powiedzenie, że zanim Chiny staną się bogate, to staną się stare, ma racjonalne podstawy. No i wreszcie chińskie społeczeństwo gwałtownie się zmienia, młodsze pokolenie jest już inne od swoich rodziców, mniej skłonne do poświęceń. Młodzi Chińczycy nie godzą się już, jak ich rodzice i dziadkowie, na eksploatację przez państwo. Więc w dłuższym terminie Chiny będą traciły wiele z tych przewag, o których mówił Błażej.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Miejmy nadzieję, że spór chińsko-amerykański nigdy nie przerodzi się w otwarty konflikt zbrojny.

Piotr Przedwojski: – Wszyscy sobie tego życzymy.


– A w takiej sytuacji co jest głównym aktywem Stanów Zjednoczonych i Chin?

Piotr Przedwojski: – Wskazałbym na amerykański system polityczny i wolność gospodarczą. Bo ten konflikt ma charakter wojny dwóch cywilizacji. USA to cywilizacja chrześcijańska, zachodnia, oparta o wolność jednostki, a te cechy ewidentnie w skali globalnej wygrywają. Chiny ze swoim konfucjanizmem i hierarchią nie podbiły świata. Pozwolę sobie jeszcze wrócić do słów Błażeja o kontroli społeczeństwa. Moim zdaniem to właśnie jest przyczyną, dla której chińskie społeczeństwo jest mniej produktywne od amerykańskiego. Mniejsza produktywność jest zawsze efektem ubocznym kontroli. Weźmy przykład Jacka Ma, twórcy Alibaby. Pekin uznał, że sprzeciwia się on władzom komunistycznym i zamknął go w areszcie domowym. Ten areszt trwa już wiele miesięcy i to jest jakaś strata dla Chin. A takich Jacków Ma jest z całą pewnością w tym kraju więcej.

Błażej Bogdziewicz: – Czytałem niedawno, że średnia przewidywalna długość życia chińskich miliarderów jest zadziwiająco niska. Generalnie, to już oczywiście ironizując, są to ludzie bardzo słabego zdrowia. Może klimat im nie służy? A teraz już poważnie – uważam, że w czasie konfliktu scentralizowany, hierarchiczny system może być po prostu bardziej efektywny. Jeśli chińskie problemy związane z demografią, krótkim życiem miliarderów…


– Dodajmy jeszcze zwolenników demokracji i niepokornych naukowców…

Błażej Bogdziewicz: – …sprawią, że Państwo Środka nie będzie się tak szybko rozwijało jak dotychczas, to moim zdaniem ryzyko konfrontacji nie będzie, niestety, maleć. Ale oczywiście w Pekinie muszą sobie zdawać sprawę, że jest jakaś granica, że konflikt zbrojny będzie niszczycielski i nikomu nie jest on na rękę. Więc władze Chin na pewno nie chcą przewracać stolika. W najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z ostrym konfliktem na linii Pekin-Waszyngton, ale na szczęście będzie to raczej konflikt poniżej progu wojny.

Piotr Przedwojski: – Jeszcze jedna istotna arena walki, czyli amerykański system finansowy. Dolar jest globalną walutą rezerwową, w której odbywa się większość rozliczeń międzynarodowych i handlowych, ale Pekin od lat robi wiele, aby to zmienić. Nie bez sukcesów. Pamiętajmy, że spośród dużych państw Chiny są jedynym, w którym realne stopy procentowe są dodatnie. To oznacza, że właśnie tam płynie i będzie płynął kapitał. W długim okresie będzie to miało znaczenie.


– Na co więc teraz powinni stawiać inwestorzy? Bo konflikt będzie trwał, nie da się go rozwiązać w ciągu roku lub dwóch, a i dekady może nie wystarczyć.

Błażej Bogdziewicz: – Ten konflikt będzie wymagał inwestycji w kluczowe technologie. To już się dzieje, a jestem pewien, że ten proces będzie się nasilał. Kluczowa będzie produkcja półprzewodników. A ta, przypomnę, jeśli chodzi o najlepsze i najnowocześniejsze półprzewodniki, odbywa się i poza Stanami Zjednoczonymi, i poza Chinami, bo w Tajwanie oraz Korei Południowej.


– Należy więc, Twoim zdaniem, inwestować w spółki technologiczne.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, bo to ona daje przewagę.


– Przejdźmy teraz do Polski, o której dość dawno nie rozmawialiśmy. Rząd przedstawił „Nowy Ład”, czyli program gospodarczy na najbliższe lata. Zachwyciliście się?

Piotr Przedwojski: – Zastanawiałem się, skąd w Polsce tak wysoki poziom nienawiści między zwolennikami PiS i zwolennikami anty-PiS. Moim zdaniem mamy do czynienia nie tylko z konfliktem klasowym. Po jednej stronie są ludzie, którzy po 1989 roku dorobili się i teraz uważają, że u władzy jest partia, która tę ich krwawicę chce zabrać i rozdać „ludowi”, czyli tym, którzy na to nie zasługują, bo się nie dorobili. A PiS tę redystrybucję robi i jak pokazuje „Nowy Ład” będzie robił, bo politycznie na tym korzysta. Nie miejmy więc złudzeń, że dopóki PiS jest u władzy, to coś się w tym względzie zmieni.

Błażej Bogdziewicz: – Moje postrzeganie „Nowego Ładu” dobrze określa tytuł znanego westernu „Dobry, zły i brzydki”. W „Nowym Ładzie” są rzeczy dobre, złe, ale są i brzydkie.


– Zacznij od dobrych.

Błażej Bogdziewicz: – Za dobre uważam wprowadzenie do dyskursu politycznego kwestii ubezpieczeń zdrowotnych. To był do tej pory temat tabu, tymczasem problem nabrzmiał tak, że wymaga pilnego rozwiązania. Uważam, że nie jest dobrze, że wszyscy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą płacą na NFZ składkę w wysokości 370-380 zł, a na dodatek ta składka często obejmuje całą rodzinę. W grupie prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą są różni ludzie, ale niemało jest w niej takich, którzy osiągają naprawdę bardzo wysokie dochody. A teraz spójrzmy na rynek prywatnych usług medycznych. Abonament w sieciach prywatnych usług medycznych kosztuje około 500 zł, co oznacza, że taka jest wycena rynku. Przy czym, to ważne zastrzeżenie, prywatna opieka medyczna nie obejmuje oczywiście takich rzeczy, jak na przykład leczenie onkologiczne, czy operacje kardiologiczne. Coś z tym trzeba zrobić, dlatego uważam, że rozpoczęcie dyskusji na ten temat jest pozytywne.

Natomiast nie podoba mi się w „Nowym Ładzie” zapowiedź faktycznego istotnego podniesienia podatków, w tym dla rodzin o niekoniecznie bardzo wysokich dochodach. Polsce są potrzebne niskie podatki, one sprawdziły się i u nas, i w wielu innych krajach. Oczywiście, w Europie Zachodniej jest wiele krajów, gdzie podatki są wyższe niż u nas, czasem nawet znacząco, ale my jesteśmy na innym etapie rozwoju. Polska potrzebuje akumulacji kapitału. Ironią jest to, że obecnie rządzący obóz nieustannie mówi o polskim kapitale, a działa tak, jakby zależało mu wyłącznie na kapitale zagranicznym.


– Co jest w „Nowym Ładzie” brzydkiego?

Błażej Bogdziewicz: – Zapowiedź tworzenia jakiś nowych ciał, na przykład agencji w służbie zdrowia. Doświadczenie uczy, że biurokratyzowanie procesów nie powoduje zwiększenia efektywności. Raczej przeciwnie.

Piotr Przedwojski: – „Polski Ład” jest strasznie mało ambitny. O ile w tak zwanej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju była za dużo celów rozwojowych, to teraz nie ma ich w ogóle. Brak przede wszystkim jakiegokolwiek odniesienie sią do kwestii zdolności wypłat emerytur. Dziś Gertruda Uścińska, prezes ZUS pochwaliła się, że w czerwcu 2021 roku zwiększyła skalę zobowiązań emerytalnych o bagatela 164 mld zł (sic!). Coroczna rewaloryzacja i maleńka notka w gazecie. To oczywiście nie wchodzi do długu państwa. Dla porównania cały program skupu obligacji NBP, do marca br., to 109 mld zł, a cały europejski fundusz odbudowy to 750 mld euro. Gdzie dyskusja o tym?!


– W „Nowym Ładzie” sporo mówi się o poprawie działania służby zdrowia, budowie mostów, przedszkoli, dróg lokalnych. To są oczywiście rzeczy potrzebne, nawet konieczne, ale czy to wprowadzi Polskę w nową erę? Amerykański Senat przyjął właśnie ustawę o wydatkowaniu w najbliższych latach 250 mld dolarów na badania i rozwój…

Błażej Bogdziewicz: – Jest trochę, wreszcie, o energetyce. To dobrze, bo mamy z energetyką gigantyczny problem. Po pierwsze, musimy osiągnąć neutralność klimatyczną, co oznacza odejście od węgla.


– Rząd mówi o budowie elektrowni atomowych.

Błażej Bogdziewicz: – Budowa energetyki atomowej to program na wiele lat, na wiele kadencji, a jaką mamy gwarancję, że po wyborach nowa władza też będzie optowała za budową elektrowni atomowych? W tej sprawie niezbędne jest porozumienie głównych sił politycznych, a nie słychać, aby rozmowy na ten temat trwały. Ewentualny brak źródeł energii będzie problem gospodarczym, ale również społecznym. Odbije się na polskich firmach, na wzroście gospodarczym, ale może się okazać, że ceny prądu staną się tak wysokie, że wiele osób po prostu nie będzie stać na taki wydatek.

Piotr Przedwojski: – Prąd jako towar luksusowy.


– Bardzo to pesymistyczna wizja!

Błażej Bogdziewicz: – Nie popadajmy w czarnowidztwo, bo jest cały szereg bardzo pozytywnych sygnałów płynących z gospodarki. Przez całe lata w Ringu Caspara narzekaliśmy na brak inwestycji. A teraz okazuje się, odbieram wiele takich sygnałów, że polskie firmy zaczęły wreszcie na dużą skalę inwestować.


– Z „Nowym Ładem” nie ma to nic wspólnego.

Piotr Przedwojski: – Niewiele, to efekt ssania z Niemiec. Warto to podkreślić, bo właśnie minęła trzydziesta rocznica podpisania traktatu polsko-niemieckiego – sukces gospodarczy, który stał się naszym udziałem po 1989 roku zawdzięczamy naszej przedsiębiorczości oraz Niemcom, którzy wykorzystują konstrukcję Strefy Euro dla swoich i naszych celów. Małżeństwo z rozsądku. To jest kapitalny moment w naszej historii. Właśnie poprzez Niemcy zostaliśmy związani z globalnym systemem gospodarczym i bardzo na tym obecnie korzystamy.

Błażej Bogdziewicz: – A do tego mamy dostęp do pracowników ze Wschodu – z Ukrainy, Białorusi, a także Rosji.

Piotr Przedwojski: – Dokładnie. Skalowalność. Wreszcie położenie geograficzne Polski, przez lata uważane za nasze przekleństwo, jest naszym błogosławieństwem.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Trzeba wracać do normalności

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o butelce „kosmicznego” wina za milion dolarów, Pfizerze, który uniknął podatku od sprzedanych szczepionek i rosnącej monopolizacji globalnej gospodarki.

– Na początek mam do Was pytanie o racjonalność wydawania pieniędzy. Media poinformowały, że za butelkę wina „Petrus”, która normalnie kosztuje około 10 tysięcy dolarów, trzeba zapłacić 1 milion dolarów, jeśli tylko ta butelka odbyła lot w kosmos na pokładzie jednej z rakiet Elona Muska. Ludzie są w stanie wydać na głupstwa każde pieniądze?

Błażej Bogdziewicz: – Znam dziwniejsze przykłady, choćby rozszerzającą się cały czas sprzedaż, często za bardzo wysokie kwoty, tzw. unikalnych wirtualnych tokenów, które mogą być np. twittami, animacjami bądź cyfrowymi obrazkami. Staram się zrozumieć wiele rzeczy, ale w wypadku niektórych spraw się poddaję. Nie wiem, nie rozumiem i mówiąc półżartem nawet nie jestem pewien, czy chciałbym zrozumieć. Ludzie wydają pieniądze na najdziwniejsze rzeczy kierując się bardzo różnymi pobudkami i to się często wymyka racjonalnemu myśleniu. Jeśli wydawane na takie cele pieniądze należą do nich, to ich sprawa, ja staram się koncentrować na kwestiach, gdzie analiza jest możliwa, czyli tych, które poddają się racjonalnemu myśleniu.

Piotr Przedwojski: – Ludzie zawsze byli w stanie przepłacać za różne rzeczy. Tak jest również teraz i tak będzie w przyszłości. Pytanie, czy ktoś to wino wystawione za milion dolarów kupi.


– Naukowcy z uniwersytetu w Kopenhadze zbadali wpływ niskich stóp procentowych na finanse obywateli. Wyszło im, że obniżenie stopy procentowej o 1 punkt procentowy w ciągu dwóch lat zwiększa łączny dochód pozostający w dyspozycji 1% najbogatszych ludzi na świecie o około 3,5%. A o 2% obniża dochód tych o najmniejszych dochodach. Dlaczego tak się dzieje?

Błażej Bogdziewicz: – Niskie stopy procentowe wpływają pozytywnie na wycenę akcji i nieruchomości, a te wszędzie na świecie są w posiadaniu przede wszystkim najbogatszych. Dla biedniejszych korzyści z niskich stóp procentowych są znacznie mniejsze i mogą wynikać raczej tylko z obniżenia raty kredytu. Ta korzyść nie jest rzecz jasna na tyle duża, aby dało się ją porównać z korzyścią wynikającą ze wzrostu cen akcji i nieruchomości. Gdy spojrzeć na ostatni rok, to mieliśmy do czynienia z takim właśnie zjawiskiem.

Piotr Przedwojski: – Masz rację, ale to odpowiedź na pierwszą część pytania. Z drugą, dotyczącą tego, dlaczego obniża się dochód biedniejszej części ludzi, jest pewien kłopot, bo nie wiemy dokładnie, co duńscy naukowcy badali. Mam wrażenie, że pomylili przyczynę ze skutkiem. Stopy z reguły są obniżane wówczas, gdy spada wzrost gospodarczy, a na spadku wzrostu gospodarczego najbardziej cierpią najbiedniejsi.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, gdy wzrost gospodarczy spada, to często spadają również płace, a przede wszystkim wzrasta bezrobocie, a to rzecz jasna uderza w biedniejsze warstwy społeczeństwa. Przy czym ten spadek płac nie musi być wcale wynikiem niższych stóp procentowych, ale na przykład gorszej koniunktury. Korelacja nie jest jeszcze związkiem przyczynowo-skutkowym.


– Według dość zgodnej opinii, na pandemii koronawirusa najbardziej straciła klasa średnia, o jej postępującej pauperyzacji mówi się zresztą od dłuższego czasu. A to właśnie ta grupa społeczna jest kotwicą demokracji i wolnego rynku.

Piotr Przedwojski: – Poświęciłem ostatnio trochę czasu na szukanie danych ilustrujących tę opinię i nie mogę się w tej dziedzinie poszczycić sukcesami. Tych danych po prostu nie znalazłem. Po pierwsze, pojęcie klasy średniej jest bardzo nieostre, bardzo różne w różnych krajach, bo co innego to pojęcie znaczy w Stanach Zjednoczonych, co innego w Chinach i co innego w Europie. Jest natomiast niezaprzeczalnym faktem, że wzrasta poziom nierówności między najbogatszymi i najbiedniejszymi. Ten poziom wrócił do tego z przełomu wieków, gdy był bardzo wysoki.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda, że zdefiniowanie klasy średniej w skali globalnej nie jest łatwe, bo w poszczególnych krajach i regionach wygląda to różnie. Uznajmy na potrzeby tej rozmowy, że pod tym pojęciem kryją się ludzie, którzy mają jakiś majątek, niekoniecznie wielki, ale już coś w swoim życiu wypracowali, są właścicielami jakichś biznesów, stosunkowo dobrze zarabiają. I chyba rzeczywiście jest tak, że klasa średnia znajduje się obecnie pod presją i staje się to coraz większym problemem, bo rzeczywiście ona jest fundamentem demokracji. Ludzie zaliczani do klasy średniej trochę inaczej patrzą na świat, z reguły są bardziej zaangażowani w życie publiczne, bardziej odpowiedzialni. Mają coś do stracenia i dlatego są w życiu publicznym ostrożniejsi. Teraz tracą. Przecież pandemia wyeliminowała z rynku wiele firm, choćby gastronomicznych, a ich właściciele stracili dorobek całego życia. Ale nie tylko pandemia jest przyczyną tego zjawiska. Weźmy przykład Stanów Zjednoczonych i Europy, gdzie przez długi czas do klasy średniej zaliczała się też część najlepiej zarabiających robotników, specjalistów w swoich dziedzinach. Globalizacja i zmiany w strukturze gospodarczej, które ona za sobą pociągnęła spowodowały, że bardzo wiele fabryk zostało przeniesionych z USA i Europy do Chin i innych państw azjatyckich. Owszem, dzięki temu w Chinach możemy mówić o powstaniu klasy średniej, ale jednocześnie została ograniczona jej liczebność w świecie zachodnim. Bardzo wątpię, aby te fabryki, mimo wysiłku niektórych polityków, wróciły do Stanów Zjednoczonych lub na Stary Kontynent.

Kolejna sprawa to rosnąca ilość regulacji. Tu w ostatnich latach mamy wzrost, którego nie waham się nazwać dramatycznym. To odbija się przede wszystkim na małym i średnim biznesie, bo małym i średnim firmom bardzo trudno sobie z tymi regulacjami poradzić. W efekcie coraz większa część biznesu trafia do dużych koncernów, które mają dość siły, dość zasobów i ludzkich, i organizacyjnych, aby zaadoptować się do tego coraz bardziej uregulowanego rynku. Moim zdaniem ponad miarę uregulowanego. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie warto zakładać własnego biznesu, nowe firmy przecież cały czas powstają i często osiągają spektakularne sukcesy, ale wydaje się, że staje się to trudniejsze niż wcześniej. Powtórzę więc, że klasa średnia jest dzisiaj pod presją i to nie jest dobre dla demokracji, bo coraz więcej do powiedzenia, jeśli chodzi o życie gospodarcze, a w konsekwencji również polityczne, mają wielkie koncerny. To nie służy demokracji. Duża część tej zmiany jest zresztą wynikiem zmian technologicznych, więc trudno sobie wyobrazić, jak można ten proces odwrócić, a choćby zahamować.

Piotr Przedwojski: – Mnie się wydaje, że teza o upadku klasy średniej jest jakąś mantrą, którą co jakiś czas powtarzają publicyści, a za nimi niestety również politycy. Ale tej mantry nie da się udowodnić, bo nie ma żadnych twardych dowodów w postaci wyników badań prowadzonych w skali globalnej. Oczywiście, to zjawisko da się udowodnić w skali jakiegoś kraju, ale nie całego świata. A jeśli tak, to teza o upadku klasy średniej jest nieprawdziwa. Natomiast zgadzam się z Błażejem, że wszędzie następuje koncentracja bogactwa w rękach najbogatszych obywateli świata, owego 1 procenta najbardziej zamożnych. To się zresztą dzieje nie tylko na poziomie obywateli, ale również podmiotów gospodarczych. Nie uważam jednak, że należy bić na alarm, w tym sensie, że świat się zaraz skończy, demokracja się skończy. Zamiast bicia w tarabany trzeba podjąć pilne prace nad stworzeniem regulacji antymonopolowych. Bo bez wątpienia duża część gospodarki światowej została opanowana przez monopole i oligopole, czego wcześniej nie było. Z tym rzeczywiście trzeba walczyć. Generalna uwaga odnośnie do rozłożenia bogactwa w społeczeństwach jest zgodna z zasadą Pareta, inaczej nazywana zasadą Mateuszową, czyli „kto ma, temu będzie dodane, a kto nie ma, temu będzie zabrane nawet to, co ma”. Rozkład Pareta jest często spotykany w naturze (dotyczy na przykład popytu na ścieżki muzyczne w serwisach streamingowych, udziału wielkości miast do wkładu do PKB danego kraju itp.).

Nazwa wzięła się do nazwiska włoskiego ekonomisty, Vilfreda Pareta, który badał rozkład bogactwa na przestrzeni dziejów w różnych krajach i doszedł do wniosku, że zawsze i wszędzie w dłuższym okresie rozkład bogactwa stabilizował się na poziomie zgodnym z rozkładem, który otrzymał jego nazwę. Najprostsza definicja jest taka, że za połowę wystąpień odpowiada liczba, która jest pierwiastkiem kwadratowym z wielkości populacji. Przykładowo, jeśli w firmie pracuje sto osób, to za połowę produktywności odpowiada dziesięć osób (czyli pierwiastek kwadratowy ze stu). Ta reguła jest też znana jako 80-20, czyli 20% ludzi odpowiada za 80% wyników – co można łatwo wyliczyć kontynuując tę zasadę. Zatem wydaje się, że nierówności majątkowe muszą istnieć. Co więcej, te nierówności majątkowe zgodne z tym rozkładem są po prostu prawem przyrody. Przykłady historyczne (komunizm w szczególności) wyraźnie wskazują, że można walczyć z tym prawem używając ogromnej ilości przemocy, ale efektem tego jest to, że system staje się nieefektywny. Komunizm upadł nie dlatego, że był zbrodniczy, tylko dlatego, że był nieefektywny, bo prowadził do biedy wszystkich. Wracając na polski grunt, ostatnio widziałem szacunek Eurostatu, że łączne bogactwo Polaków przekroczyło 2,5 bln zł, czyli 2500 mld zł. Byłem ciekawy, czy zasada Pareta też u nas działa i przeliczyłem zgodnie z tym rozkładem liczbę osób w przedziałach majątkowych. Bo według tej zasady w Polsce powinno być dwadzieścia osób z majątkiem ponad 5mld dolarów. Porównałem to z badaniem KPMG z 2017 roku, który podawał, ile osób w Polsce jest w poszczególnych przedziałach majątkowych. Dane prawie się pokrywają! Reasumując – walczmy z monopolami i pozwólmy działać prawom przyrody, aby maksymalizować wzrost gospodarczy!

Błażej Bogdziewicz: – Dla mnie najciekawszą częścią klasy średniej są drobni i średni przedsiębiorcy. I upieram się, że w wielu krajach poprzez regulacje oraz system podatkowy oni znajdują się pod coraz większą presją.

Piotr Przedwojski: – Zgoda.

Błażej Bogdziewicz: – Duże firmy po prostu unikają płacenia podatków. Weźmy ostatni głośny przykład. Pfizer nie zapłacił podatków od zysku ze sprzedaży w Europie szczepionek, bo wykazał te zyski w Luksemburgu czy Holandii. W Europie są trzy kraje, które „jadą na gapę”, poza dwoma już wymienionymi jest to jeszcze Irlandia i koncern skorzystał z tej furtki. Dlaczego? Bo mógł. Natomiast mała czy nawet średniej wielkości firma nie ma takich możliwości. Nie wiem, dlaczego taki proceder jest tolerowany, bo w ten sposób budżety tracą gigantyczne pieniądze. A w kontekście, w którym rozmawiamy, najważniejsze jest to, że reguły gry są po prostu nierówne i uderzają w mały oraz średni biznes.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Skoro już jesteśmy przy Pfizerze. W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad zdjęciem patentów na szczepionki przeciw COViD-19, tak, aby można ten specyfik produkować również w innych fabrykach farmaceutycznych. To dobry pomysł?

Błażej Bogdziewicz: – Bardzo ryzykowny. Jeśli nie będzie ochrony wartości intelektualnej, to cały sektor technologiczny można właściwie rozgonić. Co w przyszłości? Nowych leków po prostu nie będzie. Przecież gdyby nie prywatne spółki, nie mielibyśmy dzisiaj szczepionek, a w każdym razie nie mielibyśmy ich tak szybko i tak skutecznych. Przecież te szczepionki powstały, bo ludzie zaryzykowali swoimi pieniędzmi, bo poświęcili na ich wynalezienie swoje życie zawodowe i robili to również, z pewnością nie tylko, ale również, z nadzieją na finansową gratyfikację.


– Możemy wiele mówić o szczytnych ideach, ale człowiek nie wymyślił skuteczniejszego motywatora niż pieniądze.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie. Dlatego wydaje mi się, że zniesienie ochrony własności intelektualnej jest pomysłem niezwykle ryzykownym.

Piotr Przedwojski: – Powiedziałbym, że to pomysł skrajnie niebezpieczny i skrajnie nieodpowiedzialny. Jego realizacja spowoduje, że spadnie motywacja do tworzenia kolejnych leków. Wydaje mi się na szczęście, że przekazanie technologii produkcji szczepionek na COViD-19 jest bardzo trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, a w każdym razie niemożliwe do szybkiej realizacji. To nie jest tak, że ktoś dostaje jakąś „receptę” i na jej podstawie może natychmiast uruchomić produkcję i szczepić ludzi. Z pewnością zresztą spółki, które są właścicielami tej technologii, będą robiły wszystko, aby ich nie przekazać. I dobrze!

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście jestem za tym, a sądzę, że Piotr również, aby pomagać krajom, które nie potrafią uporać się z problemem szczepień. Ale czy to oznacza konieczność zniesienia ochrony wartości intelektualnej? Wystarczy kupić szczepionki od ich producentów i przekazać do wskazanych adresatów. To prostsze i szybsze rozwiązanie.


– Na koniec o inflacji. W kwietniu wyniosła ona w Polsce 4,3%, a w maju już 5,1%. Czy to już niebezpieczne? Bo przypomnę, że w 1990 roku inflacja w naszym kraju przekroczyła 581%…

Piotr Przedwojski: – I fajnie z nią nie było.


– Oj nie, było bardzo niefajnie.

Błażej Bogdziewicz: – Polska ma dobre wyniki gospodarcze, nadwyżka na rachunku obrotów bieżących jest wysoka, mamy duże rezerwy walutowe. To są atuty i gdy zaczniemy wychodzić z pandemii, co już właściwie się dzieje, zmiana polityki monetarnej będzie moim zdaniem konieczna. Także dlatego, że biorąc pod uwagę wydajność Polaków płace są u nas dzisiaj zbyt niskie. Zarabiamy zbyt mało, a firmy mają sporo pieniędzy, o czym świadczy właśnie nadwyżka na rachunku obrotów bieżących i są w stanie znieść nieco wyższe obciążenia. Wydaje się, że podniesienie stóp procentowych mogłoby także trochę wpłynąć na umocnienie złotówki, co też powinno być korzystne. Trzeba powoli wracać do normalności, także w polityce monetarnej. Jeszcze jeden argument za podniesieniem stóp procentowych – jeśli banki podniosą oprocentowanie, to być może Polacy zaczną racjonalniej inwestować. Bo obawiam się, że rynek nieruchomości niebezpiecznie zbliża się do bańki.

Piotr Przedwojski: – Inflacja rośnie wszędzie, nie tylko w Polsce, ale my mamy wysoki wzrost gospodarczy, jeden z najwyższych w Unii Europejskiej, oraz najniższe w Unii bezrobocie. Więc jeśli ktoś ma się w Europie wziąć za podnoszenie stóp procentowych, to nie kto inny, tylko właśnie my.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Megatrendy

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o konsekwencjach wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi i Chinami dla właściciela warzywniaka w Pcimiu.

– Zapowiada się giełdowy debiut amerykańskiej spółki Impossible Foods, która wytwarza substytuty produktów mięsnych. Impossible Foods współpracuje między innymi z Burger Kingiem, a swoje produkty sprzedaje w 20 tysiącach miejsc. Kupilibyście akcje takiej spółki?

Błażej Bogdziewicz: – Od pewnego czasu przyglądamy się takim spółkom, zresztą jedna, o podobnym profilu działalności jak wspomniana przez Ciebie Impossible Foods, jest już notowana na amerykańskiej giełdzie. Poza tym wiele spółek spożywczych, choćby Nestle, też pracuje nad rozwojem produktów „mięsopodobnych” pochodzenia roślinnego, które – nawiasem mówiąc – niektórzy nazywają „fake meat”. Ten biznes od jakiegoś czasu cieszy się zainteresowaniem inwestorów, ale póki co spożycie, a co za tym idzie produkcja wyrobów „mięsopodobnych” jest na razie na świecie niewielka. W mojej ocenie to nisza, która ma wprawdzie szansę na rozwój, ale jednak długo jeszcze pozostanie tylko niszą.

Piotr Przedwojski: – Niedawno rozmawiałeś z jedną z takich spółek. Jak to wygląda pod względem kosztów?

Błażej Bogdziewicz: – Nie przytoczę teraz szczegółów, ale te produkty są istotnie droższe niż mięso. To wynika między innymi z tego, że do produkcji wyrobów „mięsopodobnych” pochodzenia roślinnego używa się dość zaawansowanych technologii biologicznych. Przewiduje się, że w niedalekim czasie wzrośnie ilość mięsa produkowanego w laboratoriach, co ma spowodować spadek tradycyjnej produkcji zwierzęcej. Sama technologia już jest, ale na razie produkcja mięsa w laboratoriach też jest bardzo droga.


– Skoro już jesteśmy przy Stanach Zjednoczonych. Jak oceniacie założenia planu Bidena? Ile to właściwie ma kosztować?

Błażej Bogdziewicz: – To kluczowe pytanie, bo padają różne liczby. Mówiło się, że plan rozbudowy amerykańskiej infrastruktury miał kosztować 2 biliony dolarów, ale gdy bliżej się temu przyjrzeć, to okazuje się, że w tym planie jest ukrytych wiele wydatków socjalnych, między innymi na budowę przedszkoli oraz domów starców. Klasyczną infrastrukturą nie sposób tego nazwać. Można się spodziewać, że na rozbudowę infrastruktury zostanie przeznaczona mniej więcej połowa z owych 2 bilionów dolarów.

Piotr Przedwojski: – Trudno to nazwać inwestycjami w przyszłość.

Błażej Bogdziewicz: – Bez wątpienia te wydatki „podkręcą” w tym roku wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych, pewnie będą też korzystnie działały w pierwszej połowie przyszłego roku. Natomiast później? Trudno na razie wyrokować, nie znamy szczegółów. Po ujawnieniu pierwszych założeń nabrałem dystansu do tego, co robi administracja Bidena, bo może się okazać, że ten scenariusz ma charakter inflacyjny. Wydatki socjalne trzeba będzie utrzymać, bo inaczej Biden będzie miał do czynienia z gwałtownym wzrostem niezadowolenia społecznego. A utrzymanie wydatków oznacza podniesienie podatków. Druga sprawa to potraktowanie po macoszemu przez nową administrację wydatków zbrojeniowych. Czy w obecnej sytuacji międzynarodowej największego wzrostu napięcia od początku lat osiemdziesiątych oszczędzanie na budżecie Pentagonu jest właściwe? Moim zdaniem to ryzykowny krok.

Tym bardziej ryzykowny, że Chiny cały czas intensywnie rozbudowują swoje siły zbrojne i kładą duży nacisk na technologie militarne. Z Rosją zamierzają stworzyć bazę na Księżycu, co oficjalnie jest oczywiście projektem naukowym, ale nie mam wątpliwości, że tak naprawdę jest projektem militarnym. A przestrzeń kosmiczna staje się kluczowa w zmaganiach wojskowych. Co będzie, gdy Chiny posiądą możliwość zestrzeliwania satelitów? Przecież od satelitów zależy dzisiaj funkcjonowanie świata i kto pierwszy będzie dysponował technologią ich zniszczenia, ten zyska gigantyczną przewagę. Wydaje się, że Pekin dzisiaj mocno na to stawia, a nie jestem pewien, czy Waszyngton na te wyzwania odpowiada.

Piotr Przedwojski: – Spodziewaliśmy się, mówiliśmy o tym w poprzednich Ringach Caspara, że administracja Bidena podniesie podatki. I to się dzieje, choć na razie to są tylko zapowiedzi, więc jeszcze tak do końca nie wiadomo, jaki będzie finał. Warto pamiętać, że Partia Demokratyczna dysponuje w Senacie przewagą zaledwie jednego głosu, a już wiadomo, że jeden z demokratycznych senatorów waha się, czy poprze projekt Białego Domu. Niebezpieczne jest to, że w planie Bidena jest sporo „kiełbasy wyborczej”, a poziom wydatków na inwestycje rozwojowe, nastawione na przyszłość, jest mniejszy niż się spodziewałem i niż zapowiadano. Zastanawiające, że rząd amerykański uznał, że będzie podejmował lepsze, bardziej racjonalne decyzje niż biznes na taką skalę.


– Och, Piotrze, w wielu krajach rządy doszły do tego wniosku. W Polsce też.

Piotr Przedwojski: – Po raz pierwszy od czasów Lyndona Johnsona amerykańskie społeczeństwo dało władzę politykom wdrażającym centralne planowanie na taką skalę.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Przejdźmy teraz do Chin. Alibaba, jeden z największych tamtejszych koncernów, musi zapłacić 2,75 mld dolarów kary za praktyki monopolistyczne. Alibaba podobno karała sprzedawców, którzy handlowali swoim towarem nie tylko na jej platformie, ale również u konkurencji. Czy nie wzrusza Was ta troska Pekinu o demonopolizację chińskiej gospodarki?

Błażej Bogdziewicz: – Nie można wykluczyć, że Alibaba wykorzystywała swoją pozycję monopolistyczną, bo giganci technologiczni, nie tylko chińscy, mają do tego predyspozycje i możliwości. Na pewno jednak w tej rozgrywce chodzi również o władzę. Moim zdaniem przypadek Jacka Ma, szefa Alibaby, jest tego dowodem. Przypomnę, że z krótką przerwą od kilku miesięcy Jack Ma „praktykuje kaligrafię”, co jest eufemizmem oznaczającym areszt domowy. Chińska Partia Komunistyczna wykorzystuje Alibabę, aby pokazać, kto rządzi, kto dyktuje warunki. Wiadomo, że chińscy komuniści jak nikt inny na świecie wiedzą, jak się prowadzi biznes i chiński biznes ma się słuchać, a nie wysforowywać się ponad władze. Warto tylko dodać, że po ogłoszeniu kary w wysokości 2,75 mld dolarów notowania spółki wzrosły, co oznacza, że rynek najpewniej spodziewał się bardziej dotkliwego uderzenia. Dla porządku dodam, że roczne obroty handlowe na platformie Alibaby sięgają 1 biliona dolarów.

Piotr Przedwojski: – Alibaba jest często porównywana z Amazonem, ale to podobieństwo jest bardzo powierzchowne. To raczej coś w rodzaju połączonego Amazona, Google’a oraz Apple’a. O tym, że jesteśmy świadkami jakiejś rozgrywki o władzę, świadczy fakt, że prezes Tencenta złożył niedawno publiczną samokrytykę, a szef Pinduoduo podał się do dymisji. Najwyraźniej Chińska Partia Komunistyczna doszła do wniosku, że technologiczni giganci stali się zbyt gigantyczni i na nowo próbuje uregulować ich status.


– Fabryka Volkswagena w podpoznańskiej Wrześni została zmuszona do zawieszenia produkcji, bo zabrakło jej półprzewodników. W ostatnich tygodniach takich przykładów było więcej. Dlaczego akurat w tej branży podaż nie nadąża za popytem?

Błażej Bogdziewicz: – Z produkcją półprzewodników jest dzisiaj olbrzymi problem i właściwie nie bardzo widać wyjście z sytuacji. Zapotrzebowanie na półprzewodniki gwałtownie na świecie rośnie, bo one są używane w coraz większej liczbie urządzeń. Tak wielkiej, że mam wrażenie, że za chwilę zostaną w nie wyposażane nawet puszki z piwem. Początkowo to były przede wszystkim komputery, później doszły telefony komórkowe, a teraz, w związku z postępującą automatyzacją, lista urządzeń, które nie mogą bez półprzewodników funkcjonować, jest właściwie nieskończona i cały czas rośnie.

Piotr Przedwojski: – Półprzewodniki są niezbędne do sterowania, a ono jest coraz bardziej wszechobecne.

Błażej Bogdziewicz: – Staliśmy się ofiarą postępu i od półprzewodników nie uciekniemy. Co więcej, potrzebne są coraz nowocześniejsze, coraz bardziej skomplikowane i ich produkcja także staje się coraz bardziej skomplikowana. Efekt? Dzisiaj jest na świecie zaledwie kilku, całkiem dosłownie kilku, producentów najnowocześniejszych półprzewodników i oni nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania.

Piotr Przedwojski: – Tych producentów można policzyć na palcach jednej ręki.

Błażej Bogdziewicz: – Absolutnym, niekwestionowanym liderem jest spółka Taiwan Semiconductor Manufacturing, która ma najnowocześniejszą na świecie fabrykę półprzewodników, zlokalizowaną rzecz jasna na Tajwanie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że najnowocześniejsza ze wszystkich fabryk funkcjonujących dzisiaj na świecie znajduje się właśnie na Tajwanie. Jakiś czas temu Amerykanie wymogli na Taiwan Semiconductor Manufacturing budowę fabryki w Stanach Zjednoczonych, ale z oczywistych względów najnowocześniejsza jest zlokalizowana właśnie na Tajwanie.


– Te „oczywiste względy” to rzecz jasna obrona Tajwanu, na który od dziesiątków lat ostrzą sobie zęby Chińczycy. Chodzi o to, aby USA miały interes w obronie Tajwanu przed „chińskim smokiem”.

Błażej Bogdziewicz: – A mają, bo od tej jednej fabryki w ogromnym stopniu zależy dzisiaj funkcjonowanie całego świata.

Piotr Przedwojski: – Jest jeszcze gorzej! Drugim pod względem nowoczesności producentem półprzewodników jest Samsung. Jego fabryki są zlokalizowane w Korei Południowej, w zasięgu strzałów artylerii północnokoreańskiej. Tu też o lokalizacji fabryki zdecydowały „oczywiste względy”.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, pierwszy jest Tajwan, drugi Samsung, który zresztą w ostatnich kilku latach poczynił bardzo znaczne postępy, ale nadal nie dorównuje Taiwan Semiconductor Manufacturing. Kolejny jest amerykański Intel. Ta firma z różnych powodów popadła w duże problemy i dzisiaj nie jest w stanie konkurować z liderami. To może się zmienić, bo administracja Bidena prawdopodobnie da Intelowi duży zastrzyk finansowy, co zresztą jest prawdopodobnie niezgodne z przepisami WTO, ale tym nikt się nie będzie przejmował, bo chodzi o bezpieczeństwo narodowe. Te pieniądze mają pozwolić Intelowi unowocześnić produkcję, ale wcale nie jestem pewien, czy im się to uda. Później są Chińczycy, których opóźnienie w produkcji półprzewodników szacuje się na ponad dziesięć lat.

Piotr Przedwojski: – Aby dopełnić obrazu tej branży dodam, że na świecie jest jeden lider produkujący maszyny do litografii, na których wytwarza się najnowocześniejsze, najbardziej zaawansowane półprzewodniki.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, to holenderska spółka ASML, przed wielu laty wyłoniona z Philipsa. Ta spółka jest w praktyce globalnym monopolistą.

Piotr Przedwojski: – Zwróćmy uwagę, że trzy lata temu Donald Trump rozpoczął wojnę, a ona szybko przerodziła się w wojnę technologiczną. W tej wojnie Stany Zjednoczone mają nad Chinami kilkuletnią przewagę i Chiny w najbliższym czasie tego nie zmienią. Ta branża, która jeszcze niedawno była wyjątkowo globalna i tym samym efektywna, teraz przerąbała się na połowy. Zaczęło się dość niewinnie, od nałożenia przez Waszyngton sankcji na dostawy najnowocześniejszych półprzewodników dla ZTE (jednej z chińskich spółek), czego świat niemal nie zauważył.

Ale później przyszedł czas na Huawei, technologicznego kolosa, który kupował bardzo duże ilości półprzewodników. Gdy Huawei nie mógł kupować, globalni producenci postanowili obciąć plany inwestycyjne na wszelki wypadek i różnica między podażą a popytem zaczęła rosnąć. Innymi słowy wydaje się, że producenci ograniczyli inwestycje, do tego doszła pandemia z późniejszym nieoczekiwanym odbiciem popytu i dlatego teraz na świecie brakuje mocy produkcyjnych. Myślę jednak, że prapoczątkiem był nagły, nieoczekiwany wpływ wojny technologicznej, który podniósł ryzyko inwestowania w półprzewodniki. Dopiero teraz to się zmienia, jak widać w przypadku Intela i Chin z dużą pomocą państwową.

Błażej Bogdziewicz: – Niedawno rozmawiałem z przedstawicielem japońskiej firmy produkującej materiały wykorzystywane do produkcji półprzewodników. Firma jest w bardzo dobrej kondycji, z powodzeniem mogłaby zainwestować w rozwój, ale wyraźnie dało się wyczuć, że mój rozmówca podchodzi do tego ostrożnie. Boi się, że będą dalsze sankcje, a popyt globalny może rosnąć wolniej niż najbardziej optymistyczne prognozy i wówczas inwestycja w rozwój produkcji mogłaby zakończyć się stratami. Tymczasem istotnie większe inwestycje są konieczne nie tylko w przypadku producentów półprzewodników, ale także ich dostawców. Jednym z problemów, które można już dostrzec są zbyt niskie moce produkcyjne firm zajmujących się wytwarzaniem płytek krzemowych, które są podstawowym materiałem do produkcji półprzewodników. Tutaj też jest tylko kilku producentów.


– Zaczęliśmy od wstrzymania produkcji w fabryce we Wrześni, małym miasteczku w środku Wielkopolski…

Piotr Przedwojski: – Otóż to! Ta fabryka, jak dziesiątki innych, stała się ofiarą wojny handlowej między dwoma potężnymi mocarstwami. Więcej, stała się ofiarą globalnych zmian wynikających ze wzrostu znaczenia Chin.


– W konsekwencji ofiarą tych procesów będzie właściciel warzywniaka w Pcimiu, który planował zakup dostawczaka z Wrześni, teraz nieosiągalnego. To zaskakujące, ile współczesna, bardzo zglobalizowana gospodarka ma „wąskich gardeł”. Półprzewodniki, zablokowany Kanał Sueski, braki kontenerów… Wrócimy do tego.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Megatrendy

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o megatrendach i ich wpływie na rynek kapitałowy, sztucznej inteligencji, rozwoju genetyki, starciu państw z technologicznymi gigantami.

– „Megatrendy” to pojęcie, które w ostatnim czasie robi zawrotną karierę na rynku inwestycyjnym. Jak Wy to pojęcie definiujecie?

Błażej Bogdziewicz: – Rozumiem to jako strukturalne zmiany obejmujące gospodarkę i społeczeństwo w sposobie wytwarzania różnego rodzaju dóbr. Nie chwilowa moda, która często pojawia się na rynku inwestycyjnym, ale trwałe zmiany wynikające najczęściej ze zdobyczy nauki.

Piotr Przedwojski: – Dorzucę jeszcze dwa, moim zdaniem niezbędne warunki. Pierwszym jest to, że dotykają one wszystkich lub niemal wszystkich. Drugi – są długotrwałe, liczone nie w latach, ale dekadach.


– W 2018 roku, a więc zupełnie niedawno, Deloitte, zdefiniował następujące megatrendy: przemysł 4.0, obieg zamknięty w gospodarce, zrównoważone finanse i inwestowanie z myślą o wpływie na środowisko, rynek pracy i wreszcie elektromobilność. Zgadzacie się z tą specyfikacją?

Błażej Bogdziewicz: – Widzę przynajmniej dwa megatrendy, które wydają mi się znacznie ważniejsze od tych podanych przez Deloitte. Po pierwsze, rozwój sztucznej inteligencji, co ma i będzie miało w przyszłości znacznie większe znaczenie i wpływ na nasze życie niż wszystkie przez Ciebie wymienione. Po drugie, postęp w genetyce. Nie znaczy to, że lekceważę na przykład punkt o inwestowaniu z myślą o środowisku, to na pewno istotna rzecz, ale strukturalna zmiana będzie wynikała z czegoś innego.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem, sztuczna inteligencja jest fragmentem jeszcze większej zmiany. Zauważmy, że coraz więcej rzeczy, coraz większa część naszego życia, przenosi się do Internetu, a to coś więcej niż sztuczna inteligencja, bo to jest przetwarzanie rozproszone, ciągle rosnąca moc obliczeniowa i pamięć. Ludzie generują coraz więcej informacji i dzięki temu okazało się, że narzędzia, które istniały już od jakiegoś czasu, na przykład sieci neuronowe, mogą działać coraz bardziej skutecznie. Te informacje można przetwarzać. Mam wrażenie, że coraz więcej ludzkiej działalności przenosi się z fizycznej obecności w jakimś kraju do cyberprzestrzeni, gdzie nie ma żadnych granic.

To jest, póki co, Dziki Zachód z bardzo luźnymi regułami i wymaga regulacji, ale na razie chyba nikt nie ma pojęcia, w jakim kierunku te regulacje powinny pójść. Jestem jednak przekonany, że świat stoi przed tym problemem i staje się on coraz pilniejszy. Na razie to zostawię, bo do dwóch megatrendów wymienionych przez Błażeja chciałbym jeszcze dodać demografię. Ona jest coraz gorsza i to jest trend stabilny od kilku dekad, który będzie się jeszcze nasilał. Naukowcy twierdzą, że za dziesięć lat jedna trzecia par będzie potrzebowała pomocy, aby spłodzić dziecko. Co gorsza nikt nie umie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego u coraz większej liczby mężczyzn spada płodność. Oczywiście, i tu do pewnego stopnia zgadzam się z Deloittem, istotnym megatrendem będzie też wpływ człowieka na planetę. Nie chcę jednak tego rozwijać, bo ten problem został skrajnie spolityzowany.


– Już tylko z tego co mówicie – gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, rozwój genetyki, zła i pogarszająca się sytuacja demograficzna – wynika, że świat stoi przed wielką zmianą, z pewnością większą niż osiemnastowieczna rewolucja przemysłowa. Kto na tym wygra?

Błażej Bogdziewicz: – Dobrze, że wspomniałeś o rewolucji przemysłowej, która rozpoczęła się od wynalezienia maszyny parowej. Dobrze, bo to nam unaocznia, jak bardzo postęp techniczny przyspiesza. Weźmy pod uwagę wskaźnik długości życia, który może nie jest doskonały, ale jest jedną z miar postępu. James Watt skonstruował maszynę parową w 1763 roku, co dość szybko zrewolucjonizowało świat, ale aż do drugiej połowy XIX wieku średnia długość życia praktycznie nie rosła, oscylowała wokół 30-40 lat. Zaczęło się to zmieniać dopiero po około stu latach od wynalezienia maszyny parowej.

Teraz długość życia rośnie dramatycznie szybko i to jest prosta ilustracja wielkiej zmiany. A będzie rosła coraz szybciej, bo upowszechniają się terapie genowe, dzięki którym będziemy w stanie wyleczyć wiele chorób dzisiaj uznawanych za nieuleczalne. Wielkie możliwości otwierają się też przed syntetyczną biologią, co oznacza między innymi, że będziemy mogli zastąpić tradycyjne nawozy bakteriami, które pomogą roślinom pozyskiwać azot z powietrza. To nie jest jakaś odległa przyszłość, to już się dzieje. Kolejna rzecz to znacznie szybsze adoptowanie postępu w jednej dziedzinie przez inne gałęzie. Może najbardziej spektakularnym tego przykładem jest połączenie sztucznej inteligencji i medycyny, w tym również genetyki. A dzisiaj jesteśmy dopiero na początku wielkiej zmiany. Rozwój sztucznej inteligencji zawdzięczamy procesorom, których dziesięć lat temu jeszcze nie było. Podobnie jest z oprogramowaniem.

Piotr Przedwojski: – I danymi.

Błażej Bogdziewicz: – Naturalnie, ale one są. Jak daleko na tym wózku zajedziemy nie wiem, ale wiem, że to dopiero początek drogi. I że będziemy ją pokonywali szybciej niż kiedykolwiek w przeszłości.

Piotr Przedwojski: – Będę się upierał przy danych. Procesory i software to tylko narzędzia. One oczywiście są ważne i oczywiście będą coraz lepsze. Ale kluczem do sukcesu jest gigantyczna ilość danych, których wcześniej nie było, a które teraz ludzkość zaczęła produkować na wielką skalę. I te dane są tanie, przynajmniej jak dotąd, jest ich coraz więcej i dzięki temu szukające ich algorytmy muszą być coraz lepsze.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Na jakimś etapie tej rewolucji, my się „odpaństwowimy”. Państwa zaczną zanikać, bo staną się zbędne.

Piotr Przedwojski: – Przywołam definicję Francisa Fukuyamy, który powiedział, że państwo to organizacja, która posiada monopol na przemoc na określonym terytorium. Mogę sobie wyobrazić państwo, które ma monopol na przemoc w cyberprzestrzeni, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne. Jesteśmy na takim etapie rozwoju technologii, ten rozwój jest tak szybki, a płynące z niego korzyści tak wielkie, że żadne państwo za tym nie nadąża.


– No właśnie.

Piotr Przedwojski: – Ale ponieważ korzyści są tak wielkie, to państwo tego nie odpuści. Politycy w naszym (i swoim) imieniu będą tego zażarcie bronili.

Błażej Bogdziewicz: – Wielu wydawało się, że te gigantyczne koncerny technologiczne, które inwestują ogromne pieniądze w sztuczną, inteligencję będą chciały być ponadnarodowymi hegemonami, które nie będą krępowane żadnymi przepisami.

Piotr Przedwojski: – Albo jedynie takimi, które dzisiaj ich „krępują”. Bo to nieprawda, że nie ma regulacji, tylko że te regulacje są głównie amerykańskie, zostały stworzone dawno temu i absolutnie nie przystają do dzisiejszej sytuacji.

Błażej Bogdziewicz: – Natomiast to się wyraźnie zmienia. Przysłuchiwałem się ostatnio rozmowie, w której wzięła udział między innymi grupa indyjskich ekspertów. Wszyscy oni mówili o wielkim ryzyku, jakie te rosnące w siłę technologiczne giganty niosą dla świata, również dla takich państw jak Indie, które są przecież ogromne. Tam wprost padały określenia, że mamy do czynienia z cyfrowym kolonializmem. A będę się upierał, że sztuczna inteligencja dopiero zaczyna pokazywać swoją siłę i ona za dziesięć lat będzie znacznie potężniejsza niż dzisiaj. Jeśli ona będzie kontrolowana przez kilka amerykańskich koncernów…

Piotr Przedwojski: – I chińskich! Nie zapominajmy o Chińczykach, którzy jako jedyni wyśmiewani dawno temu ustanowili własne regulacje.

Błażej Bogdziewicz: – To na pewno wiele państw zostanie mocno osłabionych. W tym sensie Piotr Gajdziński ma rację – czeka nas wielka rozgrywka.


– Właśnie. I pytanie, czy państwa będą w stanie stawić opór tym cyfrowym, nieustannie rozrastającym się gigantom. Pandemia koronawirusa pokazała, że państwa są słabe. I nie inwestują w najnowocześniejsze, zmieniające świat technologie.

Piotr Przedwojski: – Ale nawet słabe państwa sobie z tym poradzą. Toczymy naszą dzisiejszą dyskusję za pośrednictwem ZOOM-a. Kto nam go dostarcza? Nie żaden wielki, ponadnarodowy koncern, tylko lokalny dostawca. Tak jest zawsze z wszystkimi tego rodzaju usługami. Jeśli lokalny, to jego siedziba znajduje się w bardzo konkretnym państwie i wystarczy do tej siedziby wysłać oddział policji i go wyłączyć. To wyjście prostackie, bardziej wysublimowane polega na wyfiltrowaniu ruchu. To żaden problem. Ostatni przykład to konflikt Facebooka z Australią, w którym gigant się ugiął. A Pakistan, jeszcze słabsze i mniejsze państwo, ostatnio po prostu wyłączył Tik Toka. Turcja zmusiła Twittera do posłuszeństwa, Europa szykuje akty i dyrektywy (DSA i DMA). W Europie, USA i Chinach rozpoczynają się postępowania antymonopolowe przeciwko gigantom technologicznym. Państwa się obudziły.

Błażej Bogdziewicz: – Zablokować można, ale już stworzenie lokalnego odpowiednika tego rodzaju usług jest bardzo trudne. Chinom się to udaje, ale z niemałym trudem, próbują Rosjanie…

Piotr Przedwojski: – Nie twierdzę, że każdy kraj jest w stanie stworzyć lokalnego Facebooka – przecież to bzdura z definicji, ale każdy jest w stanie wymóc na Facebooku zmianę. Bo każdy koncern, jak bardzo ponadnarodowy by nie był, potrzebuje lokalnego ruchu. Dzięki niemu żyje, mówiąc kolokwialnie nim się żywi i na nim zarabia. Witamy na określonym terytorium z monopolem na przemoc!


– Nie podzielam tego optymizmu co do wyniku starcia między koncernami technologicznymi i państwami, ale na razie to zostawmy. Jak na megatrendach może zarobić inwestor?

Błażej Bogdziewicz: – Megatrendy będą miały ogromny wpływ na gospodarkę, po prostu ją przemodelują, ta dzisiejsza, przynajmniej duża jej część, trafi na śmietnik historii. Inwestorzy muszą sobie uświadomić, że w coraz większej liczbie miejsc będziemy mieli coraz więcej procesorów, coraz więcej przesyłania danych i będziemy mieli coraz lepsze oprogramowanie, które z tego wszystkiego będzie korzystało. To oznacza, że coraz więcej firm, które nie będzie korzystało z tych narzędzi, po prostu zniknie z rynku. Inwestor powinien przede wszystkim zastanowić się, czy firma, w którą dzisiaj inwestuje, która teraz nawet pokazuje zyski i płaci dywidendę, za dziesięć lat nie przegra technologicznie.

Bo jak przegra, to zniknie. Takich „zniknięć” mamy w historii bez liku, ale teraz „historia przyspieszyła” i firmy będą znikały szybciej niż w poprzednich dziesięcioleciach. Trzeba więc wybierać spółki, które mają przewagi konkurencyjne. One nie są wprawdzie dane raz na zawsze, ale jednak niełatwo je zniwelować. Inwestor musi też pamiętać, że czeka nas dokończenie rewolucji w wielu tradycyjnych branżach, choćby w mediach i handlu, gdzie e-commerce będzie „zjadał” tradycyjne sklepy. Na rynku kapitałowym zawsze było tak, że bardziej opłacało się patrzeć w przyszłość niż opierać się na danych z przeszłości, ale teraz ten proces jest bardziej dynamiczny.

Piotr Przedwojski: – Na koniec chcę jeszcze zwrócić uwagę, że w najbliższych latach będzie rósł wpływ regulacji na technologię i jej wpływ na ludzi. Tak jak trzydzieści lat temu ludzie się obudzili i zaczęli interesować się ekologią dochodząc do wniosku, że niszczymy planetę, na której żyjemy i że to działa przeciwko nam, tak mam wrażenie, że dokładnie teraz to przebudzenie następuje wobec zagrożeń / wyzwań / podziału zysków związanych z rozwojem technologii.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Jesteśmy dla Niemiec dwa razy ważniejsi niż Rosja

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o twórczym rozwijaniu przez Joe Bidena programu PiS, świetnych perspektywach dla polskiej gospodarki oraz najlepszych stosunkach Polski z Niemcami od czasów Ottona III i Bolesława Chrobrego

– Czego spodziewacie się po przygotowywanym właśnie przez rząd „Nowym Ładzie”, czyli programie na czas po pandemii?.

Piotr Przedwojski: – Chyba tego samego co było z Programem na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, który ogłoszono w lutym 2016 roku. Dużo zadęcia, jeszcze więcej propagandy i efekt odwrotny od zamierzeń. Przypomnę tylko, że premier Morawiecki obwieścił wówczas, że dzięki jego programowi Polska wyjdzie „z pułapki średniego wzrostu”. Mniejsza już o to, że takiej pułapki nie ma, zresztą ten termin już zniknął z przestrzeni publicznej. Głównym efektem tego programu miał być wzrost inwestycji. A wzrostu nie ma, jest spadek – z około 20% PKB przed 2016 rokiem, do 18,5% PKB w 2019 roku i – według szacunków – do 17% w roku 2020. Wynik 18,5% PKB za 2019 roku jest najwyższy w okresie rządów PiS, tymczasem przed 2015 rokiem dochodził nawet do 23% PKB.

Innymi słowy, rządy PO osiągnęły cele Programu na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju! Dla przypomnienia, w tym programie mówiono o inwestycjach na poziomie 22-25% PKB. Mimo licznych programów wsparcia, bezzwrotnych pieniędzy z przeróżnych funduszy na innowacje, podwyżki minimalnej płacy. To tym ciekawsze, że sektor kontrolowany przez państwo, według danych NBP, inwestycje zwiększył, co oznacza, że inwestycje w sektorze prywatnym musiały spaść jeszcze bardziej.

Błażej Bogdziewicz: – Na razie mamy tylko zapowiedzi, nie znamy żadnych szczegółów, więc trudno to komentować. W jednym mogę się jednak z premierem zgodzić – w mojej ocenie najbliższe dwa lata będą dobre dla gospodarki. I w Polsce, i na świecie. To jest duża szansa dla naszych przedsiębiorców. Gdy skończy się pandemia, a zakładam, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy się skończy, to wówczas ludzie zaczną więcej wydawać, a to napędzi gospodarkę. Po drugie, polska gospodarka okazuje się cały czas bardzo konkurencyjna. Nasz eksport jest bardzo dobry, w ubiegłym roku mieliśmy bodaj największą od 1989 roku, blisko czteroprocentową nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących. Dużo.

Nic nie wskazuje, aby ten trend miał się odwrócić. Myślę, że inwestycje zagraniczne nadal będą do Polski płynęły szerokim strumieniem i da to nowy impuls naszemu eksportowi. Trzecia sprawa to siła robocza. W ostatnich latach udaje nam się przyciągać nowych pracowników. Do tej pory oni płynęli do Polski przede wszystkim z Ukrainy, ale sądzę, że zasadne jest oczekiwanie na napływ imigrantów również z Białorusi i Rosji, bo tam poziom życia cały czas pozostaje na niskim poziomie, a w Polsce systematycznie się poprawia.

Piotr Przedwojski: – W Rosji realne dochody od wielu lat spadają.

Błażej Bogdziewicz: – Co bardzo istotne, imigranci ze Wschodu szybko się u nas aklimatyzują. Obawy, że będą uciekali do Niemiec zupełnie się nie potwierdziły. Na przeszkodzie stanęła bariera kulturowa i przede wszystkim językowa. Tak więc nadal będzie płynął do nas zachodni kapitał, a jednocześnie nasza demografia, nadal niestety słaba i bez większych widoków na poprawę, będzie wspierana przez imigrantów ze Wschodu.

Piotr Przedwojski: – Dodam do tego katalogu jeszcze jeden czynnik. Nasza gospodarka jest podczepiona do niemieckiej. To truizm, korzystamy na tym od lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że twarde dane potwierdzają, że te więzi są niezwykle silne i stają się coraz silniejsze. Gdy spojrzeć na eksport, to siła Polski i Czech jest dla Niemiec większa od Chin. Republika Federalna wybija się w Unii Europejskiej dzięki euro – gdyby mieli markę, byliby mniej konkurencyjni – i w dużym stopniu dzięki nam, bo to dzięki nam mają dostęp do tańszej siły roboczej, co widać po danych o nadwyżce Niemiec i Polski (sic!) na rachunku obrotów bieżących. W ostatnim dziesięcioleciu latach import siły roboczej w Polsce był bodaj największy spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Ten mechanizm jest najważniejszym źródłem naszego sukcesu gospodarczego.

Błażej Bogdziewicz: – Korzystamy z naszego położenia geograficznego, które wcześniej wielokrotnie było dla nas przekleństwem.

Piotr Przedwojski: – A teraz jest błogosławieństwem. Wracając do naszych powiązań z Niemcami. Za rok 2019 byliśmy szóstym pod względem wielkości partnerem gospodarczym tego kraju, a wszystko wskazuje na to, że za rok 2020 będziemy wyżej, bo z pierwszych wyliczeń wynika, że wyprzedziliśmy Francję. Dla Niemiec jesteśmy ponad dwa raz ważniejsi gospodarczo niż Rosja. I nie wydaje się, aby to się miało skończyć. Powiedziałbym, że Polska jest wielką bramą przez którą z jednej strony mogą wpłynąć jeszcze większe rzesze pracowników ze Wschodu (gdzie sytuacja gospodarcza jest, mówiąc oględnie, trudna), a z drugiej niemiecka potrzeba niskich kosztów pracy. Zapewniamy skalowalność niemieckiej gospodarce.

Błażej Bogdziewicz: – Warto dodać, że w ostatnim czasie dostrzegalne jest nieco większe otwarcie polskich władz na współpracę z Chinami. W Małaszewiczach budowany jest duży kolejowy port przeładunkowy, strategicznie ważna inwestycja dla dalszej współpracy z Państwem Środka. Choć oczywiście mam też sporo zastrzeżeń do polityki gospodarczej rządu, w tym przede wszystkim do systemu podatkowego.

Piotr Przedwojski: – Rozmiary naszej współpracy z Niemcami pokazują, że całe to gadanie o wyjściu Polski z Unii Europejskiej jest zupełnie nieprawdziwe. Ani Polacy nie chcą z Unii wychodzić, ani Niemcy do tego nie dopuszczą. Dzisiaj nasze stosunki gospodarcze ze zjednoczonymi Niemcami są chyba najlepsze od czasów Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona III. Wtedy źle na tym nie wyszliśmy. Ale jeszcze kilka danych o stanie naszej gospodarki. Ostatnio Międzynarodowy Fundusz Walutowy oświadczył, że wręcz powinniśmy zwiększyć nasz deficyt budżetowy, czyli pójść drogą, którą obecnie podąża bardzo wiele krajów, w tym Stany Zjednoczone oraz państwa Europy Zachodniej. To po pierwsze. Po drugie, z dostępnych, na razie cząstkowych danych wynika, że ludzie zamknięci w domach na skutek lockdownu, nie tylko obywatele Polski, siłą rzeczy ograniczyli wydatki na usługi i rekompensowali to sobie zakupem produktów. Wiele z tych produktów jest wytwarzanych w Niemczech, a znaczną część kooperantów niemieckich koncernów stanowią nasze firmy.

Błażej Bogdziewicz: – Na naszą sytuację gospodarczą w najbliższym czasie niemały wpływ może mieć rozwiązanie sprawy tak zwanych frankowiczów. Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała nowe wyjście z tego problemu, co przez banki zostało dobrze przyjęte. Do rozwiązania tej kwestii jest jeszcze daleko, ale pierwszy, w mojej ocenie duży krok został w tym kierunku zrobiony. Rzecz jest istotna, bo dotyczy grubo ponad 100 mld zł. Jeśli dojdzie do przewalutowania kredytów udzielonych w walutach obcych, to część tego kapitału zostanie uwolniona i trafi na rynek. Spodziewam się, że wielu dotychczasowych frankowiczów zechce zmienić mieszkanie na większe, więc to będzie stanowiło istotny impuls dla deweloperów. To też przyczyni się do napędzenia koniunktury.

Piotr Przedwojski: – Frankowicze uwolnieni od tego gigantycznego ciężaru będą kupowali nie tylko większe mieszkania, ale również inne towary i usługi. To powinno napędzić koniunkturę.


– Pandemia i szczepienia. Optymizm na najbliższą przyszłość opiera się na tym, że dzięki szczepieniom opanujemy pandemię. Ale ta akcja, nie tylko w Polsce, w całej Unii Europejskiej, mocno kuleje. Na dodatek pojawiają się nowe mutacje wirusa. Czy ten optymizm, nie tylko Wasz, bo to dotyczy całego świata, nie jest nadmierny?

Piotr Przedwojski: – Nie, podtrzymuję swój osąd. Pandemia zostanie wkrótce opanowana.

Błażej Bogdziewicz: – Zgadzam się z Piotrem. Nowe mutacje nie są zagrożeniem, bo szczepionki są wobec nich do pewnego stopnia skuteczne. Tu ocena wirusologów jest jednoznaczna. Oczywiście, nie sposób przewidzieć przyszłości, bo w końcu nie można wykluczyć, że pojawi się taka mutacja, wobec której dotychczasowe szczepionki będą bezradne, może też rzecz jasna pojawić się kolejna pandemia. Ale na podstawie obecnej sytuacji można powiedzieć, że wkrótce sobie z pandemią COViD-19 poradzimy.

Piotr Przedwojski: – Masz jednak rację, że szczepienia w krajach Unii Europejskiej idą słabiej, dużo słabiej niż zapowiadano. Należy jasno powiedzieć, że w tej sprawie Komisja Europejska się po prostu zbłaźniła.

Błażej Bogdziewicz: – Pytanie, czy to wina przewodniczącej Komisji, Ursuli von der Leyen, czy strukturalnego niedowładu tej organizacji.

Piotr Przedwojski: – Coraz głośniejsze są głosy, i to nie tylko wśród eurosceptyków, ale również eurofilów, że Ursula von der Leyen powinna za to zapłacić stanowiskiem.

Błażej Bogdziewicz: – Sporo jest takich głosów, ale nie jestem pewien, że gdyby na tym stanowisku był ktoś inny, to Komisja działałaby lepiej. Jest natomiast niezaprzeczalnym faktem, że z programem szczepień lepiej od Unii Europejskiej radzą sobie między innymi Izrael, Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Właśnie, Stany Zjednoczone. Od zaprzysiężenia Joe Bidena minął dopiero miesiąc, ale chciałem zapytać, czy po tym miesiącu chcecie jakoś zrewidować swoje przewidywania? Niektóre z nich, choćby kontynuacja polityki Trumpa wobec Chin, zdają się sprawdzać.

Piotr Przedwojski: – Musimy poczekać. Pewne jest, że Biden ma gigantyczny plan stymulacji gospodarki. Zobaczymy jak będzie sobie z tym radził. Rentowności obligacji amerykańskich idą do góry. Choć jak dotąd ten wzrost jest niewielki, to jest systematyczny.


– Jeśli rentowności obligacji idą do góry, to oznacza, że…

Piotr Przedwojski: – Że inwestorzy spodziewają się wzrostu gospodarczego i inflacji.

Błażej Bogdziewicz: – Wydaje się, że przynajmniej część kapitału, który był w obligacjach płynie na rynek akcji. To dobry prognostyk dla inwestorów, którzy postawili na tę klasę aktywów. W tym roku, mimo że Stany Zjednoczone będą wychodziły z pandemii, co oznacza rozruszanie gospodarki, wydatki budżetowe będą większe niż w roku 2020. Jeśli gospodarka ruszy, a musi ruszyć po zakończeniu pandemii, a rząd rzuci na rynek kolejne pieniądze, to oczywiście jest ryzyko, że inflacja wzrośnie. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że inwestorzy przerzucają się na akcje.

Piotr Przedwojski: – W Stanach Zjednoczonych pojawiły się doniesienia, że Biały Dom rozważa wprowadzenie programu 300 Plus, czyli rozdaniu każdemu obywatelowi USA 300 dolarów. Do tego coraz głośniej mówi się o podwojeniu płacy minimalnej. Czyżby Biden twórczo rozwijał program PiS, tak wyśmiany przez wielu krajowych ekonomistów?


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Błędne koło

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI, oraz Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym, o nowym unijnym budżecie, Angeli Merkel i branżach, którymi w przyszłym roku powinni się zainteresować inwestorzy, rozmawia Piotr Gajdziński.

– Panowie już w świątecznym nastroju?

Błażej Bogdziewicz: Może nawet w z lekka szampańskim, bo na amerykańskiej giełdzie ceny spółek w dniu ich debiutów rosły o 100 i więcej procent. Jak w tej sytuacji nie być w dobrym nastroju?


– Porozmawiajmy o przyjętym właśnie nowym unijnym budżecie. Co to oznacza dla Unii Europejskiej, tej Unii, która jest mało dynamiczna, dźwiga wielki bagaż wydatków socjalnych, której dwie największe potęgi gospodarcze, czyli Stany Zjednoczone i Chiny, coraz szybciej uciekają. Ten budżet może być lekarstwem na najważniejsze problemy Starego Kontynentu?

Błażej Bogdziewicz: – Cóż, pewne rzeczy się nie zmieniają, jak geografia, albo zmieniają się bardzo powoli, jak demografia.

Piotr Przedwojski: – Geografia zmienia się bardzo powoli!

Błażej Bogdziewicz: Tak, oczywiście, ale z perspektywy ludzkiego życia te zmiany są niezauważalne. Chyba, że przyspieszy topnienie lodowców.


– Pomińmy najbardziej katastroficzne scenariusze!

Błażej Bogdziewicz: – Demografia zmienia się bardzo powoli i w kontekście tego problemu – jednego z najważniejszych w Unii Europejskiej – nowy budżet nie ma większego znaczenia. Moim zdaniem budżet, czy raczej pieniądze, które trafią do gospodarki w najbliższych latach, pozytywnie wpłyną na rozwój gospodarczy. W przypadku Polski wzrost przyspieszy o 1-2% w skali roku. Zwracam na to uwagę w kontekście niedawnej awantury, którą w Polsce mieliśmy, bo to oznacza, że gdybyśmy tych pieniędzy z Unii jednak nie dostali, to Polska nie wpadłaby w jakiś gigantyczny kryzys, ale też te pieniądze nie spowodują, że nagle staniemy się krajem mlekiem i miodem płynącym. Dobrze, że pieniądze z unijnego budżetu dostaniemy, ale, jak zawsze, główny ciężar spada na nasze barki. Pozostaje natomiast pytanie, czy będziemy potrafili wykorzystać te pieniądze na tworzenie nowoczesnej infrastruktury.

Piotr Przedwojski: – Jeśli dobrze rozumiem, istotna, a może nawet główna część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na transformację energetyczną.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, i to jest pozytywne. Wydatki na ten cel i tak musielibyśmy ponieść, bo mamy naprawdę spore zapóźnienia w tej dziedzinie, a teraz dostaniemy na to pieniądze. Jeśli dobrze te pieniądze wydamy, to będziemy mieli nowoczesną energetykę. Oczywiście, jest dużo niewiadomych, bo technologie mające zastąpić paliwa kopalne cały czas nie są dopracowane.

Piotr Przedwojski: – Słyszałem opinie, że pandemia przetestowała stabilność sektora energetycznego, bo popyt spadł z dnia na dzień, a do katastrofy, jeśli chodzi o stabilność sieci energetycznej, w żadnym kraju nie doszło. To ważne w kontekście bieżącego udziału źródeł odnawialnych. Tak więc ten nieoczekiwany eksperyment przeprowadzony na żywym organizmie zakończył się sukcesem.

Błażej Bogdziewicz: – Klimat jest oczywiście bardzo ważny, ale inwestycje w energetykę odnawialną nie rozwiążą najważniejszych europejskich problemów – demografii, rozbuchanych przywilejów socjalnych, ociężałości europejskiej gospodarki.

Piotr Przedwojski: – Piotr zaczął od dwóch potęg, Stanów Zjednoczonych oraz Chin, które Europie uciekają i to jest teza absolutnie prawdziwa. Ale jest jedna dziedzina, w której Europa nie daje się nie tylko przegonić, ale nawet dogonić. Mam na myśli właśnie transformację energetyczną. Tu jesteśmy liderem. Pytanie tylko, czy to rzeczywiście jest aż tak ważne. Nie umiem na to odpowiedzieć.

Błażej Bogdziewicz: – Odpowiedzi udzieli przyszłość. Na pewno jednak, a to już jest ważne z ekonomicznego punktu widzenia, energetyka wiatrowa czy czerpana ze słońca jest tańsza.

Piotr Przedwojski: – Ale jak się doliczy koszty magazynowania tej energii, to już nie jest to wcale takie oczywiste. Te koszty mogą rosnąć nieliniowo przy rosnącym udziale źródeł odnawialnych.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Dzisiaj stawia się na wodór i wydaje się, że to rozwiązanie ma przyszłość. Są też małe reaktory atomowe, na które stawiają Amerykanie i jeśli dobrze rozumiem, na to stawia też Polska. Nie wiem tylko, czy ta inwestycja będzie mogła być finansowana ze środków unijnych.


– Wróćmy do unijnego budżetu, bo trochę odbiegliśmy od tego tematu.

Piotr Przedwojski: – W krótkiej perspektywie te pieniądze na pewno bardzo pozytywnie wpłyną na gospodarkę, ale czy to zmieni pozycję Europy na globalnej mapie ekonomicznej, tego nie wiem. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że im bardziej Unia Europejska odstaje pod względem wzrostu gospodarczego od Stanów Zjednoczonych i Chin, tym bardziej stawia na politykę klimatyczną. Jak mówię, czy to dobry kierunek, przekonamy się w przyszłości. Ale chcę poruszyć inny wątek, związany z niedawną gigantyczną awanturą o zawetowanie budżetu przez Polskę i Węgry, bo w tej awanturze umykają rzeczy, które są naprawdę istotne i będą rzutowały na przyszłość Unii Europejskiej.

Po pierwsze, federalizacja długu. Mieliśmy już z tym pomysłem do czynienia w okresie kryzysu greckiego, gdy pojawiło się coś na kształt funduszu, ale to nie zostało wówczas zrealizowane. Teraz jest to bardziej widoczne i ważniejsze. Unia zaciąga dług, który obciąża inne kraje, w tym nasz. Tym samym Bruksela wykorzystuje zdolność kredytową wszystkich 27 krajów tworzących Unię Europejską. To, moim zdaniem, oznacza, że idziemy w kierunku federalizacji i zrobiliśmy na tej drodze pierwszy krok. Nie kroczek, ale krok. Kolejna sprawa to monetyzacja tego długu, bo głównym inwestorem jest Europejski Bank Centralny i to on, a nie inwestorzy prywatni, obejmuje ten dług.

Błażej Bogdziewicz: – Sugerujesz, że część polityków niemieckich patrzy niechętnie na to, że Niemcy będą gwarantowały miliardy euro, które zostaną wydane w krajach takich, jak Polska, Włochy, Hiszpania…

Piotr Przedwojski: – A znaczna część tych pieniędzy pójdzie na transformację energetyczną, która przyniesie bliżej niepoliczalne efekty gospodarcze.

Błażej Bogdziewicz: – W nowym budżecie znalazły się nie tylko wydatki na politykę klimatyczną, ale jest tam także pakiet cyfrowy, który ma zdynamizować unijną gospodarkę. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Ale te podstawowe, strukturalne problemy, o których mówimy, muszą rozwiązać poszczególne państwa członkowskie, a nie Unia Europejska.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Kończy się piętnastoletnia epoka Angeli Merkel, którą niektórzy nazywali nawet „cesarzową Europy”. I właśnie o Waszą ocenę roli Merkel w polityce europejskiej chcę Was zapytać.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem federalizacja długu, o której wcześniej mówiliśmy i de facto zwiększona centralizacja Unii Europejskiej to jest to, z czego Angela Merkel będzie najbardziej dumna. To jest największe osiągnięcie kanclerz Niemiec. Myślę, że za kilka lat, gdy będziemy patrzeć na wydarzenia z końca tego roku, to zdziwimy się, jak łatwo udało jej się tego dokonać. W mojej ocenie inne osiągnięcia Merkel, też przecież niemałe, bledną przy grudniowym szczycie. Muszę też powiedzieć, że Merkel należała, czy nadal należy, do tych nielicznych zachodnioeuropejskich polityków, którzy dostrzegali wagę Europy Środkowej, w tym przede wszystkim Polski.

Ale to nie jest takie znowu dziwne, bo ona patrzyła przez pryzmat niemiecki, a Polska ma dla niemieckiej gospodarki ogromne znaczenie. Jesteśmy szóstym pod względem wielkości partnerem handlowym Niemiec za 2019 rok, ale gonimy Włochy i choć danych za rok 2020 jeszcze nie ma, to moim zdaniem przesunęliśmy się już na piątą pozycję. Nasze obroty są zaledwie dwukrotnie mniejsze niż obroty Niemiec z Chinami. Tymi potężnymi, wszechmocnymi Chinami! Swoją drogą jestem przekonany, że w proporcji do tego, co wnosimy do niemieckiej gospodarki, dostajemy za mało siły politycznej.


– Ale to już trzeba sobie wywalczyć, a nie nieustannie na Niemcy się obrażać.

Błażej Bogdziewicz: – Bez wątpienia Angela Merkel była lepszym kanclerzem dla Polski niż jej dwaj poprzednicy: Gerhard Schroder i Helmut Kohl, który jest u nas dobrze postrzegany, być może nawet lepiej niż powinien. Pamiętajmy, że Kohl długo nie chciał się zgodzić na uznanie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, przekonał go do tego dopiero minister Krzysztof Skubiszewski z gabinetu Tadeusza Mazowieckiego.

Piotr Przedwojski: – Czego Niemcy, mam wrażenie, nigdy później nie żałowali.

Błażej Bogdziewicz: – Sądzę, że zasługi Merkel dla Unii Europejskiej są trudne do przecenienia, ona po prostu potrafiła rozwiązywać kryzysy, budować konsensus, miała autorytet, a nawet sympatię wielu polityków różnych opcji. Dzięki temu zawsze udawało jej się osiągnąć porozumienie i ciągnąć Unię dalej. A wcale nie jestem pewien, czy gdyby na fotelu kanclerza Niemiec zasiadał ktoś inny, Unia nadal by trwała. I nie wiem, jak to będzie bez niej.

Piotr Przedwojski: – Z tym dążeniem do konsensusu bym nie przesadzał. W sprawie wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej była bardzo zdeterminowana, aby postawić na swoim.

Błażej Bogdziewicz: – Rzeczywiście, ale generalnie była znacznie bardziej koncyliacyjna niż przywódcy innych europejskich państw. Pytanie, jaka będzie Unia Europejska bez Merkel. Pytanie bardzo na miejscu, bo pamiętajmy, że jej wizja i wizja Emmanuela Macrona, prezydenta Francji, jest diametralnie różna. Kanclerz Niemiec zawsze przyświecała idea sojuszu euroatlantyckiego, a Macron kilka lat temu mówił, że powinno się powołać europejskiej siły zbrojne, które będą broniły Starego Kontynentu również przed Stanami Zjednoczonymi. Więc nie wiem, czy w przyszłości uda się nam znaleźć polityka, który będzie równie dobrze rozumiał Polskę i będzie przynajmniej równie dobrym sojusznikiem. Oczywiście mam na myśli polityka z któregoś z państw rozgrywających w Unii, a nie z Węgier, Słowacji lub Litwy.

Piotr Przedwojski: – Zgadzam się, że Merkel była dla Polski dobrym kanclerzem. Pytanie, czy nie mogła być jeszcze lepszym, ale bez wątpienia była najlepszym ze wszystkich, z którymi Warszawa po 1989 roku współpracowała. A mówiąc o przyszłości sądzę, że od jakiegoś czasu Niemcy coraz bardziej pod płaszczykiem realizowania interesu europejskiego grają na swoją korzyść. Pytanie, jak bardzo w przyszłości nasze interesy będą zbieżne z interesami Niemiec.


– Wróćmy do gospodarki. Zbliżający się rok 2021 budzi Wasz optymizm? Jeszcze przez kilka miesięcy będziemy się musieli zmagać z pandemią, to oczywiste, ale w końcu się z tym uporamy. A inne ryzyka?

Piotr Przedwojski: – Na pewno jest ryzyko inflacji. Długoterminowe ryzyka to z kolei wzrost znaczenia Chin w gospodarce, kierunek rozwoju technologii i demografia. Ryzyka rozumiane również jako pozytywne zaskoczenia, nie tylko negatywne.

Błażej Bogdziewicz: – Jestem optymistą. Banki centralne nadal będą pompowały pieniądze w gospodarkę, Joe Biden z pewnością dogada się z Kongresem i będzie znaczący wzrost wydatków rządowych, w Europie uruchomione zostaną pieniądze z nowego unijnego budżetu, pandemia się skończy. To wszystko dobre wiadomości dla rynku akcji. Natomiast, tu jestem z Piotrem zgodny, jeśli przedobrzymy ze wspieraniem gospodarki, to czeka nas wzrost inflacji, być może nawet gwałtowny wzrost. I to jest główne ryzyko na przyszły rok.

Piotr Przedwojski: – Być może COVID-19, który był wielkim wstrząsem dla gospodarki, zacznie w przyszłym roku przynosić pewne korzyści. Wielu ludzi w szybkim tempie opanowało nowe technologie, co będzie oznaczało wzrost produktywności, a także obniżenie kosztów. Myślę, że w roku 2021 i w latach następnych będziemy też świadkami ostrej walki z monopolami w przestrzeni cyfrowej, co też powinno w długim terminie być korzystne.


– Na co powinni w 2021 roku zwrócić uwagę inwestorzy? Nadal spółki technologiczne, nadal przede wszystkim Stany Zjednoczone, czy może teraz Azja?

Piotr Przedwojski: – Spółki technologiczne zawsze.

Błażej Bogdziewicz: – Pełna zgoda, koni nie zmienia się podczas przechodzenia przez rzekę.

Piotr Przedwojski: – Na pewno warto mocniej zainteresować się biotechnologią oraz technologią kwantową.


– Azja?

Błażej Bogdziewicz: Też, ale selektywnie. Są świetne spółki z Tajwanu i Korei Południowej. Jest też oczywiście wiele interesujących spółek w Chinach, ale ostatnio, jeszcze bardziej niż w poprzednich latach, widzieliśmy asertywną wobec politykę władz w Pekinie wobec spółek. Symbolem tego było zablokowanie giełdowego debiutu należącej do Alibaby i zajmującej się płatnościami w Internecie spółki Ant Group. Trendy chińskim spółkom sprzyjają, natomiast polityka władz czasem im przeszkadza. Inwestorzy muszą o tym pamiętać.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Błędne koło

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o tym, czy Donald Trump jest człowiekiem racjonalnym i czy Stany Zjednoczone potrafią się oprzeć ekspansji Chin. W rozmowie pojawia się też Europa i jej słabnąca pozycja.

– Albert Bourla, prezes Pfizera, po ogłoszeniu, że kierowany przez niego koncern kończy prace nad skuteczną szczepionką przeciw COViD-19, sprzedał znaczny pakiet swoich akcji. Sprawa była szeroko komentowana, pojawiło się wiele teorii spiskowych. Was też to zbulwersowało?

Błażej Bogdziewicz: – Zupełnie nie. Pojawiło się wiele rożnych teorii, między innymi taka, że szczepionka Pfizera jest tak naprawdę niewiele warta, a ogłoszenie dobrej nowiny, na którą świat czekał z utęsknieniem, miało na celu wyłącznie wywindowanie kursu akcji koncernu, aby to następnie finansowo zdyskontować. Tymczasem okazuje się, że sprzedaż części akcji przez Bourla była uzgodniona w sierpniu tego roku. Pamiętajmy również, że szczepionka na COViD-19 to tylko niewielka część biznesu Pfizera, jednego z największych koncernów farmaceutycznych świata. Ostatnia rzecz – prezes Bourla w żadnym wypadku nie złamał prawa. Każdy oczywiście może oceniać informację o tej transakcji i uwzględniać ją w swoich decyzjach inwestycyjnych.

Piotr Przedwojski: – Dwie uwagi. Po pierwsze, trzeba docenić, że spółka opublikowała oficjalny raport o tej transakcji. Inwestorzy mają więc wiedzę o działaniu prezesa Pfizera i mogą ten krok ocenić. Pamiętajmy, że prezesi innych firm też sprzedają swoje pakiety akcji, więc takie działanie jest normą. Po drugie, dziwi mnie inna koincydencja czasowa – komunikat, że Pfizer ma szczepionkę na COViD-19 ukazał się tuż po wyborach prezydenckich w USA. Trudno uwierzyć, że to przypadek, że firma wcześniej nie wiedziała, jakie są wyniki badań nad szczepionką, choćby cząstkowe.


– Sugerujesz, że wcześniejsze podanie tej informacji miałoby wpływ na wynik wyborów…

Piotr Przedwojski: – Jakiś na pewno, pytanie czy znaczący.


– Pozostańmy przy amerykańskich wyborach. Podczas poprzednich Ringów, gdy rozmawialiśmy o starciu Trump-Biden, najbardziej obawialiście się sytuacji, w której wybory zostaną rozstrzygnięte niewielką ilością głosów i przegrany będzie kwestionował ich wynik. Nie macie wrażenia, że ten niebezpieczny scenariusz do pewnego stopnia się materializuje?

Błażej Bogdziewicz: – Takiego scenariusza obawiały się rynki, ale na szczęście wygląda na to, że amerykańskie instytucje poradzą sobie również z tym wyzwaniem. Donald Trump wszedł na ścieżkę prawną, do czego ma absolutne prawo. Wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, aby – gdyby droga prawna zakończyła się jego niepowodzeniem – zabarykadował się w Białym Domu i nie chciał go opuścić. A do sądu ma przecież prawo pójść, to gwarantuje mu amerykańska konstytucja i amerykańskie przepisy wyborcze. I to sąd podejmie w tej sprawie decyzję.

Piotr Przedwojski: – Trochę nadinterpretujesz moją wcześniejszą wypowiedź w tej sprawie. Gdy miesiąc temu o tym rozmawialiśmy zwracałem uwagę, że najbardziej niebezpieczną sytuacją byłoby kwestionowanie wyniku wyborów przez część struktur państwa. Nie ma takiej sytuacji. Wynik wyborów został źle przyjęty zaledwie przez kilku polityków z najbliższego otoczenia Trumpa. Tylko tyle. Kluczowe jest to, aby władza nie znalazła się na „ziemi niczyjej”, ale nic nie wskazuje na to, że miałoby się tak stać.

Błażej Bogdziewicz: – Nawet jeśli sąd uzna, co wydaje mi się dzisiaj mało prawdopodobne, że były jakieś fałszerstwa, które miały znaczący wpływ na wynik wyborów, to najwyżej wybory zostaną powtórzone. Ale to cały czas będzie się mieściło w logice demokracji. Zresztą takie rzeczy miały już miejsce, choćby w Austrii w 2016 roku. Austria się od tego nie zawaliła. Moim zdaniem Trump ma dzisiaj bardzo małe szanse, aby odwrócić wynik wyborów i kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych będzie Joe Biden.


Sprawa Donalda Trumpa, pozycja ekspertów

– Nie boicie się impulsywności Trumpa? Wielu polityków nie potrafi się pogodzić z utratą władzy i mam wrażenie, że obecny prezydent do nich należy. A jest to człowiek, który potrafił poruszyć świat jednym twittem…

Błażej Bogdziewicz: – Najbliższe tygodnie rzeczywiście mogą być trudne. Być może Trump nie będzie potrafił, a może nawet nie będzie chciał, dogadać się z Kongresem, w którym teraz rządzi Partia Demokratyczna. Takie ryzyko istnieje. Ale do 20 stycznia 2021 roku to on jest prezydentem i jeśli nie będzie chciał akceptować jakiejś ustawy, to ma do tego pełne prawo.

Piotr Przedwojski: – Absolutnie tak.

Błażej Bogdziewicz: – Taka sytuacja może oczywiście negatywnie oddziaływać na rynki, ale nie spodziewam się jakiś drastycznych posunięć. Tym bardziej, że Trump ma podobno chęć wystartować w następnych wyborach prezydenckich. Wprawdzie nie sądzę, aby było to możliwe, ale ten scenariusz będzie go teraz ograniczał.

Piotr Przedwojski: – Może i Trump wystartuje w kolejnych wyborach, ale bardzo szczerze wątpię, aby był wówczas kandydatem Partii Republikańskiej. A co do strachu przed twittami Trumpa – one oddziaływały na rynek, gdy cała administracja go słuchała. Teraz już jego siła jako odchodzącego prezydenta będzie znacznie mniejsza.

Błażej Bogdziewicz: – Chciałbym na chwilę powściągnąć lejce, bo z tego fragmentu rozmowy można odnieść wrażenie, że wszyscy uważamy Donalda Trumpa za człowieka absolutnie nieracjonalnego…


– No ja akurat jestem bliski tej opinii.

Błażej Bogdziewicz: – Ja nie. Przy całej swojej impulsywności i kwiecistych wypowiedziach, odchodzący prezydent jakiś poziom racjonalności zachowywał. Tylko aby to dostrzec, trzeba było zrozumieć na czym tak naprawdę mu zależy. Teraz, do momentu wyprowadzki z Białego Domu, nie spodziewam żadnej wielkiej awantury, bo Trump musi po prostu brać pod uwagę swój osobisty interes. Żadna awantura nie jest mu potrzebna.

Piotr Przedwojski: – Zwłaszcza jeśli myśli o kolejnych wyborach.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie. Ale nawet jeśli nie myśli, to ma przecież swój wielki prywatny biznes i to też będzie miało wpływ na jego zachowanie. Po co miałby sobie szukać wrogów? Wrócę jeszcze do poprzedniej myśli – Trump nie jest szaleńcem, jest człowiekiem racjonalnym, choć będąc w Białym Domu działał inaczej niż inni politycy. Często zachowywał się jak biznesmen, a nie polityk i systematycznie łamał zasady w świecie polityki obowiązujące.

Piotr Przedwojski: – Powiedziałbym, że działał jak trybun ludowy. To styl, z którym współczesne elity polityczne mają kłopot i nie potrafią go zaakceptować.


Biden, a pozycja inwestorów

– Czego inwestorzy mogą się spodziewać po Joe Bidenie?

Błażej Bogdziewicz: – Wiele zależy od tego, kto będzie kontrolował Senat. W tej chwili pozycja jest tam blisko remisu, o wszystkim zdecyduje wynik powtarzanych wyborów w Georgii, stanie, który ma dwóch senatorów. Jeśli wygrają kandydaci Partii Republikańskiej, a to oni są faworytami, to wówczas jakieś radykalne zmiany, na przykład dotyczące opodatkowania firm, zostaną zablokowane. I taki scenariusz jest dobrze postrzegany przez inwestorów. Inwestorzy dobrze przyjęli też pierwsze, bardzo koncyliacyjne zapowiedzi prezydenta-elekta, który chce tonować nastroje i zakopać topór wojenny między jego zwolennikami i stronnikami Trumpa, mówi się nawet, że jacyś Republikanie obejmą istotne stanowiska w nowej administracji. Zresztą Biden ma podobno bardzo dobre stosunki z ważnym w Partii Republikańskiej klanem Bushów i to dobrze wróży na przyszłość. Ale jest i druga strona medalu – radykalnie lewicowi działacze Partii Demokratycznej, którzy żądają głębokich zmian w polityce gospodarczej. Joe Biden nie jest zwolennikiem takich działań, dlatego zwycięstwo Republikanów w powtórzonych wyborach w Georgii byłoby mu, jak sądzę, na rękę.

Piotr Przedwojski: – Dla Bidena klęska kandydatów Partii Demokratycznej w Georgii byłaby wygodnym alibi dla niepodejmowania radykalnie lewicowych inicjatyw. Może wieczorami prezydent-elekt modli się o tę klęskę? Ale cały czas mówimy o wewnętrznej polityce Stanów Zjednoczonych, tymczasem z naszego punktu widzenia ważniejsza i ciekawsza będzie polityka zagraniczna nowej administracji. Chodzi o taryfy celne, wojnę handlową z Chinami, stawanie czoła Pekinowi w sprawie respektowania umów międzynarodowych. Co z Rosją, wreszcie co z Europą?


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


A pozycja Chin?

– Kto tu kogo przepytuje? Ale masz rację, co z wojną handlową z Chinami? Ten temat został „przykryty” globalną pandemią, ale on się przecież cały czas tli i za chwilę wybuchnie.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie. W polityce zagranicznej Donald Trump zakwestionował status quo, z którym mieliśmy do czynienia w stosunkach międzynarodowych przed 2016 rokiem. Chodzi między innymi o NATO i zbyt małe wydatki państw członkowskich na zbrojenia, ale także o Azję, w tym przede wszystkim o stosunki z Chinami. W tych sprawach, moim zdaniem, Biden będzie kontynuował politykę swojego poprzednika, może tylko nieco dyskretniej.

Piotr Przedwojski: – Jeśli chodzi o Europę, to Trump miał rację. Europa wydaje pieniądze na socjal i dzieje się to kosztem wydatków na zbrojenia. Zgadzam się z Błażejem, że Joe Biden, mniej arogancko, ale też będzie starał się skłonić kraje członkowskie Paktu Północnoatlantyckiego do zwiększenia wydatków na zbrojenia.


– Wróćmy do wojny handlowej z Chinami.

Błażej Bogdziewicz: – Zimna wojna między Waszyngtonem a Pekinem będzie się zaogniała. Pytanie, czy zacznie się przeradzać w „wojnę gorącą”, czy wybuchną na przykład „wojny zastępcze”, rozgrywające się bez formalnej obecności supermocarstw, ale przy ich wsparciu. Taki scenariusz jest dobrze znany z okresu rywalizacji sowiecko-amerykańskiej. Pewne jest, że Chiny pozostaną, tak jak było za Trumpa, w centrum uwagi nowej administracji. Trzeba pamiętać, że ten kraj poradził sobie z pandemią lepiej niż Stany Zjednoczone.

Piotr Przedwojski: – Kraje totalitarne zawsze lepiej radzą sobie z tego rodzaju sytuacjami.

Błażej Bogdziewicz: – Tego nie kwestionuję, ale gospodarczo Chiny radzą sobie dzisiaj lepiej niż USA i jeśli wzrost gospodarczy w tym kraju będzie się utrzymywał na dotychczasowym poziomie, to Państwo Środka i jego pozcyja wyprzedzi Stany Zjednoczone. Zresztą już teraz, licząc według siły nabywczej, chińska gospodarka jest większa od amerykańskiej. Ten dystans może się zwiększać. Nie ma wątpliwości, że Chiny będą chciały zdominować gospodarczo swoich partnerów w Azji i Europie, a wydaje mi się, że w najbliższych latach mają szansę wejść między innymi do borykającej się z coraz większymi trudnościami Turcji oraz do Iranu. A jeśli Pekinowi uda się zdominować Europę, to Stany Zjednoczone stracą pozycję największego mocarstwa świata.


– Ten, według mnie bardzo czarny scenariusz, ma się zrealizować…

Błażej Bogdziewicz: – W ciągu najbliższych kilkunastu lat.

Piotr Przedwojski: – Mówisz tak, jakby Chiny były skazane na sukces, a Stany Zjednoczone na klęskę. A wcale nie jestem tego pewien. Chiński system jest mało elastyczny i czeka go bardzo wiele turbulencji, których dzisiaj nie da się jeszcze przewidzieć. Ale nie mam wątpliwości, że wojna handlowa na linii Pekin-Waszyngton będzie się rozlewała na inne dziedziny i to ona zdefiniuje najbliższe lata.

Błażej Bogdziewicz: – W Stanach Zjednoczonych panuje dość zgodna opinia, że drogą do zwycięstwa w sporze z Chinami jest technologia. Obie strony będą zwiększały wydatki na ten cel.

Piotr Przedwojski: – I budowały coraz więcej barier blokujących przepływ najnowocześniejszych technologii. Po trzydziestu latach pokoju i kooperacji punkt ciężkości przesuwa się w kierunku konfrontacji. To oznacza, że świat będzie inwestował w inne branże niż w ostatnich trzech dziesięcioleciach.

Błażej Bogdziewicz: – Myślę, że rozsądne jest oczekiwanie kolejnych przełomów technologicznych w różnych dziedzinach.


– Jak w tym nowym, coraz bardziej bilateralnym świecie, sytuuje się Europa?

Błażej Bogdziewicz: – Europa wydaje dużo pieniędzy na politykę socjalną, a na dodatek europejskie społeczeństwo szybko się starzeje, więc należy oczekiwać, że w najbliższych latach wydatki socjalne jeszcze wzrosną. Jeśli Stany Zjednoczone i Chiny dramatycznie zwiększą wydatki na nowoczesne technologie, a wiele na to wskazuje, to w perspektywie 10-15 lat pozycja naszego kontynentu może się zmienić. Niestety, pozycja ta może się zmienić na gorsze.

Piotr Przedwojski: – I obawiam się, że ta zmiana może być dramatyczna.

Błażej Bogdziewicz: – Europa – jeśli wydatki na cele socjalne nadal będą tak rozdęte – ma niestety bardzo niewiele instrumentów, aby zablokować ten scenariusz.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Błędne koło

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – kłócą się o dzieci oraz małe miasta, ale są zgodni co do szans Trumpa w wyborach prezydenckich i kierunku rozwoju firm biotechnologicznych. Rozmawia Piotr Gajdziński.

– Od naszej ostatniej rozmowy, w której zgodnie prognozowaliście zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, trochę się zmieniło. Trump został zarażony koronawirusem i błyskawicznie wyleczony. Czy to coś zmienia w wyścigu do Białego Domu? Podtrzymujecie swoją prognozę sprzed miesiąca?

Błażej Bogdziewicz: – Tak. Notowania Bidena ostatnio wprawdzie wzrosły, ale warto pamiętać, że w poprzednich wyborach notowania ówczesnej kandydatki Partii Demokratycznej, Hillary Clinton też były wyższe niż Trumpa. Różnica była podobna jak obecnie.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem szanse Trumpa ostatnio nawet wzrosły, bo wielu Amerykanów poczuło z nim solidarność, jak zawsze z ludźmi chorymi, słabszymi. A warto pamiętać, że stan prezydenta był w pewnym momencie poważny, podawano mu nawet tlen.

Błażej Bogdziewicz: – Trump przeszedł kurację lekiem, który nie jest jeszcze dopuszczony na rynek, bo nie przeszedł wszystkich badań klinicznych. Prawdopodobnie ten lek firmy Regeneron pomógł mu błyskawicznie wrócić do zdrowia i Trump natychmiast zapowiedział, że musi on być szybko dostępny. Zapowiedział też, że da go Amerykanom za darmo. Więc, mówiąc półżartem, odbiór przynajmniej niektórych Amerykanów może być taki, że prezydent się poświęcił, na własnym organizmie zbadał lek i dzięki temu już wkrótce Stany Zjednoczone będą mogły zapomnieć o pandemii.


– Skoro jesteśmy przy lekach, to muszę Błażejowi i całemu zespołowi zarządzającemu Caspara pogratulować znakomitego nosa inwestycyjnego. Inwestujecie w spółkę Intellia, której współzałożycielką jest Jennifer A. Doudna, tegoroczna laureatka, obok Francuzki Emmanuelle Charpentier, Nagrody Nobla z chemii.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Panie Doudna i Charpentier dostały Nobla za wykrycie sposobu modyfikacji DNA, który to sposób jest wykorzystywany w przyrodzie przez bakterie, ale można go też użyć do korygowania ludzkiego DNA. To daje szansę na wyleczenie wielu chorób genetycznych. Obecnie kilka amerykańskich spółek pracuje nad wykorzystaniem tej metody do stworzenia leków.


– Jeśli im się uda, ceny akcji eksplodują.

Błażej Bogdziewicz: – Prawdopodobnie. Oczywiście inwestycje w takie spółki zawsze wiążą się z wysokim ryzykiem, ale bez wątpienia ta metoda stwarza dzisiaj szanse na wyleczenie wielu chorób genetycznych.


– Niedawno odwiedziłeś nawet spółkę Intellia , której laureatka Nobla była współtwórcą.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, w Bostonie, ale to było już mniej więcej półtora roku temu. Zawsze inwestując w jakąś spółkę staramy się ją bardzo dobrze poznać, bo tylko w ten sposób można ograniczyć ryzyko i podejmować odpowiedzialne decyzje. To było zresztą ciekawe doświadczenie. Większość ludzi wyobraża sobie, że w takich spółkach królują szaleni naukowcy z rozwianymi, siwymi włosami, biegający po laboratorium z próbówkami. Tymczasem dzisiejsza rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Tak zwane mokre laboratorium Intelli jest stosunkowo małe, a najwięcej miejsca w spółce zajmują komputery i pracujący przy nich ludzie.

Piotr Przedwojski: – Jeszcze kilkanaście lat temu większość powierzchni firm biotechnologicznych zajmowały laboratoria, a komputery zaledwie kilka procent. Obecnie proporcje się odwróciły. Testy, które dziesięć lat temu były powtarzane w laboratoriach, dzisiaj są wykonywane przez komputery używające głównie statystki i modelowania.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie tak. W takich firmach jest chyba obecnie więcej komputerów niż próbówek.

Piotr Przedwojski: – Kiedyś lider takiej firmy musiał się znać na chemii i biologii, a teraz przede wszystkim musi się znać na matematyce i statystyce. A czeka nas w tej dziedzinie kolejna rewolucja, którą przyniosą komputery kwantowe.


Doba automatyzacji i robotyzacji

– Przejdźmy do sprawy, którą zapowiadaliśmy już miesiąc temu. Czy demografia w dobie automatyzacji i robotyzacji nadal zajmuje ważne miejsce wśród czynników determinujących wzrost gospodarczy?

Piotr Przedwojski: – Zajmuje miejsce kluczowe.

Błażej Bogdziewicz: – Nowe technologie pozwalają gospodarce rosnąć przy mniejszym udziale siły roboczej, ale nim to zjawisko zdominuje globalną gospodarkę musimy jeszcze poczekać. Natomiast dramatyczna zmiana piramidy międzypokoleniowej, która jest efektem coraz dłuższego życia i malejącej liczby rodzących się dzieci będzie miała w perspektywie kilkudziesięciu lat gigantyczne znaczenie dla bardzo wielu państw.

Piotr Przedwojski: – Już ma.

Błażej Bogdziewicz: – I będzie źródłem wielu kryzysów. Technologia pomaga zmniejszyć wpływ demografii, ale nie jest w stanie pokonać wszystkich negatywnych skutków zmian demograficznych.

Piotr Przedwojski: – Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy gdy o tym rozmawiamy, to stopy procentowe. Im społeczeństwo starsze, tym stopy procentowe niższe. Jako pierwsza doświadczyła tego zjawiska Japonia. Rozwój gospodarczy jest sumą dwóch rzeczy – wzrostu produktywności i demografii. Jeśli jeden z tych czynników jest ujemny, to wzrost gospodarczy musi w całości opierać się na wzroście produktywności, która musi być większa od spadku ludności. I rynki to widzą, a co więcej, dyskontują to. Wystarczy spojrzeć na dziesięcioletnie obligacje skarbowe rządu Stanów Zjednoczonych.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda, niskie stopy procentowe są mocno powiązane z demografią, korelacja jest silna i fundamentalnie uzasadniona. Wrócę jeszcze do pytania, czy automatyzacja i robotyzacja zmniejszy znaczenie demografii jako determinanta rozwoju gospodarczego. Otóż dzisiaj przytłaczająca większość firm nie może funkcjonować bez ludzi i dotyczy to zarówno sektora produkcyjnego, jak i usługowego. I ten stan rzeczy, mimo galopującego rozwoju nowoczesnych technologii, długo się jeszcze utrzyma.


Polska i jej sytuacja

– Co to oznacza dla polskiej gospodarki?

Błażej Bogdziewicz: – I bardzo dobrze. Mało się o tym w Polsce mówi, ale nasza gospodarka nie byłaby w tak dobrym stanie, gdyby nie imigranci.

Piotr Przedwojski: – Masz na myśli Ukraińców?

Błażej Bogdziewicz: – Tak, Ukraińców przede wszystkim. Oni mają wielki, bardzo pozytywny wpływ na polską gospodarkę. Nie tylko płacą podatki, nie tylko zasilają kasę ZUS, ale dzięki nim wiele polskich firm po prostu może funkcjonować. Widzimy to na co dzień w usługach, ale w firmach produkcyjnych jest podobnie. Tyle tylko, że nie powinniśmy się spodziewać, że w przyszłości napływ ludzi z Ukrainy do Polski będzie tak duży jak w ostatnich kilku latach.

Piotr Przedwojski: – „The Economist” podał ostatnio przykłady dwóch krajów, które dobrze sobie radzą ze sprowadzaniem imigrantów. Chodziło o Węgry oraz Włochy. Węgrzy każdemu, kto potrafi udowodnić węgierskie pochodzenie sprzed 1914 roku dają obywatelstwo. Skutek? Co roku nad Dunajem osiedla się, w przypomnę, niespełna dziesięciomilionowym kraju, około 180 tys. nowych obywateli. Włochy z kolei dają paszport każdemu, kto wskaże włoskie korzenie w linii męskiej sprzed 1861 roku, gdy powstało Królestwo Włoch i każdemu, kto w linii żeńskiej wykaże korzenie sprzed 1938 roku. W Rzymie szacują, że takich ludzi może być na świecie 60 mln, czyli tylu ilu obecnie żyje na Półwyspie Apenińskim.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


Polska…

– Tymczasem Polska…

Piotr Przedwojski: – Tymczasem Polska nie daje paszportu potomkom obywateli II Rzeczpospolitej, a wielu z nich nadal przecież mieszka na terenach byłego Związku Sowieckiego. W ten sposób, co nas bardzo pozytywnie odróżnia od Węgier, moglibyśmy ściągnąć nad Wisłę ludzi spoza Unii Europejskiej, co ma przecież gigantyczne znaczenie. Swoją drogą partia, która wreszcie na to wpadnie i taką operację przeprowadzi, będzie mogła liczyć na poparcie tych ludzi i ich potomków do końca swoich dni. Moim zdaniem ten scenariusz się ziści najpóźniej za dziesięć lat, kiedy napięcia w ZUS staną się nie do utrzymania.

Błażej Bogdziewicz: – Wiele państw zaczyna konkurować o imigrantów, którzy są w stanie szybko się zasymilować. To będzie się w najbliższych latach nasilało i my też musimy aktywnie o takich ludzi zabiegać. Rzeczpospolita ma zresztą w tym piękne i przynoszące nam wielkie korzyści tradycje.


– Od kwietnia 2016 roku Polska ma program 500+, który był przedstawiany jako program, który ma radykalnie zwiększyć dzietność. To się kompletnie nie udało…

Piotr Przedwojski: – Protestuję. Takie stwierdzenie jest nadużyciem, bo nie wiemy jaka byłaby sytuacja, gdyby tego programu w Polsce nie wprowadzono.


– Nie czepiajmy się słów. Zastanówmy się, co więcej można zrobić, aby tę dzietność (cóż za wstrętne słowo!) zwiększyć.

Piotr Przedwojski: – Słuchałem niedawno wypowiedzi jakiegoś posła, bodaj z PiS, który powiedział, że powinniśmy zwolnić ze wszystkich podatków rodziny, które mają przynajmniej troje dzieci. Moim zdaniem nie byłoby to złe rozwiązanie.

Błażej Bogdziewicz: – To, że mamy tak kiepską demografię, wynika z dwóch czynników. Pierwszy to czynnik kulturowy. Po prostu ludzie chcą mieć dzisiaj mniej dzieci, albo nie chcą ich mieć wcale. To nie jest polska specyfika, tak jest na całej półkuli północnej i na to rządy mają bardzo niewielki wpływ. Więc to zostawmy. Natomiast znaczna część rodzin chciałaby mieć dziecko lub kilkoro dzieci, ale ich na to po prostu nie stać. Zgadzam się z Piotrem, że niekoniecznie najlepszym pomysłem jest zwiększanie programu 500+ do na przykład 800 lub 1000+. Natomiast, jak uczą przykłady innych państw, na przykład Francji, dobre wyniki dają korzyści podatkowe. Tu od razu zaznaczam, że mit jakoby we Francji rodziły się wyłącznie dzieci imigrantów nie jest prawdziwy. We Francji rodziny wspierane są zarówno różnymi zasiłkami, jak i poprzez preferencje podatkowe. O ile w Polsce wspólny dochód liczony do podatku dzieli się przez dwie osoby, czyli dorosłych małżonków, to we Francji na jego wysokość ma wpływ liczebność całej rodziny.

Piotr Przedwojski: – Znakomite rozwiązanie!

Błażej Bogdziewicz: – I druga rzecz, która wpływa na małą liczbę rodzących się w Polsce dzieci – sytuacja mieszkaniowa. Bardzo wielu młodych ludzie znajduje pracę przede wszystkim w dużych miastach. I ta praca jest nawet nieźle płatna, ale za to ceny mieszkań są tak gigantyczne, że oni właściwie nie mogą sobie na ich kupno pozwolić. Tymczasem w mniejszych miejscowościach sytuacja jest inna. A my cały czas koncentrujemy wzrost gospodarczy w dużych miastach.

Piotr Przedwojski: – Tak się dzieje wszędzie na świecie.

Błażej Bogdziewicz: – Ale chodzi o to, aby ułatwić życie w mniejszych miejscowościach. Szybciej tworzyć plany zagospodarowania przestrzennego, infrastrukturę, także komunikacyjną. Nie wszyscy w końcu muszą mieszkać w Warszawie, Poznaniu, czy Wrocławiu. Ważne, aby warunki życia były porównywalne. To ważna rzecz dla demografii, bo wszędzie na świecie w wielkich miastach rodzi się mniej dzieci. To jest zjawisko ogólnoświatowe.

Piotr Przedwojski: – Zgoda co do systemu podatkowego. On wymaga pilnych zmian dających korzyści rodzinom z większą liczbą dzieci. Ale pomysł z małymi miastami mi się nie podoba, bo ludzie będą ciągnęli do dużych ośrodków. I jeszcze jedno. Nie jest to zjawisko negatywne, bo produktywność w dużych miastach jest większa, więc gdyby Twój pomysł zrealizować, to produktywność spadnie, a to ma kapitalne znaczenie dla polskiego PKB.

Błażej Bogdziewicz: – Nie chodzi o tworzenie administracyjnych barier rozwoju dużych miast. Ale jeśli jest miejscowość leżąca 30-40 km od Warszawy, Poznania, czy Wrocławia, to niech ona ma dobrą szkołę, dobrą sieć handlową, dobry system komunikacji z tym dużym ośrodkiem miejskim. I niech ci młodzi ludzie mają poczucie, że w takiej miejscowości można zamieszkać bez uszczerbku dla ich kariery zawodowej.

Piotr Przedwojski: – Ulżyło mi, bo z tym się zgadzam. Mój opór brał się przede wszystkim z tego, że duże miasta generują istotnie większy wkład do PKB.


Polska i jej system emerytalny

– Zła demografia ma ogromny wpływ na system emerytalny. Tymczasem, mimo kiepskiej demografii, zafundowaliśmy sobie obniżenie wieku emerytalnego. Co więcej, niedawny sondaż pokazał, że 60% Polaków opowiada się za wprowadzeniem emerytur stażowych. To jak podanie szampana na Titanicu.

Błażej Bogdziewicz: – Emerytury stażowe jeszcze bardziej obniżyłyby wiek przechodzenia na emeryturę, więc to byłoby raczej jak podanie na Titanicu whisky. Zły pomysł. Wprowadzenie emerytur stażowych wymusiłoby też nałożenie na obywateli wyższych opłat emerytalnych, więc młodzi zarabialiby jeszcze mniej, czyli jeszcze bardziej niż teraz nie mogliby sobie pozwolić na dzieci… Błędne koło.

Piotr Przedwojski: – Liczby. Polskie PKB to mniej więcej 2 bln zł, dług liczony według metodologii unijnej, to 1 bln zł. Natomiast dług ukryty, który jest, ale władze udają, że go nie ma, to blisko 5 bln zł – także liczony według metodologii unijnej. Ten ukryty dług, to pieniądze obiecane ludziom, którzy za 10-20 lat pójdą na emeryturę. Tych pieniędzy przy obecnym systemie nie będzie.

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli polska gospodarka będzie konkurencyjna, to będą. Tylko trzeba sprowadzać imigrantów. W innym wypadku, masz rację, to się zawali.

Piotr Przedwojski: – Powtórzę, jeśli nic się nie zmieni, to czekają nas dramatyczne zmiany – patrz na liczby. Możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy: istotny wzrost podatków. Drugi: dramatyczny spadek wartości świadczeń. Trzeci: bankructwo państwa. Albo ich kombinacja.

Błażej Bogdziewicz: – Dużo zależy od poziomu wzrostu gospodarczego. Twoje trzy scenariusze są możliwe, ale pamiętajmy, że Polska i tak jest w lepszej sytuacji niż wiele innych państw europejskich, choćby wspomniane już dzisiaj przez Ciebie Włochy.


– Co w tej sytuacji powinien robić przeciętny Kowalski?

Błażej Bogdziewicz: – Po pierwsze, oswoić się z myślą, że na emeryturę nie przejdzie szybko, że będzie musiał długo pracować, znacznie dłużej niż obowiązujące obecnie przepisy. Po drugie, musi oszczędzać, aby miał z czego dopłacać do świadczeń, które będzie mu na emeryturze wypłacało państwo. Innego wyjścia nie ma.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym – o kasynach, szansach Trumpa na drugą kadencję, kobietach rządzących Unią Europejską i filmach Stanisława Barei – rozmawia Piotr Gajdziński.

– W Monte Carlo otwarto właśnie słynne Casino Monte Carlo. Wybieracie się?

Piotr Przedwojski: – Otwiera się też Las Vegas…


– Widzę, że naprawdę jesteś zainteresowany.

Błażej Bogdziewicz: – A przynajmniej nieźle zorientowany.

Piotr Przedwojski: – Zorientowany tak, zainteresowany nie. Wprawdzie inwestowanie także jest grą, ale na tym podobieństwa między kasynem i giełdą się kończą. Różnica jest taka, że inwestorzy jako grupa sumarycznie wygrywają, a uprawiający hazard przegrywają. Dlaczego? Bo spółki wypłacą zyski, a koszty giełdy, czyli operatora, są zawsze niższe niż suma zysków spółek notowanych na giełdzie. A każde kasyno, które nie jest giełdą jest z definicji grą o sumie ujemnej, czyli gracze musza tracić, bo z tych straconych przez nich pieniędzy utrzymuje się operator kasyna. To banalna prawda, choć część ludzi cały czas wierzy, że jest inaczej.

Błażej Bogdziewicz: – Prawdopodobieństwo jest w kasynie przeciwko graczom. To oznacza, że jeśli ktoś zagra raz, to możliwość porażki jest trochę większa niż szansa na sukces. Natomiast jeśli ktoś gra regularnie, to porażkę ma zagwarantowaną.

Piotr Przedwojski: – Każdy gracz, który w odpowiednim momencie się nie wycofa, straci pieniądze. To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Dlaczego więc od wieków ludzie grają, choć przegrywają? Przy nieoczekiwanym sukcesie w organizmie człowieka wydzielają się endorfiny, czyli narkotyk. Właśnie dlatego hazard jest nałogiem, a ludzie, którzy w niego wpadają nie potrafią się z tego uzależnienia wyrwać i jak wszyscy nałogowcy tracą wszystko. W zamian zyskują dawkę endomorfiny. Mam wrażenie, że podobnie jest z „inwestorami”, którzy grają na przykład na platformach foreksowych, bo to rzecz jasna nie jest żadna inwestycja tylko czysty zakład – co gorsza nie między graczami a platformą. I to także gra o sumie ujemnej lub zerowej – gdy pominiemy koszty platform.


– Ustaliliśmy, że do kasyna nie pójdziecie. A czy staniecie się klientami państwowej sieci sklepów spożywczych, które – jak zapowiada wiceminister Artur Soboń, zastępca Jacka Sasina – wkrótce w Polsce powstaną?

Piotr Przedwojski: – Pomysł, aby budować sieć państwowych sklepów na skrajnie konkurencyjnym rynku, z niskimi marżami, kontrolą kosztów, w biznesie z niskimi barierami wejścia, nie jest najlepszy.

Błażej Bogdziewicz: – Nie znajduję żadnego argumentu przemawiającego za realizacją tego projektu. Niektóre pomysły inwestycji infrastrukturalnych mają swoje minusy, ale mają też plusy, ten ma same minusy. Największym jest to, że państwowej sieci, jeśli rzeczywiście takowa powstanie, przyjdzie się borykać z firmami handlowymi, które od dawna są na rynku i dobrze się na nim osadziły, mają wśród Polaków dobrą renomę, know-how i wybitnych specjalistów.

Piotr Przedwojski: – Ci którzy ostatecznie mają zdecydować o wdrożeniu tego pomysłu, powinni szybko odświeżyć sobie filmy Stanisława Barei. To już nawet budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego, choć o ile wiem nadal nie przedstawiono dokładnych wyliczeń tego projektu, ma większy sens niż budowa państwowej sieci handlowej. .

Błażej Bogdziewicz: – Budowa CPK jest obarczona dużym ryzykiem, ale przekop Mierzei Wiślanej wydaje mi się z gospodarczego punktu widzenia dobrym pomysłem. Elbląg, który w myśl tych planów ma się stać portem morskim, jest stosunkowo dobrze skomunikowany z rzecznymi drogami śródlądowymi i jeśli ten projekt zostanie zrealizowany, to powinien pozytywnie wpłynąć na rozwój gospodarczy tego regionu, a również innych, położonych wzdłuż Nogatu i dalej Wisły. Pytanie tylko, czy Wisła jest dzisiaj rzeką żeglowną.

Piotr Przedwojski: – Zgadzam się z Błażejem. Przekop Mierzei Wiślanej jest pomysłem sensowniejszym niż budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego. Także dlatego, że CPK będzie musiał wyrwać spory kawałek z międzynarodowego bardzo konkurencyjnego międzynarodowego rynku lotniczego. Osiągnięcie sukcesu będzie więc bardzo trudne. W wypadku Mierzei Wiślanej nie ma mowy o konkurencji, to po prostu próba stworzenia drogi rzecznej, a transport rzeczny jest dzisiaj najtańszy i chyba najbardziej ekologiczny.


Sytuacja w USA i pomoc dla bezrobotnych

– Co się dzieje w Ameryce? Przewidywano, że w trzecim kwartale pracę straci 9 mln ludzi, tymczasem ostatnie dane mówią, że zatrudnienie wzrosło o ponad 2 mln osób.

Błażej Bogdziewicz: – To efekt rządowych programów pomocowych. Amerykańskie firmy dostały pomoc i pieniądze pod warunkiem, że nie będą zwalniały ludzi lub będą przyjmowały wcześniej zwolnionych. I to się dzieje. Amerykańska gospodarka jakoś tam się podnosi, ale tylko dlatego, że twardy lockdown się skończył, co oznacza, że część firm wróciła do pracy. Ale kluczowe dla gospodarki jest nie to, ilu ludzi jest bezrobotnych, a ilu faktycznie pracuje i realnie wytwarza dochód narodowy. W USA mieliśmy dużo zwolnień, znacznie więcej niż w Europie, co wynika z innych przepisów prawa pracy. Ale moim zdaniem nie są to jeszcze sygnały świadczące o powrocie amerykańskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu. I choć bezrobocie zaczyna spadać, to nadal jest bardzo wysokie.

Piotr Przedwojski: – Przywołałeś Europę, gdzie zwolnień było mniej niż w Stanach Zjednoczonych. Przyrównałbym to trochę do obecnej sytuacji banków amerykańskich i europejskich. Te pierwsze zostały szybko po poprzednim kryzysie dofinansowane i głęboko zrestrukturyzowane. W Europie robiono to znacznie wolniej i znacznie ostrożniej. Dzisiaj można zobaczyć, jakie są tego efekty – wystarczy sprawdzić, jak są wyceniane banki amerykańskie, a jak europejskie. To jest przepaść, rzecz jasna na korzyść banków amerykańskich.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Czy Donald Trump ma jeszcze szansę na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, które odbędą się w listopadzie tego roku?

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem tak. Po pierwsze, co wynika ze statystyki, urzędujący prezydent zawsze ma znacznie większe szanse od pretendenta do Białego Domu. Po drugie, indeksy giełdowe są wysoko, a w Stanach Zjednoczonych ma to bardzo duże znaczenie, bo dotyka, pośrednio lub bezpośrednio, niemal każdego Amerykanina. Oni doceniają, że dla Trumpa gospodarka jest ważna, a jeszcze ważniejszy jest rynek akcji.

Błażej Bogdziewicz: – To nie ulega wątpliwości. Takiego prezydenta Ameryka dawno nie miała i moim zdaniem długo mieć nie będzie. Uważam jednak, że w ostatnich tygodniach szanse Trumpa na reelekcję zdecydowanie spadły. Choć rynek akcji rzeczywiście trzyma się dzielnie, to gospodarka przeżywa duże trudności i ludziom żyje się ciężko. Fala protestów społecznych po zabiciu George’a Floyda też moim zdaniem obecnemu prezydentowi nie służy. Ale oczywiście trzeba pamiętać, że do wyborów jest jeszcze sporo czasu i wiele się może zmienić. Nie przekreślam Trumpa, ale sądzę, że jego szanse spadły teraz poniżej 50%.


Rywal Trumpa, kwestia Europy i pomoc

– Jego rywalem będzie najprawdopodobniej Joe Biden.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, były wiceprezydent przy Baraku Obamie. Kłopot z Bidenem jest taki, że jest on już mocno zaawansowany wiekowo, dlatego jeśli zasiądzie w Białym Domu, to bardzo dużą rolę będzie odgrywał wiceprezydent. Pytanie na kogo Biden postawi. Spekuluje się, biorąc pod uwagę sytuację w Partii Demokratycznej, że może to być ktoś reprezentujący lewe, etatystyczne skrzydło tej partii. To będzie miało swoje konsekwencje dla gospodarki. Powiem ostrożnie – w tym scenariuszu Ameryce grozi wzrost inflacji.

Piotr Przedwojski: – I podatków. Już dzisiaj dług do PKB to 120%, a to będzie rosło. Do 130, może nawet 140%. Koszty walki z pandemią koronawirusa i pomoc dla firm będą bardzo wysokie. My według Eurostatu mamy 45%, choć dla porządku trzeba dodać, że bez ukrytego długu emerytalnego na poziomie… 350%.

Błażej Bogdziewicz: – I chyba dalej nie będzie mógł już tak działać. Larry Fink, prezes BlackRocka już powiedział, że spodziewa się podwyżki podatków dla firm o 7%, podobnie wypowiedzieli się między innymi Ray Dalio, szef Bridgewater Capital, firmy zarządzającej największym funduszem hedgingowym na świecie oraz Lloyd Blankfein, były prezes Goldman Sachs.


– A propos kosztów. Jak Wam się podoba pomoc dla państw Unii Europejskiej zadeklarowana przez Brukselę? To pójście amerykańską drogą.

Piotr Przedwojski: – Nawet bardziej.

Błażej Bogdziewicz: – W Europie mamy bardzo ciekawą sytuację. Ktoś niedawno zauważył, że Unią Europejską rządzą obecnie kobiety. Rzeczywiście, Ursula von der Leyen stoi na czele Komisji Europejskiej, a szefową Europejskiego Banku Centralnego jest Christine Lagarde. Do tego dochodzi oczywiście niemiecka kanclerz Angela Merkel. Te trzy panie robią wszystko, aby uratować trzeszczącą w szwach Unię Europejską i są w tym dziele bardzo zdeterminowane. Czy to się uda trudno dzisiaj przesądzać, osiągnięcie sukcesu nie będzie łatwe. Ale działają odważnie, uruchamiają nowe programy inwestycyjne i pomoc, które są finansowane długiem, co wobec niskiej inflacji w UE nie będzie budziło w najbliższym czasie zbyt wielu kontrowersji.

Ale koniec końców, cudów nie ma, może to doprowadzić do inflacji. Uruchomienie pomocy i realna pomoc dla krajów członkowskich w wysokości 750 mld euro jest bardzo odważnym posunięciem i Polska może na tym mocno skorzystać, bo wygląda na to, że będziemy jednym z największych beneficjentów tego programu. Ale warto zwrócić uwagę, że ta pomoc będzie inna niż dotychczas. Bo dotychczas był to rodzaj „unijnego socjalu”. Obecny program ma natomiast na celu przekształcenie europejskiej gospodarki, unowocześnienie jej, uczynienie bardziej konkurencyjną. Można się spodziewać, że w efekcie najwięcej wygrają na tym firmy niemieckie, więc te pieniądze jakoś do Niemiec wrócą. Czy ten program uratuje Europę? Nie sposób dzisiaj powiedzieć, bo on jednak nie rozwiąże żadnego z najważniejszych strukturalnych problemów Starego Kontynentu, w tym słabej demografii.

Piotr Przedwojski: – To jest inny program od dotychczasowych. Od lat słyszeliśmy o finansowaniu południa Europy przez kraje Północy, a teraz nagle okazało się, że można położyć na stole gigantyczne pieniądze, kilkukrotnie większe niż zwykły unijny budżet. I to nie jest mutualizacja długu, a to ważna nowość. Dlaczego tak się dzieje? Między innymi dlatego, że sytuacja w Europie się zmienia. Nie chodzi tylko o nowy, damski triumwirat, choć to ma spore znaczenie. Ale zmieniają się również niemieckie elity polityczne i gospodarcze. Do władzy dochodzi nowe pokolenie polityków, znacznie mniej doktrynalnych niż ich poprzednicy. Dzięki temu mamy śmiały program, którego Europa potrzebuje. Ale zgadzam się z Błażejem, że on nie rozwiąże problemu demografii, nadmiernych regulacji i wreszcie słabej konkurencyjności europejskiej gospodarki. Europie niezbędne są dalsze reformy, odwaga, więcej pewności siebie i dumy z własnej przeszłości.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara,