EKSPERT



BEZPŁATNE SZKOLENIA I KONFERENCJE F-TRUST

Prowadzimy szkolenia zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych inwestorów.

Zapisz się

IKE/IKZE

Najbardziej efektywne oszczędzanie na emeryturę,porównaj nasze produkty IKE i IKZE.

Więcej: IKE i IKZE



USŁUGA ZARZĄDZANIA PORTFELEM

Możliwość inwestowania zgodnie ze strategią inwestycyjną uszytą na miarę.

Więcej: Zarządzanie portfelem

CAŁA WIEDZA NA TEMAT FUNDUSZY W JEDNYM MIEJSCU

F-Trust - proces analityczny

Inwestowanie to proces, który wymaga cyklicznej pracy, w F-Trust analizujemy fundusze zaczynając od podejścia makro, a kończąc na doborze funduszy do portfela inwestycyjnego. Każdy etap naszej pracy powtarzamy w stałych terminach – tak aby klienci mogli wspólnie z nami analizować swoje inwestycje.

Etapy procesu:

Pokaż cały proces


PLATFORMA FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH

Platforma funduszy inwestycyjnych

Inwestuj przez internet, poznaj nasze materiały edukacyjne, załóż portfel treningowy, zobacz podgląd autentycznych portfeli


Więcej: Platforma Funduszy


ZAŁÓŻ DARMOWE KONTO
Zajmie Ci to maksymalnie 1 minutę

Nasi klienci zainwestowali
już 1,2 MLD zł WIĘCEJ >>>

Doskonała opinia wśród klientów,
9 lat doświadczenia  WIĘCEJ >>>

A A A
Ring Caspara, Megatrendy

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o megatrendach i ich wpływie na rynek kapitałowy, sztucznej inteligencji, rozwoju genetyki, starciu państw z technologicznymi gigantami.

– „Megatrendy” to pojęcie, które w ostatnim czasie robi zawrotną karierę na rynku inwestycyjnym. Jak Wy to pojęcie definiujecie?

Błażej Bogdziewicz: – Rozumiem to jako strukturalne zmiany obejmujące gospodarkę i społeczeństwo w sposobie wytwarzania różnego rodzaju dóbr. Nie chwilowa moda, która często pojawia się na rynku inwestycyjnym, ale trwałe zmiany wynikające najczęściej ze zdobyczy nauki.

Piotr Przedwojski: – Dorzucę jeszcze dwa, moim zdaniem niezbędne warunki. Pierwszym jest to, że dotykają one wszystkich lub niemal wszystkich. Drugi – są długotrwałe, liczone nie w latach, ale dekadach.


– W 2018 roku, a więc zupełnie niedawno, Deloitte, zdefiniował następujące megatrendy: przemysł 4.0, obieg zamknięty w gospodarce, zrównoważone finanse i inwestowanie z myślą o wpływie na środowisko, rynek pracy i wreszcie elektromobilność. Zgadzacie się z tą specyfikacją?

Błażej Bogdziewicz: – Widzę przynajmniej dwa megatrendy, które wydają mi się znacznie ważniejsze od tych podanych przez Deloitte. Po pierwsze, rozwój sztucznej inteligencji, co ma i będzie miało w przyszłości znacznie większe znaczenie i wpływ na nasze życie niż wszystkie przez Ciebie wymienione. Po drugie, postęp w genetyce. Nie znaczy to, że lekceważę na przykład punkt o inwestowaniu z myślą o środowisku, to na pewno istotna rzecz, ale strukturalna zmiana będzie wynikała z czegoś innego.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem, sztuczna inteligencja jest fragmentem jeszcze większej zmiany. Zauważmy, że coraz więcej rzeczy, coraz większa część naszego życia, przenosi się do Internetu, a to coś więcej niż sztuczna inteligencja, bo to jest przetwarzanie rozproszone, ciągle rosnąca moc obliczeniowa i pamięć. Ludzie generują coraz więcej informacji i dzięki temu okazało się, że narzędzia, które istniały już od jakiegoś czasu, na przykład sieci neuronowe, mogą działać coraz bardziej skutecznie. Te informacje można przetwarzać. Mam wrażenie, że coraz więcej ludzkiej działalności przenosi się z fizycznej obecności w jakimś kraju do cyberprzestrzeni, gdzie nie ma żadnych granic.

To jest, póki co, Dziki Zachód z bardzo luźnymi regułami i wymaga regulacji, ale na razie chyba nikt nie ma pojęcia, w jakim kierunku te regulacje powinny pójść. Jestem jednak przekonany, że świat stoi przed tym problemem i staje się on coraz pilniejszy. Na razie to zostawię, bo do dwóch megatrendów wymienionych przez Błażeja chciałbym jeszcze dodać demografię. Ona jest coraz gorsza i to jest trend stabilny od kilku dekad, który będzie się jeszcze nasilał. Naukowcy twierdzą, że za dziesięć lat jedna trzecia par będzie potrzebowała pomocy, aby spłodzić dziecko. Co gorsza nikt nie umie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego u coraz większej liczby mężczyzn spada płodność. Oczywiście, i tu do pewnego stopnia zgadzam się z Deloittem, istotnym megatrendem będzie też wpływ człowieka na planetę. Nie chcę jednak tego rozwijać, bo ten problem został skrajnie spolityzowany.


– Już tylko z tego co mówicie – gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, rozwój genetyki, zła i pogarszająca się sytuacja demograficzna – wynika, że świat stoi przed wielką zmianą, z pewnością większą niż osiemnastowieczna rewolucja przemysłowa. Kto na tym wygra?

Błażej Bogdziewicz: – Dobrze, że wspomniałeś o rewolucji przemysłowej, która rozpoczęła się od wynalezienia maszyny parowej. Dobrze, bo to nam unaocznia, jak bardzo postęp techniczny przyspiesza. Weźmy pod uwagę wskaźnik długości życia, który może nie jest doskonały, ale jest jedną z miar postępu. James Watt skonstruował maszynę parową w 1763 roku, co dość szybko zrewolucjonizowało świat, ale aż do drugiej połowy XIX wieku średnia długość życia praktycznie nie rosła, oscylowała wokół 30-40 lat. Zaczęło się to zmieniać dopiero po około stu latach od wynalezienia maszyny parowej.

Teraz długość życia rośnie dramatycznie szybko i to jest prosta ilustracja wielkiej zmiany. A będzie rosła coraz szybciej, bo upowszechniają się terapie genowe, dzięki którym będziemy w stanie wyleczyć wiele chorób dzisiaj uznawanych za nieuleczalne. Wielkie możliwości otwierają się też przed syntetyczną biologią, co oznacza między innymi, że będziemy mogli zastąpić tradycyjne nawozy bakteriami, które pomogą roślinom pozyskiwać azot z powietrza. To nie jest jakaś odległa przyszłość, to już się dzieje. Kolejna rzecz to znacznie szybsze adoptowanie postępu w jednej dziedzinie przez inne gałęzie. Może najbardziej spektakularnym tego przykładem jest połączenie sztucznej inteligencji i medycyny, w tym również genetyki. A dzisiaj jesteśmy dopiero na początku wielkiej zmiany. Rozwój sztucznej inteligencji zawdzięczamy procesorom, których dziesięć lat temu jeszcze nie było. Podobnie jest z oprogramowaniem.

Piotr Przedwojski: – I danymi.

Błażej Bogdziewicz: – Naturalnie, ale one są. Jak daleko na tym wózku zajedziemy nie wiem, ale wiem, że to dopiero początek drogi. I że będziemy ją pokonywali szybciej niż kiedykolwiek w przeszłości.

Piotr Przedwojski: – Będę się upierał przy danych. Procesory i software to tylko narzędzia. One oczywiście są ważne i oczywiście będą coraz lepsze. Ale kluczem do sukcesu jest gigantyczna ilość danych, których wcześniej nie było, a które teraz ludzkość zaczęła produkować na wielką skalę. I te dane są tanie, przynajmniej jak dotąd, jest ich coraz więcej i dzięki temu szukające ich algorytmy muszą być coraz lepsze.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Na jakimś etapie tej rewolucji, my się „odpaństwowimy”. Państwa zaczną zanikać, bo staną się zbędne.

Piotr Przedwojski: – Przywołam definicję Francisa Fukuyamy, który powiedział, że państwo to organizacja, która posiada monopol na przemoc na określonym terytorium. Mogę sobie wyobrazić państwo, które ma monopol na przemoc w cyberprzestrzeni, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne. Jesteśmy na takim etapie rozwoju technologii, ten rozwój jest tak szybki, a płynące z niego korzyści tak wielkie, że żadne państwo za tym nie nadąża.


– No właśnie.

Piotr Przedwojski: – Ale ponieważ korzyści są tak wielkie, to państwo tego nie odpuści. Politycy w naszym (i swoim) imieniu będą tego zażarcie bronili.

Błażej Bogdziewicz: – Wielu wydawało się, że te gigantyczne koncerny technologiczne, które inwestują ogromne pieniądze w sztuczną, inteligencję będą chciały być ponadnarodowymi hegemonami, które nie będą krępowane żadnymi przepisami.

Piotr Przedwojski: – Albo jedynie takimi, które dzisiaj ich „krępują”. Bo to nieprawda, że nie ma regulacji, tylko że te regulacje są głównie amerykańskie, zostały stworzone dawno temu i absolutnie nie przystają do dzisiejszej sytuacji.

Błażej Bogdziewicz: – Natomiast to się wyraźnie zmienia. Przysłuchiwałem się ostatnio rozmowie, w której wzięła udział między innymi grupa indyjskich ekspertów. Wszyscy oni mówili o wielkim ryzyku, jakie te rosnące w siłę technologiczne giganty niosą dla świata, również dla takich państw jak Indie, które są przecież ogromne. Tam wprost padały określenia, że mamy do czynienia z cyfrowym kolonializmem. A będę się upierał, że sztuczna inteligencja dopiero zaczyna pokazywać swoją siłę i ona za dziesięć lat będzie znacznie potężniejsza niż dzisiaj. Jeśli ona będzie kontrolowana przez kilka amerykańskich koncernów…

Piotr Przedwojski: – I chińskich! Nie zapominajmy o Chińczykach, którzy jako jedyni wyśmiewani dawno temu ustanowili własne regulacje.

Błażej Bogdziewicz: – To na pewno wiele państw zostanie mocno osłabionych. W tym sensie Piotr Gajdziński ma rację – czeka nas wielka rozgrywka.


– Właśnie. I pytanie, czy państwa będą w stanie stawić opór tym cyfrowym, nieustannie rozrastającym się gigantom. Pandemia koronawirusa pokazała, że państwa są słabe. I nie inwestują w najnowocześniejsze, zmieniające świat technologie.

Piotr Przedwojski: – Ale nawet słabe państwa sobie z tym poradzą. Toczymy naszą dzisiejszą dyskusję za pośrednictwem ZOOM-a. Kto nam go dostarcza? Nie żaden wielki, ponadnarodowy koncern, tylko lokalny dostawca. Tak jest zawsze z wszystkimi tego rodzaju usługami. Jeśli lokalny, to jego siedziba znajduje się w bardzo konkretnym państwie i wystarczy do tej siedziby wysłać oddział policji i go wyłączyć. To wyjście prostackie, bardziej wysublimowane polega na wyfiltrowaniu ruchu. To żaden problem. Ostatni przykład to konflikt Facebooka z Australią, w którym gigant się ugiął. A Pakistan, jeszcze słabsze i mniejsze państwo, ostatnio po prostu wyłączył Tik Toka. Turcja zmusiła Twittera do posłuszeństwa, Europa szykuje akty i dyrektywy (DSA i DMA). W Europie, USA i Chinach rozpoczynają się postępowania antymonopolowe przeciwko gigantom technologicznym. Państwa się obudziły.

Błażej Bogdziewicz: – Zablokować można, ale już stworzenie lokalnego odpowiednika tego rodzaju usług jest bardzo trudne. Chinom się to udaje, ale z niemałym trudem, próbują Rosjanie…

Piotr Przedwojski: – Nie twierdzę, że każdy kraj jest w stanie stworzyć lokalnego Facebooka – przecież to bzdura z definicji, ale każdy jest w stanie wymóc na Facebooku zmianę. Bo każdy koncern, jak bardzo ponadnarodowy by nie był, potrzebuje lokalnego ruchu. Dzięki niemu żyje, mówiąc kolokwialnie nim się żywi i na nim zarabia. Witamy na określonym terytorium z monopolem na przemoc!


– Nie podzielam tego optymizmu co do wyniku starcia między koncernami technologicznymi i państwami, ale na razie to zostawmy. Jak na megatrendach może zarobić inwestor?

Błażej Bogdziewicz: – Megatrendy będą miały ogromny wpływ na gospodarkę, po prostu ją przemodelują, ta dzisiejsza, przynajmniej duża jej część, trafi na śmietnik historii. Inwestorzy muszą sobie uświadomić, że w coraz większej liczbie miejsc będziemy mieli coraz więcej procesorów, coraz więcej przesyłania danych i będziemy mieli coraz lepsze oprogramowanie, które z tego wszystkiego będzie korzystało. To oznacza, że coraz więcej firm, które nie będzie korzystało z tych narzędzi, po prostu zniknie z rynku. Inwestor powinien przede wszystkim zastanowić się, czy firma, w którą dzisiaj inwestuje, która teraz nawet pokazuje zyski i płaci dywidendę, za dziesięć lat nie przegra technologicznie.

Bo jak przegra, to zniknie. Takich „zniknięć” mamy w historii bez liku, ale teraz „historia przyspieszyła” i firmy będą znikały szybciej niż w poprzednich dziesięcioleciach. Trzeba więc wybierać spółki, które mają przewagi konkurencyjne. One nie są wprawdzie dane raz na zawsze, ale jednak niełatwo je zniwelować. Inwestor musi też pamiętać, że czeka nas dokończenie rewolucji w wielu tradycyjnych branżach, choćby w mediach i handlu, gdzie e-commerce będzie „zjadał” tradycyjne sklepy. Na rynku kapitałowym zawsze było tak, że bardziej opłacało się patrzeć w przyszłość niż opierać się na danych z przeszłości, ale teraz ten proces jest bardziej dynamiczny.

Piotr Przedwojski: – Na koniec chcę jeszcze zwrócić uwagę, że w najbliższych latach będzie rósł wpływ regulacji na technologię i jej wpływ na ludzi. Tak jak trzydzieści lat temu ludzie się obudzili i zaczęli interesować się ekologią dochodząc do wniosku, że niszczymy planetę, na której żyjemy i że to działa przeciwko nam, tak mam wrażenie, że dokładnie teraz to przebudzenie następuje wobec zagrożeń / wyzwań / podziału zysków związanych z rozwojem technologii.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

Przefiltruj:

wybierz towarzystwa

klasa aktywów

podział geograficzny

wybierz sektory

Ryzyko 1
7

waluta funduszu

min. pierwsza wpłata

FILTRUJ
Nazwa funduszu
Klasa
aktywów

Klasa aktywów – wskazuje w jakie instrumenty finansowe inwestuje fundusz. W ramach funduszy mieszanych fundusz może inwestować w kilka klas aktywów jednocześnie.


Ryzyko

Ryzyko – Ocena ryzyka na podstawie danych dostępnych w kluczowych informacjach dla inwestorów danego funduszu. Wskaźnik ryzyka stanowi syntetyczną wartość odzwierciedlającą poziom ryzyka związany z inwestycją w dany fundusz bądź subfundusz. Może on przybierać wartości od 1 (najmniej ryzykowny) do 7 (najbardziej ryzykowny).


Sektor

Sektor – informacja wskazująca zaangażowanie funduszu/subfunduszu w instrumenty finansowe emitowane przez określone podmioty. Podział może dotyczyć sektorów w jakich działają przedsiębiorstwa (np. ochrona zdrowia), wielkości kapitalizacji firm (małe/średnie/duże). W przypadku, gdy fundusz/subfundusz inwestuje w szerokie spektrum instrumentów finansowych emitowanych przez spółki z różnych branż, o różnej kapitalizacji, wówczas mamy do czynienia z funduszem/subfunduszem uniwersalnym. Region – Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Podział
geograficzny

Informacja na temat geograficznego rozkładu spółek z portfela. Jeżeli fundusz inwestuje przekrojowo, nie precyzując jaki region geograficzny będzie przeważał w jego portfelu, wówczas opisujemy go jako „globalny”.

Wynik
Caspar Akcji Europejskich A (A) Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte +3.58%
2021-04-12
Szczegóły
Caspar Akcji Europejskich S (S) Akcyjne 6 Uniwersalny Europejskie rynki rozwinięte +3.6%
2021-04-12
Szczegóły
Caspar Globalny (S) Akcyjne 5 Uniwersalny Globalny +0.71%
2021-04-12
Szczegóły
Caspar Stabilny A (A) Mieszane 4 Uniwersalny Globalny +0.55%
2021-04-12
Szczegóły
Caspar Stabilny S (S) Mieszane 4 Uniwersalny Globalny +0.6%
2021-04-12
Szczegóły
TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Jesteśmy dla Niemiec dwa razy ważniejsi niż Rosja

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o twórczym rozwijaniu przez Joe Bidena programu PiS, świetnych perspektywach dla polskiej gospodarki oraz najlepszych stosunkach Polski z Niemcami od czasów Ottona III i Bolesława Chrobrego

– Czego spodziewacie się po przygotowywanym właśnie przez rząd „Nowym Ładzie”, czyli programie na czas po pandemii?.

Piotr Przedwojski: – Chyba tego samego co było z Programem na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, który ogłoszono w lutym 2016 roku. Dużo zadęcia, jeszcze więcej propagandy i efekt odwrotny od zamierzeń. Przypomnę tylko, że premier Morawiecki obwieścił wówczas, że dzięki jego programowi Polska wyjdzie „z pułapki średniego wzrostu”. Mniejsza już o to, że takiej pułapki nie ma, zresztą ten termin już zniknął z przestrzeni publicznej. Głównym efektem tego programu miał być wzrost inwestycji. A wzrostu nie ma, jest spadek – z około 20% PKB przed 2016 rokiem, do 18,5% PKB w 2019 roku i – według szacunków – do 17% w roku 2020. Wynik 18,5% PKB za 2019 roku jest najwyższy w okresie rządów PiS, tymczasem przed 2015 rokiem dochodził nawet do 23% PKB.

Innymi słowy, rządy PO osiągnęły cele Programu na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju! Dla przypomnienia, w tym programie mówiono o inwestycjach na poziomie 22-25% PKB. Mimo licznych programów wsparcia, bezzwrotnych pieniędzy z przeróżnych funduszy na innowacje, podwyżki minimalnej płacy. To tym ciekawsze, że sektor kontrolowany przez państwo, według danych NBP, inwestycje zwiększył, co oznacza, że inwestycje w sektorze prywatnym musiały spaść jeszcze bardziej.

Błażej Bogdziewicz: – Na razie mamy tylko zapowiedzi, nie znamy żadnych szczegółów, więc trudno to komentować. W jednym mogę się jednak z premierem zgodzić – w mojej ocenie najbliższe dwa lata będą dobre dla gospodarki. I w Polsce, i na świecie. To jest duża szansa dla naszych przedsiębiorców. Gdy skończy się pandemia, a zakładam, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy się skończy, to wówczas ludzie zaczną więcej wydawać, a to napędzi gospodarkę. Po drugie, polska gospodarka okazuje się cały czas bardzo konkurencyjna. Nasz eksport jest bardzo dobry, w ubiegłym roku mieliśmy bodaj największą od 1989 roku, blisko czteroprocentową nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących. Dużo.

Nic nie wskazuje, aby ten trend miał się odwrócić. Myślę, że inwestycje zagraniczne nadal będą do Polski płynęły szerokim strumieniem i da to nowy impuls naszemu eksportowi. Trzecia sprawa to siła robocza. W ostatnich latach udaje nam się przyciągać nowych pracowników. Do tej pory oni płynęli do Polski przede wszystkim z Ukrainy, ale sądzę, że zasadne jest oczekiwanie na napływ imigrantów również z Białorusi i Rosji, bo tam poziom życia cały czas pozostaje na niskim poziomie, a w Polsce systematycznie się poprawia.

Piotr Przedwojski: – W Rosji realne dochody od wielu lat spadają.

Błażej Bogdziewicz: – Co bardzo istotne, imigranci ze Wschodu szybko się u nas aklimatyzują. Obawy, że będą uciekali do Niemiec zupełnie się nie potwierdziły. Na przeszkodzie stanęła bariera kulturowa i przede wszystkim językowa. Tak więc nadal będzie płynął do nas zachodni kapitał, a jednocześnie nasza demografia, nadal niestety słaba i bez większych widoków na poprawę, będzie wspierana przez imigrantów ze Wschodu.

Piotr Przedwojski: – Dodam do tego katalogu jeszcze jeden czynnik. Nasza gospodarka jest podczepiona do niemieckiej. To truizm, korzystamy na tym od lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że twarde dane potwierdzają, że te więzi są niezwykle silne i stają się coraz silniejsze. Gdy spojrzeć na eksport, to siła Polski i Czech jest dla Niemiec większa od Chin. Republika Federalna wybija się w Unii Europejskiej dzięki euro – gdyby mieli markę, byliby mniej konkurencyjni – i w dużym stopniu dzięki nam, bo to dzięki nam mają dostęp do tańszej siły roboczej, co widać po danych o nadwyżce Niemiec i Polski (sic!) na rachunku obrotów bieżących. W ostatnim dziesięcioleciu latach import siły roboczej w Polsce był bodaj największy spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Ten mechanizm jest najważniejszym źródłem naszego sukcesu gospodarczego.

Błażej Bogdziewicz: – Korzystamy z naszego położenia geograficznego, które wcześniej wielokrotnie było dla nas przekleństwem.

Piotr Przedwojski: – A teraz jest błogosławieństwem. Wracając do naszych powiązań z Niemcami. Za rok 2019 byliśmy szóstym pod względem wielkości partnerem gospodarczym tego kraju, a wszystko wskazuje na to, że za rok 2020 będziemy wyżej, bo z pierwszych wyliczeń wynika, że wyprzedziliśmy Francję. Dla Niemiec jesteśmy ponad dwa raz ważniejsi gospodarczo niż Rosja. I nie wydaje się, aby to się miało skończyć. Powiedziałbym, że Polska jest wielką bramą przez którą z jednej strony mogą wpłynąć jeszcze większe rzesze pracowników ze Wschodu (gdzie sytuacja gospodarcza jest, mówiąc oględnie, trudna), a z drugiej niemiecka potrzeba niskich kosztów pracy. Zapewniamy skalowalność niemieckiej gospodarce.

Błażej Bogdziewicz: – Warto dodać, że w ostatnim czasie dostrzegalne jest nieco większe otwarcie polskich władz na współpracę z Chinami. W Małaszewiczach budowany jest duży kolejowy port przeładunkowy, strategicznie ważna inwestycja dla dalszej współpracy z Państwem Środka. Choć oczywiście mam też sporo zastrzeżeń do polityki gospodarczej rządu, w tym przede wszystkim do systemu podatkowego.

Piotr Przedwojski: – Rozmiary naszej współpracy z Niemcami pokazują, że całe to gadanie o wyjściu Polski z Unii Europejskiej jest zupełnie nieprawdziwe. Ani Polacy nie chcą z Unii wychodzić, ani Niemcy do tego nie dopuszczą. Dzisiaj nasze stosunki gospodarcze ze zjednoczonymi Niemcami są chyba najlepsze od czasów Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona III. Wtedy źle na tym nie wyszliśmy. Ale jeszcze kilka danych o stanie naszej gospodarki. Ostatnio Międzynarodowy Fundusz Walutowy oświadczył, że wręcz powinniśmy zwiększyć nasz deficyt budżetowy, czyli pójść drogą, którą obecnie podąża bardzo wiele krajów, w tym Stany Zjednoczone oraz państwa Europy Zachodniej. To po pierwsze. Po drugie, z dostępnych, na razie cząstkowych danych wynika, że ludzie zamknięci w domach na skutek lockdownu, nie tylko obywatele Polski, siłą rzeczy ograniczyli wydatki na usługi i rekompensowali to sobie zakupem produktów. Wiele z tych produktów jest wytwarzanych w Niemczech, a znaczną część kooperantów niemieckich koncernów stanowią nasze firmy.

Błażej Bogdziewicz: – Na naszą sytuację gospodarczą w najbliższym czasie niemały wpływ może mieć rozwiązanie sprawy tak zwanych frankowiczów. Komisja Nadzoru Finansowego zaproponowała nowe wyjście z tego problemu, co przez banki zostało dobrze przyjęte. Do rozwiązania tej kwestii jest jeszcze daleko, ale pierwszy, w mojej ocenie duży krok został w tym kierunku zrobiony. Rzecz jest istotna, bo dotyczy grubo ponad 100 mld zł. Jeśli dojdzie do przewalutowania kredytów udzielonych w walutach obcych, to część tego kapitału zostanie uwolniona i trafi na rynek. Spodziewam się, że wielu dotychczasowych frankowiczów zechce zmienić mieszkanie na większe, więc to będzie stanowiło istotny impuls dla deweloperów. To też przyczyni się do napędzenia koniunktury.

Piotr Przedwojski: – Frankowicze uwolnieni od tego gigantycznego ciężaru będą kupowali nie tylko większe mieszkania, ale również inne towary i usługi. To powinno napędzić koniunkturę.


– Pandemia i szczepienia. Optymizm na najbliższą przyszłość opiera się na tym, że dzięki szczepieniom opanujemy pandemię. Ale ta akcja, nie tylko w Polsce, w całej Unii Europejskiej, mocno kuleje. Na dodatek pojawiają się nowe mutacje wirusa. Czy ten optymizm, nie tylko Wasz, bo to dotyczy całego świata, nie jest nadmierny?

Piotr Przedwojski: – Nie, podtrzymuję swój osąd. Pandemia zostanie wkrótce opanowana.

Błażej Bogdziewicz: – Zgadzam się z Piotrem. Nowe mutacje nie są zagrożeniem, bo szczepionki są wobec nich do pewnego stopnia skuteczne. Tu ocena wirusologów jest jednoznaczna. Oczywiście, nie sposób przewidzieć przyszłości, bo w końcu nie można wykluczyć, że pojawi się taka mutacja, wobec której dotychczasowe szczepionki będą bezradne, może też rzecz jasna pojawić się kolejna pandemia. Ale na podstawie obecnej sytuacji można powiedzieć, że wkrótce sobie z pandemią COViD-19 poradzimy.

Piotr Przedwojski: – Masz jednak rację, że szczepienia w krajach Unii Europejskiej idą słabiej, dużo słabiej niż zapowiadano. Należy jasno powiedzieć, że w tej sprawie Komisja Europejska się po prostu zbłaźniła.

Błażej Bogdziewicz: – Pytanie, czy to wina przewodniczącej Komisji, Ursuli von der Leyen, czy strukturalnego niedowładu tej organizacji.

Piotr Przedwojski: – Coraz głośniejsze są głosy, i to nie tylko wśród eurosceptyków, ale również eurofilów, że Ursula von der Leyen powinna za to zapłacić stanowiskiem.

Błażej Bogdziewicz: – Sporo jest takich głosów, ale nie jestem pewien, że gdyby na tym stanowisku był ktoś inny, to Komisja działałaby lepiej. Jest natomiast niezaprzeczalnym faktem, że z programem szczepień lepiej od Unii Europejskiej radzą sobie między innymi Izrael, Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Właśnie, Stany Zjednoczone. Od zaprzysiężenia Joe Bidena minął dopiero miesiąc, ale chciałem zapytać, czy po tym miesiącu chcecie jakoś zrewidować swoje przewidywania? Niektóre z nich, choćby kontynuacja polityki Trumpa wobec Chin, zdają się sprawdzać.

Piotr Przedwojski: – Musimy poczekać. Pewne jest, że Biden ma gigantyczny plan stymulacji gospodarki. Zobaczymy jak będzie sobie z tym radził. Rentowności obligacji amerykańskich idą do góry. Choć jak dotąd ten wzrost jest niewielki, to jest systematyczny.


– Jeśli rentowności obligacji idą do góry, to oznacza, że…

Piotr Przedwojski: – Że inwestorzy spodziewają się wzrostu gospodarczego i inflacji.

Błażej Bogdziewicz: – Wydaje się, że przynajmniej część kapitału, który był w obligacjach płynie na rynek akcji. To dobry prognostyk dla inwestorów, którzy postawili na tę klasę aktywów. W tym roku, mimo że Stany Zjednoczone będą wychodziły z pandemii, co oznacza rozruszanie gospodarki, wydatki budżetowe będą większe niż w roku 2020. Jeśli gospodarka ruszy, a musi ruszyć po zakończeniu pandemii, a rząd rzuci na rynek kolejne pieniądze, to oczywiście jest ryzyko, że inflacja wzrośnie. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że inwestorzy przerzucają się na akcje.

Piotr Przedwojski: – W Stanach Zjednoczonych pojawiły się doniesienia, że Biały Dom rozważa wprowadzenie programu 300 Plus, czyli rozdaniu każdemu obywatelowi USA 300 dolarów. Do tego coraz głośniej mówi się o podwojeniu płacy minimalnej. Czyżby Biden twórczo rozwijał program PiS, tak wyśmiany przez wielu krajowych ekonomistów?


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Błędne koło

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI, oraz Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym, o nowym unijnym budżecie, Angeli Merkel i branżach, którymi w przyszłym roku powinni się zainteresować inwestorzy, rozmawia Piotr Gajdziński.

– Panowie już w świątecznym nastroju?

Błażej Bogdziewicz: Może nawet w z lekka szampańskim, bo na amerykańskiej giełdzie ceny spółek w dniu ich debiutów rosły o 100 i więcej procent. Jak w tej sytuacji nie być w dobrym nastroju?


– Porozmawiajmy o przyjętym właśnie nowym unijnym budżecie. Co to oznacza dla Unii Europejskiej, tej Unii, która jest mało dynamiczna, dźwiga wielki bagaż wydatków socjalnych, której dwie największe potęgi gospodarcze, czyli Stany Zjednoczone i Chiny, coraz szybciej uciekają. Ten budżet może być lekarstwem na najważniejsze problemy Starego Kontynentu?

Błażej Bogdziewicz: – Cóż, pewne rzeczy się nie zmieniają, jak geografia, albo zmieniają się bardzo powoli, jak demografia.

Piotr Przedwojski: – Geografia zmienia się bardzo powoli!

Błażej Bogdziewicz: Tak, oczywiście, ale z perspektywy ludzkiego życia te zmiany są niezauważalne. Chyba, że przyspieszy topnienie lodowców.


– Pomińmy najbardziej katastroficzne scenariusze!

Błażej Bogdziewicz: – Demografia zmienia się bardzo powoli i w kontekście tego problemu – jednego z najważniejszych w Unii Europejskiej – nowy budżet nie ma większego znaczenia. Moim zdaniem budżet, czy raczej pieniądze, które trafią do gospodarki w najbliższych latach, pozytywnie wpłyną na rozwój gospodarczy. W przypadku Polski wzrost przyspieszy o 1-2% w skali roku. Zwracam na to uwagę w kontekście niedawnej awantury, którą w Polsce mieliśmy, bo to oznacza, że gdybyśmy tych pieniędzy z Unii jednak nie dostali, to Polska nie wpadłaby w jakiś gigantyczny kryzys, ale też te pieniądze nie spowodują, że nagle staniemy się krajem mlekiem i miodem płynącym. Dobrze, że pieniądze z unijnego budżetu dostaniemy, ale, jak zawsze, główny ciężar spada na nasze barki. Pozostaje natomiast pytanie, czy będziemy potrafili wykorzystać te pieniądze na tworzenie nowoczesnej infrastruktury.

Piotr Przedwojski: – Jeśli dobrze rozumiem, istotna, a może nawet główna część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na transformację energetyczną.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, i to jest pozytywne. Wydatki na ten cel i tak musielibyśmy ponieść, bo mamy naprawdę spore zapóźnienia w tej dziedzinie, a teraz dostaniemy na to pieniądze. Jeśli dobrze te pieniądze wydamy, to będziemy mieli nowoczesną energetykę. Oczywiście, jest dużo niewiadomych, bo technologie mające zastąpić paliwa kopalne cały czas nie są dopracowane.

Piotr Przedwojski: – Słyszałem opinie, że pandemia przetestowała stabilność sektora energetycznego, bo popyt spadł z dnia na dzień, a do katastrofy, jeśli chodzi o stabilność sieci energetycznej, w żadnym kraju nie doszło. To ważne w kontekście bieżącego udziału źródeł odnawialnych. Tak więc ten nieoczekiwany eksperyment przeprowadzony na żywym organizmie zakończył się sukcesem.

Błażej Bogdziewicz: – Klimat jest oczywiście bardzo ważny, ale inwestycje w energetykę odnawialną nie rozwiążą najważniejszych europejskich problemów – demografii, rozbuchanych przywilejów socjalnych, ociężałości europejskiej gospodarki.

Piotr Przedwojski: – Piotr zaczął od dwóch potęg, Stanów Zjednoczonych oraz Chin, które Europie uciekają i to jest teza absolutnie prawdziwa. Ale jest jedna dziedzina, w której Europa nie daje się nie tylko przegonić, ale nawet dogonić. Mam na myśli właśnie transformację energetyczną. Tu jesteśmy liderem. Pytanie tylko, czy to rzeczywiście jest aż tak ważne. Nie umiem na to odpowiedzieć.

Błażej Bogdziewicz: – Odpowiedzi udzieli przyszłość. Na pewno jednak, a to już jest ważne z ekonomicznego punktu widzenia, energetyka wiatrowa czy czerpana ze słońca jest tańsza.

Piotr Przedwojski: – Ale jak się doliczy koszty magazynowania tej energii, to już nie jest to wcale takie oczywiste. Te koszty mogą rosnąć nieliniowo przy rosnącym udziale źródeł odnawialnych.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Dzisiaj stawia się na wodór i wydaje się, że to rozwiązanie ma przyszłość. Są też małe reaktory atomowe, na które stawiają Amerykanie i jeśli dobrze rozumiem, na to stawia też Polska. Nie wiem tylko, czy ta inwestycja będzie mogła być finansowana ze środków unijnych.


– Wróćmy do unijnego budżetu, bo trochę odbiegliśmy od tego tematu.

Piotr Przedwojski: – W krótkiej perspektywie te pieniądze na pewno bardzo pozytywnie wpłyną na gospodarkę, ale czy to zmieni pozycję Europy na globalnej mapie ekonomicznej, tego nie wiem. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że im bardziej Unia Europejska odstaje pod względem wzrostu gospodarczego od Stanów Zjednoczonych i Chin, tym bardziej stawia na politykę klimatyczną. Jak mówię, czy to dobry kierunek, przekonamy się w przyszłości. Ale chcę poruszyć inny wątek, związany z niedawną gigantyczną awanturą o zawetowanie budżetu przez Polskę i Węgry, bo w tej awanturze umykają rzeczy, które są naprawdę istotne i będą rzutowały na przyszłość Unii Europejskiej.

Po pierwsze, federalizacja długu. Mieliśmy już z tym pomysłem do czynienia w okresie kryzysu greckiego, gdy pojawiło się coś na kształt funduszu, ale to nie zostało wówczas zrealizowane. Teraz jest to bardziej widoczne i ważniejsze. Unia zaciąga dług, który obciąża inne kraje, w tym nasz. Tym samym Bruksela wykorzystuje zdolność kredytową wszystkich 27 krajów tworzących Unię Europejską. To, moim zdaniem, oznacza, że idziemy w kierunku federalizacji i zrobiliśmy na tej drodze pierwszy krok. Nie kroczek, ale krok. Kolejna sprawa to monetyzacja tego długu, bo głównym inwestorem jest Europejski Bank Centralny i to on, a nie inwestorzy prywatni, obejmuje ten dług.

Błażej Bogdziewicz: – Sugerujesz, że część polityków niemieckich patrzy niechętnie na to, że Niemcy będą gwarantowały miliardy euro, które zostaną wydane w krajach takich, jak Polska, Włochy, Hiszpania…

Piotr Przedwojski: – A znaczna część tych pieniędzy pójdzie na transformację energetyczną, która przyniesie bliżej niepoliczalne efekty gospodarcze.

Błażej Bogdziewicz: – W nowym budżecie znalazły się nie tylko wydatki na politykę klimatyczną, ale jest tam także pakiet cyfrowy, który ma zdynamizować unijną gospodarkę. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Ale te podstawowe, strukturalne problemy, o których mówimy, muszą rozwiązać poszczególne państwa członkowskie, a nie Unia Europejska.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Kończy się piętnastoletnia epoka Angeli Merkel, którą niektórzy nazywali nawet „cesarzową Europy”. I właśnie o Waszą ocenę roli Merkel w polityce europejskiej chcę Was zapytać.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem federalizacja długu, o której wcześniej mówiliśmy i de facto zwiększona centralizacja Unii Europejskiej to jest to, z czego Angela Merkel będzie najbardziej dumna. To jest największe osiągnięcie kanclerz Niemiec. Myślę, że za kilka lat, gdy będziemy patrzeć na wydarzenia z końca tego roku, to zdziwimy się, jak łatwo udało jej się tego dokonać. W mojej ocenie inne osiągnięcia Merkel, też przecież niemałe, bledną przy grudniowym szczycie. Muszę też powiedzieć, że Merkel należała, czy nadal należy, do tych nielicznych zachodnioeuropejskich polityków, którzy dostrzegali wagę Europy Środkowej, w tym przede wszystkim Polski.

Ale to nie jest takie znowu dziwne, bo ona patrzyła przez pryzmat niemiecki, a Polska ma dla niemieckiej gospodarki ogromne znaczenie. Jesteśmy szóstym pod względem wielkości partnerem handlowym Niemiec za 2019 rok, ale gonimy Włochy i choć danych za rok 2020 jeszcze nie ma, to moim zdaniem przesunęliśmy się już na piątą pozycję. Nasze obroty są zaledwie dwukrotnie mniejsze niż obroty Niemiec z Chinami. Tymi potężnymi, wszechmocnymi Chinami! Swoją drogą jestem przekonany, że w proporcji do tego, co wnosimy do niemieckiej gospodarki, dostajemy za mało siły politycznej.


– Ale to już trzeba sobie wywalczyć, a nie nieustannie na Niemcy się obrażać.

Błażej Bogdziewicz: – Bez wątpienia Angela Merkel była lepszym kanclerzem dla Polski niż jej dwaj poprzednicy: Gerhard Schroder i Helmut Kohl, który jest u nas dobrze postrzegany, być może nawet lepiej niż powinien. Pamiętajmy, że Kohl długo nie chciał się zgodzić na uznanie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, przekonał go do tego dopiero minister Krzysztof Skubiszewski z gabinetu Tadeusza Mazowieckiego.

Piotr Przedwojski: – Czego Niemcy, mam wrażenie, nigdy później nie żałowali.

Błażej Bogdziewicz: – Sądzę, że zasługi Merkel dla Unii Europejskiej są trudne do przecenienia, ona po prostu potrafiła rozwiązywać kryzysy, budować konsensus, miała autorytet, a nawet sympatię wielu polityków różnych opcji. Dzięki temu zawsze udawało jej się osiągnąć porozumienie i ciągnąć Unię dalej. A wcale nie jestem pewien, czy gdyby na fotelu kanclerza Niemiec zasiadał ktoś inny, Unia nadal by trwała. I nie wiem, jak to będzie bez niej.

Piotr Przedwojski: – Z tym dążeniem do konsensusu bym nie przesadzał. W sprawie wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej była bardzo zdeterminowana, aby postawić na swoim.

Błażej Bogdziewicz: – Rzeczywiście, ale generalnie była znacznie bardziej koncyliacyjna niż przywódcy innych europejskich państw. Pytanie, jaka będzie Unia Europejska bez Merkel. Pytanie bardzo na miejscu, bo pamiętajmy, że jej wizja i wizja Emmanuela Macrona, prezydenta Francji, jest diametralnie różna. Kanclerz Niemiec zawsze przyświecała idea sojuszu euroatlantyckiego, a Macron kilka lat temu mówił, że powinno się powołać europejskiej siły zbrojne, które będą broniły Starego Kontynentu również przed Stanami Zjednoczonymi. Więc nie wiem, czy w przyszłości uda się nam znaleźć polityka, który będzie równie dobrze rozumiał Polskę i będzie przynajmniej równie dobrym sojusznikiem. Oczywiście mam na myśli polityka z któregoś z państw rozgrywających w Unii, a nie z Węgier, Słowacji lub Litwy.

Piotr Przedwojski: – Zgadzam się, że Merkel była dla Polski dobrym kanclerzem. Pytanie, czy nie mogła być jeszcze lepszym, ale bez wątpienia była najlepszym ze wszystkich, z którymi Warszawa po 1989 roku współpracowała. A mówiąc o przyszłości sądzę, że od jakiegoś czasu Niemcy coraz bardziej pod płaszczykiem realizowania interesu europejskiego grają na swoją korzyść. Pytanie, jak bardzo w przyszłości nasze interesy będą zbieżne z interesami Niemiec.


– Wróćmy do gospodarki. Zbliżający się rok 2021 budzi Wasz optymizm? Jeszcze przez kilka miesięcy będziemy się musieli zmagać z pandemią, to oczywiste, ale w końcu się z tym uporamy. A inne ryzyka?

Piotr Przedwojski: – Na pewno jest ryzyko inflacji. Długoterminowe ryzyka to z kolei wzrost znaczenia Chin w gospodarce, kierunek rozwoju technologii i demografia. Ryzyka rozumiane również jako pozytywne zaskoczenia, nie tylko negatywne.

Błażej Bogdziewicz: – Jestem optymistą. Banki centralne nadal będą pompowały pieniądze w gospodarkę, Joe Biden z pewnością dogada się z Kongresem i będzie znaczący wzrost wydatków rządowych, w Europie uruchomione zostaną pieniądze z nowego unijnego budżetu, pandemia się skończy. To wszystko dobre wiadomości dla rynku akcji. Natomiast, tu jestem z Piotrem zgodny, jeśli przedobrzymy ze wspieraniem gospodarki, to czeka nas wzrost inflacji, być może nawet gwałtowny wzrost. I to jest główne ryzyko na przyszły rok.

Piotr Przedwojski: – Być może COVID-19, który był wielkim wstrząsem dla gospodarki, zacznie w przyszłym roku przynosić pewne korzyści. Wielu ludzi w szybkim tempie opanowało nowe technologie, co będzie oznaczało wzrost produktywności, a także obniżenie kosztów. Myślę, że w roku 2021 i w latach następnych będziemy też świadkami ostrej walki z monopolami w przestrzeni cyfrowej, co też powinno w długim terminie być korzystne.


– Na co powinni w 2021 roku zwrócić uwagę inwestorzy? Nadal spółki technologiczne, nadal przede wszystkim Stany Zjednoczone, czy może teraz Azja?

Piotr Przedwojski: – Spółki technologiczne zawsze.

Błażej Bogdziewicz: – Pełna zgoda, koni nie zmienia się podczas przechodzenia przez rzekę.

Piotr Przedwojski: – Na pewno warto mocniej zainteresować się biotechnologią oraz technologią kwantową.


– Azja?

Błażej Bogdziewicz: Też, ale selektywnie. Są świetne spółki z Tajwanu i Korei Południowej. Jest też oczywiście wiele interesujących spółek w Chinach, ale ostatnio, jeszcze bardziej niż w poprzednich latach, widzieliśmy asertywną wobec politykę władz w Pekinie wobec spółek. Symbolem tego było zablokowanie giełdowego debiutu należącej do Alibaby i zajmującej się płatnościami w Internecie spółki Ant Group. Trendy chińskim spółkom sprzyjają, natomiast polityka władz czasem im przeszkadza. Inwestorzy muszą o tym pamiętać.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Błędne koło

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – rozmawiają o tym, czy Donald Trump jest człowiekiem racjonalnym i czy Stany Zjednoczone potrafią się oprzeć ekspansji Chin. W rozmowie pojawia się też Europa i jej słabnąca pozycja.

– Albert Bourla, prezes Pfizera, po ogłoszeniu, że kierowany przez niego koncern kończy prace nad skuteczną szczepionką przeciw COViD-19, sprzedał znaczny pakiet swoich akcji. Sprawa była szeroko komentowana, pojawiło się wiele teorii spiskowych. Was też to zbulwersowało?

Błażej Bogdziewicz: – Zupełnie nie. Pojawiło się wiele rożnych teorii, między innymi taka, że szczepionka Pfizera jest tak naprawdę niewiele warta, a ogłoszenie dobrej nowiny, na którą świat czekał z utęsknieniem, miało na celu wyłącznie wywindowanie kursu akcji koncernu, aby to następnie finansowo zdyskontować. Tymczasem okazuje się, że sprzedaż części akcji przez Bourla była uzgodniona w sierpniu tego roku. Pamiętajmy również, że szczepionka na COViD-19 to tylko niewielka część biznesu Pfizera, jednego z największych koncernów farmaceutycznych świata. Ostatnia rzecz – prezes Bourla w żadnym wypadku nie złamał prawa. Każdy oczywiście może oceniać informację o tej transakcji i uwzględniać ją w swoich decyzjach inwestycyjnych.

Piotr Przedwojski: – Dwie uwagi. Po pierwsze, trzeba docenić, że spółka opublikowała oficjalny raport o tej transakcji. Inwestorzy mają więc wiedzę o działaniu prezesa Pfizera i mogą ten krok ocenić. Pamiętajmy, że prezesi innych firm też sprzedają swoje pakiety akcji, więc takie działanie jest normą. Po drugie, dziwi mnie inna koincydencja czasowa – komunikat, że Pfizer ma szczepionkę na COViD-19 ukazał się tuż po wyborach prezydenckich w USA. Trudno uwierzyć, że to przypadek, że firma wcześniej nie wiedziała, jakie są wyniki badań nad szczepionką, choćby cząstkowe.


– Sugerujesz, że wcześniejsze podanie tej informacji miałoby wpływ na wynik wyborów…

Piotr Przedwojski: – Jakiś na pewno, pytanie czy znaczący.


– Pozostańmy przy amerykańskich wyborach. Podczas poprzednich Ringów, gdy rozmawialiśmy o starciu Trump-Biden, najbardziej obawialiście się sytuacji, w której wybory zostaną rozstrzygnięte niewielką ilością głosów i przegrany będzie kwestionował ich wynik. Nie macie wrażenia, że ten niebezpieczny scenariusz do pewnego stopnia się materializuje?

Błażej Bogdziewicz: – Takiego scenariusza obawiały się rynki, ale na szczęście wygląda na to, że amerykańskie instytucje poradzą sobie również z tym wyzwaniem. Donald Trump wszedł na ścieżkę prawną, do czego ma absolutne prawo. Wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne, aby – gdyby droga prawna zakończyła się jego niepowodzeniem – zabarykadował się w Białym Domu i nie chciał go opuścić. A do sądu ma przecież prawo pójść, to gwarantuje mu amerykańska konstytucja i amerykańskie przepisy wyborcze. I to sąd podejmie w tej sprawie decyzję.

Piotr Przedwojski: – Trochę nadinterpretujesz moją wcześniejszą wypowiedź w tej sprawie. Gdy miesiąc temu o tym rozmawialiśmy zwracałem uwagę, że najbardziej niebezpieczną sytuacją byłoby kwestionowanie wyniku wyborów przez część struktur państwa. Nie ma takiej sytuacji. Wynik wyborów został źle przyjęty zaledwie przez kilku polityków z najbliższego otoczenia Trumpa. Tylko tyle. Kluczowe jest to, aby władza nie znalazła się na „ziemi niczyjej”, ale nic nie wskazuje na to, że miałoby się tak stać.

Błażej Bogdziewicz: – Nawet jeśli sąd uzna, co wydaje mi się dzisiaj mało prawdopodobne, że były jakieś fałszerstwa, które miały znaczący wpływ na wynik wyborów, to najwyżej wybory zostaną powtórzone. Ale to cały czas będzie się mieściło w logice demokracji. Zresztą takie rzeczy miały już miejsce, choćby w Austrii w 2016 roku. Austria się od tego nie zawaliła. Moim zdaniem Trump ma dzisiaj bardzo małe szanse, aby odwrócić wynik wyborów i kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych będzie Joe Biden.


Sprawa Donalda Trumpa, pozycja ekspertów

– Nie boicie się impulsywności Trumpa? Wielu polityków nie potrafi się pogodzić z utratą władzy i mam wrażenie, że obecny prezydent do nich należy. A jest to człowiek, który potrafił poruszyć świat jednym twittem…

Błażej Bogdziewicz: – Najbliższe tygodnie rzeczywiście mogą być trudne. Być może Trump nie będzie potrafił, a może nawet nie będzie chciał, dogadać się z Kongresem, w którym teraz rządzi Partia Demokratyczna. Takie ryzyko istnieje. Ale do 20 stycznia 2021 roku to on jest prezydentem i jeśli nie będzie chciał akceptować jakiejś ustawy, to ma do tego pełne prawo.

Piotr Przedwojski: – Absolutnie tak.

Błażej Bogdziewicz: – Taka sytuacja może oczywiście negatywnie oddziaływać na rynki, ale nie spodziewam się jakiś drastycznych posunięć. Tym bardziej, że Trump ma podobno chęć wystartować w następnych wyborach prezydenckich. Wprawdzie nie sądzę, aby było to możliwe, ale ten scenariusz będzie go teraz ograniczał.

Piotr Przedwojski: – Może i Trump wystartuje w kolejnych wyborach, ale bardzo szczerze wątpię, aby był wówczas kandydatem Partii Republikańskiej. A co do strachu przed twittami Trumpa – one oddziaływały na rynek, gdy cała administracja go słuchała. Teraz już jego siła jako odchodzącego prezydenta będzie znacznie mniejsza.

Błażej Bogdziewicz: – Chciałbym na chwilę powściągnąć lejce, bo z tego fragmentu rozmowy można odnieść wrażenie, że wszyscy uważamy Donalda Trumpa za człowieka absolutnie nieracjonalnego…


– No ja akurat jestem bliski tej opinii.

Błażej Bogdziewicz: – Ja nie. Przy całej swojej impulsywności i kwiecistych wypowiedziach, odchodzący prezydent jakiś poziom racjonalności zachowywał. Tylko aby to dostrzec, trzeba było zrozumieć na czym tak naprawdę mu zależy. Teraz, do momentu wyprowadzki z Białego Domu, nie spodziewam żadnej wielkiej awantury, bo Trump musi po prostu brać pod uwagę swój osobisty interes. Żadna awantura nie jest mu potrzebna.

Piotr Przedwojski: – Zwłaszcza jeśli myśli o kolejnych wyborach.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie. Ale nawet jeśli nie myśli, to ma przecież swój wielki prywatny biznes i to też będzie miało wpływ na jego zachowanie. Po co miałby sobie szukać wrogów? Wrócę jeszcze do poprzedniej myśli – Trump nie jest szaleńcem, jest człowiekiem racjonalnym, choć będąc w Białym Domu działał inaczej niż inni politycy. Często zachowywał się jak biznesmen, a nie polityk i systematycznie łamał zasady w świecie polityki obowiązujące.

Piotr Przedwojski: – Powiedziałbym, że działał jak trybun ludowy. To styl, z którym współczesne elity polityczne mają kłopot i nie potrafią go zaakceptować.


Biden, a pozycja inwestorów

– Czego inwestorzy mogą się spodziewać po Joe Bidenie?

Błażej Bogdziewicz: – Wiele zależy od tego, kto będzie kontrolował Senat. W tej chwili pozycja jest tam blisko remisu, o wszystkim zdecyduje wynik powtarzanych wyborów w Georgii, stanie, który ma dwóch senatorów. Jeśli wygrają kandydaci Partii Republikańskiej, a to oni są faworytami, to wówczas jakieś radykalne zmiany, na przykład dotyczące opodatkowania firm, zostaną zablokowane. I taki scenariusz jest dobrze postrzegany przez inwestorów. Inwestorzy dobrze przyjęli też pierwsze, bardzo koncyliacyjne zapowiedzi prezydenta-elekta, który chce tonować nastroje i zakopać topór wojenny między jego zwolennikami i stronnikami Trumpa, mówi się nawet, że jacyś Republikanie obejmą istotne stanowiska w nowej administracji. Zresztą Biden ma podobno bardzo dobre stosunki z ważnym w Partii Republikańskiej klanem Bushów i to dobrze wróży na przyszłość. Ale jest i druga strona medalu – radykalnie lewicowi działacze Partii Demokratycznej, którzy żądają głębokich zmian w polityce gospodarczej. Joe Biden nie jest zwolennikiem takich działań, dlatego zwycięstwo Republikanów w powtórzonych wyborach w Georgii byłoby mu, jak sądzę, na rękę.

Piotr Przedwojski: – Dla Bidena klęska kandydatów Partii Demokratycznej w Georgii byłaby wygodnym alibi dla niepodejmowania radykalnie lewicowych inicjatyw. Może wieczorami prezydent-elekt modli się o tę klęskę? Ale cały czas mówimy o wewnętrznej polityce Stanów Zjednoczonych, tymczasem z naszego punktu widzenia ważniejsza i ciekawsza będzie polityka zagraniczna nowej administracji. Chodzi o taryfy celne, wojnę handlową z Chinami, stawanie czoła Pekinowi w sprawie respektowania umów międzynarodowych. Co z Rosją, wreszcie co z Europą?


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


A pozycja Chin?

– Kto tu kogo przepytuje? Ale masz rację, co z wojną handlową z Chinami? Ten temat został „przykryty” globalną pandemią, ale on się przecież cały czas tli i za chwilę wybuchnie.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie. W polityce zagranicznej Donald Trump zakwestionował status quo, z którym mieliśmy do czynienia w stosunkach międzynarodowych przed 2016 rokiem. Chodzi między innymi o NATO i zbyt małe wydatki państw członkowskich na zbrojenia, ale także o Azję, w tym przede wszystkim o stosunki z Chinami. W tych sprawach, moim zdaniem, Biden będzie kontynuował politykę swojego poprzednika, może tylko nieco dyskretniej.

Piotr Przedwojski: – Jeśli chodzi o Europę, to Trump miał rację. Europa wydaje pieniądze na socjal i dzieje się to kosztem wydatków na zbrojenia. Zgadzam się z Błażejem, że Joe Biden, mniej arogancko, ale też będzie starał się skłonić kraje członkowskie Paktu Północnoatlantyckiego do zwiększenia wydatków na zbrojenia.


– Wróćmy do wojny handlowej z Chinami.

Błażej Bogdziewicz: – Zimna wojna między Waszyngtonem a Pekinem będzie się zaogniała. Pytanie, czy zacznie się przeradzać w „wojnę gorącą”, czy wybuchną na przykład „wojny zastępcze”, rozgrywające się bez formalnej obecności supermocarstw, ale przy ich wsparciu. Taki scenariusz jest dobrze znany z okresu rywalizacji sowiecko-amerykańskiej. Pewne jest, że Chiny pozostaną, tak jak było za Trumpa, w centrum uwagi nowej administracji. Trzeba pamiętać, że ten kraj poradził sobie z pandemią lepiej niż Stany Zjednoczone.

Piotr Przedwojski: – Kraje totalitarne zawsze lepiej radzą sobie z tego rodzaju sytuacjami.

Błażej Bogdziewicz: – Tego nie kwestionuję, ale gospodarczo Chiny radzą sobie dzisiaj lepiej niż USA i jeśli wzrost gospodarczy w tym kraju będzie się utrzymywał na dotychczasowym poziomie, to Państwo Środka i jego pozcyja wyprzedzi Stany Zjednoczone. Zresztą już teraz, licząc według siły nabywczej, chińska gospodarka jest większa od amerykańskiej. Ten dystans może się zwiększać. Nie ma wątpliwości, że Chiny będą chciały zdominować gospodarczo swoich partnerów w Azji i Europie, a wydaje mi się, że w najbliższych latach mają szansę wejść między innymi do borykającej się z coraz większymi trudnościami Turcji oraz do Iranu. A jeśli Pekinowi uda się zdominować Europę, to Stany Zjednoczone stracą pozycję największego mocarstwa świata.


– Ten, według mnie bardzo czarny scenariusz, ma się zrealizować…

Błażej Bogdziewicz: – W ciągu najbliższych kilkunastu lat.

Piotr Przedwojski: – Mówisz tak, jakby Chiny były skazane na sukces, a Stany Zjednoczone na klęskę. A wcale nie jestem tego pewien. Chiński system jest mało elastyczny i czeka go bardzo wiele turbulencji, których dzisiaj nie da się jeszcze przewidzieć. Ale nie mam wątpliwości, że wojna handlowa na linii Pekin-Waszyngton będzie się rozlewała na inne dziedziny i to ona zdefiniuje najbliższe lata.

Błażej Bogdziewicz: – W Stanach Zjednoczonych panuje dość zgodna opinia, że drogą do zwycięstwa w sporze z Chinami jest technologia. Obie strony będą zwiększały wydatki na ten cel.

Piotr Przedwojski: – I budowały coraz więcej barier blokujących przepływ najnowocześniejszych technologii. Po trzydziestu latach pokoju i kooperacji punkt ciężkości przesuwa się w kierunku konfrontacji. To oznacza, że świat będzie inwestował w inne branże niż w ostatnich trzech dziesięcioleciach.

Błażej Bogdziewicz: – Myślę, że rozsądne jest oczekiwanie kolejnych przełomów technologicznych w różnych dziedzinach.


– Jak w tym nowym, coraz bardziej bilateralnym świecie, sytuuje się Europa?

Błażej Bogdziewicz: – Europa wydaje dużo pieniędzy na politykę socjalną, a na dodatek europejskie społeczeństwo szybko się starzeje, więc należy oczekiwać, że w najbliższych latach wydatki socjalne jeszcze wzrosną. Jeśli Stany Zjednoczone i Chiny dramatycznie zwiększą wydatki na nowoczesne technologie, a wiele na to wskazuje, to w perspektywie 10-15 lat pozycja naszego kontynentu może się zmienić. Niestety, pozycja ta może się zmienić na gorsze.

Piotr Przedwojski: – I obawiam się, że ta zmiana może być dramatyczna.

Błażej Bogdziewicz: – Europa – jeśli wydatki na cele socjalne nadal będą tak rozdęte – ma niestety bardzo niewiele instrumentów, aby zablokować ten scenariusz.


Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Błędne koło

Błażej Bogdziewicz – zarządzający Caspar TFI – i Piotr Przedwojski – doradca inwestycyjny – kłócą się o dzieci oraz małe miasta, ale są zgodni co do szans Trumpa w wyborach prezydenckich i kierunku rozwoju firm biotechnologicznych. Rozmawia Piotr Gajdziński.

– Od naszej ostatniej rozmowy, w której zgodnie prognozowaliście zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, trochę się zmieniło. Trump został zarażony koronawirusem i błyskawicznie wyleczony. Czy to coś zmienia w wyścigu do Białego Domu? Podtrzymujecie swoją prognozę sprzed miesiąca?

Błażej Bogdziewicz: – Tak. Notowania Bidena ostatnio wprawdzie wzrosły, ale warto pamiętać, że w poprzednich wyborach notowania ówczesnej kandydatki Partii Demokratycznej, Hillary Clinton też były wyższe niż Trumpa. Różnica była podobna jak obecnie.

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem szanse Trumpa ostatnio nawet wzrosły, bo wielu Amerykanów poczuło z nim solidarność, jak zawsze z ludźmi chorymi, słabszymi. A warto pamiętać, że stan prezydenta był w pewnym momencie poważny, podawano mu nawet tlen.

Błażej Bogdziewicz: – Trump przeszedł kurację lekiem, który nie jest jeszcze dopuszczony na rynek, bo nie przeszedł wszystkich badań klinicznych. Prawdopodobnie ten lek firmy Regeneron pomógł mu błyskawicznie wrócić do zdrowia i Trump natychmiast zapowiedział, że musi on być szybko dostępny. Zapowiedział też, że da go Amerykanom za darmo. Więc, mówiąc półżartem, odbiór przynajmniej niektórych Amerykanów może być taki, że prezydent się poświęcił, na własnym organizmie zbadał lek i dzięki temu już wkrótce Stany Zjednoczone będą mogły zapomnieć o pandemii.


– Skoro jesteśmy przy lekach, to muszę Błażejowi i całemu zespołowi zarządzającemu Caspara pogratulować znakomitego nosa inwestycyjnego. Inwestujecie w spółkę Intellia, której współzałożycielką jest Jennifer A. Doudna, tegoroczna laureatka, obok Francuzki Emmanuelle Charpentier, Nagrody Nobla z chemii.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Panie Doudna i Charpentier dostały Nobla za wykrycie sposobu modyfikacji DNA, który to sposób jest wykorzystywany w przyrodzie przez bakterie, ale można go też użyć do korygowania ludzkiego DNA. To daje szansę na wyleczenie wielu chorób genetycznych. Obecnie kilka amerykańskich spółek pracuje nad wykorzystaniem tej metody do stworzenia leków.


– Jeśli im się uda, ceny akcji eksplodują.

Błażej Bogdziewicz: – Prawdopodobnie. Oczywiście inwestycje w takie spółki zawsze wiążą się z wysokim ryzykiem, ale bez wątpienia ta metoda stwarza dzisiaj szanse na wyleczenie wielu chorób genetycznych.


– Niedawno odwiedziłeś nawet spółkę Intellia , której laureatka Nobla była współtwórcą.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, w Bostonie, ale to było już mniej więcej półtora roku temu. Zawsze inwestując w jakąś spółkę staramy się ją bardzo dobrze poznać, bo tylko w ten sposób można ograniczyć ryzyko i podejmować odpowiedzialne decyzje. To było zresztą ciekawe doświadczenie. Większość ludzi wyobraża sobie, że w takich spółkach królują szaleni naukowcy z rozwianymi, siwymi włosami, biegający po laboratorium z próbówkami. Tymczasem dzisiejsza rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Tak zwane mokre laboratorium Intelli jest stosunkowo małe, a najwięcej miejsca w spółce zajmują komputery i pracujący przy nich ludzie.

Piotr Przedwojski: – Jeszcze kilkanaście lat temu większość powierzchni firm biotechnologicznych zajmowały laboratoria, a komputery zaledwie kilka procent. Obecnie proporcje się odwróciły. Testy, które dziesięć lat temu były powtarzane w laboratoriach, dzisiaj są wykonywane przez komputery używające głównie statystki i modelowania.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie tak. W takich firmach jest chyba obecnie więcej komputerów niż próbówek.

Piotr Przedwojski: – Kiedyś lider takiej firmy musiał się znać na chemii i biologii, a teraz przede wszystkim musi się znać na matematyce i statystyce. A czeka nas w tej dziedzinie kolejna rewolucja, którą przyniosą komputery kwantowe.


Doba automatyzacji i robotyzacji

– Przejdźmy do sprawy, którą zapowiadaliśmy już miesiąc temu. Czy demografia w dobie automatyzacji i robotyzacji nadal zajmuje ważne miejsce wśród czynników determinujących wzrost gospodarczy?

Piotr Przedwojski: – Zajmuje miejsce kluczowe.

Błażej Bogdziewicz: – Nowe technologie pozwalają gospodarce rosnąć przy mniejszym udziale siły roboczej, ale nim to zjawisko zdominuje globalną gospodarkę musimy jeszcze poczekać. Natomiast dramatyczna zmiana piramidy międzypokoleniowej, która jest efektem coraz dłuższego życia i malejącej liczby rodzących się dzieci będzie miała w perspektywie kilkudziesięciu lat gigantyczne znaczenie dla bardzo wielu państw.

Piotr Przedwojski: – Już ma.

Błażej Bogdziewicz: – I będzie źródłem wielu kryzysów. Technologia pomaga zmniejszyć wpływ demografii, ale nie jest w stanie pokonać wszystkich negatywnych skutków zmian demograficznych.

Piotr Przedwojski: – Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy gdy o tym rozmawiamy, to stopy procentowe. Im społeczeństwo starsze, tym stopy procentowe niższe. Jako pierwsza doświadczyła tego zjawiska Japonia. Rozwój gospodarczy jest sumą dwóch rzeczy – wzrostu produktywności i demografii. Jeśli jeden z tych czynników jest ujemny, to wzrost gospodarczy musi w całości opierać się na wzroście produktywności, która musi być większa od spadku ludności. I rynki to widzą, a co więcej, dyskontują to. Wystarczy spojrzeć na dziesięcioletnie obligacje skarbowe rządu Stanów Zjednoczonych.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda, niskie stopy procentowe są mocno powiązane z demografią, korelacja jest silna i fundamentalnie uzasadniona. Wrócę jeszcze do pytania, czy automatyzacja i robotyzacja zmniejszy znaczenie demografii jako determinanta rozwoju gospodarczego. Otóż dzisiaj przytłaczająca większość firm nie może funkcjonować bez ludzi i dotyczy to zarówno sektora produkcyjnego, jak i usługowego. I ten stan rzeczy, mimo galopującego rozwoju nowoczesnych technologii, długo się jeszcze utrzyma.


Polska i jej sytuacja

– Co to oznacza dla polskiej gospodarki?

Błażej Bogdziewicz: – I bardzo dobrze. Mało się o tym w Polsce mówi, ale nasza gospodarka nie byłaby w tak dobrym stanie, gdyby nie imigranci.

Piotr Przedwojski: – Masz na myśli Ukraińców?

Błażej Bogdziewicz: – Tak, Ukraińców przede wszystkim. Oni mają wielki, bardzo pozytywny wpływ na polską gospodarkę. Nie tylko płacą podatki, nie tylko zasilają kasę ZUS, ale dzięki nim wiele polskich firm po prostu może funkcjonować. Widzimy to na co dzień w usługach, ale w firmach produkcyjnych jest podobnie. Tyle tylko, że nie powinniśmy się spodziewać, że w przyszłości napływ ludzi z Ukrainy do Polski będzie tak duży jak w ostatnich kilku latach.

Piotr Przedwojski: – „The Economist” podał ostatnio przykłady dwóch krajów, które dobrze sobie radzą ze sprowadzaniem imigrantów. Chodziło o Węgry oraz Włochy. Węgrzy każdemu, kto potrafi udowodnić węgierskie pochodzenie sprzed 1914 roku dają obywatelstwo. Skutek? Co roku nad Dunajem osiedla się, w przypomnę, niespełna dziesięciomilionowym kraju, około 180 tys. nowych obywateli. Włochy z kolei dają paszport każdemu, kto wskaże włoskie korzenie w linii męskiej sprzed 1861 roku, gdy powstało Królestwo Włoch i każdemu, kto w linii żeńskiej wykaże korzenie sprzed 1938 roku. W Rzymie szacują, że takich ludzi może być na świecie 60 mln, czyli tylu ilu obecnie żyje na Półwyspie Apenińskim.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


Polska…

– Tymczasem Polska…

Piotr Przedwojski: – Tymczasem Polska nie daje paszportu potomkom obywateli II Rzeczpospolitej, a wielu z nich nadal przecież mieszka na terenach byłego Związku Sowieckiego. W ten sposób, co nas bardzo pozytywnie odróżnia od Węgier, moglibyśmy ściągnąć nad Wisłę ludzi spoza Unii Europejskiej, co ma przecież gigantyczne znaczenie. Swoją drogą partia, która wreszcie na to wpadnie i taką operację przeprowadzi, będzie mogła liczyć na poparcie tych ludzi i ich potomków do końca swoich dni. Moim zdaniem ten scenariusz się ziści najpóźniej za dziesięć lat, kiedy napięcia w ZUS staną się nie do utrzymania.

Błażej Bogdziewicz: – Wiele państw zaczyna konkurować o imigrantów, którzy są w stanie szybko się zasymilować. To będzie się w najbliższych latach nasilało i my też musimy aktywnie o takich ludzi zabiegać. Rzeczpospolita ma zresztą w tym piękne i przynoszące nam wielkie korzyści tradycje.


– Od kwietnia 2016 roku Polska ma program 500+, który był przedstawiany jako program, który ma radykalnie zwiększyć dzietność. To się kompletnie nie udało…

Piotr Przedwojski: – Protestuję. Takie stwierdzenie jest nadużyciem, bo nie wiemy jaka byłaby sytuacja, gdyby tego programu w Polsce nie wprowadzono.


– Nie czepiajmy się słów. Zastanówmy się, co więcej można zrobić, aby tę dzietność (cóż za wstrętne słowo!) zwiększyć.

Piotr Przedwojski: – Słuchałem niedawno wypowiedzi jakiegoś posła, bodaj z PiS, który powiedział, że powinniśmy zwolnić ze wszystkich podatków rodziny, które mają przynajmniej troje dzieci. Moim zdaniem nie byłoby to złe rozwiązanie.

Błażej Bogdziewicz: – To, że mamy tak kiepską demografię, wynika z dwóch czynników. Pierwszy to czynnik kulturowy. Po prostu ludzie chcą mieć dzisiaj mniej dzieci, albo nie chcą ich mieć wcale. To nie jest polska specyfika, tak jest na całej półkuli północnej i na to rządy mają bardzo niewielki wpływ. Więc to zostawmy. Natomiast znaczna część rodzin chciałaby mieć dziecko lub kilkoro dzieci, ale ich na to po prostu nie stać. Zgadzam się z Piotrem, że niekoniecznie najlepszym pomysłem jest zwiększanie programu 500+ do na przykład 800 lub 1000+. Natomiast, jak uczą przykłady innych państw, na przykład Francji, dobre wyniki dają korzyści podatkowe. Tu od razu zaznaczam, że mit jakoby we Francji rodziły się wyłącznie dzieci imigrantów nie jest prawdziwy. We Francji rodziny wspierane są zarówno różnymi zasiłkami, jak i poprzez preferencje podatkowe. O ile w Polsce wspólny dochód liczony do podatku dzieli się przez dwie osoby, czyli dorosłych małżonków, to we Francji na jego wysokość ma wpływ liczebność całej rodziny.

Piotr Przedwojski: – Znakomite rozwiązanie!

Błażej Bogdziewicz: – I druga rzecz, która wpływa na małą liczbę rodzących się w Polsce dzieci – sytuacja mieszkaniowa. Bardzo wielu młodych ludzie znajduje pracę przede wszystkim w dużych miastach. I ta praca jest nawet nieźle płatna, ale za to ceny mieszkań są tak gigantyczne, że oni właściwie nie mogą sobie na ich kupno pozwolić. Tymczasem w mniejszych miejscowościach sytuacja jest inna. A my cały czas koncentrujemy wzrost gospodarczy w dużych miastach.

Piotr Przedwojski: – Tak się dzieje wszędzie na świecie.

Błażej Bogdziewicz: – Ale chodzi o to, aby ułatwić życie w mniejszych miejscowościach. Szybciej tworzyć plany zagospodarowania przestrzennego, infrastrukturę, także komunikacyjną. Nie wszyscy w końcu muszą mieszkać w Warszawie, Poznaniu, czy Wrocławiu. Ważne, aby warunki życia były porównywalne. To ważna rzecz dla demografii, bo wszędzie na świecie w wielkich miastach rodzi się mniej dzieci. To jest zjawisko ogólnoświatowe.

Piotr Przedwojski: – Zgoda co do systemu podatkowego. On wymaga pilnych zmian dających korzyści rodzinom z większą liczbą dzieci. Ale pomysł z małymi miastami mi się nie podoba, bo ludzie będą ciągnęli do dużych ośrodków. I jeszcze jedno. Nie jest to zjawisko negatywne, bo produktywność w dużych miastach jest większa, więc gdyby Twój pomysł zrealizować, to produktywność spadnie, a to ma kapitalne znaczenie dla polskiego PKB.

Błażej Bogdziewicz: – Nie chodzi o tworzenie administracyjnych barier rozwoju dużych miast. Ale jeśli jest miejscowość leżąca 30-40 km od Warszawy, Poznania, czy Wrocławia, to niech ona ma dobrą szkołę, dobrą sieć handlową, dobry system komunikacji z tym dużym ośrodkiem miejskim. I niech ci młodzi ludzie mają poczucie, że w takiej miejscowości można zamieszkać bez uszczerbku dla ich kariery zawodowej.

Piotr Przedwojski: – Ulżyło mi, bo z tym się zgadzam. Mój opór brał się przede wszystkim z tego, że duże miasta generują istotnie większy wkład do PKB.


Polska i jej system emerytalny

– Zła demografia ma ogromny wpływ na system emerytalny. Tymczasem, mimo kiepskiej demografii, zafundowaliśmy sobie obniżenie wieku emerytalnego. Co więcej, niedawny sondaż pokazał, że 60% Polaków opowiada się za wprowadzeniem emerytur stażowych. To jak podanie szampana na Titanicu.

Błażej Bogdziewicz: – Emerytury stażowe jeszcze bardziej obniżyłyby wiek przechodzenia na emeryturę, więc to byłoby raczej jak podanie na Titanicu whisky. Zły pomysł. Wprowadzenie emerytur stażowych wymusiłoby też nałożenie na obywateli wyższych opłat emerytalnych, więc młodzi zarabialiby jeszcze mniej, czyli jeszcze bardziej niż teraz nie mogliby sobie pozwolić na dzieci… Błędne koło.

Piotr Przedwojski: – Liczby. Polskie PKB to mniej więcej 2 bln zł, dług liczony według metodologii unijnej, to 1 bln zł. Natomiast dług ukryty, który jest, ale władze udają, że go nie ma, to blisko 5 bln zł – także liczony według metodologii unijnej. Ten ukryty dług, to pieniądze obiecane ludziom, którzy za 10-20 lat pójdą na emeryturę. Tych pieniędzy przy obecnym systemie nie będzie.

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli polska gospodarka będzie konkurencyjna, to będą. Tylko trzeba sprowadzać imigrantów. W innym wypadku, masz rację, to się zawali.

Piotr Przedwojski: – Powtórzę, jeśli nic się nie zmieni, to czekają nas dramatyczne zmiany – patrz na liczby. Możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy: istotny wzrost podatków. Drugi: dramatyczny spadek wartości świadczeń. Trzeci: bankructwo państwa. Albo ich kombinacja.

Błażej Bogdziewicz: – Dużo zależy od poziomu wzrostu gospodarczego. Twoje trzy scenariusze są możliwe, ale pamiętajmy, że Polska i tak jest w lepszej sytuacji niż wiele innych państw europejskich, choćby wspomniane już dzisiaj przez Ciebie Włochy.


– Co w tej sytuacji powinien robić przeciętny Kowalski?

Błażej Bogdziewicz: – Po pierwsze, oswoić się z myślą, że na emeryturę nie przejdzie szybko, że będzie musiał długo pracować, znacznie dłużej niż obowiązujące obecnie przepisy. Po drugie, musi oszczędzać, aby miał z czego dopłacać do świadczeń, które będzie mu na emeryturze wypłacało państwo. Innego wyjścia nie ma.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, kryzys przywództwa

Z Błażejem Bogdziewiczem, zarządzającym Caspar TFI i Piotrem Przedwojskim, doradcą inwestycyjnym – o kasynach, szansach Trumpa na drugą kadencję, kobietach rządzących Unią Europejską i filmach Stanisława Barei – rozmawia Piotr Gajdziński.

– W Monte Carlo otwarto właśnie słynne Casino Monte Carlo. Wybieracie się?

Piotr Przedwojski: – Otwiera się też Las Vegas…


– Widzę, że naprawdę jesteś zainteresowany.

Błażej Bogdziewicz: – A przynajmniej nieźle zorientowany.

Piotr Przedwojski: – Zorientowany tak, zainteresowany nie. Wprawdzie inwestowanie także jest grą, ale na tym podobieństwa między kasynem i giełdą się kończą. Różnica jest taka, że inwestorzy jako grupa sumarycznie wygrywają, a uprawiający hazard przegrywają. Dlaczego? Bo spółki wypłacą zyski, a koszty giełdy, czyli operatora, są zawsze niższe niż suma zysków spółek notowanych na giełdzie. A każde kasyno, które nie jest giełdą jest z definicji grą o sumie ujemnej, czyli gracze musza tracić, bo z tych straconych przez nich pieniędzy utrzymuje się operator kasyna. To banalna prawda, choć część ludzi cały czas wierzy, że jest inaczej.

Błażej Bogdziewicz: – Prawdopodobieństwo jest w kasynie przeciwko graczom. To oznacza, że jeśli ktoś zagra raz, to możliwość porażki jest trochę większa niż szansa na sukces. Natomiast jeśli ktoś gra regularnie, to porażkę ma zagwarantowaną.

Piotr Przedwojski: – Każdy gracz, który w odpowiednim momencie się nie wycofa, straci pieniądze. To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Dlaczego więc od wieków ludzie grają, choć przegrywają? Przy nieoczekiwanym sukcesie w organizmie człowieka wydzielają się endorfiny, czyli narkotyk. Właśnie dlatego hazard jest nałogiem, a ludzie, którzy w niego wpadają nie potrafią się z tego uzależnienia wyrwać i jak wszyscy nałogowcy tracą wszystko. W zamian zyskują dawkę endomorfiny. Mam wrażenie, że podobnie jest z „inwestorami”, którzy grają na przykład na platformach foreksowych, bo to rzecz jasna nie jest żadna inwestycja tylko czysty zakład – co gorsza nie między graczami a platformą. I to także gra o sumie ujemnej lub zerowej – gdy pominiemy koszty platform.


– Ustaliliśmy, że do kasyna nie pójdziecie. A czy staniecie się klientami państwowej sieci sklepów spożywczych, które – jak zapowiada wiceminister Artur Soboń, zastępca Jacka Sasina – wkrótce w Polsce powstaną?

Piotr Przedwojski: – Pomysł, aby budować sieć państwowych sklepów na skrajnie konkurencyjnym rynku, z niskimi marżami, kontrolą kosztów, w biznesie z niskimi barierami wejścia, nie jest najlepszy.

Błażej Bogdziewicz: – Nie znajduję żadnego argumentu przemawiającego za realizacją tego projektu. Niektóre pomysły inwestycji infrastrukturalnych mają swoje minusy, ale mają też plusy, ten ma same minusy. Największym jest to, że państwowej sieci, jeśli rzeczywiście takowa powstanie, przyjdzie się borykać z firmami handlowymi, które od dawna są na rynku i dobrze się na nim osadziły, mają wśród Polaków dobrą renomę, know-how i wybitnych specjalistów.

Piotr Przedwojski: – Ci którzy ostatecznie mają zdecydować o wdrożeniu tego pomysłu, powinni szybko odświeżyć sobie filmy Stanisława Barei. To już nawet budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego, choć o ile wiem nadal nie przedstawiono dokładnych wyliczeń tego projektu, ma większy sens niż budowa państwowej sieci handlowej. .

Błażej Bogdziewicz: – Budowa CPK jest obarczona dużym ryzykiem, ale przekop Mierzei Wiślanej wydaje mi się z gospodarczego punktu widzenia dobrym pomysłem. Elbląg, który w myśl tych planów ma się stać portem morskim, jest stosunkowo dobrze skomunikowany z rzecznymi drogami śródlądowymi i jeśli ten projekt zostanie zrealizowany, to powinien pozytywnie wpłynąć na rozwój gospodarczy tego regionu, a również innych, położonych wzdłuż Nogatu i dalej Wisły. Pytanie tylko, czy Wisła jest dzisiaj rzeką żeglowną.

Piotr Przedwojski: – Zgadzam się z Błażejem. Przekop Mierzei Wiślanej jest pomysłem sensowniejszym niż budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego. Także dlatego, że CPK będzie musiał wyrwać spory kawałek z międzynarodowego bardzo konkurencyjnego międzynarodowego rynku lotniczego. Osiągnięcie sukcesu będzie więc bardzo trudne. W wypadku Mierzei Wiślanej nie ma mowy o konkurencji, to po prostu próba stworzenia drogi rzecznej, a transport rzeczny jest dzisiaj najtańszy i chyba najbardziej ekologiczny.


Sytuacja w USA i pomoc dla bezrobotnych

– Co się dzieje w Ameryce? Przewidywano, że w trzecim kwartale pracę straci 9 mln ludzi, tymczasem ostatnie dane mówią, że zatrudnienie wzrosło o ponad 2 mln osób.

Błażej Bogdziewicz: – To efekt rządowych programów pomocowych. Amerykańskie firmy dostały pomoc i pieniądze pod warunkiem, że nie będą zwalniały ludzi lub będą przyjmowały wcześniej zwolnionych. I to się dzieje. Amerykańska gospodarka jakoś tam się podnosi, ale tylko dlatego, że twardy lockdown się skończył, co oznacza, że część firm wróciła do pracy. Ale kluczowe dla gospodarki jest nie to, ilu ludzi jest bezrobotnych, a ilu faktycznie pracuje i realnie wytwarza dochód narodowy. W USA mieliśmy dużo zwolnień, znacznie więcej niż w Europie, co wynika z innych przepisów prawa pracy. Ale moim zdaniem nie są to jeszcze sygnały świadczące o powrocie amerykańskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu. I choć bezrobocie zaczyna spadać, to nadal jest bardzo wysokie.

Piotr Przedwojski: – Przywołałeś Europę, gdzie zwolnień było mniej niż w Stanach Zjednoczonych. Przyrównałbym to trochę do obecnej sytuacji banków amerykańskich i europejskich. Te pierwsze zostały szybko po poprzednim kryzysie dofinansowane i głęboko zrestrukturyzowane. W Europie robiono to znacznie wolniej i znacznie ostrożniej. Dzisiaj można zobaczyć, jakie są tego efekty – wystarczy sprawdzić, jak są wyceniane banki amerykańskie, a jak europejskie. To jest przepaść, rzecz jasna na korzyść banków amerykańskich.


Zapisz się do newslettera i otrzymuj wpisy Szkoły Inwestycyjnej (Ranking Funduszy, Raport Miesięczny, Barometr Gospodarczy), wpisy z naszego bloga oraz informacje o aktualnych promocjach na maila!


– Czy Donald Trump ma jeszcze szansę na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, które odbędą się w listopadzie tego roku?

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem tak. Po pierwsze, co wynika ze statystyki, urzędujący prezydent zawsze ma znacznie większe szanse od pretendenta do Białego Domu. Po drugie, indeksy giełdowe są wysoko, a w Stanach Zjednoczonych ma to bardzo duże znaczenie, bo dotyka, pośrednio lub bezpośrednio, niemal każdego Amerykanina. Oni doceniają, że dla Trumpa gospodarka jest ważna, a jeszcze ważniejszy jest rynek akcji.

Błażej Bogdziewicz: – To nie ulega wątpliwości. Takiego prezydenta Ameryka dawno nie miała i moim zdaniem długo mieć nie będzie. Uważam jednak, że w ostatnich tygodniach szanse Trumpa na reelekcję zdecydowanie spadły. Choć rynek akcji rzeczywiście trzyma się dzielnie, to gospodarka przeżywa duże trudności i ludziom żyje się ciężko. Fala protestów społecznych po zabiciu George’a Floyda też moim zdaniem obecnemu prezydentowi nie służy. Ale oczywiście trzeba pamiętać, że do wyborów jest jeszcze sporo czasu i wiele się może zmienić. Nie przekreślam Trumpa, ale sądzę, że jego szanse spadły teraz poniżej 50%.


Rywal Trumpa, kwestia Europy i pomoc

– Jego rywalem będzie najprawdopodobniej Joe Biden.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, były wiceprezydent przy Baraku Obamie. Kłopot z Bidenem jest taki, że jest on już mocno zaawansowany wiekowo, dlatego jeśli zasiądzie w Białym Domu, to bardzo dużą rolę będzie odgrywał wiceprezydent. Pytanie na kogo Biden postawi. Spekuluje się, biorąc pod uwagę sytuację w Partii Demokratycznej, że może to być ktoś reprezentujący lewe, etatystyczne skrzydło tej partii. To będzie miało swoje konsekwencje dla gospodarki. Powiem ostrożnie – w tym scenariuszu Ameryce grozi wzrost inflacji.

Piotr Przedwojski: – I podatków. Już dzisiaj dług do PKB to 120%, a to będzie rosło. Do 130, może nawet 140%. Koszty walki z pandemią koronawirusa i pomoc dla firm będą bardzo wysokie. My według Eurostatu mamy 45%, choć dla porządku trzeba dodać, że bez ukrytego długu emerytalnego na poziomie… 350%.

Błażej Bogdziewicz: – I chyba dalej nie będzie mógł już tak działać. Larry Fink, prezes BlackRocka już powiedział, że spodziewa się podwyżki podatków dla firm o 7%, podobnie wypowiedzieli się między innymi Ray Dalio, szef Bridgewater Capital, firmy zarządzającej największym funduszem hedgingowym na świecie oraz Lloyd Blankfein, były prezes Goldman Sachs.


– A propos kosztów. Jak Wam się podoba pomoc dla państw Unii Europejskiej zadeklarowana przez Brukselę? To pójście amerykańską drogą.

Piotr Przedwojski: – Nawet bardziej.

Błażej Bogdziewicz: – W Europie mamy bardzo ciekawą sytuację. Ktoś niedawno zauważył, że Unią Europejską rządzą obecnie kobiety. Rzeczywiście, Ursula von der Leyen stoi na czele Komisji Europejskiej, a szefową Europejskiego Banku Centralnego jest Christine Lagarde. Do tego dochodzi oczywiście niemiecka kanclerz Angela Merkel. Te trzy panie robią wszystko, aby uratować trzeszczącą w szwach Unię Europejską i są w tym dziele bardzo zdeterminowane. Czy to się uda trudno dzisiaj przesądzać, osiągnięcie sukcesu nie będzie łatwe. Ale działają odważnie, uruchamiają nowe programy inwestycyjne i pomoc, które są finansowane długiem, co wobec niskiej inflacji w UE nie będzie budziło w najbliższym czasie zbyt wielu kontrowersji.

Ale koniec końców, cudów nie ma, może to doprowadzić do inflacji. Uruchomienie pomocy i realna pomoc dla krajów członkowskich w wysokości 750 mld euro jest bardzo odważnym posunięciem i Polska może na tym mocno skorzystać, bo wygląda na to, że będziemy jednym z największych beneficjentów tego programu. Ale warto zwrócić uwagę, że ta pomoc będzie inna niż dotychczas. Bo dotychczas był to rodzaj „unijnego socjalu”. Obecny program ma natomiast na celu przekształcenie europejskiej gospodarki, unowocześnienie jej, uczynienie bardziej konkurencyjną. Można się spodziewać, że w efekcie najwięcej wygrają na tym firmy niemieckie, więc te pieniądze jakoś do Niemiec wrócą. Czy ten program uratuje Europę? Nie sposób dzisiaj powiedzieć, bo on jednak nie rozwiąże żadnego z najważniejszych strukturalnych problemów Starego Kontynentu, w tym słabej demografii.

Piotr Przedwojski: – To jest inny program od dotychczasowych. Od lat słyszeliśmy o finansowaniu południa Europy przez kraje Północy, a teraz nagle okazało się, że można położyć na stole gigantyczne pieniądze, kilkukrotnie większe niż zwykły unijny budżet. I to nie jest mutualizacja długu, a to ważna nowość. Dlaczego tak się dzieje? Między innymi dlatego, że sytuacja w Europie się zmienia. Nie chodzi tylko o nowy, damski triumwirat, choć to ma spore znaczenie. Ale zmieniają się również niemieckie elity polityczne i gospodarcze. Do władzy dochodzi nowe pokolenie polityków, znacznie mniej doktrynalnych niż ich poprzednicy. Dzięki temu mamy śmiały program, którego Europa potrzebuje. Ale zgadzam się z Błażejem, że on nie rozwiąże problemu demografii, nadmiernych regulacji i wreszcie słabej konkurencyjności europejskiej gospodarki. Europie niezbędne są dalsze reformy, odwaga, więcej pewności siebie i dumy z własnej przeszłości.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

Materiał zaprezentowany na stronie pochodzi od naszego partnera Caspar TFI.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, Żadnej katastrofy nie ma

Z Błażejem Bogdziewiczem – zarządzającym Caspar TFI – oraz Piotrem Przedwojskim – ekspertem i doradcą inwestycyjnym – o czkawce wynikającej z rosnącej inflacji, sporze sądowym w Polsce, uśmiechu Lenina i wielkim procesie prywatyzacji na Ukrainie rozmawia Piotr Gajdziński.

– Jak rynki zareagowały na wydarzenia na Bliskim Wschodzie?

Błażej Bogdziewicz: – Pierwsza reakcja na informację o zabiciu generała Kasema Sulejmaniego była oczywiście negatywna. Takie działania zawsze wiążą się z ogromnym ryzykiem i rynki wystraszyły się, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Tę trwogę pogłębiło jeszcze ostrzelanie przez Iran amerykańskich baz wojskowych znajdujących się w Iraku. Na szczęście szybko stało się jasne, że żadna ze stron nie chce eskalować konfliktu. To uspokoiło rynki.

– Takie działania Trumpa na Bliskim Wschodzie, regionie podminowanym różnymi sprzecznymi interesami, wyglądały na szaleństwo.

Błażej Bogdziewicz: – Trudno oceniać działania Trumpa, bo nie mamy przecież tych informacji, którymi prezydent Stanów Zjednoczonych dysponował podejmując decyzję o zabiciu Sulejmaniego. Nam może się ona wydawać błędna i bardzo ryzykowna, ale nie wiemy, co planował irański generał. Być może amerykański wywiad miał informacje, które uzasadniają działania USA. Nie chciałbym w tej sprawie spekulować.

Piotr Przedwojski: – Zgadzam się z Błażejem, ale nie ulega wątpliwości, że zabicie irańskiego generała był niezgodne z międzynarodowymi konwencjami. Nie mam natomiast wątpliwości, że generał Sulejmani był – nazwijmy to oględnie – bardzo aktywną osobą. Chyba to właśnie jemu Syryjczycy zawdzięczają „zaproszenie” do swojego kraju Putina i rosyjskich wojsk, a w konsekwencji eskalację konfliktu i dramat ludności cywilnej. Ta sprawa pokazuje, że Donald Trump jest nieprzewidywalny. I raczej będzie. Wydając rozkaz zabicia Sulejmaniego przekroczył chyba jakąś granicę i teraz ludzie z innych, dziwnych krajów muszą się zastanawiać, czy nie spotka ich coś podobnego.

Zestrzelenie ukraińskiego samolotu

– Zestrzelenie ukraińskiego samolotu zupełnie zmieniło narrację w tym konflikcie. Wydawało się, że zabicie generała zintegruje irańskie społeczeństwo, od dłuższego czasu protestujące przeciwko władzom w związku ze złą sytuacją gospodarczą, a tymczasem wybuchły nowe protesty.

Błażej Bogdziewicz: – Większość pasażerów ukraińskiego samolotu zestrzelonego nad Teheranem było obywatelami Iranu bądź Irańczykami mieszkającymi w Kanadzie. Władze w Teheranie mają więc niemały problem wewnętrzny.

– Piotr mówił o nieprzewidywalności Trumpa, ale spróbujmy określić, czym będą żyły rynki w 2020 roku?

Piotr Przedwojski: – Dowiemy się w ostatnich dniach grudnia.

– To prawda, przy takim prezydencie Stanów Zjednoczonych prawda niepodważalna. Ale na pewno jednym z głównych tematów 2020 roku będą wybory w USA.

Błażej Bogdziewicz: – Z całą pewnością to wydarzenie odciśnie się na rynkach. Mówiliśmy już o tym w jednym z poprzednich Ringów Caspara, ale warto zwrócić uwagę, że w obozie Partii Demokratycznej nasila się walka między „obozem postępowym”, który uosabia między innymi Elizabeth Warren, a centrowym Michaelem Bloombergiem. Bloomberg jest atakowany za zbyt duże wydatki na swoją kampanię, a on z kolei odpowiada, że jest jedynym kandydatem, który może przekonać do siebie umiarkowanych zwolenników Partii Republikańskiej zniesmaczonych stylem prezydentury obecnego lokatora Białego Domu.

– I chyba ma rację. Pomysły Elizabeth Warren są takie, że przeciętny Amerykanin łapie się za głowę. A przynajmniej powinien.

Błażej Bogdziewicz: – A wielu również powinno się łapać za kieszeń. Jednym z pomysłów Warren jest wprowadzenie podatku dla najbogatszych Amerykanów w wysokości nawet 6% całego majątku.

Piotr Przedwojski: – Rocznie!

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie tak. To bardzo socjalistyczny pomysł, który gdyby został wcielony w życie, zagroziłby majątkom najbogatszych Amerykanów, a co ważniejsze – wstrząsnąłby tamtejszą gospodarką. Konsekwencje wprowadzenia tego podatku byłyby bardzo złe, a mogłyby się okazać wręcz katastrofalne. Jest małe prawdopodobieństwo, że ten pomysł zostanie zrealizowany teraz, nawet gdyby Warren wygrała wybory, ale prawda jest też taka, że wśród młodych wyborców Partii Demokratycznej jest on bardzo popularny. Więc za cztery lata szanse tego projektu mogą być znacząco większe. Chyba, że młody elektorat Partii Demokratycznej z czasem zmieni swoje poglądy, jego radykalizm zostanie stępiony. Tak czy inaczej, takie poglądy stają się wyzwaniem dla amerykańskiej polityki.

Poglądy młodych Amerykanów

– Amerykanie się zmieniają, coraz wyraźniejsze staje się poparcie dla lewicowych ideałów, które dotąd były tam marginesem.

Błażej Bogdziewicz:: – Tak, coraz więcej młodych Amerykanów ma bardzo socjalistyczne poglądy.

Piotr Przedwojski: – To prawda, ale pamiętajmy, że to młodzi ludzie, którzy nie dorobili się jeszcze majątku, więc łatwo im być pryncypialnymi. Zobaczymy co będzie, jak się dorobią. Ale jest prawdą, że w USA nasila się problem długów studenckich. Dzisiaj jest to 8% procent PKB USA i ta wartość ciągle rośnie.

Błażej Bogdziewicz:: – Coraz mniej Amerykanów kończących dzisiaj studia ma szanse, aby się dorobić. Dotyczy to zresztą nie tylko USA, również wielu innych krajów. Tym bardziej, że wiele osób wybiera takie kierunki studiów, które nie są nadmiernie cenione przez rynek. Można się spierać, czy to dobrze czy źle, ale takie są fakty. Absolwenci wyższych uczelni mogą mieć wysokie aspiracje finansowe, ale szansę na ich zaspokojenie mają coraz mniejsze. Tym bardziej, że obniża się również poziom studiów.

Piotr Przedwojski: – Stany Zjednoczone kostnieją, coraz trudniej zrobić tam karierę, zmniejsza się mobilność geograficzna i majątkowa. To jest zjawisko, którego pełne skutki będą widoczne za kilka dekad.

– Chcę wrócić do tego 6-procentowego podatku od majątku, który proponuje Elizabeth Warren. Błażej mówi, że ten podatek mocno uderzy w amerykańską gospodarkę. Właściwie dlaczego?

Błażej Bogdziewicz: – Wszystkie te dobre, najbardziej dziś znane spółki – choćby Apple, Microsoft, czy Tesla – zostały stworzone przez ludzi, których napędzała chęć osiągnięcia sukcesu i, oczywiście, zdobycia nagrody. Teraz chce się ich tej nagrody pozbawić, choć zrobili coś naprawdę dobrego, z owoców ich pracy korzystają miliony ludzi na całym świecie. Oczywiście, można powiedzieć, że 1 mld dolarów to gigantyczny majątek, którego nie da się skonsumować. Nie da się, ale co z tego? Tak działa kapitalizm.

– Tak działała człowiek, którego do pracy motywują pieniądze.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie, jeśli odbierze im się podstawową motywację, to czy oni nadal będą chcieli wypruwać sobie żyły? Po co? Tak było w socjalizmie i ten socjalizm nie bardzo działał. Pani Warren tego być może nie wie, ale w Polsce, w całej Europie Środkowej, wiemy to doskonale. Może zabrzmi to górnolotnie, ale to prawdziwe stwierdzenie – Warren chce zniszczyć „amerykański sen”. W Europie mieliśmy już podobne pomysły, choćby we Francji, i nic z nich nie wyszło. Nie bez przyczyny, największe spółki, które nadają dzisiaj ton globalnej gospodarce, są najbardziej innowacyjne, powstały i działają w Stanach Zjednoczonych, a nie we Francji czy Polsce. Grupa Caspar dużo inwestuje ostatnio w sektor zdrowia, w spółki biotechnologiczne. Widzimy tam wielki postęp, który przyczynia się między innymi do skutecznego leczenia ludzi chorych na nieuleczalne dotąd choroby, do przedłużania ludzkiego życia. Ale jeśli się tych ludzi zdemotywuje, to oni wybiorą spokojne życie zamiast ciężkiej pracy. I to się na odbije na nas wszystkich.

Piotr Przedwojski: – Ten podatek odbije się przede wszystkim na gospodarce amerykańskiej, bo ci ludzie po prostu znajdą sobie nowe miejsca, wyjadą z USA, a na pewno wyjedzie ich płynny majątek. Ale Błażej ma rację – te majątki zapewniają postęp, bo człowiek, gdy już zaspokoi swoje podstawowe potrzeby, zajmuje się budowaniem. Pomysł, aby zabrać im to na co zapracowali jest prymitywny.


Zapisz się do newslettera F-Trust aby otrzymywać darmowe materiały edukacyjne


Znajomość historii – inflacja

– Lenin uśmiecha się w mauzoleum.

Błażej Bogdziewicz: – Większość majątku miliarderów jest ulokowana w spółkach. Jakie będą konsekwencje pomysłu Warren? Państwo przejmie zarządzanie tymi spółkami. Czy państwo zarządza firmami lepiej niż prywatni właściciele? Doskonale znamy odpowiedź na to pytanie.

Piotr Przedwojski: – Młodzi Amerykanie, którzy przychylają się do takich pomysłów, którzy choćby patrzą na nie przychylnym okiem, muszą być bardzo zdeterminowani.

– Albo nie znają historii.

Błażej Bogdziewicz: – Mam wrażenie, że na świecie znowu rośnie klasa zawodowych rewolucjonistów, następców Lenina i jego kumpli. Mogą się okazać niebezpieczni, bo mają dużo wolnego czasu, chwytliwe pomysły, determinację…

– Zajmijmy się przez chwilę sądownictwem w Polsce. To nie miejsce, aby wnikać w istotę tego sporu, więc chciałbym tylko zapytać, czy on przenosi się również na sferę gospodarczą.

Piotr Przedwojski: – Sytuacja w tej dziedzinie staje się bardzo niebezpieczna. Sądownictwo, jako trzecia władza, powinno stać na straży egzekwowania umów. Jeśli okaże się, że umów nie można egzekwować, to nie można też prowadzić działalności gospodarczej. Bo co jest alternatywą? Pistolet i strzelba, jak na Dzikim Zachodzie?

Błażej Bogdziewicz: – Niezależność sądownictwa to fundament, nie ma co się nad tym rozwodzić. Z drugiej jednak strony, nieuznawanie sędziów powołanych przez obecny KRS i mianowanych przez prezydenta, to prosta droga do anarchii. Totalnej anarchii państwa.

– Wyobraźmy sobie spółkę X, która zostaje obciążona przez służby skarbowe dużą karą finansową. Jej zdaniem ta kara jest niesprawiedliwa. Powinna iść z tym do sądu?

Piotr Przedwojski: – A jakie ma inne wyjście? Nająć najemników? Wracając do tego, co powiedzieliśmy wcześniej – dla działalności gospodarczej anarchia jest najgorszym wyjście. Każda forma rządów jest lepsza od anarchii.

Błażej Bogdziewicz: – Dokładnie tak. Przy czym chciałbym dodać, że zależność wymiaru sprawiedliwości od polityków również jest ogromną patologią.

Piotr Przedwojski: – Patrząc na rozmiary konfliktu wokół wymiaru sprawiedliwości, jego intensywność, emocje, które są w tym zaangażowane trzeba powiedzieć, że znajdujemy się w sytuacji głębokiego kryzysu. Dwa pytania – skąd on się wziął w takim nasileniu i drugie, istotniejsze – jak go rozwiązać. Przedstawiciele władz mają rację, że w wymiarze sprawiedliwości nie było dekomunizacji.

– Tu nie ma sporu, nie było. Tylko czy trzydzieści lat po upadku komunizmu dekomunizacja może być remedium na działalność wymiaru sprawiedliwości?

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli dekomunizacja jest potrzebna, to niech większość sejmowa przegłosuje ustawę, w której wskaże, że sędzią, prokuratorem, adwokatem, radcą prawnym, komornikiem nie może być człowiek, który należał do PZPR, był współpracownikiem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Czy ktoś będzie się temu sprzeciwiał? To proste rozwiązanie sporu. Obawiam się jednak, że hasło dekomunizacji jest w tym sporze tylko zasłoną.

– Zobaczymy, w jakim kierunku pójdzie ten spór. Tymczasem spójrzmy na wschód, bo rzadko to robimy. Na Ukrainie zapowiedziano prywatyzację wszystkim firm państwowych. Dobry ruch?

Piotr Przedwojski: – Bardzo dobry. Wspominaliśmy w tej rozmowie, że państwo nie potrafi dobrze inwestować, dobrze zarządzać spółkami. Ukraińcy, wreszcie, też doszli do tego wniosku. Po latach zrozumieli, że są przy ścianie. Pozostaje pytanie, jak to zrobić. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że proces prywatyzacji tak potężnego majątku, jakim państwo ukraińskie dzisiaj zarządza, wywoła różne patologie. To jest nieuniknione. Ale w długiej perspektywie jest to bardzo dobra decyzja. Rolą państwa nie jest zarządzanie spółkami i spółeczkami.

Błażej Bogdziewicz: – Ukraina startuje z bardzo niskiego poziomu, a ma jeden wielki atut – dostęp do rynku Unii Europejskiej, który już został dla ukraińskich firm otwarty.

Piotr Przedwojski: – Dzięki militarnej agresji Putina zresztą, co warto odnotować. Genialny taktyk i katastrofalny strateg.

– To jest rzeczywiście wielki atut, którego my w 1989 roku nie mieliśmy.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście Ukraina ma przed sobą długą drogę. Konieczne jest usprawnienie zarządzania całym państwem, ale ten projekt, jeśli wejdzie w życie, daje temu krajowi i ukraińskiemu społeczeństwu szansę na bardzo szybki rozwój.

Piotr Przedwojski: – Jest wiele pytań w tej sprawie. Jedno z nich dotyczy ludzi, którzy będą musieli tę gigantyczną operację przeprowadzić. Trzeba jednak powiedzieć, że prezydent Wołodymyr Żełeński radzi sobie jak dotąd bardzo dobrze i jest nadzieja, że i w tej sprawie sobie poradzi.

Inflacja – jest się czego bać?

– To na zakończenie zapytam Was, inaczej niż zawsze, o Wasze ostatnie spostrzeżenia.

Błażej Bogdziewicz: – Wróciłem właśnie z polskich gór. Dostrzegłem tam masę reklam inwestycji w nieruchomości. Bardzo to wszystko jest sugestywne, z wykorzystaniem różnych mistrzów sportu, obietnicami wysokiego zwrotu z inwestycji. Zastanawiałem się, czy ludzie, którzy dają się na te reklamy złapać, a z danych wynika, że takich jest wielu, rzeczywiście znają się na inwestycjach w nieruchomości, różne aparthotele. A trzeba się na tym znać nie gorzej niż w wypadku inwestycji w akcje.

Piotr Przedwojski: – Mam spostrzeżenie, które wbrew pozorom jest wcale nieodległe od tego, co mówi Błażej. Rośnie inflacja, co oznacza, że z każdym miesiącem ludzie więcej tracą na lokatach bankowych. Poszukują więc – historia uczy, że często z zawiązanymi oczami – wszelkich inwestycji, które mają ich ratować przed skutkami inflacji. Uciekają z banków między innymi w nieruchomości. I przy blisko 2-procentowej realnej ujemnej stopie będą uciekać coraz szybciej.

Błażej Bogdziewicz: – Pytanie, co z rosnącą inflacją zrobi Rada Polityki Pieniężnej. Z ostatnich wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego wynika, że Rada nie bardzo się tym przejmuje, liczy, że inflacja wzrośnie jeszcze do 4,5%, a później spadnie. A jeśli nie, jeśli wzrośnie do 5,5%? Wówczas Rada podniesie stopy procentowe. Ale to będzie miało poważne konsekwencje, również dla tych, którzy zdecydowali się wziąć kredyt pod zakup nieruchomości. Dzisiaj mamy stopy banku centralnego na poziomie 1,5%, a co się stanie, gdy wzrosną one do 3%?

– Wysokość rat gwałtownie wzrośnie.

Błażej Bogdziewicz: – Dramatycznie wzrośnie. Oby nie było tak, że za chwilę obok frankowiczów będziemy mieli też problem z ludźmi, którzy zaciągnęli ostatnio kredyt złotówkowy oprocentowany według zmiennej stopy i z firmami, które zdecydowały się na kredyt inwestycyjny.

Piotr Przedwojski: – Pytanie, czy do drzwi nie puka stagflacja. Nieustanne wprowadzanie nowych regulacji dla banków, sztuczne zwiększanie pensji i wyższa inflacja mogą nam się odbić potężną czkawką.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, świński dołek i wzrost płacy minimalnej

Rozmowa z Błażejem Bogdziewiczem oraz Piotrem Przedwojskim o kampanii wyborczej i samych wyborach, wojnie handlowej i słabych danych gospodarczych napływających ze świata.

– Czy coś Was zaskoczyło w kampanii wyborczej?

Piotr Przedwojski: – Była to pierwsza kampania w III Rzeczpospolitej, w której obietnice transferów socjalnych były składane tak obficie. Cztery z pięciu komitetów wyborczych, które zarejestrowały się w całym kraju składało bardzo hojne obietnice, starając się tym przyciągnąć wyborców. Jeszcze kilka lat temu większości polityków takie obietnice nie przeszłyby przez gardło, a dziś są gładko wypowiadane, nawet jeśli dotyczą płacy minimalnej, która w tych obietnicach ma stanowić 60% średniej krajowej.

Błażej Bogdziewicz: – Sukces ośmiela. W 2015 roku PiS wygrał wybory dzięki obietnicom transferów socjalnych, więc nie dziwmy się, że wszyscy to podchwycili.

– Ciekawe dokąd nas to zaprowadzi.

Piotr Przedwojski: – Zobaczymy. W tegorocznej kampanii jednym z ważniejszych tematów była płaca minimalna, której wysokość jednych zachwyciła, a innych wystraszyła. Jaki będzie efekt tych obietnic, nikt nie wie. I to jest być może najgroźniejsze. Płace powinny być zależne od produktywności – o czym zresztą w jednym z wywiadów wspominał premier. Czy produktywność w Polsce osób najmniej zarabiających wzrośnie w ciągu najbliższych pięciu lat o 78%? Wzrost płacy minimalnej powinien pociągnąć za sobą wzrost płac lepiej zarabiających – może nie aż o 78%, ale powinien to być wzrost znaczący. Dla przypomnienia: wzrost produktywności powiększony o wzrost populacji daje wzrost PKB. Nikt przytomny nie mówi o prawie podwojeniu PKB w ciągu pięciu lat. Zatem skutki wzrostu kosztów szybsze od wzrostu produktywności spadną na przedsiębiorców. Oczekiwanie, że nic się nie stanie jest naiwne. Przeglądałem niedawno dokumenty z poprzedniej kampanii i rzuciło mi się w oczy, szczególnie jedna niespełniona obietnica, która dla gospodarki ma szczególne znaczenie, czyli poziom inwestycji. Wówczas mówiono, że wyniesie on 25% produktu krajowego brutto. Nic z tego nie wyszło, mamy 17%, czyli mniej niż przed 2015 rokiem. Jest taki ładny, bardzo pouczający, wykres sprokurowany przez Ignacego Morawskiego ze Spotdaty. Warto mu się przyjrzeć.

Wybory, co dalej?

Dlaczego w tej sprawie rząd PiS poniósł klęskę?

Piotr Przedwojski: – Moim zdaniem, to zwiększenie penalizacji. W jakimś stopniu zaostrzenie prawa przyczyniło się do załatania dziury VAT-owskiej, ale z drugiej strony obniżyło skłonność do inwestycji. Pamiętajmy, że do polskiego prawa weszło pojęcie „zbrodni VAT-owskiej”, w wypadku której kara może sięgnąć 25 lat więzienia! Kolejny logiczny krok to kara śmierci.


Zapisz się do newslettera F-Trust aby otrzymywać darmowe materiały edukacyjne


– Czegoś Wam w tej kampanii zabrakło?

Piotr Przedwojski: – Podczas kampanii dziennikarze jednej z gazet wysłali do wszystkich komitetów wyborczych jedno proste pytanie. Dotyczyło tego, czy spółka publiczna, notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych powinna kierować się w swojej działalności poza kryterium zysku również interesem państwa – czyli tylko jednego interesariusza. Wszystkie komitety odpowiedziały twierdząco – chyba bez rozumienia co to oznacza. Jednym słowem, wśród polskich polityków panuje pełna zgoda, że spółki powinny się kierować kryteriami innymi niż dobro akcjonariuszy. Zwróćmy uwagę, że nikt nie ujął się za akcjonariuszami mniejszościowymi. Akcjonariusze, czyli inwestorzy zażądają wyższej stopy zwrotu, czyli innymi słowy wzrośnie koszt kapitału. Mówiąc krócej będzie mniej inwestycji.

Błażej Bogdziewicz: – Moje oczekiwania nie były nadmiernie rozbudowane, więc nie czuję się rozczarowany. Ale mówiąc poważnie, to zabrakło w tej kampanii – od lat brakuje tego zresztą w całym polskim życiu publicznym – poważnej dyskusji nad modelem funkcjonowania państwa. Nie chodzi o poziom transferów socjalnych, bo tutaj politycy dali jednoznaczny sygnał. Można się zastanawiać czy ich poglądy są słuszne, ale przynajmniej je poznaliśmy. Ale czy w Polsce jest dyskusja, jak powinny funkcjonować instytucje państwowe? Weźmy system sprawiedliwości. To gorący temat, ale dyskusja o nim ogranicza się do tego, czy sądy powinny być pod kontrolą polityków, czy sytuacja powinna wrócić do stanu sprzed 2015 roku. A gdzie dyskusja o tym co zrobić, aby one po prostu lepiej funkcjonowały?

Piotr Przedwojski: – Jedna z gazet usłużnie policzyła, że postępowanie sądowe wydłużyło się w ciągu ostatnich trzech lat o 26%. Ładny wynik. Gdyby tak wzrosły nam inwestycje, zwłaszcza i to prywatne, to byłoby hoho!

Błażej Bogdziewicz: – No właśnie. Strona rządowa mówi, że trzeba ich reformę dokończyć, a opozycja, że trzeba ją wyrzucić do kosza i cofnąć się do wcześniejszych rozwiązań. Tymczasem moim zdaniem, żaden z tych pomysłów nie gwarantuje tego, że postępowania sądowe będą krótsze. A to dla gospodarki ma kapitalne znaczenie, także jeśli chodzi o wspomniany tu przez Piotra poziom inwestycji.

– Jarosław Kaczyński zapowiedział podczas tej kampanii wymianę elit, również ekonomicznych. Jak to można zrobić? Wziąć panu Solorzowi i oddać panu X?

Piotr Przedwojski: – Jedno rozwiązanie jest znane od tysiącleci. Nazywa się „Rewolucja”.

Błażej Bogdziewicz: – Trudno powiedzieć, co prezes Kaczyński miał na myśli. Żaden z nas nie siedzi w jego głowie.

Wybory i zmiany po wyborach

– Może szkoda… Pytam Was o to, jak można tę operację przeprowadzić.

Błażej Bogdziewicz: – Można zastosować rozwiązanie pozytywne lub negatywne. To pierwsze polega na tym, że Jarosław Kaczyński uważa, że dotąd dochodziło się w Polsce do majątku dzięki układom na szczytach władzy, a teraz tych układów nie będzie, że majątek będzie się wypracowywało talentem i ciężką pracą. A scenariusz negatywny oznacza, że teraz będą inne układy i powstanie inna, „nasza”, oligarchia. Te wizje są oczywiście sprzeczne.

Piotr Przedwojski: – Pytanie jak szybko ma się to dokonać. Bo jeśli szybko, to wyłącznie poprzez rewolucję. Nie ma inne drogi. Jeśli natomiast ma to być „długi marsz”, to wówczas mówimy o przejrzystych regułach, które premiują kompetencje. Jeśli miałaby to być ta druga opcja, to podpisuję się pod tym dwoma rękoma.

– Podziwiam Twój optymizm.

Piotr Przedwojski: – Jarosław Kaczyński nie powiedział, jak szybko ma się jego zapowiedź zmaterializować, ale można odnieść wrażenie, że zależy mu, aby to się dokonało w najbliższym czasie.

Błażej Bogdziewicz: – Orbanowi udało się stworzyć własną oligarchię. W Polsce jeszcze, na szczęście, takich „osiągnięć” nie mamy.

– Porozmawiajmy o sytuacji na świecie. Można odnieść wrażenie, że prezydent Stanów Zjednoczonych wojuje już ze wszystkimi.

Błażej Bogdziewicz: – Jego ostatnia decyzja, która doprowadziła do tureckiego ataku na Kurdów jest szkodliwa również dla Stanów Zjednoczonych, bo ten kraj gwałtownie traci wiarygodność. Dobrą wiadomością jest to, że rozpoczęły się rozmowy między Waszyngtonem i Pekinem. Trudno wyrokować o ich wyniku, ale już samo rozpoczęcie rozmów jest dobrym sygnałem. Tym bardziej, że Trumpowi powinno zależeć na porozumieniu, bo zbliża się kampania wyborcza, a on jest w trudnej sytuacji. Po pierwsze, amerykańska gospodarka wysyła niepokojące sygnały. Po drugie, poparcie dla Donalda Trumpa słabnie, sondaże są dla niego znacznie mniej przychylne niż kilka miesięcy temu. Po trzecie, grozi mu impeachment, a niewykluczone nawet, że po odejściu z Białego Domu trafi wprost do więzienia. Dlatego robi różne deale – z Erdoganem w sprawie Kurdów, próbował z Żełeńskim, więc teraz być może zrobi deal z Chińczykami. Myślę, że jest w nastroju…

Donald Trump i wojna handlowa

– Do dealowania.

Błażej Bogdziewicz: – Właśnie. On traktuje politykę jak biznes.

– Po co mu jeszcze w natłoku tych złych informacji wojna handlowa z Europą? Największym przeciwnikiem USA są dzisiaj Chiny, więc konfliktowanie się z kontynentem, który jest Stanom Zjednoczonym przyjazny i który jest daleki od Chin, wydaje się strzałem jeśli nie w głowę, to przynajmniej w kolano.

Piotr Przedwojski: – Trump nie jest człowiekiem, który docenia długoterminowe relacje. On myśli inaczej: dzisiaj robimy ze sobą biznes, jutro skaczemy sobie do gardeł, ale oczywiście to nie wyklucza, że pojutrze znowu zrobimy biznes. On chyba po prostu tak patrzy na świat. Prosto moim zdaniem.

– Europa może mocno na wojnie handlowej z USA ucierpieć?

Błażej Bogdziewicz: – Myślę, że w tym wypadku obie strony dojdą do porozumienia. Kolejny front nie jest Trumpowi potrzebny, choć wydaje się, że on naprawdę nie przepada za Starym Kontynentem i na pewno nie lubi Angeli Merkel. Ale dla niego to biznes, więc sądzę, że odsunie swoje osobiste antypatie na bok i zawrze kolejny deal.

– Dane gospodarcze napływające ze świata nie napawają optymizmem.

Błażej Bogdziewicz: – To prawda. Dane z gospodarki niemieckiej są bardzo złe, gorsze niż pokazuje dzisiaj Francja i Włochy. Teraz najlepiej radzi sobie… Grecja, która ma najszybszy wzrost gospodarczy w Strefie Euro. Co więcej, Grecy wyemitowali obligacje z ujemną stopą procentową, czyli każą sobie płacić za możliwość pożyczania im pieniędzy.

Piotr Przedwojski: – Krótkoterminowe, bo trzymiesięczne, ale jednak. To konkurs brzydoty – wcale nie jesteśmy tacy brzydcy!. A propos niemieckiej gospodarki – wskaźniki spółek z indeksu DAX są dzisiaj gorsze od średniej europejskiej. Niemcy o tym wiedzą i muszą się z tym źle czuć. Choć przyganiał kocioł garnkowi, bo wyceny z naszej giełdy wyglądają bardzo źle.

Błażej Bogdziewicz: – Zły stan niemieckiej gospodarki wynika z wielu przyczyn – problemów Chin, brexitu, ogólnoświatowego spowolnienia w handlu międzynarodowym, kłopotów przemysłu samochodowego…

Piotr Przedwojski: – I wielu błędów popełnionych przez niemieckie firmy. Choćby te wielkie przejęcia ze stratami. Tamtejsze firmy mają wiele za uszami. Kłania się słaby nadzór korporacyjny i centralizacja. Brzmi znajomo?

Błażej Bogdziewicz: – Od upadku Lehmann Brothers Europa zaciskała pasa i cały czas to robi, nie może się pogodzić z koniecznością odejścia od tej polityki. Oszczędzanie jest oczywiście cnotą, ale obecnie mamy taką sytuację, że budżet może się finansować nawet za darmo. Co więcej, może na tym nawet zarabiać, bo obligacje rządowe mają ujemną stopę procentową. Poza tym Niemcy mają wielką nadwyżkę finansową, więc z łatwością mogłyby sfinansować wielkie projekty infrastrukturalne, które są w tym kraju niezbędne. Niemcy mogłyby też obniżyć podatki, bo te instrumenty nakręciłyby koniunkturę. Skorzystałaby na tym cała Europa. Niestety, mam wrażenie, że upadek Lehmann Brothers przeorał psychikę niemieckich polityków.

Piotr Przedwojski: – Zwróćcie uwagę, że o ile jeszcze kilka lata temu Niemcy były przez najpoważniejsze pisma ekonomiczne stawiane za wzór, to dzisiaj już się tak nie pisze. Pierwsi dostrzegli problem inwestorzy.

– Złe wieści dochodzą też zza oceanu.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, wskaźniki wyprzedzające są złe. Wydaje się, że najważniejszą przyczyną jest wojna handlowa z Chinami, ale mogą być też przyczyny sezonowe, bo w General Motors trwa wielki strajk, który na pewno mocno odbił się na kooperantach. Stany Zjednoczone długo się broniły, ale globalne spowolnienie też chyba zaczyna Amerykanów doganiać. Przy czym trzeba podkreślić, że i tak Stany Zjednoczone są w najlepszej sytuacji spośród wszystkich wielkich gospodarek na świecie.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, świński dołek i wzrost płacy minimalnej

Z Błażejem Bogdziewiczem i Piotrem Przedwojskim, zarządzającymi z Caspar TFI, o kolejnej dziwnej modzie na inwestowanie, skutkach skokowego wzrostu płacy minimalnej, zmianach dla polskich przedsiębiorców i centralnym sterowaniu gospodarką, rozmawia Piotr Gajdziński.

– Rozmawiamy tuż po zbombardowaniu instalacji naftowych w Arabii Saudyjskiej. Wiele wskazuje na to, że za tym atakiem stoi Iran. Jakie będą konsekwencje? Arabia Saudyjska jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych…

Piotr Przedwojski: – I ósmym krajem na świecie pod względem wielkości wydatków na armię. A jednak dała się ograć. Trudno powiedzieć, jakie będą konsekwencje tego ataku. Oczywiście wzrost cen ropy naftowej jest przesądzony. Pytanie, jak wysoki będzie to wzrost. Arabia Saudyjska tradycyjnie odgrywała na tym rynku rolę stabilizatora, którą teraz, jak się wydaje, przejmie Rosja, więc ona na pewno na tym skorzysta.

Błażej Bogdziewicz: – Sytuacja jest dość dziwna. Przypominam, że miało dojść do rozmów amerykańsko-irańskich. Prezydent Trump mocno złagodził swoją wojowniczą retorykę sprzed kilku tygodni, ostatnio wypowiadał się w dość pojednawczym tonie. Można się zastanawiać, czy nie mamy do czynienia z prowokacją, która miała zbliżające się rozmowy storpedować. A jeśli tak, to zasadne jest pytanie, kto się tej prowokacji dopuścił.

Piotr Przedwojski: – Warto pamiętać, że Arabia Saudyjska w ogromnym stopniu jest odpowiedzialna za konflikt zbrojny w Jemenie. Konflikt niezwykle brutalny, gdzie dochodzi do masowych morderstw na ludności cywilnej, w tym na dzieciach i kobietach. Najwyraźniej jest to świadoma polityka Arabii Saudyjskiej. Kto sieje wiatr, zbiera burzę. Niestety, świat się za mało tym interesuje.

Skokowy wzrost płacy minimalnej w Polsce

– Poczekajmy na rozwój wypadków i przejdźmy do Polski. Jak przyjmujecie pomysł skokowego wzrostu płacy minimalnej?

Piotr Przedwojski: – Dlaczego tak mało?!

– Żartujesz, a nie wszystkim jest do śmiechu.

Piotr Przedwojski: – Dobrze, wyjdę poza wątki kabaretowe. Pewien duży bank sporządził w związku z tym pomysłem interesujący raport, w którym między innymi zbadał, jak w ostatnich dziesięciu latach płaca minimalna rosła w stosunku do średniej pensji. Z wykresu wynika, że mieliśmy systematyczny wzrost płacy minimalnej, od 35 na początku wieku do 45% obecnie . Co interesujące, wzrost płacy minimalnej nie był skorelowany z nakładami inwestycyjnymi przedsiębiorstw. Czyli argument o oczekiwanym wzroście inwestycji wywołanym podniesieniem płacy minimalnej wydaje się chybiony. Inny argument, mówiący, że podniesienie płacy minimalnej wywoła wzrost konsumpcji, a tym samym wzrost gospodarczy, był ilustrowany Anglią z czasów rewolucji przemysłowej. Przecież w czasie rewolucji przemysłowej w Anglii nie było płacy minimalnej!

– To ważne, bo pomysłodawcy twierdzą, że wzrost płacy minimalnej to prosty sposób na „uwolnienie polskiego kapitału”, czyli na wzrost inwestycji.

Piotr Przedwojski: – Powtarzam, nie ma takiej korelacji. I to chyba nie tylko w Polsce, bo inaczej powszechnie w innych krajach byłoby to stosowane. I drugi interesujący fakt z przywołanego przeze mnie raportu. Wzrost płacy minimalnej do 4 tysięcy zł spowoduje, że będzie to – patrząc na wartość nominalną liczoną wg. tzw. parytetu siły nabywczej – jedna z czterech najwyższych płac minimalnych w krajach OECD. Nominalnie! I jeszcze jedna uwaga. Ten pomysł jest kolejnym krokiem w stronę ręcznego sterowania gospodarką. Wszyscy, jak tu siedzimy, pamiętamy jak to się skończyło w czasach ”słusznie minionych”.

Błażej Bogdziewicz: – Trzeba powiedzieć, że do tej pory podnoszenie płacy minimalnej nie spowodowało szkód w gospodarce, a w niektórych branżach, na przykład budowlanej zmniejszyło szara strefę. Ale też dotychczas nie robiono tego skokowo. Teraz postanowiono drastycznie zaingerować w rynek, co oznacza, że ten mechanizm zostanie zachwiany. Oczywiście, można powiedzieć, że rynek nie działa, rynek się myli, politycy i urzędnicy wiedzą lepiej. Ale to się nazywa socjalizm. Walka z rynkiem pozornie przez jakiś czas, nawet się udaje, ale nigdy dłuższym terminie dobrze się nie kończy.

– Skąd u rządzących to przekonanie, że firmy można “doić” w nieskończoność?

Piotr Przedwojski: – Wracamy do gospodarki centralnie sterowanej, ona z powodów ideologicznych zażynała prywatny biznes. Jeśli te zapowiedzi wejdą w życie, firmy zaznają szoku ekonomicznego. Część z nich z pewnością się dostosuje do gorszych warunków, ale trudno przewidzieć reakcje przede wszystkim małych biznesów. Bo one zostaną najmocniej trafione. Natomiast duże firmy sobie z tym poradzą, tam może nawet dojść do wzrostu inwestycji, np. na automatyzację. Będzie ich na to stać. To kolejny element wspierania dużych przedsiębiorstw, czyli coraz większy powrót do czasów „słusznie minionych”. Już widzę mały biznes – fryzjerów, małe sklepy – zatrudniające roboty do prostych prac To jest jak sen…

– W polskich realiach „duże” oznacza państwowe…

Piotr Przedwojski: – W znacznej mierze tak właśnie jest.

Błażej Bogdziewicz: – Do tej kategorii zaliczają się też firmy zagraniczne. One również sobie poradzą, bo koszty pracy w Polsce nadal będą niższe niż na przykład w Niemczech lub Stanach Zjednoczonych. One zresztą, jak uczy historia, mogą liczyć na dotacje z państwowej kasy. Przypomnę choćby przykład JP Morgana, amerykańskiego banku, który dostał 20 milionów zł w zamian za otwarcie dużego biura w Warszawie.

Piotr Przedwojski: – Inna sprawa jak w nowych warunkach zachowają się mniejsze firmy. Część biznesu zapewne zejdzie do szarej strefy, co odbije się na wpływach podatkowych.

Błażej Bogdziewicz: – Po wprowadzeniu wysokiej płacy minimalnej i podniesieniu składek na ZUS nic się nagle nie zawali. Negatywne konsekwencje oczywiście będą, ale one w różnych stopniu dotkną różne podmioty. Rzecz jasna najbardziej te mniejsze, bo jak fryzjer ma zastąpić swojego pomocnika robotem? Roboty długo nas jeszcze nie będą strzygły.

– Ceny usług wzrosną.

Błażej Bogdziewicz: – Bez wątpienia, ale mimo to nie wszyscy sobie w nowej sytuacji poradzą. Konsekwencją będzie też wzrost inflacji.

– Do tej pory obecny rząd jakoś sobie z gospodarką radził…

Błażej Bogdziewicz: – Tak bywa. Do tej pory polityka obecnego rządu, podobnie jak wielu wcześniejszych, sprzyjała wzrostowi gospodarczemu. Ale nie jest tak, że cokolwiek ten rząd będzie robił, to przyniesie pozytywne skutki. Dobrym przykładem, swojego rodzaju memento, jest tu przykład rządzonej przez Recepa Erdogana Turcji. W pierwszym okresie jego rządów, Turcja była ulubieńcem inwestorów. Miała stabilną walutę, przewidywalną politykę podatkową, inflacja spadała, a sytuacja ekonomiczna społeczeństwa się poprawiała. Niestety, w pewnym momencie ekipa Erdogana zaczęła wprowadzać do swojej polityki gospodarczej istotne zmiany. O ile przez lata Turcja bardzo dobrze współpracowała z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, to nagle przestała, utrzymanie inflacji w ryzach przestało być priorytetem, rozkręcono akcję kredytową, coraz więcej pieniędzy i intratnych kontraktów zaczęło trafiać do firm powiązanych z politykami rządzącej partii. Efekty widać – kapitał ucieka, inflacja jest wysoka, lira dramatycznie się osłabiła, a wzrost gospodarczy jest w ostatnich latach znacznie niższy niż poprzednio.


Zapisz się do newslettera F-Trust aby otrzymywać darmowe materiały edukacyjne


Moda na dziwne inwestycje

– Politycy… Zostawmy to. Porozmawiajmy przez chwilę o absurdach związanych z inwestowaniem, bo Polacy w poszukiwaniu rentowności wpadają w kuriozalne pułapki. Modne ostatnio stało się inwestowanie w aparthotele. To kolejna pułapka?

Piotr Przedwojski: – Na lokatach bankowych się traci, polska giełda wygląda tak, jak wygląda, a wielu Polaków boi się inwestować zagranicą. Ze szkodą dla siebie zresztą. A ponieważ, o czym już mówiliśmy, mamy coraz więcej pieniędzy, to szukamy sposobów, aby pomnażać nasz majątek. Jeśli nie lokaty, nie giełda, to pozostają nieruchomości. Reklama robi swoje. Ludzie jej ulegają, dają się omamić i kupują apartament w jakiejś miejscowości letniskowej wierząc, że zarobią na tym krocie.

– Ale przecież turystyka się rozwija, coraz chętniej jeździmy, Polskę odwiedza coraz więcej turystów zagranicznych. Gdzie ryzyko?

Piotr Przedwojski: – W mechanizmie tej inwestycji zaszyte są silne, nieujawniane konflikty interesów między inwestorem a deweloperem. Deweloper buduje aparthotel, a inwestycje finansują ci, którzy kupują w nim apartamenty. Czyli developer zarabia na budowie – to pierwszy konflikt. Przy czym deweloper sprzedaje tylko część z nich, resztę pozostawia sobie. Z reguły jest także operatorem obiektu, co oznacza, że to on wynajmuje poszczególne apartamenty. Które przede wszystkim? Te należące do niego, czy te, które kupili inwestorzy indywidualni? To drugi konflikt. Tu jest również asymetria informacji, bo deweloper dysponuje wiedzą o popycie na pokoje (tzw. obłożenie) i co gorsza może tym obłożeniem sterować. Na dodatek inwestorom gwarantuje się, że stopa zwrotu z tej inwestycji wyniesie rocznie na przykład 7%. Kto gwarantuje? Ilu indywidualnych inwestorów sprawdza, jakim kapitałem dysponuje firma udzielająca gwarancji? Warto pamiętać, że rentowność biznesu hotelowego opiera się na wykorzystaniu obłożenia – tu jest duża dźwignia operacyjna, czyli wysokie obłożenie to wysokie zyski, niskie obłożenie, to niskie zyski lub wręcz straty. Wcale się nie zdziwię, gdy w okresie dekoniunktury deweloper zgodzi się łaskawie odkupić te obiekty należące do inwestorów po śmieszniej niskiej cenie, a inwestorzy poniosą straty kapitałowe. Wszystko zgodnie z prawem.

Błażej Bogdziewicz: – Inwestowanie w apartamenty w miejscowościach turystycznych to biznes hotelowy, czyli cykliczny. Czym innym jest kupno mieszkania na wynajem w dużym mieście, Warszawie, Poznaniu, Krakowie, gdzie wynajęcie mieszkania, choćby studentom, jest łatwe, a w razie dekoniunktury sprzedaż lokalu prostsza. Taką inwestycję można uznać za w miarę płynną. Tymczasem jeśli chodzi o aparthotele, to podaż dramatycznie rośnie. Niestety, wzrost podaży w dużym stopniu jest efektem decyzji nie specjalistów znających branżę, ale inwestorów indywidualnych, chcących ulokować korzystnie swoje środki i niestety dopóki indywidualni inwestorzy będą dawali pieniądze, to deweloperzy będą budowali kolejne aparthotele. Ale w pewnym momencie, już niebawem, rynek się nasyci, a liczba turystów nie będzie już tak dynamicznie rosła. Z tym biznesem jest trochę tak, jak ze słynnym „świńskim dołkiem”. Tyle, że właściciele apartamentów nie będą mogli, wzorem hodowców świń, protestować blokując centrum Warszawy. A nawet jeśli, to ten protest nie przyniesie żadnego skutku.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

– tytuł „świński dołek” odnosi się do „świńskiego cyklu”, czyli cyklu koniunkturalnego powodującego wahania cen i produkcji żywca wieprzowego. Pojęcie świńskiego dołka odnosi się do sytuacji, gdy ceny spadają – a koszty produkcji wręcz przeciwnie. Może to powodować strajki rolników, którzy mogą domagać się odpowiednich regulacji.

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara, Ring Caspara, w Europie są kompetencje

Piotr Przedwojski i Błażej Bogdziewicz, zarządzający z Caspar TFI dyskutują o rosnących cenach akcji, postępującej inflacji, roli jaką “frankowicze” przypisują werdyktowi Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i ostatnich wyborach w instytucjach europejskich.

– Zacznijmy optymistycznie. W Stanach Zjednoczonych S&P 500 przekroczył 3000 punktów i jest to najwyższy poziom w całej historii tego indeksu. Co teraz? Dalszy wzrost?

Błażej Bogdziewicz: – Dlaczego ceny akcji rosną, mimo że w światowej gospodarce dzieje się gorzej niż rok temu? Otóż dlatego, że mamy do czynienia – w dużym stopniu dzięki działaniom banków centralnych – z bardzo dużym spadkiem rentowności na rynku obligacji. Ceny obligacji poszły w górę, czyli tym samym ich rentowność spadła i doszliśmy do sytuacji, w której na przykład trzydziestoletnie niemieckie obligacje mają rentowność tylko trochę powyżej zera. Natomiast już niemieckie obligacje dziesięcioletnie mają ujemną rentowność, polskie „siedmiolatki”, denominowane w euro, podobnie.

Czy na oszczędnościach da się obecnie zarobić?

– Czyli jeśli ktoś ma fantazję pożyczenia polskiemu rządowi euro na siedem lat, to…

Błażej Bogdziewicz: – To polski rząd po siedmiu latach odda mu mniej niż mu pożyczyliśmy. Wygląda na to, że kupując polskie obligacje siedmioletnie denominowane w euro płaci się za przywilej pożyczania polskiemu rządowi. Albo, jeśli ktoś kupuje niemieckie obligacje dziesięcioletnie – rządowi w Berlinie. Niektóre spółki, które nie mają ratingu inwestycyjnego i emitowały dług, który był określany jako wysokodochodowy, mają teraz ujemne rentowności. Definicja „wysokiego dochodu” diametralnie się zmieniła. Tak mocno, że „wysoki dochód” może oznaczać mniej niż zero.


Zapisz się do newslettera F-Trust aby otrzymywać darmowe materiały edukacyjne


– Żyjemy w bardzo dziwnym świecie.

Błażej Bogdziewicz: – Oczywiście w USA rentowności są wyższe niż w Europie, jest to chyba jedyny normalny rynek, gdzie na obligacjach można zarobić więcej niż wynosi inflacja. W Polsce do niedawna było podobnie, ale już tak nie jest. Warunki dyktuje inflacja, która daje rentowność ujemną, czyli nie można zarobić więcej niż inflacja.

– Tymczasem akcje wciąż dają zarobić.

Błażej Bogdziewicz: – Tak, na akcjach się zarabia. Akcje kumulują jakąś gotówkę, dlatego jeśli ktoś ma długi horyzont inwestycyjny, akcje są taką klasą aktywów, którą trudno pominąć. Trudno, bo akcje po prostu generują gotówkę. I mimo tego, że ich ceny wzrosły, poziom generowanej gotówki w relacji do ich wartości rynkowej troszeczkę spadł, to w tej chwili w przypadku akcji z indeksu MSCI World, obejmującego rynki rozwinięte na całym świecie, ten wskaźnik zaczyna się od 4,5%. Co więcej, jeśli wzrost gospodarczy będzie podobny do tego z poprzednich lat, ta ilość generowanej gotówki będzie rosła. Czyli mamy już jakiś poziom gotówki, który jest generowany, w tej chwili na poziomie 4,5%, a w następnych latach raczej będzie to więcej. Oczywiście, jeśli będzie recesja, to ten wskaźnik spadnie, ale na przestrzeni trzydziestu lat on raczej wzrośnie niż spadnie. Jeśli inwestor inwestuje długoterminowo, to nie ma wyboru, musi kupować akcje, bo w przeciwnym wypadku rezygnuje z najbardziej dochodowej części spektrum inwestycyjnego.

Piotr Przedwojski: – Błażej tak dobrze mówił, że aż ciężko przerywać. Zwłaszcza, że ma rację. Ilość szacowana obligacji z ujemnym saldem, czyli gdzie rentowość jest poniżej zera, osiągnęła największy poziom nominalny w historii. Nazwijmy rzecz po imieniu – w tej chwili inwestorzy w Europie płacą za przywilej trzymania tzw. obligacji śmieciowych, bo pod taką inną nazwę są znane obligacje wysokodochodowe. Któryś z zarządzających obligacji żalił się, że ta pierwsza nazwa to obecnie „nieszczęsny oksymoron”.

Błażej Bogdziewicz: – Zgadzam się, że bardzo mało jest obligacji dostępnych dla wszystkich inwestorów, które dają dodatnią realną stopę zwrotu. W Polsce też. Mogę zaryzykować hipotezę, że generalnie poziom stóp w USA jest najbardziej realny, może również dlatego, że gospodarka amerykańska jest największa, czyli wzrost jest najwyższy, co ma swoje odbicie w stopach procentowych.

Piotr Przedwojski: – Przyjrzyjmy się Polsce. GUS regularnie publikuje dane wysokości inflacji, a NBP o oprocentowaniu depozytów za ostatnie dwanaście miesięcy. Można sobie więc dokładnie policzyć zrealizowaną realną stopę zwrotu z depozytów od 2005 roku. Z tych wyliczeń wynika, że dwa razy, jesienią 2008 roku i na przełomie 2011 oraz 2012 roku, zbliżyliśmy się do zrealizowania stopy ujemnej w całym sektorze bankowym. Czyli deponenci realnie tracili, zamiast zyskiwać. Natomiast trzeci okres, który zaczął się pod koniec roku 2017, trwa do dziś, jest zdecydowanie najdłuższy i w całym tym okresie stopy są albo ujemne, albo oscylują wokół zera. To jest jedna rzecz. Druga to banki. Banki w Polsce kokosów nie zarabiają, co widać po spadającym wskaźniku zwrotu z kapitałów, czyli ROE, mimo że de facto ta realna stopa z depozytów u nich zostaje. Czyli na oszczędnościach w Polsce nikt nie zarabia. Co to oznacza? Bardzo duże wzrosty notuje ostatnio rynek nieruchomości. Wszyscy wiemy, jak wygląda warszawska giełda, a tymczasem rynek nieruchomości rośnie rocznie o około 8 procent. Pytanie czy to jest oczekiwana przez nas sytuacja? Ludzie nie inwestują w depozyty bankowe, w akcje, tylko nieruchomości. To nie jest zdrowa sytuacja. Są jeszcze dwa ciekawe aspekty w tym wątku – czy jest związek między ujemną realną stopą oszczędności na depozytach a rosnącą koncentracją rynku bankowego w Polsce? I na ile koszt regulacji wpływa na tę ujemną stopą? O drugim aspekcie publicznie i jednym głosem mówią prezesi największych banków w Polsce. O pierwszym cisza.

Czy system bankowy w Polsce może się zawalić? Co mają do tego frankowicze?

– Pozostańmy przy bankach. Miesiąc temu poruszyliśmy ten temat i byliście pesymistami. Okazuje się jednak, że może być jeszcze gorzej, bo w powietrzu wisi wyrok TSUE, który prawdopodobnie będzie dla frankowiczów korzystny, a uderzy w banki. Związek Banków Polskich szacuje, że jeśli tak się stanie, to sektor bankowy będzie to kosztowało 60 mld zł. Gigantyczna kwota, bo banki zarabiają rocznie około 15 mld zł. System się zawali?

Błażej Bogdziewicz: – Banki się boją, choć szacunki Związku Banków Polskich wydają się przesadzone. Niezależni analitycy mówią o mniejszych kwotach, choć wciąż bardzo wysokich. Po pierwsze pamiętajmy, że nie każdy klient pozwie bank. Sytuacja, jeśli wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie dla banków niekorzystny, będzie dla tego sektora trudna. Banki postulują, że państwo musi coś zrobić, czyli musi im pomóc. Tylko chwileczkę, co to znaczy, że państwo musi pomóc bankom? To znaczy, że musi sięgnąć do mojej kieszeni. Z jakiej racji? Jeśli banki popełniły błąd to będą musiały za niego zapłacić. I tyle. Jak to się skończy? Część banków może mieć zbyt niskie kapitały własne i w konsekwencji będziemy mieli kolejną falę koncentracji. Nie sądzę abyśmy mieli kryzys bankowy w Polsce, bo to nie jest kwota, która wywróci polską gospodarkę. Będziemy mieli konsolidację lub repolonizację systemu bankowego, co akurat jest korzystne dla rządu. Mówiąc wprost – rząd będzie mógł dość łatwo te banki sobie odkupić.

– Dla rządu to będzie korzystne. A dla obywateli?

Błażej Bogdziewicz: – Jeśli dojdzie do sytuacji, że będziemy mieli w Polsce 3-4 banki, to obywatele oczywiście za to zapłacą wyższymi stawkami za usługi. Nie tylko frankowicze.

Piotr Przedwojski: – Banków w tej sprawie nie da się wybronić. Nie widzę powodu, aby za ich pazerność płacili wszyscy obywatele. Aczkolwiek nie tylko one są w tej sprawie winne.

Błażej Bogdziewicz: – Nie ulega dla mnie wątpliwości, że bank nie powinien udzielać kredytów walutowych osobom, które nie mają dochodów w obcej walucie i co więcej nie są w pełni świadome ryzyka. To jedno. Drugie to błędy, które banki – a konkretnie ich prawnicy – popełnili konstruując umowy, które teraz dają klientom możliwość ich zakwestionowania. Nie chcę w to wnikać. Fundamentalne pytanie jest takie – dlaczego teraz państwo ma płacić za błędy banków. Przecież one przez całe lata na tych nieszczęsnych kredytach frankowych zarabiały, akcjonariusze otrzymywali dywidendę, a najważniejsi menadżerowie wysokie premie. Przez lata oni na tym korzystali, a teraz, gdy kurtyna opada, państwo, czyli w praktyce obywatele, mają za to zapłacić?

Frankowicze, wyrok TSUE, sytuacja systemu bankowego w Polsce

– Będę w tej sprawie adwokatem diabła. Co jeśli bez pomocy państwa zawali się system bankowy? To uderzy w całą gospodarkę i w każdego obywatela.

Błażej Bogdziewicz: – Nie spodziewam się jakiegoś wielkiego kryzysu bankowego. Nie sądzę, aby ta skala miała pogrążyć system bankowy. Choć będą, a właściwie już są, takie banki, które nie będą miały kapitału. Nie chce ich nazywać, ale osoby, które interesują się systemem bankowym wiedzą, które instytucje mam na myśli.

Piotr Przedwojski: – Zarządy banków podjęły pewne decyzje. Robiąc to powinny mieć świadomość, że ryzyko w pewnym momencie może się zmaterializować. Koniec. To były suwerenne decyzje banków, kredytobiorców i regulatora, który zezwalał na zaciąganie kredytów walutowych w takiej skali. Zgadzam się z Błażejem, że jeśli wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie dla sektora bankowego niekorzystny, to system przetrwa, choć poziom tzw. repolonizacji, czyli w istocie upaństwowienia banków się zwiększy.

– Omówmy niedawne wybory w instytucjach europejskich. Dla mnie najważniejszym wnioskiem z obsady istotnych brukselskich stanowisk jest rosnący podział między Europą Zachodnią a naszą częścią Starego Kontynentu. Czy nie obawiacie się, że to jakoś przełoży na gospodarkę?

Błażej Bogdziewicz: – W sferze politycznej rzeczywiście mamy bardzo wyraźny podział, ale z innym podziałem mamy do czynienia w sferze gospodarczej. To nie jest linia Wschód-Zachód, tylko Północ-Południe. Na wiele spraw gospodarczych, niezależnie od ideologicznego zabarwienia rządów, inne poglądy mają Niemcy i Holandia niż Grecja, Włochy czy Portugalia. Pytanie więc, czy polityka wygra z gospodarką. Interesy gospodarcze będą sprawiały, że polska gospodarka, bardzo mocno związana z niemiecką, będzie oddziaływała na polską politykę i pozycję naszego kraju w Unii Europejskiej. Moim zdaniem, dla gospodarki układy polityczne mają drugorzędne znaczenie. Obym się nie mylił.

Piotr Przedwojski: – Spośród osób, które zajęły najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej znam tylko panią Christine Legarde, nową szefową Europejskiego Banku Centralnego. Nie jest ona wprawdzie ekonomistką, a prawniczką, ale większość ekonomistów darzy ją szacunkiem. A nowe stanowiska w Unii Europejskiej? Cóż, Europa ma poważne problemy ze wzrostem gospodarczym i to jest główny kłopot Starego Kontynentu. Coś trzeba z tym zrobić. Poprzednicy nie bardzo sobie z tym poradzili, więc pozostaje mieć nadzieję, że ich następcy okażą się bardziej skuteczni. Dajmy im trochę czasu.

Co z autostradami?

– Od 2015 roku, a więc od czasu objęcia władzy przez PiS, w Polsce wybudowano, według oficjalnych danych, zero kilometrów autostrad. Pozwólcie, że przywołam prezesa Kaczyńskiego – podczas uroczystej inauguracji współpracy z firmą Hyundai Engineering, generalnym wykonawcą projektu Polimery Police w maju 2019 roku – skąd ten imposybilizm?

Błażej Bogdziewicz: – Ja bym to jednak trochę zniuansował. To zero jest oczywiście kompromitujące, ale wybudowanie autostrady jednak trochę trwa, więc nie jestem do końca pewien, czy można o to oskarżać akurat rządy PiS. Ale nie mam wątpliwości, że jeśli chodzi o drogi ekspresowe to widać, że mamy problem. Wielu firmom opłacało się opuścić budowy, bo ich kontynuacja wiązałaby się ze sporymi stratami. Kosztowałoby to więcej niż kary, które musieli zapłacić.

Piotr Przedwojski: – Nie zgadzam się, że w tej sprawie państwo źle działa. Akurat rząd czy GDDKiA broni się tym, że taki był plan – wstrzymać budowę autostrad, aby budować drogi ekspresowe. I to się dzieje. Autostrady mają być kręgosłupem, który jest otoczony drogami ekspresowymi. A dlaczego firmy schodzą z budów? Bo taki jest, niestety, model biznesowy sektora budowlanego. Jeśli firmy budowlane mają niskie marże, to wiele z nich, przy wzroście cen materiałów budowlanych, po prostu nie wytrzymuje, bo gdyby się zabezpieczyli, to przy koszcie zabezpieczenia nie są w stanie wygrać przetargu. To jest oczywiście duży problem, bo z tego wynikają opóźnienia. Nie potrafimy radzić sobie z przetargami, z taką ich konstrukcją, która zapewniłaby firmom budującym drogi przynajmniej minimalny poziom rentowności kontraktów w założonym czasie.

– Będę się upierał przy imposybiliźmie. Właśnie przeczytałem, że wyprodukowano ileś tam tysięcy nowych dowodów osobistych i okazało się, że w warstwie elektronicznej zawierają one błędy. A tyle było trąbienia o cyfryzacji Polski!

Błażej Bogdziewicz: – W tej dziedzinie, choć oczywiście kilka sukcesów dałoby się znaleźć, mamy jeszcze bardzo wiele to zrobienia. A jeśli chodzi o sukcesy, to ich autorami bardziej są tak przez nas wcześniej krytykowane banki niż administracja państwowa. Przecież Program 500+ osiągnął tak duży sukces, bo wnioski były sprawnie procedowane dzięki temu, że były składane za pośrednictwem banków. Trzeba powiedzieć jasno, że banki jeśli chodzi o infrastrukturę cyfrową dają radę. Mamy się czym pochwalić. Państwo potrafi to wykorzystywać i dobrze, że potrafi. Bo po co państwo miałoby tę bankową infrastrukturę dublować?

Piotr Przedwojski: – W mojej opinii mamy pewną poprawę jeśli chodzi o przyspieszenie procesów cyfryzacji i mam wrażenie, że w dużej części jest to zasługa pani Anny Streżyńskiej, szefowej Ministerstwa Cyfryzacji w rządzie Beaty Szydło. Ale jej następcy też działają. Nowe usługi państwa systematycznie się pojawiają i trzeba się z tego cieszyć, choć można ponarzekać na tempo zmian. Natomiast jeśli chodzi o wykorzystywanie przez państwo infrastruktury stworzonej przez banki, to nie jestem pewien, czy tak powinno być. Dlaczego banki, a w efekcie ich klienci, a dalej cała gospodarka, poprzez wyższe koszty finansowania ma ponosić koszty tworzenia i utrzymania tej infrastruktury? To państwo powinno zrobić samo albo zapłacić na mocy komercyjnej umowy z bankiem. To nie odbyło się umową na warunkach zgody z obu stron, tylko mocą regulacji.

Błażej Bogdziewicz: – Nikt nie twierdzi, że banki mają to robić za darmo. Powinny na tym zarabiać.

Piotr Przedwojski: – Ale z tego co wiem, nie zarabiają. Dlaczego nie kazać drogowcom budować dróg za darmo? Rodem z Korei Północnej. Sektor bankowy częściowo ponosi koszty cyfryzacji kraju, a śmietankę spija rząd. A koszty, klienci, akcjonariusze? Jeśli bank robi coś dla kraju, to nie zrobi czegoś dla swoich klientów lub właścicieli. To są różne kultury. Dlatego rozdziela się działalność charytatywną od biznesowej – przykładem choćby Microsoft i fundacja Billa Gatesa.

Rozmawiał Piotr Gajdziński

FUNDUSZE CASPAR TFI W OFERCIE F-TRUST (DOSTĘPNE TAKŻE ONLINE NA PLATFORMIE FUNDUSZY):

[ft_funds_db towarzystwo=”1″ nofilter=”false”] TAGI: ring caspara,