EKSPERT



BEZPŁATNE SZKOLENIA I KONFERENCJE F-TRUST

Prowadzimy szkolenia zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych inwestorów.

Zapisz się

IKE/IKZE

Najbardziej efektywne oszczędzanie na emeryturę,porównaj nasze produkty IKE i IKZE.

Więcej: IKE i IKZE



USŁUGA ZARZĄDZANIA PORTFELEM

Możliwość inwestowania zgodnie ze strategią inwestycyjną uszytą na miarę.

Więcej: Zarządzanie portfelem

CAŁA WIEDZA NA TEMAT FUNDUSZY W JEDNYM MIEJSCU

F-Trust - proces analityczny

Inwestowanie to proces, który wymaga cyklicznej pracy, w F-Trust analizujemy fundusze zaczynając od podejścia makro, a kończąc na doborze funduszy do portfela inwestycyjnego. Każdy etap naszej pracy powtarzamy w stałych terminach – tak aby klienci mogli wspólnie z nami analizować swoje inwestycje.

Etapy procesu:

Pokaż cały proces


PLATFORMA FUNDUSZY INWESTYCYJNYCH

Platforma funduszy inwestycyjnych

Inwestuj przez internet, poznaj nasze materiały edukacyjne, załóż portfel treningowy, zobacz podgląd autentycznych portfeli


Więcej: Platforma Funduszy


ZAŁÓŻ DARMOWE KONTO
Zajmie Ci to maksymalnie 1 minutę

Nasi klienci zainwestowali
już 1,2 MLD zł WIĘCEJ >>>

Doskonała opinia wśród klientów,
9 lat doświadczenia  WIĘCEJ >>>

A A A

Rok 2014 w Turcji nie był łatwy. W Parku Gezi odbyły się poteżne protesty przeciwko władzy, które zakończyły się szeroko zakrojoną pacyfikacją. Turcy dwukrotnie szli do wyborów: raz oddawali głos na władzę samorządową, a potem, po raz pierwszy w swojej historii, w powszechnych wyborach prezydenckich. Mimo tych zawirowań, główny indeks giełdy w Ankarze wzrósł o 26% i był to jeden z najwyższych wskaźników na świecie.

W tej sytuacji nie powinno dziwić, że wśród dziesięciu funduszy, które w 2014 roku dały najwyższą stopę zwrotu, pięć inwestowało na rynku w Stambule. Cztery z nich, między innymi znajdujące się w ofercie F-Trust subfundusze UniAkcje Turcja oraz Caspar Akcji Tureckich, uzyskały ponad 30-procentową stopę zwrotu, a kolejny – również będący w naszej ofercie Quercus Turcja – zbliżył się do magicznych 30%. Dla porównania, średnia stopa zwrotu uzyskana przez polskie fundusze w ubiegłym roku wyniosła 1,82%.

Początek nie był obiecujący

Zaczęło się od planów postawienia centrum handlowego na ostatnim zielonym skrawku europejskiej części Stambułu. Miejscowa ludność zawyła ze wściekłości. Erdogan, który nie jest szczególnym miłośnikiem ruchów miejskich oraz innych oddolnych inicjatyw, zareagował we właściwy dla siebie sposób: protestujących nazwał terrorystami, a zamiast rozmawiać, wysłał oddziały specjalne.

Po pacyfikacji Parku Gezi wcale nie było łatwiej. Przy okazji wyborów konkurencja polityczna premiera Erdogana postanowiła wytoczyć przeciwko AKP, czyli partii rządzącej, prawdziwe działa. Szefa partii oskarżono nie tylko o uchybianie demokratycznym standardom, ale również o próbę wprowadzenia w Turcji autorytarnych rządów. Tych kraj nie znał od czasu Ataturka, czyli kogoś na kształt polskiego Piłsudskiego. Mimo to Erdogan wygrał wybory samorządowe i nie tylko utrzymał, ale nawet zwiększył swoją władzę w terenie. Na jego wynik wpływ mógł mieć zakończony proces przeciwko oficerom armii tureckiej, którzy do tej pory z tylnego siedzenia rządzili krajem, a których premier po prostu zdegradował i wtrącił do więzienia.

W drugiej połowie roku miały miejsce pierwsze powszechne wyboru prezydenckie. Opozycja oraz strona społeczna zaangażowały się w nie ze wszystkich sił, ale mimo to Erdogan wygrał już w pierwszej turze. W tym momencie ma w swoim ręku władzę w terenie, w parlamencie i najwyższy urząd w państwie, który, z uwagi na pierwsze powszechne wybory, gwarantuje mu najsilniejszą legitymację do sprawowania władzy. Te zwycięstwa nie były łatwe. Widok ludzi bitych przez opancerzonych funkcjonariuszy zazwyczaj nie dodaje popularności. Oskarżenia o próbę wprowadzenia autorytaryzmu również, zwłaszcza, że suche fakty sprawiają, że trudno im zaprzeczyć. Mimo wszystko Erdogan odniósł jeszcze jeden sukces.

Turecka giełda wśród światowych liderów

Oczkiem w głowie byłego premiera, a obecnego prezydenta Turcji, zawsze była gospodarka. Jak widać, zna się na tym jak mało kto. Decyzje, które podejmował jako premier w poprzedniej kadencji tureckiego parlamentu zostały docenione przez jeden z największych autorytetów na świecie w dziedzinie ekonomii – Bank Światowy. Na stronie instytucji możemy przeczytać: „Turcja to jeden z największych partnerów Banku Światowego. PKB tego kraju wynosi 786 miliardów dolarów, co plasuje Ankarę na 18. pozycji wśród największych gospodarek na świecie. W mniej niż dekadę, przychód na obywatela został niemalże potrojony i teraz wynosi więcej niż 10 000 dolarów. Co prawda wzrost gospodarczy spowolnił w czasie światowego kryzysu w roku 2008, ale mimo to okazał się silny i odporny na wstrząsy. Dziś Turcja jest przykładem, z którego powinny korzystać inne państwa w regionie. Turecki rynek pracy szybko odrodził się po kryzysie, a poziom zatrudnienia przewyższa ten z lat przed kryzysem”.

Na taką opinię w Banku Światowym trzeba ciężko pracować. Turcja oczywiście ma również swoje problemy, wśród których eksperci zwracają uwagę na wysokie zaangażowanie kapitału zagranicznego oraz niepewność zatrudnienia w wielu sektorach gospodarki. Jednak ową niepewność należy rozpatrywać w inny sposób, niż tą znaną z polskiego rynku. Turcy mają pracę, choć obawiają się czy uda im się ją utrzymać. Biorąc pod uwagę obecne zawirowania w globalnej ekonomii, to naprawdę solidna podstawa do dalszego rozwoju gospodarczego kraju. Wielu partnerów Banku Światowego nie może się pochwalić nawet takim sukcesem.

Najlepiej widać to na przykładzie. Moja znajoma z Turcji, Buse Sarikaya, mówiła mi ostatnio, że choć kończy studia, to nie boi się o pracę zgodną z jej wykształceniem. Już od przedostatniego roku studiów zgłaszają się do niej pracodawcy oferując jej płatny staż z możliwością zatrudnienia po zakończeniu studiów. Polscy studenci mogą o takiej sytuacji jedynie pomarzyć. Obecnie bezrobocie w Turcji niewiele przekracza 10%, ale eksperci przewidują, że w tym roku nieco spadnie. Obiecująco wyglądają też prognozy wzrostu tureckiego PKB – w pierwszym kwartale wzrost tego wskaźnika ma wynieść 1,7%, w drugim już 2,85%, a w trzecim osiągnąć 3,2%. Turecka Izba Gospodarcza twierdzi, że w 2015 roku najlepiej będzie się rozwijać budownictwo infrastrukturalne, przemysł wytwarzania maszyn i urządzeń oraz produkcja RTV, AGD i IT. Będzie to też najprawdopodobniej dobry rok dla tureckiego przemysłu tekstylnego, który jednak w przyszłości odczuje z pewnością konkurencję ze strony Chin oraz Wietnamu.

W tym roku czeka Turcję nie lada przeprawa, czyli wybory parlamentarne, które są planowane na czerwiec. Ale jak pokazują pierwsze sondaże, partia Erdogana powinna wygrać te wybory w cuglach.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

W poprzednim tygodniu pisałem o zaletach i okazjach rynku akcji japońskich. Tymczasem w poniedziałek, 17 listopada 2014 roku, opublikowano dane gospodarcze wskazujące na recesję w Japonii. Dla inwestorów negatywnie nastawionych do japońskiego rynku, jest to potwierdzenie, że w Tokio nie ma czego szukać. Wydaje się jednak, że obecny rząd wie co robi i ma plan działania. Udało się znacznie obniżyć wartość jena, a wartość akcji japońskich podwoiła się w okresie ostatnich dwóch lat. Zarobki zaczęły rosnąć, a PKB szło w górę zanim podniesienie podatku VAT nie zatrzymało tego zbawiennego ruchu.

W obecnej sytuacji rząd podjął decyzję o odłożeniu do 2017 roku daty wprowadzenia następnego wzrostu podatku VAT. Jednocześnie premier Shinzo Abe zdecydował o przedterminowych wyborach, aby dać szansę Japończykom i swojemu rządowi na kontynuacje rozpoczętych reform przy mocnej legitymacji politycznej. Jeśli wygra wybory i utrzyma większość w parlamencie, będzie duża szansa na przeprowadzenie kolejnych reform strukturalnych i wyprowadzenie Japonii z długotrwałego marazmu gospodarczego.

Nowe wybory odbędą się prawdopodobnie 14 grudnia 2014 roku. Giełda może przyjąć te informacje bardzo pozytywnie. Program rządowy, znany jako „Abenomics”, dał już pierwsze rezultaty i kontynuacja reform strukturalnych jest konieczna dla ożywienia japońskiej gospodarki. Poparcie dla LDP, partii premiera Abe, wynosiło w przeszłości 66% i ostatnio spadło do 44%. Wybory mogą zmobilizować jego wyborców i dać mandat do kontynuacji programu reform strukturalnych i fiskalnych. Nowy pakiet stymulacyjny jest już przygotowywany i ma być przedłożony parlamentowi na początku przyszłego roku. Zamierzony cel to uzyskanie finansowej równowagi w 2020 roku bez utraty zaufania rynków finansowych.

Postępująca konsolidacja finansowa w USA oraz w innych krajach to pozytywny znak, wskazujący na duże możliwości poprawy i przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego na świecie. W tej sytuacji rynek akcji japońskich ma szansę na dalsze wzrosty.

Wbrew pozorom w Hongkongu często dochodzi do protestów. Od czasu kiedy region znalazł się znów w granicach administracyjnych Chin, wybuchów społecznego niezadowolenia było już kilka, jeszcze więcej było ich w okresie dominacji na tym terytorium Imperium Brytyjskiego. Trwającemu obecnie protestowi towarzyszy zainteresowanie mediów z całego świata, ale czy ma on szansę na sukces?

Przypomnijmy fakty. Pierwsza wojna opiumowa, zakończona podpisaniem traktatu w Nankinie w 1842, poddała Hongkong władzy Imperium Brytyjskiego. W 1898 roku podpisano umowę 99-letniej dzierżawy, po której region miał wrócić do Chin. W tym czasie Hongkong stał się prawdziwą metropolią, która w XX wieku stanowiła pomost między światem zachodnim a komunistycznymi Chinami.

W 1984 roku ustalono zasady, na których Hongkong miał wrócić do Państwa Środka. Pekin zgodził się na autonomię regionu, która ma trwać aż do 2047 roku. Umowa nie dotyczy polityki zagranicznej i obronnej, ale pozwala władzom na wolność gospodarczą. To właśnie w tym miejscu ukryta jest zagadka, której próba rozwiązania doprowadziła do wybuchu protestów.

Pierwszym postulatem protestujących jest zmiana ordynacji wyborczej na bardziej demokratyczną. Walka o inne zasady wymiany elit rządzących jest o tyle zrozumiała, że rotacja na wyżynach władzy w autonomii odbywa się wewnątrz jednego klanu. Jego członkowie rządzą regionem z nadania Pekinu i nie zamierzają zgodzić się na jakiekolwiek ustępstwa. Wiedzą, że choćby najmniejszy ukłon w stronę protestujących może się skończyć utratą władzy.

Dlaczego doszło do protestów? Jednym z powodów są zapewne apetyty młodych ludzi, przede wszystkim studentów, na inny styl życia. Młodzi mieszkańcy Hongkongu studiują w Stanach Zjednoczonych oraz w Europie, mieszkają tam latami i obserwują jak może wyglądać świat niepodobny do tego, który znają z domu. Imponuje im wolność słowa, otwartość zachodnich społeczeństw, decyzyjność obywateli w sprawach swojego kraju i regionu. W Hongkongu wygląda to inaczej. Region jest tak naprawdę enklawą, gdzie chińscy przedsiębiorcy mogą robić wszystko, byle tylko się wzbogacić. Zasady, które tu obowiązują są podobne do tych znanych z XIX wieku w Europie. Obywatele mogą próbować to zmienić, ale muszą stawić czoła sojuszowi władzy i kapitału, a to bardzo silne przymierze.

Protesty w Hongkongu z pewnością nie zostałyby na świecie zauważone, gdyby nie reakcja władz. Kolejny raz mogliśmy obserwować, jak pokojowi protestanci zostają zaatakowani przez policję. W Hongkongu doszło do pałowania oraz użycia gazu łzawiącego. Jednak protest nie tylko się nie skończył, ale wręcz przybrał na sile. Polityka bicia protestujących w niepokornym mieście sięga jeszcze czasów brytyjskich. Do podobnych zamieszek dochodziło nie raz i zawsze spotykały się one ze zdecydowaną reakcją władz. Czy tym razem może być inaczej?

Raczej nie. Protesty są skazane na przegraną i mało kto wróży im sukces. Przypomnijmy: studenci walczą nie tylko z władzą, ale również z biznesem. Ta sytuacja nie jest niczym wyjątkowym jeśli przypomnimy sobie olbrzymie (nawiasem mówiąc o wiele liczniejsze) portesty, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych lub krajach zachodniej Europy. Podobnie jak tamte, również te z Hongkongu należy analizować pod kątem walk prekariatu z globalną gospodarką kapitalistyczną.

Czy protest może się rozlać na całe Chiny? Raczej nie. Co prawda pojawiły się plotki o zamieszkach wybuchających w różnych regionach Państwa Środka, ale ich los jest z góry przesądzony. Każdy kto marzy o upadku władz w Pekinie może marzyć dalej, to nic nie kosztuje, ale raczej nie zobaczy tego w rzeczywistości.

Nic nie wskazuje na to, że osoby, które zainwestowały w Chinach powinny się martwić. Owszem, protesty wywołują pewne zawirowania na giełdzie, z uwagi na pozycję Hongkongu na światowym rynku, ale te zawirowania nie spowodują większych turbulencji ani w Chinach, ani na giełdzie w Hongkongu.

Oczywiście, istnieje obawa, że dojdzie do masakry podobnej do tej z czerwca 1989 roku, kiedy protestujących na Placu Niebiańskiego Spokoju zmasakrowało wojsko. Gdyby władze zdecydowały się na tak nierozważny krok, wiele mogłoby się w Chinach zmienić. Eksperci jednak wykluczają taką możliwość. Pekin zdaje sobie sprawę, że w 1989 roku był peryferyjnym krajem, którego interesy nie rozciągały się na cały glob. Gdyby dziś zdecydował się na taki ruch, mogłoby to zbyt wiele kosztować. Nie ma też podstaw by sądzić, że protest rozleje się w całych Chinach. Być może Chińczycy po cichu przyznają rację studentom z Hongkongu, ale na pewno nie powodom dla których doszło do wybuchu protestów. Przeciętny Chińczyk może jedynie marzyć o tym, by żyć tak dostatnio jak mieszkańcy niepokornego miasta.

Protest nie jest więc zagrożeniem dla interesów zagranicznych inwestorów, nie zdestabilizuje władzy w Pekinie i nie rozleje się po całym kraju. Trudno też oczekiwać kompromisu między władzą a protestujacymi. Zbyt dużo pieniędzy jest do stracenia, by ktokolwiek chciał zaryzykować trwałość obecnego modelu społeczno-gospodarczego w Chinach.

Nawet 30 procent zarobili ci, którzy zainwestowali w akcje małych i średnich spółek. Styczeń 2014 roku okazał się bardzo dochodowy.

Słabe nastroje i jeszcze słabsze wyniki niemal wszystkich klas aktywów nie zaszkodziły funduszom małych i średnich spółek. Dzięki dobrej pracy zarządzających, ci którzy zainwestowali swoje pieniądze właśnie w tą klasę aktywów zyskali w styczniu 2014 roku nawet 30 procent. Przewidywania ekspertów zaczynają się sprawdzać.

Statystyki nie napawają optymizmem

Według Analiz Online cytowanych przez Jana Morbiato w „Parkiecie” z 4 stycznia br., na 650 funduszy inwestycyjnych zaledwie co czwarty osiągnął dodatni wynik. Trzeba jednak pamiętać, że w związku ze zmianami polityki FED-u, trwa właśnie wielka ucieczka inwestorów z rynków wschodzących, a do tych właśnie zaliczana jest Polska. Z krajów rozwijających się od czasu ogłoszenia decyzji FED-u wycofano już 6 miliardów dolarów netto. Na tym tle kondycja Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wypada całkiem dobrze.

Prymusi stycznia 2004 roku

Wśród funduszy i subfunduszy akcji polskich małych i średnich spółek najlepiej w styczniu 2014 roku spisał się subfundusz Investor TOP25 Małych Spółek, który zarobił 2,9 procent przy średniej dla tej klasy aktywów 0,7 procent.

Wśród funduszy i subfunduszy akcji polskich po raz kolejny najlepsze wyniki zanotował w pierwszym miesiącu tego roku subfundusz Caspar Akcji Polskich. Podczas gdy ujemny bilans dotknął akcje obligacji skarbowych, obligacje dłużne papierów korporacyjnych i wiele innych, Caspar Akcji Polskich osiągnął najlepszy wynik w swojej klasie, czyli 1,9 procent nad kreską. Średnia w tej grupie wynosiła 0,9 na minusie, a najgorszy wynik to minus 3 procent.

Łukasz Marach, zarządzający subfunduszem Caspar Akcji Polskich, tak opisuje to co dzieje się na rynkach: „Początek roku rozpoczął się dość nerwowo dla inwestorów, szczególnie na giełdach rynków wschodzących. Z pewnym niepokojem przyjęte zostało dalsze ograniczanie QE przez FED, co szczególnie mocno dotknęło rynki z państw charakteryzujących się wysokimi deficytami obrotów bieżących. Na polskiej giełdzie w stycznie lepiej radziły sobie mniejsze spółki, których indeksy zakończyły miesiąc na plusie, indeks WIG spadł o niespełna 1 procent. Moim zdaniem, w tym roku warto szukać okazji inwestycyjnych wśród spółek mniejszych, choć coraz trudniej znaleźć bardzo nisko wycenione podmioty. Wyceny akcji na polskim rynku są zbliżone do rynków rozwiniętych – wskaźnik C/Z na bieżący rok dla WIG-u wynosi 13,5x (wg Bloomberg), dla porównania dla S&P500 to ok. 14,5x, dla DAX-a 12,5x. Ryzykiem specyficznym dla polskich akcji szczególnie w drugiej połowie roku, może być realizacja założeń reformy OFE”.

Wśród funduszy i subfunduszy gotówkowych i pieniężnych najlepszy był Altus Pieniężny z wynikiem 0,4 procent i przy średniej dla tej klasy aktywów w wysokości 0,1 procent.

Cytowany przez „Parkiet” z 4 stycznia br. Łukasz Hejak, zarządzający Investors TFI, przewiduje, że wzrosty na GPW przyjdą w drugiej połowie roku. „Pierwsza upłynie pod znakiem trendu bocznego o dużej amplitudzie zmian” – tłumaczy Hejak.

Skutki polityki FED-u

Decyzje amerykańskiego banku centralnego są złe, a w niektórych wypadkach bardzo złe, w skutkach dla grupy państw rozwijających się, w tym Polski. Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander zwraca uwagę, że styczeń nie będzie ulubionym miesiącem tych, którzy postawili na Rosję i Turcję: „Przeciętna stopa zwrotu niemal wszystkich grup funduszy była w zeszłym miesiącu ujemna. Najdotkliwsze straty poniosły osoby, które postawiły na fundusze rynków wschodzących”.

Z kolei „Dziennik Prawa i Gospodarki” z 4 stycznia 2014 roku, opierając się na opiniach ekspertów tłumaczy, że trudno na razie ocenić jak będą wyglądały następne miesiące i kiedy wreszcie rynki wschodzące się ustabilizują. Zamieszanie polityczne w Turcji oraz niepokoje w Rosji nie pomagają w zdobyciu zaufania inwestorów – diagnozuje „Dziennik Prawa i Gospodarki”. Najgorsze jest to, że Polska wciąż jest w „jednym koszyku” z tymi i wieloma innymi państwami, których sytuacja gospodarcza oraz polityczna jest o wiele bardziej niestabilna niż nasza. Tymczasem prognozy wzrostu polskiego PKB są naprawdę dobre.

JNG

Dziennik „Rzeczpospolita” z 24 grudnia 2013 roku podliczył, że w okresie od początku 2013 roku do 20 grudnia 2013 roku średnia wyników funduszy akcji osiągnęła stopę zwrotu w wysokości 40%. Caspar Akcji Polskich został ukoronowany tytułem „hit inwestycyjny” i osiągnął najwyższy wynik ze wszystkich funduszy tego typu – stopa zwrotu w wypadku subfunduszu Caspara wyniosła aż 50%.

Rok 2013, podobnie jak 2012, był udany dla inwestorów. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. W poprzednim roku na zysk mogli liczyć ci, którzy swoje pieniądze ulokowali zarówno w akcjach, jak i obligacjach państwowych. Rok 2013 to zdecydowanie rok akcji, obligacje państwowe przyniosły zyski na średnim poziomie ok. 4% (w 2012 roku było to aż 12%), czyli mniej niż można było zarobić inwestując w złoto.

Jak do tego doszło i czy ta tendencja się utrzyma?

Łatwo można policzyć, że inwestycja w mniejsze spółki notowane na giełdzie przyniosła aż dziesięciokrotnie wyższy zysk niż inwestycja w obligacje skarbowe. Jak do tego doszło? Decydujący wpływ na wyraźną zmianę struktury wpłat i umorzeń jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych wywarły przede wszystkich niskie stopy procentowe. To właśnie one sprawiły, że uczestnicy funduszy inwestycyjnych zdecydowali się ulokować więcej środków w bardziej agresywne inwestycje. Ta zmiana odbyła się głównie kosztem stabilnych, lecz przynoszących nikły zysk obligacji.

Czy ta tendencja się utrzyma? Banki raczej jeszcze długo będą się powstrzymywać z zaproponowaniem wyższych odsetek i właśnie dlatego eksperci cytowani przez „Rzeczpospolitą” szacują, że choć rynek akcji małych i średnich firm prawdopodobnie nie powtórzy zeszłorocznego sukcesu, to i tak można spodziewać się wysokiego zysku.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ